„Porwana”
Okładka książki „Porwana”
  • Autor: Róża Lewanowicz
  • Tytuł: Porwana
  • Język oryginału: polski
  • Liczba stron: 472
  • Rok wydania: 2014
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Wymiary: 145 x 205 mm
  • ISBN: 978-83-7674-104-8
  • Wydawca: Replika, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Zakrzewo
  • Logo wydawnictwa: Replika, Wydawnictwo
Recenzja
Data publikacji: 16 lutego 2014 A- A A+
Warszawa, Mokotów. Justyna Meyer, młoda pracownica jednej z warszawskich korporacji, zostaje pewnego przedpołudnia porwana sprzed klatki swojego bloku. Trzej napastnicy uprowadzają ją na oczach zdezorientowanego męża i połowy osiedla. Obezwładniają, pakują do ciemnogranatowego vana i odjeżdżają w nieznanym kierunku. Łukasz Meyer, funkcjonariusz Centralnego Biura Śledczego, początkowo wierzy, podobnie jak policjanci zajmujący się sprawą porwania Justyny, że ma ono związek z jego pracą. Być może chodzi o okup, być może o zemstę. Jednak śledczy szybko orientują się, że uprowadzenie kobiety ma drugie dno. Na jaw zaczynają wychodzić skrywane przez Justynę tajemnice z jej przeszłości. Łukasz dowiaduje się, że na kilka dni przed porwaniem jego żonę nachodził mężczyzna przedstawiający się jako Mariusz Jóźwiński i podający się za jej kolegę z liceum. W sprawę zagadkowego porwania zaczyna być zamieszanych coraz więcej osób, także z najwyższych szczebli władzy. Panieńskie nazwisko Justyny okazuje się znane również w kręgach wojskowych i wśród dziennikarzy. Załamany mąż odkrywa, że coraz więcej osób miało motyw by porwać, a może nawet zamordować Justynę. Czy uda mu się ją ocalić?

Porwana (2014) to debiut powieściowy nie tyle Róży Lewanowicz, co autora, który ukrył się pod tym pseudonimem literackim. Nieznane jest nie tylko jego prawdziwe nazwisko, ale również wiek czy miejsce pochodzenia. Charakter powieści pozwala przypuszczać, że to osoba, która przez lata była związana z służbami mundurowymi (może nawet specjalnymi). Biorąc pod uwagę styl książki, można też mieć wątpliwości, czy powieść rzeczywiście napisała kobieta albo czy wydatnego udziału w jej powstawaniu nie miał jakiś mężczyzna.

Bez wątpienia jednak to kobieta jest główną bohaterką Porwanej. Centralną postacią powieści jest Justyna Meyer. Trzydziestokilkulatka wraz z mężem, funkcjonariuszem Centralnego Biura Śledczego, zajmuje niewielkie mieszkanie na warszawskim Mokotowie. Młode małżeństwo tylko z pozoru wiedzie spokojne życie warszawskich mieszczuchów. Trapią ich i duże, i małe problemy: niespłacony kredyt na mieszkanie, kiepskie stosunki z rodzicami, bezowocne starania o dziecko. Z uwagi na trudną i często niebezpieczną służbę Łukasza nierzadko zjada ich stres, lecz mimo to pozostają zgodnym małżeństwem. Cieszą się sobą tak samo mocno, jak przed laty, kiedy się poznali.

Justyna jest pracownicą jednej z wielu stołecznych korporacji. To już jej trzecie miejsce pracy tego typu, odkąd zamieszkała w Warszawie. Nie jest typowym yuppie. Nie zależy jej na karierze, choć zależy jej na tej konkretnej posadzie. Najważniejsza była stała pensja, która wpływała regularnie na konto i pokrywała kolejne raty za ich mieszkanie na Mokotowie. Nikt z szefostwa się jej nie czepiał, przychodziła przed dziewiątą, po siedemnastej była w domu, weekendy były wolne, a czasami padła jakaś premia. Za to tę posadę kochała całym sercem, równie mocno jak jej nienawidziła (z czego ciągle śmiał się Łukasz). I dlatego na jej biurku i wokół niego panował idealny porządek. Dbała o to miejsce, bo dzięki niemu żyła tak, jak chciała – ze swoim mężem, we własnym lokum. Dbała też o nie, bo na tyle nie znosiła firmy i tego, co robi, że pragnęła przynajmniej siedzieć w ładzie i porządku.

Pojawienie się tajemniczego Mariusza Jóźwińskiego, rzekomego kolegi z liceum z Łomży, wprowadza chaos w uporządkowane życie Justyny. Kobieta często kieruje się intuicją, a ta podpowiada jej, że nachalność zagadkowego mężczyzny nie przyniesie jej niczego dobrego. Jej obawy są tym większe, że Justyna ma wiele wątpliwości co do jego tożsamości. Choć nie widziała Mariusza od lat, jest przekonana, że mężczyzna, który ją nachodzi wcale nie jest Jóźwińskim. Justyna jest zdezorientowana. Nie rozumie sytuacji, w jakiej się znalazła. Czuje się zaszczuta. Jest też przerażona. Kobieta wpada w manię prześladowczą. Choć powoli zaczyna bać się nawet własnego cienia, to nie chce o niczym powiedzieć mężowi. Justyna nie chce martwić Łukasza. Nieoczekiwanie, pomocną dłoń wyciąga do niej jeden z kolegów z pracy. Jednak nawet on po kolejnej wizycie Jóźwińskiego nie jest w stanie powstrzymać kobiety przed odejściem z firmy. Justyna ma nadzieję, że w ten sposób odzyska utracony spokój. Jednak jej wypowiedzenie uruchamia lawinę dramatycznych zdarzeń. A przynajmniej tak wydaje się wszystkim tym, którzy zajmują się sprawą porwania Justyny. Śledztwo w sprawie uprowadzenia kobiety prowadzone jest początkowo w kilku kierunkach. Policjanci nie wykluczają nawet samouprowadzenia. Spektrum potencjalnych motywów jest szerokie, bo Justyna nie przypomina typowej ofiary porwania. Poszukiwaniem kobiety zajmują się nie tylko policjanci z Komendy Stołecznej Policji, ale również funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego. Porwanie żony kolegi po fachu jednoczy wszystkich śledczych. Sprawa porwania kogoś z rodziny jakichkolwiek służb zmieniała (…) kompletnie zapatrywanie na problem. Zaczynało się myśleć o swojej żonie, swoich dzieciach, a także o tym, że to może nie być zwykłe porwanie dla okupu, tylko zemsta albo groźba. To dlatego dochodzeniowcy starają się nie prowadzić sprawy rutynowo. A ponieważ brakuje im punktu wyjścia, gorączkowo łapią się każdej informacji. Wiele z nich chcieliby uzyskać od Łukasza, jednak mąż Justyny bezpośrednio po jej porwaniu nie jest zdolny do jakiejkolwiek współpracy.

Początkowo Łukasz jest zdruzgotany. Ma wyrzuty sumienia, że nie zdołał zapobiec uprowadzeniu żony. Zarzuca sobie niedostateczną czujność. Mimo narastającego bólu stara się jednak aktywnie włączyć w śledztwo. Pomocą służy mu przyjaciel z Biura, Tomasz Kotowicz. Meyer rozpoczyna także dochodzenie na własną rękę. Zaczyna bliżej współpracować z jednym ze stołecznych policjantów, komisarzem Michałem Malickim. Niepozorny funkcjonariusz okazuje się rasowym gliną o bardzo szerokich kontaktach. To dzięki jego przenikliwości i znajomościom Meyer jest zawsze o krok przed innymi.

Kolejne godziny przynoszą coraz to nowe informacje na temat Justyny. Okazuje się, że przeszłość kobiety skrywa wiele tajemnic. Łukasz nagle odkrywa luki w jej biografii. Jak duchy z dawnego życia Justyny wyłaniają się zagadkowe postaci, związane z szeroko pojętymi kręgami wojskowymi. Żołnierze, najemnicy, komandosi GROM… Okazuje się, że kobieta miała również powiązania ze środowiskiem dziennikarskim oraz światem wielkiego biznesu i wielkiej polityki. Łukasz jest przerażony tym, jak mało wie o swojej żonie. Kolejne przesłuchania przynoszą nowe tropy i ujawniają kłopotliwe sprawy, które dawno temu zamieciono pod dywan, a które wbrew woli decydentów ponownie ujrzały światło dzienne.

W Porwanej Lewanowicz stawia pytania o granice poznania drugiego człowieka. Zastanawia się, jak naprawdę przebiega proces poznawania innych i co tak naprawdę oznacza poznawanie innej osoby. Zajmuje przy tym pozycję sceptycyzmu poznawczego, zakreślającego nieprzekraczalne granice ludzkiego poznania. Momentami zdaje się powtarzać za Kantem, że drugi człowiek jest zawsze niepoznawalny; że możemy snuć tylko hipotezy o tym, jaki jest naprawdę. Na przykładzie Justyny udowadnia, że tyle o nas wiadomo, ile sami zechcemy ujawnić. Równocześnie Lewanowicz dopuszcza jedno odstępstwo od tej, wydawałoby się uniwersalnej, reguły. Warunkiem pełnego otwarcia się drugiego człowieka może być miłość, jeśli tylko towarzyszy jej poczucie bezpieczeństwa wynikające z bezgranicznego zaufania. Dramatyczne wydarzenia, jakie stają się udziałem Justyny, doprowadzają do przemiany głównej bohaterki. I kiedy znowu z jej przyszłości wyłaniają się duchy, niemal od razu dzieli się tym z mężem. Justyna uczy się na błędach. A to sprawia, że sensacyjna historia opowiedziana w książce zyskuje dodatkowy wymiar.

Porwana to powieść sensacyjna z pogranicza dwóch gatunków: conspiracy thrillera i kryminału. Świetnie poprowadzona fabuła zagęszcza się na tyle, że w miarę rozwoju akcji zaciera się początkowo klarowny podział na łowców i zwierzynę. Justyna szybko oswobadza się z rąk porywaczy. Chce też wziąć odwet na swoich oprawcach. Jej działania skutkują zaskakującymi zwrotami akcji, dzięki którym powieść jest bardzo wciągająca.

Szczególnego kolorytu Porwanej nadają drugoplanowi bohaterowie. Lewanowicz ma rękę do tworzenia intrygujących postaci. Przyjaciele Justyny z dawnych lat stanowią arcyciekawą paczkę, która z miejsca wzbudza w czytelnikach ogromną sympatię. Malicki budzi podziw swoją nieustępliwością, a przełożony Łukasza, Rafał Brenner – szacunek. Każdy bohater jest unikalny. Każdy wywołuje odmienne emocje. Jednak wydaje się, że jest jedna rzecz, która łączy wszystkie postaci: bohaterowie powieści sprawiają wrażenie, jakby byli wzorowani na prawdziwych ludziach. To odczucie jest tym silniejsze, że Lewanowicz nie tylko portretuje ich z łatwością, ale i ze swadą opowiada o ich specyficznej codzienności. Świat służb nie ma przed nią większych tajemnic. Choć o wielu sprawach pisze dość ogólnikowo, widać, że zna się na rzeczy. Przekłada się to bezpośrednio na fabułę powieści. Każda akcja powoduje reakcję, kolejne działania ułożone są w logicznej sekwencji, widać związki przyczynowo-skutkowe. Pisarka doskonale wie, nie tylko, jaki będzie finał, ale i jaka droga do niego prowadzi, i konsekwentnie nią podąża. Co więcej, Lewanowicz dywersyfikuje, skądinąd raczej prosty, język powieści, mając na uwadze temperamenty swoich postaci. Dostosowuje go nie tylko do charakterów bohaterów, ich zawodów, ale i okoliczności, w jakich się znajdują. Jej opisy są plastyczne, bardzo obrazowe. Wszystko to sprawia, że lektura Porwanej dostarcza wiele przyjemności. Ciekawi bohaterowie, przemyślana fabuła i wartka akcja. Taka kompilacja nie może nie przypaść do gustu. Słowem, nad wyraz udany debiut.
Komentarze
  • 1
    gość 19 maja 2014 | 9:11:38

    Książka niesamowicie wciąga, te kilkaset stron zlatuje w mgnieniu oka, Polecam!

  • 2
    gość 21 kwietnia 2015 | 9:05:28

    Ja zarwałam wczorajszą noc, bo nie mogłam się oderwać od tej książki :)

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Dziennik Literacki używa plików COOKIE. Korzystając z Dziennika Literackiego wyrażasz zgodę na ich wykorzystywanie.
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o plikach COOKIE.
Akceptuję