„Klinika kukieł”
Okładka książki „Klinika kukieł”
  • Autor: Agnieszka Kacprzyk
  • Tytuł: Klinika kukieł
  • Język oryginału: polski
  • Liczba stron: 276
  • Rok wydania: 2007
  • Oprawa: miękka
  • Wymiary: 120 x 200 mm
  • ISBN: 978-83-60383-33-9
  • Seria: Jaśminowa
  • Wydawca: Replika, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Zakrzewo
  • Logo wydawnictwa: Replika, Wydawnictwo
Recenzja
Data publikacji: 16 lipca 2009 A- A A+
Bardzo lubię Jaśminową serię wydawnictwa Replika. Wydawane w jej ramach powieści są intrygujące, ciekawe fabularnie i, po prostu, zwyczajnie dobre. Takie były powieści Johanny Nilsson, taki był debiut Edyty Szałek. Jednak Agnieszka Kacprzyk wyłamuje się z tego schematu, prezentując powieść, która w świetle powyższych nie stanowi wyzwania, a rozczarowanie.

Sześcioro znajomych z sekcji turystycznej przy poznańskim UAM wyrusza na wyprawę po ukraińskich Karpatach. Trzy dziewczyny – Ewa, Kasia, Patrycja – oraz trzej młodzi mężczyźni – Robert, Gruszka, Krzysiek – planują spędzić tam dwa tygodnie, wędrując po górskiej głuszy, z dala od pośpiechu i chaosu miasta. Jednak przyjemna wyprawa już po paru dniach przemienia się w istny koszmar. Do głosu dochodzą skrywane namiętności, obsesje i kompleksy, a wzajemne losy bohaterów zaczynają się niebezpiecznie krzyżować i splatać…

Dużo obiecywałam sobie po Klinice kukieł zwłaszcza ze względu na intrygujący opis książki, zamieszczony przez wydawcę na jej okładce. Spodobał mi się pomysł połączenia wędrówki w dziczy z introspekcją, z samopoznawaniem. Przyroda w powieści Agnieszki Kacprzyk, zamiast koić, rozbudza w bohaterach różne namiętności i przemienia je w wewnętrznych demiurgów rządzących ludźmi-marionetkami. Wędrowcy, niczym kukiełki, poddają się targającym nimi emocjom – złości, żądzy, zazdrości, nienawiści. Są zmęczeni marszem, własnym towarzystwem i ciszą, która panuje za zieloną granicą cywilizacji. Ekstremalna sytuacja, w jakiej się znajdują, zmusza ich do zrzucenia dotychczasowych masek. Przybrana forma ciąży, niczym wypchany plecak. Wzorem stelażu – uwiera, aby wymusić na wędrowcach odpowiedź na pytanie, czego każdy z nich tak naprawdę pragnie. Bohaterowie – łowcy zdarzeń, poszukiwacze zaginionych przeżyć, kolekcjonerzy niezatartych wspomnień – dają upust towarzyszącym im emocjom. Eksplodują. Tylko… nijaka ta eksplozja.

Nie ma pasji, żaru, destrukcji. Emocje bohaterów Kliniki kukieł są właśnie kliniczne – podręcznikowe, sterylne, nijakie. Zamiast rozpalającej czerwieni – chłodna biel. Sztuczna monochromatyczna paleta uczuć i pragnień. Podobnie nijacy są bohaterowie Kliniki… – sztampowi, stereotypowi, nieskomplikowani. Są papierowymi postaciami, zbudowanymi z dziesiątków utartych schematów. Co więcej, sprawiają wrażenie, jakby autorka nie do końca miała na nich pomysł: są prezentowani bardzo chaotycznie – raz zostają obdarowani jakąś cechą, po czym się ją im zupełnie odbiera – lecz ta ich chwiejność i niekonsekwencja w niczym nie przypomina człowieczej niejednoznaczności. Nie ma głębi, kluczowego, trzeciego wymiaru.

Jednak największe zastrzeżenia mam do warstwy językowej powieści. Choć początkowo nie sądziłam, że będę miała jej cokolwiek do zarzucenia. W miarę lektury narastało we mnie wrażenie, że pisarka nie jest w stanie utrzymać w ryzach, kontrolować powstający tekst. Wywody quasi-filozoficzne, brzmiące niczym pleonazmy; długie monologi, w których bohaterowie zupełnie niepotrzebnie wyłuszczają pełnię swoich poglądów, zamiast wpisać się w prowadzoną rozmowę oraz idiotycznie brzmiące, zupełnie nie pasujące do stylu i charakteru powieści, wstawki typu: …bo zupa była za słona; to, co tygrysy lubią najbardziej, a także oklepane żarty (co w rubryce zawód wpisze sobie absolwent marketingu i zarządzania? Zawód: dyrektor). Razi również sposób, w jaki autorka prezentuje wulgaryzmy i seksualność bohaterów. Wydają się sztuczne i wymuszone (dla kontrastu – w Śnie Zielonych Powiek Edyta Szałek również nie stroniła od tego typu opisów, jednak wplotła je w powieść niezwykle sprawnie i naturalnie).

Podsumowując, Klinika kukieł nie jest powieścią złą. Ale, trzymając się stylu autorki, dobrą wcale. Nijacy bohaterowie, nijaka fabuła i nijaki język. Literacka kukiełka wyciosana w drewnie.
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Dziennik Literacki używa plików COOKIE. Korzystając z Dziennika Literackiego wyrażasz zgodę na ich wykorzystywanie.
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o plikach COOKIE.
Akceptuję