„Pochwała macochy”
Okładka książki „Pochwała macochy”
  • Autor: Mario Vargas Llosa
  • Tytuł: Pochwała macochy
  • Tytuł oryginału: Elogio de la madrastra
  • Język oryginału: hiszpański
  • Przekład: Carlos Marrodán Casas
  • Liczba stron: 200
  • Rok wydania: 2010
  • Oprawa: twarda
  • Wymiary: 140 x 205 mm
  • ISBN: 978-83-240-1211-4
  • Wydawca: Znak, Społeczny Instytut Wydawniczy Sp. z o.o.
  • Miejsce wydania: Kraków
  • Logo wydawnictwa: Znak, Społeczny Instytut Wydawniczy Sp. z o.o.
Recenzja
Data publikacji: 27 października 2010 A- A A+
Podobno wybór tegorocznego Noblisty był czystą formalnością. Podobno akademicy, jeszcze przed głosowaniem zgodzili się co do tego, kto w tym roku zostanie nagrodą uhonorowany. Podobno takie rewelacje sprzedał prasie Horace Engdahl, sekretarz literackiej Nagrody Nobla. Ten sam pan, który zaledwie przed paroma laty dowodził wyższości europejskich prozaików nad ich amerykańskimi pobratymcami. Tymczasem Herta Müller mogłaby mu co najwyżej czyścić buty, a Elfriede Jelinek podawać herbatę. Mario Vargas Llosa jest bowiem właśnie tym, który na Nobla najbardziej zasłużył.

Mario Vargas Llosa, a właściwie Jorge Mario Pedro Vargas Llosa – autor ponad trzydziestu powieści, dramatów i esejów – urodził się 28 marca 1936 roku w Arequipie, w Peru. I właściwie już od pierwszych dni jego życie zaczęło toczyć się w sposób absolutnie wyjątkowy i nieprzewidywalny. Swojego ojca poznał dopiero, kiedy miał dziesięć lat. Jego stosunki z nim były cały czas napięte. Pogorszyły się, kiedy Llosa nie tylko zrezygnował ze szkoły kadetów, do której wysłał go ojciec, zaniepokojony literackimi zamiłowaniami syna, ale też rozpoczął studia na Uniwersytecie San Marcos na dwóch wydziałach: prawa i filologii. Kolejna awantura wybuchła dwa lata później. W 1955 roku Llosa poślubił Julię Urquidi, byłą żoną jednego ze swych wujów (to właśnie ona po latach stała się pierwowzorem tytułowej postaci z Ciotki Julii i skryby, jednej z najgłośniejszych powieści pisarza).

Mario Vargas Llosa zadebiutował w 1959 roku tomem opowiadań pt. Wyzwanie. Dopiero cztery lata później wydał swoją pierwszą powieść, Miasto i psy, inspirowaną doświadczeniami ze szkoły wojskowej. Od tego czasu Peruwiańczyk pisze nieprzerwanie, a każda jego nowa powieść jest literackim wydarzeniem. W 1994 roku otrzymał Nagrodę Cervantesa – najwyższe możliwe trofeum w świecie hiszpańskojęzycznej literatury. W 2010 – literacką Nagrodę Nobla. Za kartografię struktur władzy oraz wyraziste obrazy oporu, buntu i porażek jednostki.

Jednak niczego z tego, co w swoim werdykcie wymieniło noblowskie jury, nie odnajdziemy w Pochwale macochy, powieści Llosy z 1988 roku. Oto bowiem najbardziej niepoprawna, skandaliczna, wyuzdana, perwersyjna, rozpasana i lubieżna książka. Peruwiańczyk uchyla zasłony, otulające okna w domu pewnej, na pozór zwyczajnej, rodziny. Don Rigoberto, urzędnik towarzystwa ubezpieczeniowego, mieszka ze swoją drugą żoną, czterdziestoletnią doñą Lukrecją, w urokliwym domu w Limie. Razem wychowują synka Rigoberta z pierwszego małżeństwa – małego Fonsita, a Lukrecja robi wszystko, co może, aby zdobyć względy chłopca. Chce, aby ją pokochał, tak jak niegdyś kochał matkę. I rzeczywiście, stosunki pomiędzy macochą a pasierbem zaczynają układać się nadzwyczaj dobrze. Pewnego dnia Fonsito pisze nawet opowiadanie do szkoły o tytule Pochwała macochy

