„Dom nad rozlewiskiem”
Okładka książki „Dom nad rozlewiskiem”
  • Autor: Małgorzata Kalicińska
  • Tytuł: Dom nad rozlewiskiem
  • Język oryginału: polski
  • Liczba stron: 496
  • Rok wydania: 2006
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Wymiary: 155 x 235 mm
  • ISBN: 978-83-7298-912-3
  • Wydawca: Zysk i S-ka, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Poznań
  • Logo wydawnictwa: Zysk i S-ka, Wydawnictwo
Recenzja
Data publikacji: 22 czerwca 2009 A- A A+
Mam zagwozdkę. Po raz pierwszy, od bardzo dawna, nie wiem, jak ocenić książkę. Z jednej strony to świetne, odstresowujące czytadło. Z drugiej – koszmarek literacki. Trochę Czarownica z Radosnej, trochę zaś Teraz albo nigdy Katarzyny Grocholi. Tylko, niestety, znacznie gorzej napisane.

Małgorzata, blisko pięćdziesięcioletnia pracownica agencji reklamowej, z dnia na dzień zostaje zwolniona z pracy. Dowiaduje się, że jest stara i niepotrzebna. I że młody narybek dużo lepiej od niej się sprawdzi w kolejnej kampanii. Nakłoniona przez teściową, Gosia nawiązuje kontakt ze swoją od lat nie widzianą matką, i przenosi się z zagonionej Warszawy do niewielkiej, mazurskiej wioski. To właśnie tu, przy boku Basi, zaczyna układać swoje życie od nowa. Ze smukłej, zapatrzonej w swój wygląd kobiety, przemienia się w jowialną panią domu, która uwielbia spacerować w gumiakach. I zaczyna się uczyć cieszyć każdym kolejnym dniem – zapachem świeżych warzyw, smażonych dżemów i mgły znad rozlewiska…

Wydany w 2006 roku Dom nad rozlewiskiem okazał się być przebojem wydawniczym. Laureat nagrody księgarzy Witryna dla najlepszej książki roku 2006. Ponad 100 tysięcy sprzedanych egzemplarzy. Z dnia na dzień nikomu nie znana debiutantka podbiła serca polskich czytelników. Małgorzata Kalicińska poszła za ciosem – w 2007 roku wydała prequel do Domu nad rozlewiskiem, zaś w 2008 roku kontynuację opowieści o dziejach Małgorzaty w podpasymskim domu. Niegdyś researcherka „jedynkowej” Kawy czy herbaty, współautorka programu Forum nieobecnych, współwłaścicielka agencji reklamowej. Dziś zaś popularna pisarka, której udało się rozkochać w Mazurach tysiące czytelników swoich książek.

Bohaterką trylogii mazurskiej Małgorzaty Kalicińskiej jest 48-letnia Małgorzata, której imię, a także doświadczenie zawodowe niechybnie przywodzi na myśl autorkę powieści. Czy jest ona jej alter ego? Nie wiem i chyba wolałabym nie wiedzieć, bowiem nie zapałałam do niej bezgraniczną sympatią. Gosia, choć sympatyczna i przebojowa, jest postacią dość irytującą. Przede wszystkim przez jej niedojrzałość emocjonalną i hipokryzję. Jest krytykancka i niepotrzebnie bywa wulgarna i wyuzdana. Trochę przypomina Judytę Katarzyny Grocholi, troszeczkę Jagodę Zofii Staniszewskiej i odrobinkę Lucynę Lucyny Olejniczak. To, co łączy wspomniane bohaterki przede wszystkim to druga młodość i dążenie do poszukiwania szczęścia. To doświadczone życiem kobiety – dojrzałe, a mimo to bardzo temperamentne. Mądre. Małgorzatę odróżnia od nich jednak pewna niefrasobliwość. I powierzchowność. I niedojrzałość, która sprawia, że przyjmuje ona życie bez chwili namysłu, bez cienia refleksji, bezkrytycznie.

Małgorzata jest córką, żoną, matką, jednak każdą z tych ról sprowadza do bycia przyjaciółką. Nie uznaje żadnej hierarchii, tradycji, zwyczajów. Jest antyklerykalna, momentami libertariańska w swoich przekonaniach. Rytm jej życia wyznaczają kolejne romanse i pospiesznie konsumowane noce w ramionach różnych kochanków. Co zaskakujące, jej rozwiązłość przyjmowana jest z entuzjazmem przez najbliższych. Z każdego kolejnego romansu Małgorzaty cieszy się matka, jej konkubent, córka Gosi, a także… jej mąż, który sam od kilku lat ma kochankę. A jakby tego było mało, kolejni partnerzy Małgorzaty zasiadają razem z jej rodziną przy podpasymskim wigilijnym stole. I straszno, i śmieszno. A na pewno, kuriozalnie.

Sposób portretowania relacji międzyludzkich nie jest jedynym elementem tej książki, który osnuwa mgiełka naiwności. Abstrahując od niewiarygodnie dobrych relacji pomiędzy Małgorzatą, a jej niewidzianą przez trzydzieści lat matką, równie naiwnie pisarka „analizuje” problemy współczesności. Alkoholizm, gwałt na dziecku, bezrobocie, bieda, śmierć – wszystko to jest traktowane powierzchownie, po macoszemu. A równocześnie jest poddawane przez Małgorzatę miażdżącej krytyce, co skutkuje obecnością w powieści rozważań o głębokości wytartych frazesów. Bohaterka Domu nad rozlewiskiem karci pracowników agencji reklamowych za rozpowszechnianie kłamstw i żerowanie na portfelu konsumenta; potępia księży; gromi fast foody, wygłaszając peany na cześć zdrowej, naturalnej żywności; apeluje o tolerancję dla wszystkich uciśnionych – niepełnosprawnych, homoseksualistów, Żydów; staje w obronie kobiet kochających alkoholików… Nie ma chyba problemu, o którym Małgorzata Kalicińska nie wspomniałaby w swojej książce. Niemal każdy z jej bohaterów został obdarzony jakimś traumatycznym doświadczeniem – wdowieństwo, tętniak, śmierć córki to tylko czubek góry lodowej. Jest wszystko i nic. I właśnie ta powierzchownie potraktowana wszechstronność tematyki powieści, ta bezrefleksyjność, działa najbardziej na niekorzyść książki. Bo jeśliby zapomnieć o tym, co napisałam powyżej, Dom nad rozlewiskiem to urokliwa opowieść o cieple i serdeczności nietypowej rodziny, zamieszkującej jedną z warmińsko-mazurskich wiosek. Sielska, napawająca optymizmem historia o tym, że życie nigdy nie jest stracone i że w każdym jego momencie można je zacząć od nowa. Bez cienia wątpliwości, powieściowy Pasym to miejsce wyidealizowane. Utopijne. Paradoksalnie takie, w jakim wiele z czytelników Domu nad rozlewiskiem pragnęłoby się znaleźć. Małgorzata Kalicińska napawa optymizmem i krzepi, rozbudzając na nowo wiarę w drugiego człowieka. Urok powieści tkwi właśnie w jej prostocie. Banalna fabularnie bajka dla starszych dziewczynek, znękanych życiem kobiet. Wiele wyolbrzymień, ogrom słodkości i uproszczona rzeczywistość. A mimo to, czyta się tę powieść naprawdę nieźle, z zaskakującą przyjemnością.

Choć trzeba przyznać, że to literatura przez bardzo małe „l”. Napisana koszmarnym językiem, kiepska stylistycznie, pełna niesmacznych wulgaryzmów i niezdarnych porównań. I właśnie dlatego jestem w kropce – wiem, że to fatalna jakościowo proza. Więc dlaczego tak miło czytało mi się tę książkę?

Ogromnie jestem ciekawa, jak wypadnie ekranizacja Domu nad rozlewiskiem. Pierwsze klapsy na planie serialu na motywach powieści już padły. W roli Małgorzaty Joanna Brodzik, Barbary – Ewa Wiśniewska, Tomasza – Krzysztof Jasińki, a Wiktora – Rafał Rutkowski. Reżyserię producenci serialu powierzyli Witoldowi Adamkowi, twórcy choćby ekranizacji S@motności w sieci. Serialowa Gosia jest odmłodzona o dziewięć lat. Ciekawa jestem czy, a jeśli tak, to jak, wpłynie to na fabułę opowieści. A ta ma składać się z trzynastu 45-minutowych odcinków, które na ekranach telewizorów zobaczymy już jesienią. Na razie czekamy. We wrześniu okaże się, czy warto było na nie czekać.


(A na koniec jeszcze słowo na temat wydania. Nie wiem czy tylko mi się trafił taki trefny egzemplarz, ale mam dwa razy strony 225-240, za to brakuje stron 241-256. Ot, taka niespodzianka.)
Komentarze
  • 1
    Magrat 24 czerwca 2009 | 17:34:59

    Miałam identyczne odczucia czytając tą książkę. To jedno wielkie hurra, żyjmy w wielkiej komunie, kochajmy wszystkich- kochankę męża też. Sięgnęłam z ciekawości. Gdy w jednym z wywiadów panie Kalicińska i Brodzik Grocholę właśnie i Christie krytykowały, owe panie same się pisarstwem wysokich lotów nie popisały.

  • 2
    Annie 24 czerwca 2009 | 20:43:22

    Poważnie krytykowały? Hmm... Z całą sympatią, ale warsztat obu tych pań w najmniejszym stopniu nie dorównuje kunsztowi Agathy Christie. Magrat, a gdzie to było? W "Bluszczu"? Numery czasopisma zbieram, ale jak dotąd nie miałam kiedy ich czytać, jeśli jednak któryś kryje takie "skarby" to chętnie go przekartkuję ;)

    Moc pozdrowień!

  • 3
    Magrat 24 czerwca 2009 | 23:14:45

    Wydaje mi się, że w bluszczu. Gdzieś w okolicach stron z książkami polecanymi. Ale to już spory czas temu było.

  • 4
    Valle 1 lipca 2009 | 23:38:44

    ach, jakże się zgadzam! Proza pozbawiona polotu, toporna, pełna głupkowatego moralizowania i niekonsekwencji, pełna gramatycznych, rzeczowych i logicznych błędów (gdzie w ogóle był redaktor?), śmiesznie i irytująco cukierkowa, dialogi sztuczne, portrety psychologiczne ŻADNE (większość postaci to ludzie bez wad).
    /I jeszcze ta niemożliwie denerwująca a uwielbiana przez matkę córunia - taka mądra, taka oczytana, taka odmienna, taka urocza... a naprawdę (choć niezamierzenie) przedstawiona jako przesłodzona pannica z pretensjami do wyżyn intelektualnych./
    Gdzieś ktoś napisał, że "to nie literatura" (tu akurat nie mam najmniejszych wątpliwości). "To produkt przemysłu książkowego dla kucharek".
    Banał, gniot, grafomania. Jeśli to jest polski "Rok w Prowansji", to Coelho jest nowym Platonem. Dziwi mnie tylko ogromna popularność tej książki. Dziwi i przeraża.

  • 5
    lnibil@interia.pl 14 czerwca 2012 | 14:20:18

    Zalety: cudowna, sielska atmosfera w plenerze urokliwych Mazur; ciekawe portrety psychologoczne.
    Negatywy: antykrelykalizm, rozwiązłość,pochwała "kochających inaczej".

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję