„Sąd Ostateczny”
Okładka książki „Sąd Ostateczny”
  • Autor: Anna Klejzerowicz
  • Tytuł: Sąd Ostateczny
  • Język oryginału: polski
  • Liczba stron: 248
  • Rok wydania: 2010
  • Oprawa: miękka
  • Wymiary: 125 x 195 mm
  • ISBN: 978-83-245-8782-7
  • Seria: Kryminał polski
  • Wydawca: Dolnośląskie, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Wrocław
  • Logo wydawnictwa: Dolnośląskie, Wydawnictwo
Recenzja
Data publikacji: 26 lutego 2010 A- A A+
Jeśli komuś podobała się Polichromia Joanny Jodełki, temu Sąd Ostateczny Anny Klejzerowicz powinien przypaść do gustu. Trójmiejska pisarka postanowiła bowiem zmierzyć się z historią Gdańska i stworzyła powieść, w której połączyła intrygę kryminalną z opisami dawnego i współczesnego Danzigu.

Były policjant, obecnie gdański dziennikarz, Emil Żądło, spotyka przypadkiem dawno niewidzianą znajomą. Po krótkiej rozmowie z córką niegdysiejszej sąsiadki postanawia spędzić wieczór w towarzystwie Doroty i jej narzeczonego, Damiana. Okazuje się, że młody mężczyzna jest redaktorem nowo powstałej, lokalnej gazety. Słysząc, że Emil jest bez pracy, proponuje mu współpracę. Mężczyźni umawiają się na telefon, jednak nazajutrz nikt do Żądła nie dzwoni. Emil postanawia więc przejąć inicjatywę i skontaktować się z młodym człowiekiem. Jednak ten nie odbiera telefonu. Wkrótce dziennikarz dowiaduje się, że jego nowi przyjaciele padli ofiarą makabrycznej zbrodni. Nie są jedynymi ofiarami tajemniczego mordercy. W Gdańsku z dnia na dzień w okrutny sposób giną kolejni ludzie, a ciało każdej z ofiar, nagie, zabójca układa w groteskowy sposób. W Żądle odzywa się instynkt policjanta. Na prośbę matki Doroty postanawia powęszyć w poszukiwaniu mordercy. Tymczasem zabójca sam postanawia podjąć grę z Emilem i przesyła policji teczkę z reportażem Żądła, którą wcześniej skradł Damianowi i Dorocie…

Sąd Ostateczny (2010) to druga książka Anny Klejzerowicz – polskiej pisarki, publicystki, fotografa. Prozaiczka zadebiutowała w 2009 roku zbiorem opowiadań pt. Złodziej dusz. Opowieści niesamowite. Klejzerowicz jest także autorką licznych artykułów z zakresu historii sztuki oraz zdjęć teatralnych i artystycznych. Przez wiele lat współpracowała z Teatrem Atelier w Sopocie. Na swojej stronie autorka pisze, że mieszka wśród lasów, w pięknej dolinie, w starym domu. To właśnie tam pisze i fotografuje. W kadrze uwiecznia przede wszystkim przyrodę. Szczególnym uczuciem darzy koty. Choć sama ma kilka w domu, dba o wszystkie ze swojej okolicy. Wspólnie z rodziną i sąsiadami prowadzi kocią stołówkę.

Koci bohater siłą rzeczy pojawia się więc w Sądzie Ostatecznym. Rudozłoty Bolero w jednym z krytycznych momentów ratuje swoją ukochaną właścicielkę. Tym niemniej nie on jest głównym bohaterem powieści. Centralną postacią jest Emil Żądło – były policjant, a obecnie bezrobotny dziennikarz z Trójmiasta. Kiedy go po raz pierwszy widzimy, jego kondycja nie jest najlepsza. Jest bez pieniędzy, bez zleceń, za to z postępującą depresją. Życie przecieka mu przez palce. Albo pije, albo kłóci się z byłą żoną o alimenty. Nie jest to więc postać, która od samego początku wzbudza sympatię. A jednak z czasem powstaje nić porozumienia pomiędzy Żądłem a czytelnikiem. Generalnie większość postaci książki da się lubić. To zwykli ludzie, jakich codziennie mijamy na ulicach. Mają swoje pasje, problemy, grzeszki. Są zwyczajni, ale nie da się przy nich nudzić.

O swoich bohaterach Anna Klejzerowicz opowiada obszernie. Jednak nie tworzy ich portretów psychologicznych. Opisuje ich wyłącznie poprzez ich zachowania. Jednak nie zawsze to wystarcza. Pogłębionej psychologizacji postaci zabrakło mi zwłaszcza w przypadku seryjnego mordercy, Lingmema. To najmniej przekonywująca kreacja.

Jeśli już jestem przy słabych stronach książki, nie mogę nie wspomnieć o najsłabszej jej części – partiach dialogowych. Większość dialogów jest schematyczna i przewidywalna, pozbawiona żartów słownych. Brak im pazura przez co wydają się odrobinę naiwne. Mam tu na myśli zwłaszcza rozmowy prowadzone w ważnych momentach, przełomowych i dla głównego bohatera, i dla sprawy. Bodaj wspomnieć spotkanie Żądła z matką jednej z zamordowanych bohaterek – rozmowa nie jest dramatyczna, lecz sztucznie patetyczna, a przez to – śmieszna.

Zaczęłam od minusów i obraz książki, jaki wyłania się z recenzji, nie tchnie optymizmem. Dlatego też zamiast mówić w zawoalowany sposób, powiem wprost: to całkiem dobra powieść. Sąd Ostateczny został napisany zgodnie z kanonami sztuki. Pojawia się tu każdy z wymaganych w kryminale elementów. Jedynie brak tu fajerwerków – tej iskry, która sprawia, że jeden kryminał zapamiętujemy na długo, a o drugim zapominamy zaraz po odłożeniu go na półkę. To ciekawa, poprawnie napisana powieść. Nieco schematyczna i sztampowa, ale warta przeczytania. Choćby już dla samego Memlinga i Gdańska.

Gdańsk w ogóle ma szczęście do twórców kryminałów. Sąd Ostateczny to nie pierwsza tego typu powieść, której akcja umiejscowiona jest w dawnym Wolnym Mieście. Pisarka nazywa go kryminałem miejskim. Ja nazwałabym kryminałem miejskim ze sztuką w tle.

Kluczowy dla intrygi kryminalnej jest obraz, który od wielu wieków stanowi chlubę Gdańska. Mowa o tryptyku Hansa Memlinga, którego nazwie powieść zawdzięcza swój tytuł.



Sąd Ostateczny to tryptyk z II połowy XV wieku. Jego autorem jest niderlandzki malarz, Hans Memling. Obraz został wykonany na zamówienie Medyceuszy i był pierwotnie przeznaczony dla florenckiego kościoła Badia Fiesolana. Jednak podczas transportu do Italii na pokładzie galeonu Saint Matteo, tryptyk został wykradziony przez gdańskiego kapra Pawła Beneke. Cenny łup został ofiarowany gdańskiemu kościołowi Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Jego późniejsze losy były jeszcze bardziej burzliwe. Za czasów napoleońskich obraz został wywieziony do Francji, pod koniec II wojny światowej – przez Niemców w głąb Rzeszy. Następnie tryptyk wpadł w ręce Armii Czerwonej i jako zdobycz wojenna stał się eksponatem leningradzkiego Ermitażu. Odyseja obrazu zakończyła się w 1956 roku. Wtedy to bowiem tryptyk powrócił do Gdańska. Nie zawisł jednak w Kościele Mariackim, a w gdańskim Muzeum Narodowym i po dziś dzień można go tam podziwiać.

Jaki związek Sąd Ostateczny Memlinga ma z Sądem Ostatecznym Klejzerowicz? Poszukiwany przez Emila seryjny zabójca układa ciała swoich ofiar na kształt póz ludzi z prawego skrzydła tryptyku. Jest więc mrocznie, brutalnie i tajemniczo. A przy tym bardzo inspirująco. Intryga kryminalna dała Annie Klejzerowicz pretekst do opisania wszystkich uroków Gdańska. Chętnie wyruszyłabym w podróż po mieście śladami bohaterów książki. Jednak póki co pozostaje mi oczekiwać na kolejny tom przygód dziennikarza z Trójmiasta.
Komentarze
  • 1
    FraOlo 27 lutego 2010 | 15:43:59

    Właśnie ze względu na ten Gdańsk i Memlinga kupiłem książkę - i nie żałuję. Mocno zapada w pamięć, głównie chyba dzięki tej niesamowitej atmosferze. Do dialogów też bym się nie czepił, dla mnie są naturalne i na luziku. Ale masz rację z tą wędrówką tropem bohaterów, może nawet latem sam to zrealizuję :)

  • 2
    annaliwia (www.bredablik.blogs 28 lutego 2010 | 16:01:36

    Witaj Aniu,
    Kreative Blogger dla Ciebie: http://bredablik.blogspot.com/2010/02/kreative-blogger.html
    :)

  • 3
    Annie 28 lutego 2010 | 21:17:31

    FraOlo, te dialogi momentami mnie drażniły dlatego, że to, co w mowie naturalne, nie zawsze brzmi dobrze przeniesione na papier ;) Tu trzeba odrobinę więcej słów, nie da się rzucić dwóch wyrazów, aby stworzyć przekonywującą i wiarygodną rozmowę. Tym niemniej, tak jak pisałam, partie dialogowe drażniły mnie tylko momentami i w ostatecznym rozrachunku z czystym sumieniem mogę polecić tę powieść. Jest dobra i chętnie przeczytam jej kontynuację :)

    Annoliwio, bardzo dziękuję za wyróżnienie! A zwłaszcza za uzasadnienie - cieszę się, że w Twoich oczach DL stał się dokładnie tym, w co chciałam go przemienić :)

    Moc pozdrowień! :)

  • 4
    FraOlo 1 marca 2010 | 15:33:28

    To ja Ci jeszcze dziękuję za zamieszczenie tutaj reprodukcji obrazu. Przy czytaniu książki mi jej brakowało, wydawca się nie postarał. Ja sobie wprawdzie znalazłem z necie, ale powinna być na miejscu, i to jest moja uwaga do książki, że nikt nie zadbał o czytelnika w tej kwestii :(

  • 5
    Annie 2 marca 2010 | 22:35:25

    To fakt, całkowicie się z Tobą zgodzę w tej kwestii. Ano nic, może przy następnej okazji reprodukcja kolejnego dzieła się pojawi (bo że kolejna książka będzie związana ze sztuką to jestem więcej niż pewna ;) Musi być! ;)

    Moc pozdrowień! :)

  • 6
    FraOlo 4 marca 2010 | 15:39:19

    Też mam taką nadzieje :)
    Pozdrawiam!

  • 7
    budda1964 20 kwietnia 2010 | 14:41:34

    No aż będę bardziej musiał zgłębić Aniu Twa twórczość ... A może w podobnym klimacie opiszesz me życie? Je3st też dosyć ciekawe oryginalne i burzliwe... Przypadł mi do gustu i tytuł i treść twej książki i dlatego o jedno Cie proszę nie zmieniaj sie tak bardzo bo świetnie piszesz

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Dziennik Literacki używa plików COOKIE. Korzystając z Dziennika Literackiego wyrażasz zgodę na ich wykorzystywanie.
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o plikach COOKIE.
Akceptuję