Kiedy don Rigoberto dowiaduje się, jak syn zatytułował swoje opowiadanie, rzecze: To wygląda jak tytuł powiastki erotycznej. W taki to prosty sposób Mario Vargas Llosa sam poniekąd zdefiniował swą powieść. Pochwała macochy – drobna objętościowo, jednowątkowa – jest właściwie nowelą, której fabuła niemal ogranicza się do zdradzania sekretów alkowy dwojga roznamiętnionych limian. Don Rigoberto – miłośnik erotycznego malarstwa i długotrwałych wieczornych ablucji – znajduje szczególne upodobanie w snuciu seksualnych fantazji. Wraz ze swoją małżonką każdej nocy przyjmuje nową rolę, inspirując się oglądanymi obrazami. Raz jest Kandaulesem, królem Lidii i małżonkiem królowej Lukrecji o najpiękniejszym zadzie, innym razem nienasyconym potworem z płótna Francisa Bacona. Lukrecja zaś w jego wyobraźni swawoli z Justynianą, Amorem i Muzyką. Oboje kochają się miłością bezwstydną, niczym nieposkromioną i przekraczającą granicę obyczajności. Oboje zafascynowani są swoimi ciałami i każdą wolną chwilę poświęcają na niezmordowane kontemplowanie wszystkich ich zakamarków. Kocham wszystko, co w niej i poza nią – mówi on. – Bo wszystko w niej jest lub może być erogenne. (…) Zanim się poznaliśmy, ktoś, z pędzlem w ręku, przewidział, w jaką przerażającą chwałę przemieni nas, każdego dnia i każdej jutrzejszej nocy, szczęście, które zdołaliśmy wymyślić.

Niewinność dziecka tłamszona jest przez moralną rozwiązłość rodziców. A może dziecko wcale nie jest dzieckiem, a niewinność ma zbyt wiele wspólnego z rozwiązłością? Kto tu właściwie jest krętaczem... Rigoberto, Lukrecja czy, nomen omen, Alfonsito?

Don Rigoberto jest rubaszny, doña Lukrecja – wszeteczna, a mały Fonsito – najbardziej grzeszny z nich wszystkich. Llosa bawi się z czytelnikiem, przemieniając złotowłosego aniołka w diabelskie pacholę. Jego powieść to mała encyklopedia seksu, opowiadająca o wszystkich możliwych konfiguracjach miłości cielesnej. A te, opisane naturalistycznie i hiperrealistycznie, wywołują niesmak, choć tak naprawdę nie powinny gorszyć. W końcu to nie fikcja, a samo życie. Nic ponad ludzką fizjologię.

Jednak Llosa w Pochwale macochy budzi obrzydzenie. Bo tu nawet wypróżnianie się urasta do rangi sztuki. Niby nic, co ludzkie, nie jest nam obce, ale bywa, że niektóre rzeczy przeniesione na papier zawstydzają. Pisarz prowokuje i między wersami pyta: w czym gorsza od malarstwa czy filmu jest literatura, że nie może opowiadać o tym, o czym już nie raz było opowiadane? A opowiadać Llosa umie znakomicie – jego język jest przepiękny i strojny, a opisy bizantyjskie. Uzbrojony w sprawne pióro, balansuje na granicy tego co przyzwoite i nieobyczajne. Prowokuje i podpuszcza do łamania tabu, obsadzając w nowych rolach i dziecko, i Najświętszą Panienkę. U niego nikt nie pozostaje cnotliwy. Tu dzieją się rzeczy przyjemne i wielkie.
Komentarze
  • 1
    matylda_ab 28 października 2010 | 8:20:13

    Ja wciąż nie jestem pewna, ile lat ma syn don Rigoberta? Wpierw miałam wrażenie, że jest małym chłopcem, ale w trakcie lektury zwątpiłam w to. Bo przecież "figle" Alfonsita są właściwe dojrzewający nastolatkom. ;) A książkę cenię właśnie za tą rubaszność, za groteskowe wręcz uwielbienie ... fizjologii. :)

  • 2
    Mooly 28 października 2010 | 11:10:19

    Llosa jest wielkim pisarzem i bardzo słusznie nagrodę Nobla dostał. Zgadzam się w 100% z Twoim przekonaniem o jego wyższości nad Hertę Muller czy Elfriede Jelinek. O "Pochwale macochy" dużo już powiedziano. Ja również dostrzegam w niej bunt autora przeciw ograniczeniom i obyczajowemu wskazywaniu tego co sztuką jest a co nie. Dla mnie Llosa jest szczery, innych może gorszyć ta szczerość, wyrwanie się spod płaszczyka obłudy i gładkich słów. Ja go za to podziwiam:)

  • 3
    mary 28 października 2010 | 20:50:10

    och strasznej ochoty na Llosę mi narobiłaś :)))

  • 4
    Annie 31 października 2010 | 14:15:34

    Matyldo, i raczej się nie dowiesz, bo Llosa znajduje upodobanie w kantowaniu czytelników, a ta powieść to szczyt literackiego szachrajstwa. I pewnie dlatego, że jest napisana z dystansem, z humorem i z ogromną swadą, przyciąga do siebie wielu czytelników. Mam nadzieję, Mary, że sięgniesz po niego czym prędzej, ale tak, jak Ci mówiłam - najpierw "Palomino"! :D

  • 5
    kass 17 listopada 2010 | 17:19:41

    Traf chciał,że swoją przygodę z Llosą zaczęłam właśnie od tej powiastki, nie mając bladego pojęcia czego ona dotyczy. I muszę powiedzieć,że widzę duże podobieństwo Llosy do Marqueza jeśli chodzi o seksualność. Książka poraża, przeraża, łamie wszelkie konwenanse i dużo by tu jeszcze pisać.

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję