„Dziewczyna z jego snów”
Okładka książki „Dziewczyna z jego snów”
  • Autor: Donna Leon
  • Tytuł: Dziewczyna z jego snów
  • Tytuł oryginału: The Girl of His Dreams
  • Język oryginału: angielski
  • Przekład: Marek Fedyszak
  • Liczba stron: 356
  • Rok wydania: 2011
  • Oprawa: miękka
  • Wymiary: 120 x 170 mm
  • ISBN: 978-83-7392-348-5
  • Wydawca: Noir Sur Blanc, Oficyna Literacka
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: Noir Sur Blanc, Oficyna Literacka
Recenzja
Data publikacji: 21 czerwca 2011 A- A A+
Powieści Donny Leon to zazwyczaj zaangażowane społecznie kryminały. Jednak od pewnego czasu daje się zauważyć, że każda kolejna książka pisarki to już nie tyle powieść kryminalna, co raczej powieść obyczajowa z intrygą kryminalną w tle. Dziewczyna z jego snów (2009) jest właśnie tego typu książką. To już tylko diagnoza problemów współczesnej Wenecji, a nie pasjonująca opowieść dla amatorów zbrodni i śledztw policyjnych.

Wiosna nie była piękna tego roku. A przynajmniej nie tak piękna, jak jeszcze rok temu, kiedy żyła jego matka. Guido Brunetti właśnie pochował ukochaną rodzicielkę, lecz nie chce poddać się wszechogarniającemu bólowi. Ukojenia szuka w domu i w pracy. W tej ostatniej przeszkadza mu pewnego dnia wizyta niespodziewanego gościa. Do gabinetu commissario przychodzi ojciec Antonin – przyjaciel brata Guida, Sergia, a zarazem ksiądz, który udzielił ostatniego błogosławieństwa nad trumną jego matki. Sprawa, z którą przychodzi też jest dość nietypowa. Zaniepokojony sytuacją pewnego młodego człowieka, na którego naiwności zdaniem Antonina żeruje oszust podający się za kaznodzieję i przywódcę grupy religijnej, prosi Brunettiego o interwencję. Jednak sam padre Antonin nie budzi zaufania komisarza. Zamiast przyglądać się rzekomemu oszustowi, commissario zaczyna prześwietlać przeszłość niegdysiejszego kolegi z podwórka. Okazuje się, że jego nagły powrót z misji Afryce ma związek z jakimś zatuszowanym skandalem… Jednak pewnego dnia Brunetti musi przerwać swoje dochodzenie. Wraz z inspektorem Vianello wyławia bowiem z kanału zwłoki jedenastoletniej dziewczynki, prawdopodobnie złodziejki, jeśli sądzić po odnalezionych przy niej skradzionych przedmiotach. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, kiedy pomimo upływu czasu nikt nie zgłasza zaginięcia dziecka. Aby dowiedzieć się czegokolwiek o zmarłej, Brunetti rusza więc jej śladami do obozowiska Romów. Nie czeka go tam jednak miłe powitanie…

Wiele wątków, wiele spraw, wielu bohaterów. Jednak ta mnogość tematów, zdarzeń i postaci zamiast wzbogacać fabułę, tylko jej szkodzi. To dlatego, że po tym jak akcja się zawiązuje, na chybcika jest rozwiązywana. Potencjał intrygi kryminalnej jest niewykorzystany. Donna Leon podporządkowuje wszystko swoim dwóm priorytetom: konieczności zademonstrowania swojego antyklerykalizmu i poruszenia kwestii romskiej. Do tego pierwszego pisarka zdążyła nas już przyzwyczaić. Ta druga stanowi jednak pewne novum. Okazuje się bowiem, że podobnie jak w Polsce, także i we Włoszech Romowie stwarzają pewien… problem. Z jednej strony są oni akceptowani jako pewna mniejszość etniczna (choć nie tyle z przekonania co do słuszności idei wielokulturowości, a raczej z konieczności przestrzegania politycznej poprawności – jakakolwiek jawna krytyka spotkałaby się ze społecznym ostracyzmem, czego większość chciałaby uniknąć), z drugiej jednak mało kto zgadza się na to, aby Romowie żyli podług własnych reguł. Zachowanie wielowiekowej kultury i etnicznej tożsamości? Jasne, ale na nowych zasadach, bo nie może być tak, że dzieci zajmują się kradzieżami i rodzeniem dzieci, zamiast odrabianiem lekcji do szkoły.

Vianello rozprostował nogi i przez chwilę wydawało się, że przygląda się swoim butom, po czym spojrzał na Brunettiego i rzekł:
- No dobra, to, co powiedziałem, jest przejaskrawione. Rzecz nie w tym, że darzę ich szczególną niechęcią, tylko raczej w tym, że nieszczególnie ich lubię.
- I tak w twoich ustach brzmi to dziwnie – nie ustępował komisarz.
- A gdybym powiedział, że nie lubię białego wina? Albo szpinaku? Czy to zabrzmiałoby dobrze? (…) Mówiłem ci, że nie czuję do nich niechęci. Po prostu nie czuję sympatii.
- Są mądrzejsze sposoby wyrażania obojętności – zasugerował Brunetti.
Jego słowa mogły być ironiczne, ale ton taki nie był, co Vianello wyraźnie wyczuwał.
- Masz rację – odparł. – Powinienem był wyrazić się w sposób możliwy do przyjęcia. Ale chyba jestem zmęczony, śmiertelnie zmęczony przymusem dbania o to, by wyrażać właściwe sympatie. (…) Jest niemal tak, jakbyśmy żyli w jakimś wschodnioeuropejskim kraju wiele lat temu, gdzie publicznie mówiło się jedno, a szczerze co innego.
- Nie bardzo rozumiem.
Vianello napotkał spojrzenie komisarza.
- Myślę, że rozumiesz. – A gdy Brunetti odwrócił wzrok, dodał: - Wysłuchujemy mnóstwa osób, które wciąż powtarzają, że nie możemy mieć złych uczuć, że musimy zaakceptować mniejszości, szanować ich prawa i być tolerancyjni. Ale gdy tylko kończą, to jeżeli darzą nas zaufaniem, mówią, co naprawdę myślą.
- Czyli? – zapytał łagodnym głosem komisarz.
- Że nie chcą dłużej się przyglądać, jak ten kraj zmienia się w miejsce, w którym nie czują się bezpieczni, gdzie zamykają drzwi na klucz, kiedy biegną do sąsiadki pożyczyć szklankę cukru, a władze wypowiadają szlachetne słowa o dawaniu ludziom jeszcze jednej szansy na życie w społeczeństwie.


Donna Leon poświęca wiele miejsca opisom roli i miejsca Romów w społeczeństwie. Jednak to, co ją szczególnie interesuje to mechanizmy politycznej poprawności. Przygląda się pułapce, w jaką wpadły współczesne społeczeństwa. Tolerancja stała się obligatoryjna, szczerość – niepożądana, hipokryzja – konieczna, aby jakoś w przetrwać.

Brunetti zmaga się więc z głęboko zakorzenionymi uprzedzeniami. Mniej z tajemnicami śledztwa, przez co intryga kryminalna w tym tomie wyjątkowo kuleje. Dziewczyna z jego snów nie jest książką z moich snów. Pozostawia niedosyt. Bo wiem, że Donnę Leon stać na o wiele więcej.
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Dziennik Literacki używa plików COOKIE. Korzystając z Dziennika Literackiego wyrażasz zgodę na ich wykorzystywanie.
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o plikach COOKIE.
Akceptuję