„Moulin Rouge”
Okładka książki „Moulin Rouge”
  • Autor: Mure Pierre La
  • Tytuł: Moulin Rouge
  • Tytuł oryginału: Moulin Rouge
  • Język oryginału: francuski
  • Liczba stron: 464
  • Rok wydania: 2006
  • Oprawa: miękka
  • Wymiary: 140 x 200 mm
  • ISBN: 83-7319-942-X
  • Wydawca: Muza S.A., Warszawskie Wydawnictwo Literackie
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: Muza S.A., Warszawskie Wydawnictwo Literackie
Recenzja
Data publikacji: 20 czerwca 2008 A- A A+
Jeśli miałabym kiedykolwiek wybrać najbardziej wzruszającą książkę wszech czasów to byłoby to Moulin Rouge. Pierwszy raz przeczytałam ją w 2000, bądź 2001 roku. Szybko przemknęła mi przez palce, jednak w sercu pozostała na bardzo długo. Zafòn miał rację kiedy pisał, że niektóre książki stają się częścią nas i nigdy się ich nie zapomina…

Moulin Rouge to biografia Henri de Toulouse-Lautreca. Historia jego życia jest nie mniej barwna niż jego obrazy. Hrabia Tuluzy, wybitny malarz, grafik, plakacista, a przy tym interesujący człowiek o fascynującej osobowości. Mężczyzna, z którym los obszedł się w okrutny sposób. W wyniku nieszczęśliwego wypadku i wrodzonej wady genetycznej (jego rodzice byli dość blisko spokrewnieni co poskutkowało słabością kości Henri’ego i ich późniejszą deformacją), od 14 roku życia przestał rosnąć. Choć dojrzewał, zmieniał się, mężniał, pozostał karłem. Karykaturalnie wyglądającym, nieprzystojnym. Człowiekiem, który choć sam kochał, nigdy nie został pokochany. Jego przyjaciel, Maurycy, mówi na kartach powieści: nikt chyba tak nie pragnął żyć jak on, a nigdy nie zaznał życia. I La Mure stawiając sobie to zdanie za tezę książki konsekwentnie ją udowadnia. Ta zbeletryzowana biografia ożywia Henri’ego, z każdą kolejną stroną powieści staje się on coraz bardziej namacalny i obecny. I bardzo, ale to bardzo bliski.

Jednak Moulin Rouge to nie tylko opowieść o życiu i twórczości wielkiego malarza. To także fenomenalny portret Paryża z czasów, kiedy Lautrecowi przyszło w nim żyć. Jednak Paryża przedstawianego nie jako centrum kulturalne francuskiej arystokracji, ale jako miejsca różnorodnego, wielobarwnego, zamieszkałego również przez ściągających doń z całego świata artystów, turystów i montmartrowską biedotę. La Mure opisuje też zmiany jakie dotknęły miasto z okazji organizowanej w 1889 roku wielkiej Wystawy Światowej. Opowiada o powstawaniu miejsc dziś kultowych, mocno utożsamianych z Paryżem, zaś w czasach Lautreca, tak miastu obcych i nowoczesnych – o wieży Eiffla, jako ucieleśnieniu szczytu możliwości technicznych człowieka oraz Moulin Rouge, prekursorze kabaretu i miejscu narodzin kankana, o tamtejszych tancerkach i aktorkach – La Goulue, Jane Avril, Yvette Guilbert. Opowiada również o ludziach, którzy już w drugiej połowie XIX wieku jawili się jako niezwykli – o van Goghu, Gauguin, Cezzanie, Degasie, Renoirze…

La Mure opowiada jednak przede wszystkim o kobietach Henri’ego de Toulouse-Lautreca. O nieszczęśliwych miłościach, które podobnie jak kalectwo, wpędzały go w alkoholizm. O przyjaciółkach, które z całego serca chciały, aby nie czuł się samotny i zapraszały go na swoje salony. O midinetkach, paryskich prostytutkach, w których ramionach jego serce odnajdywało chwilowe ukojenie. Ale nade wszystko La Mure opowiada o najważniejszej kobiecie życia Lautreca – o jego matce.

Postać hrabiny Adèle Tapié de Celeyran niejako otwiera i zamyka powieść. To do niej w pierwszym wersie zwraca się mały, zaledwie kilkuletni Henri: Nie ruszaj się, proszę, maman! Będę robił twój portret. I to ona jest osobą, do której w relacji La Mure kieruje on swoje ostatnie słowa. Trwa przy swoim ukochanym Riri, jedynym synu. I choć z czasem Henri się od niej oddala, zaszywa na Montrmarcie, gdyż wie, że swoimi wyborami życiowymi bardzo ją rani, nadal rozumie go bez słów, troszczy się o niego i pokornie modli, aby nadszedł kres jego cierpień. Aby wreszcie mógł zaznać takiego szczęścia, na jakie zasługuje.

Setki obrazów. Tysiące rysunków, akwarel, sangwin, litografii, szkiców węglem, ołówkiem, tuszem… Cokolwiek ludzie o nim pomyślą, jeżeli w ogóle kiedyś będą myśleć, nie powiedzą nigdy, że był próżniakiem. I chyba właśnie w jego pracach należy szukać odpowiedzi na pytanie czy odnalazł swoje szczęście. Choć łaknął miłości, nie otrzymał jej od życia. Za to sam podarował ludziom to, co miał najcenniejszego. Swój talent. Swoje otwarte serce. Całego siebie…
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję