„Okropna sprawiedliwość”
Okładka książki „Okropna sprawiedliwość”
  • Autor: Donna Leon
  • Tytuł: Okropna sprawiedliwość
  • Tytuł oryginału: Suffer the Little Children
  • Język oryginału: angielski
  • Przekład: Marek Fedyszak
  • Liczba stron: 308
  • Rok wydania: 2010
  • Oprawa: miękka
  • Wymiary: 120 x 170 mm
  • ISBN: 978-83-7392-324-9
  • Wydawca: Noir Sur Blanc, Oficyna Literacka
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: Noir Sur Blanc, Oficyna Literacka
Recenzja
Data publikacji: 10 października 2010 A- A A+
Wenecja, Guido Brunetti i antymaltuzjańska idea. Donna Leon nigdy nie miała litości, ale tym razem pisarka ani myślała oszczędzać swojego bohatera. Zawsze zaangażowana społecznie, zawsze stojąca na straży sprawiedliwości, postanowiła napisać o jej najbardziej okropnej stronie. Stalówką swojego pióra nakreśliła dylematy, z którymi do tej pory nie poradzili sobie ani etycy, ani filozofowie.

W środku nocy do mieszkania cenionego weneckiego pediatry, Gustava Pedrollego, wdziera się grupa uzbrojonych mężczyzn. Lekarz próbuje uratować przed obcymi swoją rodzinę, żonę i osiemnastomiesięcznego synka, jednak szybko zostaje obezwładniony przez nieznajomych. Okazuje się, że zamaskowani napastnicy to funkcjonariusze carabinieri, włoskiej żandarmerii, którzy przyszli odebrać małżeństwu dziecko. Chłopczyk został nielegalnie kupiony od albańskiej matki. Ranny Pedrolli trafia do szpitala, a relacja z nocnego nalotu do gazet. Jednak sprawa szybko zostaje wyciszona i znika z pierwszych stron periodyków. Tylko komisarz Brunetti wciąż się nią zajmuje, bo musi ustalić, czy żandarmeria dopełniła formalności i o akcji poinformowała wenecką policję. Tymczasem inspektor Vianello wpada na trop afery, w którą są zamieszani lekarze i farmaceuci, a która prowadzi nie tylko do oszustw finansowych, lecz także do ingerencji w prywatne życie pacjentów…

Okropna sprawiedliwość (2007) to szesnasta powieść serii kryminałów, której głównym bohaterem jest wenecki komisarz Guido Brunetti – amator dobrego jedzenia, przeciwnik ćwiczeń fizycznych, miłośnik pism starożytnych myślicieli i opery. Akcja powieści rozgrywa się w kilka miesięcy od wydarzeń opisanych w Mętnym szkle. Tak jak poprzednio, intryga kryminalna daje pisarce pretekst do opisania rzeczywistości i zwrócenia uwagi na palące kwestie. Tym razem na celowniku Donny Leon znajdują się problem bezpłodności i handel dziećmi.

Kiedy Brunetti po raz pierwszy usłyszał o kupowaniu niemowląt i dzieci wykorzystywanych potem jako przymusowi dawcy organów, postanowił traktować te pogłoski na zasadzie miejskiego mitu. Ale z biegiem lat stawały się one coraz częstsze i zaczęły dotyczyć nie tylko Trzeciego Świata, lecz także krajów rozwiniętych, i teraz, chociaż nadal nie chciał dawać im wiary, budziły jego niepokój. Logika sugerowała, że zabieg tak skomplikowany jak transplantacja wymaga zaangażowania wielu osób oraz wykwalifikowanej opieki pooperacyjnej w bezpiecznym otoczeniu. Prawdopodobieństwo, że coś takiego mogło się wydarzyć i że wszyscy w to zamieszani milczeli, było jego zdaniem znikome, a już na pewno we Włoszech.

Jednak scenariusze, jakie napisało życie, przerosły wyobraźnię weneckiego commissario. Brunetti staje twarzą w twarz z procederem handlu dziećmi. Jednak dzieci, którymi się zajmuje, nie są sprzedawane na narządy. Niemowlęta za grube pieniądze trafiają do rąk par, które są bezpłodne.

Donna Leon pisze o dramacie osób, które natura pozbawiła prawa do potomstwa. Przedstawia wypełniający ich ogrom niespełnionej miłości oraz niezaspokojone pragnienie posiadania dziecka. Brak potomstwa rodzi w niespełnionych rodzicach desperację. A ta z dnia na dzień narasta. Zwłaszcza wtedy, gdy bezradni lekarze rozkładają ręce. Niektórzy, ci najbardziej zrozpaczeni, wybierają więc ostateczne rozwiązanie. Szukają matek, które są gotowe sprzedać własne dziecko, za cenę samochodu czy mieszkania. Takiej transakcji dokonuje Gustavo Pedrolli. Płaci dziesięć tysięcy euro za spełnienie największego marzenia swojego życia.

Pisarka konfrontuje tę naturalną i nieutuloną potrzebę posiadania dziecka z klarownością prawa. I pyta, czy zabranemu przez carabinieri dziecku będzie lepiej w sierocińcu, gdzie musi ono trafić na mocy przepisów, czy u kochającego, choć łamiącego prawo, ojca zastępczego. A może u biologicznej, choć przecież niechcącej go matki? Czy carabinieri mieli prawo zabrać osiemnastomiesięcznego chłopca zastępczym rodzicom? Kiedy może odebrać dziecko - gdy jest jeszcze malutkie, czy zawsze, bez względu na jego wiek? Czym tak naprawdę jest „dobro dziecka”? I czy ludzie, kupujący dzieci z miłości, to prawdziwi przestępcy?

Jedną z cech, które komisarz zawsze w duchu podziwiał u starożytnych – a musiał przyznać, że między innymi z tego powodu tak niestrudzenie czytał ich dzieła – była wyraźna łatwość podejmowania decyzji w kwestiach etycznych. Słuszne i błędne; czarne i białe. Jakże łatwą epoką wydawała się starożytność. Pojawiła się jednak nauka utrudniająca podejmowanie decyzji zgodnej z normami etycznymi, choć twórcy przepisów próbowali nadążyć za rozwojem techniki. Poczęcia można było dokonać w dowolny sposób, nieboszczycy przestali być całkowicie martwi, żyjący nie zawsze byli całkiem żywi, może też rzeczywiście istniało miejsce, gdzie serca i wątroby wystawiano na sprzedaż.

Brunetti z niedowierzaniem przygląda się otaczającej go rzeczywistości, wciąż zastanawiając się, co on by zrobił, gdyby los nie obdarzył go dwojgiem ukochanych dzieci. Głowę ma wciąż zaprzątniętą różnymi rozważaniami. Komisarz prowadzi śledztwo, choć od początku wie, kto ma jakie grzechy na sumieniu. Jednak najbardziej ciąży mu jego sumienie. Nie wie, co o tym wszystkim myśleć. Szkoda, że życie nie jest prostsze. Nie tylko w Wenecji.
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Dziennik Literacki używa plików COOKIE. Korzystając z Dziennika Literackiego wyrażasz zgodę na ich wykorzystywanie.
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o plikach COOKIE.
Akceptuję