„W miasteczku długowieczności”
Okładka książki „W miasteczku długowieczności”
  • Autor: Tracey Lawson
  • Tytuł: W miasteczku długowieczności
  • Tytuł oryginału: A Year in the Village of Eternity
  • Język oryginału: angielski
  • Przekład: Dobromiła Jankowska
  • Liczba stron: 440
  • Rok wydania: 2012
  • Oprawa: miękka
  • Wymiary: 125 x 205 mm
  • ISBN: 978-83-7536-374-6
  • Seria: Dolce Vita
  • Wydawca: Czarne, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Wołowiec
  • Logo wydawnictwa: Czarne, Wydawnictwo
  • Logo serii: Dolce Vita
Recenzja
Data publikacji: 15 grudnia 2013 A- A A+
Campodimele. Il Paese della Longevità, miasteczko długowieczności. W tej niewielkiej miejscowości w samym sercu Włoch bez udziału alchemików mieszkańcy odkryli przepis na eliksir wiecznego życia, przez co prawdziwym nietaktem byłoby tu śpiewanie solenizantom „Sto lat!”, bo Campodimeleńczycy nader często dożywają setki. Według danych z 2009 roku średnia długość życia mieszkańców to dziewięćdziesiąt pięć lat. Dla porównania, średnia unijna dla mężczyzn to siedemdziesiąt pięć lat, a dla kobiet osiemdziesiąt dwa lata. Dodatkowo, u mieszkańców tej latyńskiej wsi stwierdzono bardzo niską zachorowalność na raka, jak również znikome przypadki otyłości i chorób serca. Campodimeleńczycy cieszą się szczególnie niskim ciśnieniem krwi i niskim poziomem cholesterolu. To dlatego Światowa Organizacja Zdrowia włączyła miejscowość do „Projektu Monica”, który ma na celu badanie różnych społeczności na świecie pod kątem występowania chorób sercowo-naczyniowych. Zaintrygowana tymi doniesieniami brytyjska dziennikarka postanowiła zobaczyć na własne oczy, jak się żyje w Campodimele. Jesienią 2006 roku wsiadła do samolotu, a potem przejechała sto sześćdziesiąt kilometrów na południe krętymi górskimi drogami, aby dotrzeć do miejsca, o którym jeszcze wtedy nie wiedziała, jak bardzo zmieni jej życie. Cztery lata później tak napisze w prologu otwierającym jej książkę: Przyjechałam do Campodimele z nadzieją, że dowiem się, jak dłużej żyć, ale odkryłam coś znacznie ważniejszego – jak żyć dobrze.

O autorce książki wiadomo niewiele. Właściwie tylko tyle, że Tracey Lawson – absolwentka romanistyki, dziennikarka – odkryła uroki włoskiej kuchni, ucząc angielskiego w Toskanii. W 2007 roku przeprowadziła się do Campodimele, miasteczka, które stanowiło inspirację dla jej debiutanckiej książki. Tym samym nieznacznie powiększyła i tak skromną liczbę jego mieszkańców. Populacja Campodimele liczy zaledwie sześćset siedemdziesiąt jeden osób. Miejscowość usytuowana jest w prowincji Latina, w regionie Lacjum, w połowie drogi między Rzymem a Neapolem. Mieści się na wzniesieniu wewnątrz Parku Narodowego Gór Aurunci – 647 metry nad poziomem morza. Jej nazwa wywodzi się od łacińskiego campus mellis, oznaczającego „pole miodu”, jako że w tym właśnie regionie hodowano pszczoły, których miód był podawany na stołach rzymskich cesarzy. Campodimele to typowa włoska mieścina o powierzchni zaledwie trzydziestu ośmiu kilometrów kwadratowych. Centralnym punktem miejscowości jest piazza, do której prowadzą strome i wąskie uliczki, biegnące między kamiennymi domami. Centrum miasteczka – z jedenastowiecznym kościołem z wysoką dzwonnicą – okalają średniowieczne mury z licznymi wieżyczkami. U stóp wzgórza, na którym przykucnęły domy, rozciągają się gaje oliwne i winnice. Ot, włoska idylla.

„Sappiamo vivere”, mawiają Włosi. „Wiemy, jak żyć”. A integralną częścią wiedzy, jak dobrze żyć, jest umiejętność dobrego jedzenia. Nigdzie nie jest to wyraźniej widoczne niż w Campodimele, którego mieszkańcy sieją, zbierają, przetwarzają, marynują i konsumują dary natury z szacunkiem i wdzięcznością. To właśnie w wyjątkowej diecie mieszkańców miasteczka tkwi sekret ich długowieczności. Można w niej znaleźć jedynie ubogie w chemię, naturalne, nieprzetworzone produkty, najczęściej sezonowe, wyhodowane na własnej ziemi. Włosi nazywają tego rodzaju jedzenie cibo genuino, prawdziwym jedzeniem. Jednak zdaniem Tracey Lawson owe dwa słowa nie oddają nawet w małej części tego, co „cibo genuino” oznacza dla mieszkańców Campodimele. Ponieważ „cibo genuino” to cała filozofia – stosunek do produktów, które powinny być sadzone, zbierane, przygotowywane i podawane z szacunkiem dla każdego ogniwa łańcucha – ziemi, samego produktu, ludzi go spożywających oraz szerzej – środowiska.

Dieta Campodimeleńczyków to lokalna odmiana diety śródziemnomorskiej, która w 2010 roku znalazła się na liście Arcydzieł Ustnego i Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Kandydaturę diety śródziemnomorskiej wysunęły wspólnie Hiszpania, Grecja, Włochy i Maroko. Uznawana jest ona za najzdrowszą dietę Europy. Dieta śródziemnomorska nie jest jednak typowym planem żywieniowym, a zbiorem pewnych nawyków, obejmującym między innymi wysokie spożycie owoców i warzyw, nieco mniejsze tłustych ryb i dziczyzny, stosowanie oliwy z oliwek extra vergine, bogatej w tłuszcze nienasycone; picie czerwonego wina, zawierającego chroniące serce polifenole, oraz, co najważniejsze, prowadzenie aktywnego trybu życia. Rośliny powinny być uprawiane bez żadnej ingerencji chemicznej, zbierane w odpowiednim czasie, zjadane w miejscu pochodzenia, świeże i przygotowywane w prosty sposób. Najlepiej też jeść je w sezonie, gdy dojrzewają, a poza nim – by pozostały „cibo genuino” – stosować jedynie naturalne metody przechowywania – konserwowanie solą, cukrem, oliwą lub octem, zamrażanie, robienie domowych przetworów i pakowanie próżniowe. (…) Większość tych produktów jest sadzona (a potem konsumowana) w taki sam sposób jak przed setkami lat: na ziemi użyźnianej naturalnymi zwierzęcymi nawozami, bez użycia pestycydów. Warzywa i owoce zbierane są ręcznie codziennie lub co tydzień i zjadane w ciągu kilku godzin od zbioru, by zachować jak najwięcej witamin i składników mineralnych. Oczywiście przygotowuje się je szybko i w prosty sposób – grilluje, smaży, gotuje albo spożywa na surowo.

W miasteczku długowieczności. Rok przy włoskim stole (2011) to opowieść, której rytm wyznacza cykl natury. Osią fabuły jest rolniczy i kulinarny kalendarz Campodimele, oparty na bogactwie i smaku sezonowych produktów, stanowiących podstawę tutejszego sposobu odżywiania się. Styczeń to czas tłoczenia oliwy z oliwek i przygotowywania salsicce – suszonych kiełbas z surowego miejsca. Luty pachnie dziczyzną i verdure, jadalnymi liściastymi warzywami. Smakuje też tymiankiem, miętą, dzikim koprem. Wiosna to pora zielonego bobu i jeszcze zieleńszych karczochów. Na czerwcowe święto świętego Onufrego pojawiają się pierwsze ślimaki. W lipcu rozpoczynają się drzewne żniwa. Sierpień to miesiąc cicerchie, groszku siewnego, wrzesień zaś – soczystych pomidorów. W październiku królują pachnące winogrona i figi. W listopadzie zbiera się ziemniaki na późniejsze gnocchi, a w grudniu smakuje owoce morza. Zawartość talerza zdradza, jaki właśnie rozpoczął się miesiąc. Ale nie tylko ona, bo nawet aromat przypraw unoszący się w powietrzu podpowiada, jaka jest pora roku.

Cynamon zwiastuje placek serowy, torta di ricotta alla cannella, wypiekany tradycyjnie na Święta Wielkiej Nocy. Wniebowstąpienie pachnie również anyżkiem, obowiązkowym składnikiem drożdżowego chleba tortano. Maj kusi zapachem bazylii i mięty, grudzień zaś – natki pietruszki. Każdy aromat ma tutaj swój czas. Swój czas ma tutaj też każdy posiłek. Włosi od wieków spożywają swoje dania spokojnie i bez pośpiechu. Zwyczajowy obiad potrafi trwać nawet dwie godziny!

W dni powszednie ów obiad składa się z bogatego w węglowodany „primo”, pierwszego dania – jest to makaron, „risotto” lub „gnocchi”, często z prostym warzywnym sosem. Następne jest „secondo”, drugie, bogate w białko strączki, tradycja z dawnej „cucina povera”, lub mięso czy ryba jako znak lepszych czasów. Dodatkiem do „secondo” jest „contorno”, porcja warzyw. Potem podaje się „insalatę”, na którą składają się zwykłe, zielone liściaste sałaty z oliwą i octem, które mają oczyścić podniebienie przed „formaggio” – sery podjadają ci, którzy jeszcze mają apetyt. Są jeszcze „frutta”, owoce, zazwyczaj sezonowe, świeżo zerwane w sadzie. Ten tradycyjny porządek „primo”, „secondo z contorno”, „insalata”, „formaggio”, „frutta”, w trakcie bardziej świątecznych obiadów poprzedzony jest jeszcze „antipasti” („przed pastą”, czyli makaronem) – zestawem oliwek, „salumi” i pozasezonowych przetworów. Taki rozpustny posiłek ma także „dolce”, słodycze, podawane po owocach, czasem z dodatkiem „prosecco”, włoskiego wina musującego.

Jednym z najważniejszych dla Włochów pomieszczeń w ich domach jest cantina – chłodna, ciemna spiżarnia, gdzie na półkach spoczywa zapis ostatnich zbiorów. To święte miejsce, które niesie uczucie spokoju i zadowolenia. Ukryte za prostymi, drewnianymi drzwiami niekończące się rzędy weków, kosze wypełnione warzywami i skrzynki pachnących owoców dają obietnicę bezpiecznego jutra. Butelki z sosem pomidorowym, cebule suszące się w okrągłych wieńcach, gąsiory wypełnione po brzegi oliwą zdradzają, czym w następnych miesiącach będą posilać się wszyscy domownicy. To caserecci, przetwory wyrabiane a casa, czyli w domu.

Nowe zbiory to także okazja do organizowania sagre, odbywających się co roku festiwali na cześć jedzenia. Pierwszy bób, pierwsze pomidory czy pierwsze szalotki dają pretekst do wyrażenia wdzięczności Matce Naturze za okazaną w danym roku łaskawość. Ale „sagre” urządza się również dlatego, a może przede wszystkim dlatego, że Włosi uwielbiają „stare in compagnia”, cieszyć się towarzystwem i spotykać z bliskimi.

W miasteczku długowieczności to niezwykła opowieść o włoskiej kuchni – wypełniona apetycznymi anegdotami i jeszcze smaczniejszymi przepisami, okraszonymi fotografiami omawianych dań. Autorka zebrała w książce ponad sto receptur na tradycyjne i typowe dla tego miejsca na ziemi potrawy. To także opowieść o ciekawych ludziach, jakich pisarka spotkała na swojej drodze – sędziwych, lecz wciąż spragnionych życia. Jednak nade wszystko to apoteoza życia w zgodzie z naturą i purystycznej, ale i praktycznej filozofii kuchni Campodimele, opierającej się na przekonaniu, że dobra organizacja jednego dnia oznacza, że przez cały rok będziesz mógł cieszyć się rezultatami swojej ciężkiej pracy; że przechowywane produkty nie szkodzą, jeśli nie dodaje się do nich chemicznych konserwantów; że trzeba pielęgnować stare tradycje, jednocześnie biorąc z nowoczesności to, co najlepsze. Równowaga bowiem tkwi gdzieś pomiędzy przeszłością, teraźniejszością a przyszłością. Równowaga tkwi w Campodimele.
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję