„Marcowe fiołki”
Okładka książki „Marcowe fiołki”
  • Autor: Philip Kerr
  • Tytuł: Marcowe fiołki
  • Tytuł oryginału: March Violets
  • Język oryginału: angielski
  • Przekład: Ewa Fiszer
  • Liczba stron: 336
  • Rok wydania: 2009
  • Oprawa: miękka
  • Wymiary: 125 x 195 mm
  • ISBN: 978-83-60504-68-0
  • Seria: Tajna StrEFA
  • Wydawca: Red Horse, Wydawnictwo Sp. z o.o.
  • Miejsce wydania: Lublin
  • Logo wydawnictwa: Red Horse, Wydawnictwo Sp. z o.o.
Recenzja
Data publikacji: 3 maja 2009 A- A A+
Kryminał retro. Kryminał noir. Twardy, męski kryminał. Po sukcesie Komisarza Maciejewskiego Marcina Wrońskiego, wydawnictwo Red Horse ponownie przedstawia czytelnikom nowy cykl znakomitych czarnych kryminałów. Tym razem wydawca zaprasza miłośników gatunku w podróż po niebezpiecznych uliczkach przedwojennego Berlina. Eskapada ta może być niezwykle niebezpieczna, chyba, że odbywa się ją w towarzystwie sympatycznego łapsa w prochowcu, Berniego Gunthera.

W trzy lata po dojściu Hitlera do władzy, Niemcy przeżywają okres prosperity. Były oficer policji kryminalnej, a obecnie prywatny wywiadowca Bernhard Gunther też nie narzeka na brak zleceń – zwłaszcza od rodzin osób które zaginęły bez wieści. Pewnego letniego dnia, w szykującym się do Igrzysk Olimpijskich Berlinie, Gunther otrzymuje niezwykłe zadanie. W ekskluzywnej willi w Lichterfelde-Ost, w zamożnej dzielnicy w południowo-zachodnim Berlinie, wybucha pożar, w którym ginie młode małżeństwo. Kobieta okazuje się być córką germańskiego potentata przemysłowego, Hermanna Sixa, mężczyzna zaś – zaufanym pracownikiem Heinricha Himmlera. Sekcja zwłok wskazuje, iż oboje, zanim spłonęli, zostali zamordowani. Jednak Gunther, ku swemu niepomiernemu zdumieniu, wcale nie ma odszukać mordercy, tylko kolię Cartiera, skradzioną owej nocy z pancernego sejfu…

Philip Kerr urodził się w 1956 roku w Edynburgu. Ex-copywriter, dziennikarz (współpracownik „Sunday Times”, „Evening Standard”, „New Statesman”), pisarz. Absolwent Wydziału Prawa Uniwersytetu w Birmingham. Autor kilkunastu powieści dla dorosłych czytelników i dla dzieci (wydawanych pod pseudonimem P.B. Kerr). Zadebiutował w 1989 roku powieścią Marcowe fiołki. Rok później napisał drugi tom trylogii berlińskiej, The Pale Criminal, ukazującej niezwykły obraz III Rzeszy u narodzin jej potęgi i po jej upadku. Od tego czasu pisze właściwie nieprzerwanie, ciesząc się sławą na Wyspach. Dziś, po dwudziestu latach od ich premiery, Marcowe fiołki trafiają w ręce polskich czytelników.

Bernhard Gunther to detektyw w stylu Philipa Marlowe’a Raymonda Chandlera czy Sama Spade’a Dashiella Hammetta. Bernie to niepokorny twardziel. Uwielbia piękne kobiety, nie stroni od sznapsa, a w kieszeni jego spodni zawsze musi znajdować się paczka Murattich. Jest buntownikiem – po dziesięciu latach pracy w prestiżowej jednostce policji, Kripo (Kriminalpolizei), postanowił odejść, aby sprzeciwić się polityce segregowania przez partię rządzącą pracowników struktur policji według kryteriów ideologii i narodowości. Jest odważny, bezpośredni, ekstremalnie szczery. Jest przy tym cynikiem. Specyficzne poczucie humoru to jego najbardziej charakterystyczna differentia specifica.

Detektyw jest Berlińczykiem, jednak nie czuje się dobrze w mieście rządzonym przez narodowych socjalistów. Z pobrzmiewającą w jego głosie nutką nostalgii mówi: Berlin. Dawniej kochałem to miasto. Ale to było zanim spojrzało ono w swoje odbicie i włożyło tak ciasny gorset, że z trudem mogło oddychać. Lubiłem jego beztroską filozofię, jazz, wulgarne, pełne życia kabarety i inne kulturalne ekscesy, którymi charakteryzowały się czasy weimarskie i które sprawiały, że Berlin był jednym z najbardziej ekscytujących miast świata.

Berlin 1936 roku to miasto terroru, intryg, przemocy i inwigilacji. Kerr przyrównuje rządzone przez nazistów miasto do wielkiego, ciemnego, nawiedzonego przez duchy domostwa, pełnego mrocznych zakątków, ponurych schodów, złowieszczych piwnic, pozamykanych pokoi. Bernie dusi się w jego atmosferze. Nie zgadza się na królujące na ulicach bezprawie. Przeraża go bestialstwo władz i cierpienie szykanowanych przez nazistów obywateli.

Kerr kreśli niezwykle sugestywny obraz przedwojennego Berlina. Jest on przy tym niesamowicie precyzyjny – krok po kroku odtwarza przed czytelnikiem topografię miasta. Opowiada o dawnych budynkach, instytucjach, niesnaskach pomiędzy Kripo, Sipo i Orpo, a przy tym wprowadza do powieści całą masę smakowitych pojęć, takich jak choćby tytułowe marcowe fiołki, które opisując karierowiczów NSDAP, którzy wstąpili do partii po zwycięskich wyborach z 5 marca 1933 roku, w znakomity sposób oddają klimat tamtych czasów i sposób postrzegania przez Berlińczyków przedwojennego świata.

Wartka akcja, pełna zaskakujących zwrotów i niespodziewanych rozwiązań, brawurowe strzelaniny, wciągające dialogi… Powieść trzyma w napięciu, a brak klarownego rozwiązania pozostawia czytelnika z poczuciem niedosytu i ciekawości. Pisarz nie odpowiada bowiem na wszystkie pytania, nie zamyka wszystkich wątków opowieści. Struktura fabuły Marcowych fiołków jednoznacznie wskazuje na chęć stworzenia przez autora większej całości i nieśmiało zapowiada kontynuację powieści.

Jeśli miałabym mieć jakiekolwiek zastrzeżenia, dotyczyłyby one języka powieści (zastrzegam: nie języka tłumaczenia, które skądinąd jest bardzo wierne, tylko oryginału, którego fragmenty miałam okazję przeczytać przed napisaniem recenzji). Jest on drętwy, informacje, które mają na celu wyjaśnienie jakiegoś pojęcia/zjawiska przypominają czasem encyklopedyczne notki. Słowem, w tej debiutanckiej powieści brak Kerrowi jeszcze sprawności, płynności, dobrego stylu i pasji. Lecz mimo to z niecierpliwością będę czekać na przekład kolejnej książki, ciekawa dalszych losów Bernharda Gunthera. Czy uda mu się odnaleźć Inge? Czy odżyje jego uczucie do Dagmarr? I jak będzie zmieniał się powieściowy Berlin pod rządami Führera?
Komentarze
  • 1
    awita 9 lipca 2009 | 10:03:20

    Polecam Ci także inny doskonały historyczny kryminał autorstwa Kerra - "Ciemna materia". XVII wieczny Londyn, twierdza Tower i Isaak Newton jako prowadzący pasjonujące śledztwo...
    A "Marcowe fiołki" już kupiłam. Nie wiem tylko, czy zabiorę je na wakacje, chyba poczekam na długie jesienno-zimowe wieczory.

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Dziennik Literacki używa plików COOKIE. Korzystając z Dziennika Literackiego wyrażasz zgodę na ich wykorzystywanie.
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o plikach COOKIE.
Akceptuję