„Cicho, we śnie”
Okładka książki „Cicho, we śnie”
  • Autor: Donna Leon
  • Tytuł: Cicho, we śnie
  • Tytuł oryginału: Quietly in Their Sleep
  • Język oryginału: angielski
  • Przekład: Julita Wroniak
  • Liczba stron: 348
  • Rok wydania: 2009
  • Oprawa: miękka
  • Wymiary: 120 x 170 mm
  • ISBN: 978-83-7392-304-1
  • Wydawca: Noir Sur Blanc, Oficyna Literacka
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: Noir Sur Blanc, Oficyna Literacka
Recenzja
Data publikacji: 23 lutego 2010 A- A A+
Chciałoby się rzec, i znowu Wenecja. Chciałoby się rzec, ale się nie powie. Wszystko dlatego, że Donna Leon w przeciwieństwie do innych pisarzy opowiada o stolicy Veneto w dość niecodzienny jak na to miasto sposób. Z dystansem, z ironią, tak… normalnie. Nicolas Remin pisał o niesłusznie minionej świetności miasta na wodzie. Marlene de Blasis skąpała w lukrze każdą z jego uliczek. A dla Donny Leon to miejsce, jak każde inne.

Przyszła wiosna. Wenecja budzi się do życia. Nawet przestępcy zrobili sobie krótki urlop – nie kradną, nie napadają, nie popełniają zbrodni. Vice-questore Giuseppe Patta odpoczywa na drugim miesiącu miodowym w Tajlandii, a komisarz Guido Brunetti pod nieobecność szefa zarządza całym posterunkiem. Dni upływają mu na błogim nic nie robieniu, lecz kiedy commissario już zaczyna przyzwyczajać się do tego stanu, do jego gabinetu przychodzi dziwna kobieta. Szczupła, w za długiej, niemodnej spódnicy, z koszmarną fryzurą, poruszająca się bez wdzięku. Nie przedstawia się, lecz Brunetti ma niejasne przekonanie, że nawet nie powinna – znają się, rozpoznaje ją, ale zupełne nie wie, gdzie ją spotkał. Okazuje się, że nieznajomą jest Suor’Immacola, dawna opiekunka matki komisarza z domu opieki prowadzonego przez zakonnice. Kobieta wystąpiła z zakonu przed rokiem, zbyt zaniepokojona podejrzanymi, raczej nieprzypadkowymi zgonami kilku pensjonariuszy. Maria Testa prosi Brunettiego o pomoc w schwytaniu morderców. Dopiero, kiedy wyjaśni tę sprawę, będzie mogła z czystym sumieniem rozpocząć swoje vita nuova. Jednak commissario musi być niezwykle ostrożny – podejrzane domy opieki prowadzą siostry z zakonu Świętego Krzyża, którego opiekunem jest wpływowy kapłan, Padre Pio Cavaletti. Brunetti musi się zdobyć na wielką subtelność: nic na siłę, jego ciekawość będzie musiała być lekka jak puch, pytania delikatne jak muśnięcia kocich wąsów.

