„Kurlandzki trop”
Okładka książki „Kurlandzki trop”
  • Autor: Tobiasz W. Lipny
  • Tytuł: Kurlandzki trop
  • Liczba stron: 256
  • Rok wydania: 2007
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Wymiary: 125 x 195 mm
  • ISBN: 978-83-7414-283-0
  • Wydawca: W.A.B., Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: W.A.B., Wydawnictwo
Recenzja
Data publikacji: 20 czerwca 2008 A- A A+
Kurlandzki trop zaczyna się prawdziwym trzęsieniem ziemi. I nawet zaszywszy się głęboko pod kołdrą, w ciepłym i bezpiecznym kącie mojego pokoju, nie byłam w stanie skryć się przed jego skutkami. – Słyszał pan, panie kolego? Bandura nie żyje. Przeczytałam to zdanie jeszcze raz, ale litery nijak nie chciały ułożyć się w inną całość. Podirytowana odłożyłam książkę i pomyślałam, że zrobię to, co zrobiła Mareike kilkadziesiąt stron dalej. I’d better go and get some sleep. I poszłam. Ale szybko nie zasnęłam. Zastanawiałam się dlaczego akurat Bandura? Tylu bohaterów, tyle postaci, a musiała zginąć akurat moja ulubiona. Minuty mijały, myśli błądziły po głowie. W końcu ciekawość zwyciężyła, zaczęłam czytać dalej…

Kurlandzki trop to drugi tom trylogii kryminalnej, której głównym bohaterem jest Karol …ski, młody historyk sztuki. Choć powieść można czytać samodzielnie, największą przyjemność sprawi wszystkim tym, którzy już czytali debiutanckie Barocco. Te dwie książki świetnie się uzupełniają i w świetle tego, co prezentuje Kurlandzki trop staje się jasne dlaczego w poprzednim tomie autor tak wiele miejsca poświęcił na zaprezentowanie postaci kosztem wątku dotyczącego poszukiwań Madonny z konwalią. Tu, na szczęście, proporcje pomiędzy życiem osobistym bohatera a rozwiązywaniem zagadki zaginionej kolekcji z Mitawy są zachowane. Akcja obfituje w zaskakujące zdarzenia, trup ściele się gęsto, a atmosfera robi gorętsza z każdą kolejną stroną. Opisywane wydarzenia nie są tak odrealnione jak to miało miejsce w przypadku tych z Barocco, a co za tym idzie fabuła sprawia wrażenie bardziej wiarygodnej. Na pewno jednego nie można jej odmówić – jest szalenie wciągająca i bezustannie trzyma czytelnika w napięciu. Powieść jest piekielnie intensywna, wydarzenia następują po sobie jedno za drugim. Nie ma tu miejsca na odpoczynek, na złapanie tchu. Pędzimy, z miejsca na miejsce, od osoby do osoby. A w tym szaleńczym pędzie pogania nas nie tylko Autor, ale przede wszystkim nasza własna ciekawość.

Powieść czyta się inaczej niż Barocco głównie z powodu wspomnianej wcześniej zmiany, tj. przeniesienia ciężaru fabuły z osoby na opowiadaną historię. Wątki poboczne, czy to w postaci wspomnień Karola czy też różnorakich dygresji, nadal występują, jednak zdecydowanie rzadziej. Dzięki tej spójności przekazu, na pierwszy plan wysuwa się śledztwo prowadzone przez młodego naukowca, a nie jego skromna postać, wzbudzająca skądinąd nieco więcej sympatii, aniżeli to było poprzednim razem. Karol zmienia się, a zmiana ta dokonuje się pod wpływem trzech mężczyzn – Pułkownika, wuja Dębickiego i profesora Bandury. Ten pierwszy odpowiada za rozwój fizyczny Charlesa, drugi za jego morale i moralność, ostatni zaś za jego rozwój intelektualny. Obcowanie z nimi sprawia, że Karol, czy chce tego czy nie, przejmuje ich cechy oraz sposób widzenia świata. I z bezbarwnego bohatera staje się niejako kolażem różnych elementów wyłuskanych z powyższych postaci, konglomeratem pozornie nie pasujących do siebie części, które jednak w ostatecznym rozrachunku krystalizują się w ciekawą i interesującą postać.

Brakuje mi jednak w powieści równie ciekawej postaci żeńskiej. W ogóle, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że kobiety Lipnego są bardzo zmaskulinizowane. Chociaż fizycznie są po kobiecemu atrakcyjne, ich zachowania, sposób postrzegania świata, podejście do seksualności, daleko odbiegają od obiegowo przypisywanych płci żeńskiej. Nie ma tu subtelnych niewiast, romantyczek żyjących ulotnymi ideałami. Tu każda kobieta albo wplątana jest w coś ordynarnego, albo miota się zapętlona we własne nałogi, żądze i pragnienia. Rodzi to trochę smutny wizerunek pań, gdyż skłaniający do konstatacji, że prócz faktu, iż anatomicznie zbudowane są nieco inaczej od panów, mentalnie nic ich od nich nie różni. Z tego schematu nieco wyłamuje się siostra profesora Bandury, Matylda. Chociaż czy ja wiem? W końcu na jej stoliku leży książka pikantna, tak ognista, jak rudowłosa kobieta zdobiąca jej okładkę. Ciekawe czy jej lektura przypadła Matyldzie do gustu? ;)
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Dziennik Literacki używa plików COOKIE. Korzystając z Dziennika Literackiego wyrażasz zgodę na ich wykorzystywanie.
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o plikach COOKIE.
Akceptuję