„13 ran”
Okładka książki „13 ran”
  • Autorzy: Edward Lee, Stefan Darda, Graham Masterton, Magdalena Maria Kałużyńska, Aleksandra Zielińska, Carlton Mellick III, Robert Cichowlas, Kazimierz Jr. Kyrcz, Anna Klejzerowicz, Rick Hautala, Rob Kayman, Jonathan Maberry, Łukasz Radecki, Jack Ketchum
  • Tytuł: 13 ran
  • Język oryginału: polski
  • Liczba stron: 376
  • Rok wydania: 2012
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Wymiary: 145 x 205 mm
  • ISBN: 978-83-7674-209-0
  • Wydawca: Replika, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Zakrzewo
  • Logo wydawnictwa: Replika, Wydawnictwo
Recenzja
Data publikacji: 6 marca 2013 A- A A+
13 ran (2012) to zbiór opowiadań najpopularniejszych polskich i zagranicznych autorów horrorów. To już trzecia tego typu antologia wydana nakładem Repliki. W 2011 wydawnictwo opublikowało 11 cięć i 15 blizn. W 13 ranach powracają pisarze znani czytelnikom z wcześniejszych tomów – Masterton, Ketchum czy Darda. Pojawiają się także zupełnie nowi, niepublikowani dotąd w Polsce autorzy. Wszystkie opowiadania – zróżnicowane tematycznie i rodzajowo – dają ciekawy ogląd na to, co aktualnie dzieje się w horrorze, czy jak kto woli, fantastyce grozy.

13 ran otwiera tekst pt. Silniejszy (2010), autorstwa Jacka Ketchuma – amerykańskiego prozaika, jednego z najpopularniejszych twórców horrorów na świecie, którego zagorzałym czytelnikiem jest sam Stephen King. Opowiadanie to było nominowane w 2011 roku do nagrody Black Quill Award w kategorii najlepszy krótki utwór literacki. Jego bohaterem jest sześćdziesięcioletni wykładowca prawa na Uniwersytecie Nowojorskim, Jeff McFee. Poznajemy go, kiedy gości w swoim niewielkim mieszkaniu daleką krewniaczkę. Młoda kobieta odwiedza go, bo poszukuje odpowiedzi na pytania dotyczące tragicznie zmarłej matki Jeffa. Fotografię z jej wizerunkiem znalazła podczas porządków po śmierci swojej własnej matki. Na pozór niczym nie wyróżniające się zdjęcie staje się dla Ketchuma pretekstem do opowiedzenia ponurej historii o możliwym wpływie trudnego dzieciństwa na psychikę dorosłego człowieka. Pomiędzy kolejnymi akapitami jego opowiadania czai się strach dziecka, przerażonego okrucieństwem, jakiego zmuszone było doświadczać od najbliższej mu osoby. U Amerykanina źródłem grozy nie jest odrealniony świat wyobraźni, a dom rodzinny, będący w przekonaniu wielu synonimem bezpieczeństwa. I choć opowiedziana przez Ketchuma historia nie jest nowatorska, intryguje i zachęca do lektury kolejnych tekstów antologii. Po obiecującym początku następuje jednak literacka katastrofa. Drugie opowiadanie zbioru jest najgorszym spośród wszystkich zawartych w tym tomie.

Pragnienie (2012) Roberta Cichowlasa i Kazimierza Kyrcza Jr. nie jest pierwszym tekstem napisanym przez ten duet. I podczas gdy ich wcześniejsze próbki prozy można było traktować łagodniej, tłumacząc niedawnym debiutem, to dla tego, co teraz tworzą, nie ma już żadnego wytłumaczenia. Ich opowiadanie jest zwyczajnie słabe – i merytorycznie, i warsztatowo. Na pewno nie należą do najlepszych z najlepszych; utalentowanych i doskonale przygotowanych do tego, by zaintrygować i przestraszyć, jak to na okładce, skądinąd tandetnej i szkaradnej, obiecuje wydawca.

Trzeci tekst13 ran to Pan Kadłubek, opowiadanie z 1994 roku, nominowane przed laty do prestiżowej nagrody Brama Stokera, przyznawanej od 1987 roku przez Stowarzyszenie Pisarzy Horrorów (HWA, The Horror Writers Association). Jego autorem jest Edward Lee – twórca kilkudziesięciu książek z gatunku horroru, w tym takich bestsellerów jak Sukkub, Ludzie z bagien czy Golem. O tym amerykańskim pisarzu mówi się, że to specjalista od prozy ekstremalnej. I tak jest w istocie. Głównym bohaterem omawianego opowiadania jest tytułowy Pan Kadłubek; psychopata, którego od miesięcy bezskutecznie tropią policyjni śledczy. Morderca systematycznie porzuca na terenie całego hrabstwa fragmenty rozczłonkowanych ludzkich ciał. Mężczyzna, przekonany o konieczności wypełniania bożej misji, porywa kobiety, a następnie okalecza je i… zapładnia. Lee nawet nie niepokoi – on bezceremonialnie szokuje. Wykreowany przez niego świat jest obrzydliwy, a on sam – obrzydliwie utalentowany. Jest błyskotliwy, pomysłowy i świetny warsztatowo. Podobnie zresztą jak Carlton Mellick III, autor innego przedziwnego tekstu o słodko brzmiącej nazwie Uszatek.

Uszatek to pierwszy utwór Mellicka III na polskim rynku wydawniczym. Amerykanin jest autorem kilku powieści i kilkudziesięciu opowiadań, a przy tym prekursorem gatunku bizarro. Za umowny początek tego ruchu uznaje się założenie przez Rose O’Keefe wydawnictwa Eraserhead Press w 1999 roku. Aż do 2005 roku bizarro nazywano neosurrealizmem lub avant-punkiem. Dopiero w połowie pierwszej dekady XXI wieku ten gatunek zyskał wspomnianą wcześniej nazwę, która swoją drogą doskonale go charakteryzuje. Bizarro to hybryda groteski, absurdu i karnawalizacji. Szeroko pojętych dziwności. Najlepiej jednak definiować go poprzez przynależne mu powieści i opowiadania. Jednym z takich reprezentatywnych dla gatunku utworów jest właśnie Uszatek. To w dużym uproszczeniu opowieść o cierpiącej na agorafobię kobiecie, która na skutek nieoczekiwanych zdarzeń, zmuszona jest do podjęcia walki z trapiącą ją przypadłością. A wszystko zaczyna się dość niewinnie – nie przychodzi do niej na czas comiesięczna przesyłka. Irene od sześciu lat prenumeruje „Kotki Miesiąca”. Każdego miesiąca w ramach prenumeraty otrzymuje genetycznie modyfikowane zwierzątko. A to kotka-piłkę, a to kotka-jednorożca, a to kotka, który wygląda niemal jak ruchoma przytulanka. W końcu długo wyczekiwana przesyłka nadchodzi. W jej środku znajduje się Uszatek. Kot, który ma na sobie mnóstwo ludzkich uszu, o różnych kształtach i rozmiarach, zszytych ze sobą jakby przez samego Frankensteina.

Wraz z dziwacznymi, pokręconymi historiami, przeplatają się klasyczne opowieści grozy. Tymi najciekawszymi są opowiadania polskich autorek – Aleksandry Zielińskiej, Anny Klejzerowicz, Magdaleny Marii Kałużyńskiej. Intryguje i zastanawia także Opowiem ci mroczną historię Stefana Dardy. Z kolei Graham Masterton i Rick Hautala rozczarowują. Szczególnie ten pierwszy, nieprzystającą mu pretensjonalnością. Wszyscy nieświęci Roba Kaymana i Imperium robali Łukasza Radeckiego to teksty przeciętne, niewarte większej uwagi. Dlatego zamiast poświęcać im czas, na koniec skupię się na opowiadaniu, które spodobało mi się najbardziej. To Duch z Greenbriar Jonathana Maberry’ego. Jonathan Maberry to klasa sama w sobie – autor kilkunastu książek, wielu opowiadań, komiksów, scenariuszy. Wielokrotny laureat nagrody Brama Stokera. Wykładowca literatury i kreatywnego pisania od 1978 roku. Konsultant Stowarzyszenia Pisarzy Horrorów i członek wielu amerykańskich stowarzyszeń literackich. A przy tym prozaik, który wskrzesił Watsona i Holmesa.

W Duchu z Greenbriar Maberry nawiązuje do autentycznych wydarzeń, jakie miały miejsce pod koniec XIX wieku w Zachodniej Wirginii, w Stanach Zjednoczonych. 23 stycznia 1897 roku 24-letnia Elva Zona Heaster została znaleziona martwa w swoim domu w hrabstwie Greenbrier. Jej ciało odnalazł chłopiec, który został wysłany do Zony przez jej męża, Erasmusa (Edwarda) Stribblinga Trouta Shue’a, z zapytaniem, czy nie potrzebuje czegoś ze sklepu, w którym pracował. Para pobrała się rok wcześniej, pomimo obiekcji matki dziewczyny, której mężczyzna od początku nie przypadł do gustu. Po znalezieniu ciała, chłopiec pobiegł poinformować o wszystkim swoją matkę, ta zaś wezwała na miejsce lekarza. Doktor George W. Knapp przybył dopiero po prawie godzinie. Przez ten czas Shue zdążył przenieść ciało żony do sypialni, obmyć je, przebrać w suknię z wysokim kołnierzem zasłaniającym szyję oraz nałożyć zmarłej woalkę na twarz. Podczas obdukcji lekarskiej mężczyzna wciąż przebywał przy ciele żony. Jego gwałtowne reakcje pozwoliły Knappowi jedynie na pobieżne zbadanie jej ciała. Z braku jednoznacznej przyczyny śmierci Zony, mieszkańcy hrabstwa szybko zaczęli plotkować na temat jej śmierci. 24 stycznia 1897 roku Zona została pochowana. W cztery tygodnie po pogrzebie ukazała się jednak swojej matce we śnie. Jak utrzymywała później Mary Jane Heaster, córka wyjawiła jej, że została zabita przez swojego męża. To, czego się dowiedziała, prędko przekazała lokalnemu prokuratorowi, Alfredowi Johnowi Prestonowi, próbując go przekonać, aby ponownie otworzył dochodzenie w sprawie śmierci Zony. Ich rozmowa trwała kilka godzin, a jej rezultat był szokujący dla wszystkich. Prokurator powrócił do sprawy i nakazał ekshumację ciała dziewczyny. Sekcja zwłok ujawniła rozległe obrażenia. Kark Zony został złamany, jej tchawica zmiażdżona. Na gardle kobiety znaleziono zaś ślady palców, które jednoznacznie wskazywały na to, że została uduszona.

Dzieje Zony Heaster to nie rozdział z nadprzyrodzonej historii Ameryki. To przede wszystkim ważna część historii amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości. To jedyny przypadek w dziejach sądownictwa, kiedy słowo ducha pomogło rozwiązać sprawę i skazać mordercę. U Maberry’ego Holmes staje się ważną częścią omawianych zdarzeń. Już na wstępie niepokoi dysonans pomiędzy analitycznym, racjonalnym umysłem detektywa, a nieprawdopodobieństwem opisywanych wypadków. Jednak czytelnika powinno przerażać coś innego. Owszem, horror to tylko odmiana fantastyki, ale wydarzenia z Greenbriar rozegrały się naprawdę…
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Dziennik Literacki używa plików COOKIE. Korzystając z Dziennika Literackiego wyrażasz zgodę na ich wykorzystywanie.
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o plikach COOKIE.
Akceptuję