Donna Leon urodziła się 28 września 1942 roku w Nowym Jorku. Jej ojciec był Hiszpanem, a matka Irlandką. Zanim została pisarką, studiowała literaturę. Specjalizowała się w XIX-wiecznej prozie, zwłaszcza w twórczości Jane Austen. Leon po raz pierwszy odwiedziła Włochy jeszcze kiedy była na studiach, w 1956 roku. Przez kolejne kilkanaście lat podróżowała tam regularnie, w międzyczasie pracując w USA, w Iranie, w Chinach i w Arabii Saudyjskiej jako nauczyciel angielskiego. W końcu, w 1981 roku, zamieszkała na stałe w mieście na wodzie. Znalazła bowiem pracę na uniwersytecie marylandzkim, który współpracował z amerykańskimi bazami wojskowymi w Veneto. Pisaniem zajęła się, jak sama wspomina, przez przypadek. Pierwszą powieść napisała, aby przekonać się, czy w ogóle jest w stanie się na to zdobyć. Maszynopis przez kilkanaście miesięcy przeleżał w jej szufladzie, po czym Leon, namówiona przez koleżankę, wysłała go na konkurs do Japonii. Amerykanka zdobyła pierwszą nagrodę. W niedługim czasie podpisała także kontrakt na dwie kolejne książki. W ten właśnie sposób, w 1992 roku, narodziła się seria powieści o weneckim komisarzu, Guido Brunettim. Na stronie oficyny Noir Sur Blanc można wyczytać, że pisarka Donna Leon lubi inteligencję, hojność, Jane Austen, psy, kantaty Bacha, lody, Nowy Jork, bez, pić kawę w łóżku i chodzić po górach, nie lubi zaś retorycznych pytań, różowego koloru, psychoanalizy czy Hemingwaya. Pisarka uwielbia także muzykę klasyczną, zwłaszcza twórczość Haendla i dlatego od lat jest mecenasem i menadżerem orkiestry Il Complesso Barocco.

Dlaczego o tym wszystkim wspominam? Bo i Guido Brunetti, i jego żona, Paola, mają z Donną Leon wiele wspólnych cech. Lecz zanim o nich, jeszcze parę słów o książkach. Od czasu debiutanckiej powieści z 1992 roku, Śmierci w La Fenice, pisarka napisała ich już dziewiętnaście. Liczący kilkanaście pozycji cykl został napisany w języku angielskim. Tłumaczony jest na wiele języków, jednak Donna Leon nie zgadza się, aby opublikowano jej książki po włosku. To dlatego, że chce pozostać w Wenecji osobą anonimową. Jej włoscy amici myślą, że pisze poradniki o Włoszech, a ona nie chce wyprowadzać ich z błędu. Dość niekonwencjonalne podejście, nieprawdaż?

Guido Brunetti to barwna postać – amator dobrego jedzenia, przeciwnik ćwiczeń fizycznych, miłośnik pism starożytnych myślicieli i opery. Ma żonę Paolę, wenecką arystokratkę-antyklerykałkę, oraz dwójkę dzieci. A także wielu sojuszników: sekretarkę szefa, przed którą żaden urząd, jeśli tylko jest skomputeryzowany, nie ma tajemnic czy fanatycznego wielbiciela siłowni, sierżanta Vianello. To dzięki nim Brunettiemu łatwiej jest wykryć, kto jest prawdziwym zabójcą: garbaty kolekcjoner tabakierek, dewotka obstawiająca się fotkami kardynałów czy zakonnik, który hoduje rzadkie odmiany bzu z całego świata. Donna Leon ma rękę do tworzenia ciekawych, niepowtarzalnych bohaterów. Jej powieść jest pełna niecodziennych postaci.

Cicho, we śnie (1997) to kryminał, który bardzo przypomina powieści Alicii Giménez-Bartlett. Donna Leon, podobnie jak jej hiszpańska koleżanka, jest pisarką zaangażowaną społecznie. Intryga kryminalna daje jej pretekst do opisania rzeczywistości, taką, jaka jest naprawdę – brutalną i rozczarowującą. Niestety. Leon tylko w tej książce zwraca uwagę na przemoc domową, problem alkoholizmu czy nielegalnej imigracji, zły stan publicznej służby zdrowia. Stolicę Wenecji Euganejskiej nazywa wprost stolicą chciwości i korupcji. Nawet, kiedy opisuje ją życzliwie, nie potrafi powstrzymać się przed ironicznym komentarzem. Zachowuje się, jak dorosły, który najpierw daje dziecku prezent od Świętego Mikołaja, po czym mówi, że żartował, że nikt taki nie istnieje. Ale… to właśnie za to Donnę Leon tak bardzo, ale to bardzo lubię. Za dystans do świata, dobre pióro i książki, które same się czytają.
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Dziennik Literacki używa plików COOKIE. Korzystając z Dziennika Literackiego wyrażasz zgodę na ich wykorzystywanie.
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o plikach COOKIE.
Akceptuję