„Mogę odejść, gdy zechcę”
Okładka książki „Mogę odejść, gdy zechcę”
  • Autor: Young-ha Kim
  • Tytuł: Mogę odejść, gdy zechcę
  • Tytuł oryginału: I Have the Right to Destroy Myself
  • Język oryginału: angielski
  • Liczba stron: 136
  • Rok wydania: 2006
  • Oprawa: miękka
  • Wymiary: 125 x 195 mm
  • ISBN: 987-83-60159-22-4
  • Seria: Z trąbką
  • Wydawca: Vesper, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Poznań
  • Logo wydawnictwa: Vesper, Wydawnictwo
Recenzja
Data publikacji: 4 listopada 2008 A- A A+
Na literackim globusie najchętniej zatrzymywałam się do tej pory w Europie i krajach Ameryki Łacińskiej, zauroczona magiczną atmosferą tamtejszych opowieści. Jednak ostatnie dwa przystanki w mojej wyprawie po literaturze miałam w Azji – w Indiach Adigi i Korei Południowej Kima. O tym, że Biały Tygrys pochłonął mnie bez reszty, już napisałam. O tym, że Mogę odejść, gdy zechcę pochłonęło mnie bez reszty, dopiero napiszę.

Lektura Mogę odejść, gdy zechcę była dla mnie ciekawym doświadczeniem z dwóch powodów. Po pierwsze, nigdy dotąd nie czytałam żadnego tekstu napisanego przez Koreańczyka. Po drugie, nigdy wcześniej nie czytałam żadnej książki Wydawnictwa Vesper. Seria Z trąbką, do której należy drobniutka objętościowo powieść Kima, okazuje się być prawdziwą perełką, ukrytą wśród serii wydawniczych na polskim rynku książki. Nazywana również serią Z okienkiem (z powodu „okienka” w okładce), przedstawia literaturę z odległych zakątków świata, niszową i podejmującą tematy trudne. Jeśli jakość prozy Kima jest wyznacznikiem jakości całej serii, to przedstawia ona prozę wyśmienitą.

Mogę odejść, gdy zechcę to debiut powieściowy Young-ha Kima – koreańskiego prozaika, dziennikarza i krytyka. Autor siedmiu powieści, uhonorowany w 1999 roku Koreańską Nagrodę Literacką, tłumaczony jest na wiele języków. Od niedawna – również na język polski. Sam Kim jest postacią niezwykle ciekawą. Syn wojskowego, dzieciństwo spędził w drodze, przeprowadzając się z miejsca na miejsce i mając za jedynego przyjaciela tylko książkę. Nieskalany przez telewizyjną kulturę konsumpcjonistyczną, zatapiał się w lekturze, a tropy odnajdywane w literaturze regionu szybko odesłały go do dziedzictwa europejskiej kultury. Kim jest zatem jednym z tych twórców, których biografia znacząco zdeterminowała kierunek ich poszukiwań literackich. Jego ciekawość świata i zainteresowanie „tym, co było” znalazło wyraz na kartach powieści. Mogę odejść, gdy zechcę to misternie utkana sieć kulturowych odniesień, łączących odmienne i różne systemy doświadczeń – kultury Europy i Azji.

Powieść Kima, choć pięciorozdziałowa, dzieli się tak naprawdę na trzy części, których nie tylko kształt, ale i nastrój związany jest z obrazem. Dostojna Śmierć Marata Davida, pełna namiętności Judyta Klimta i dramatyczna Śmierć Sardanapala Delacroix to nie tylko przywoływane na kartach powieści płótna. To malarskie streszczenia opowiadanych przez Kima treści. Zresztą sama proza Kima jest nie mniej malownicza od przywoływanych obrazów. Mroczna, utrzymana w poetyce Kafki, czerpie pełnymi garściami z dorobku egzystencjalistów. Nie tylko w swojej stylistyce i nastroju, ale przede wszystkim – w tematyce.

Te egzystencjalne konotacje można odnaleźć już w samym tytule utworu. Mogę odejść, gdy zechcę stanowi esencję filozofii egzystencjalizmu. Niczym nieograniczona wolność jednostki daje jej prawo do pełnego rozporządzania swoim życiem. Śmierć u Kima staje się przez to pewną perspektywą, ale zarazem – świadomym wyborem. To, co interesuje pisarza to rola jednostki w świecie, w którym życie człowieka w gruncie rzeczy pozbawione jest jakiegokolwiek sensu. Nietrwałe, nie ma żadnej wartości. Człowiek, niczym samotny liść na wietrze, dryfuje unoszony przez wiatr życia, świadomy niepoznawalności świata i braku uzasadnienia swojej egzystencji. Jego życie staje się w ostatecznym rozrachunku walką z własnym lękiem – strachem przed popełnieniem ostatecznego kroku.

Samobójstwo u Kima nie jest czynem haniebnym. Można by nawet zaryzykować tezę, że czymś właściwym, o ile popełnionym w odpowiednim momencie: Ludzie, którzy nie wiedzą, jak ujmować rzeczy w skrócie, są doprawdy bezwstydni. Tak jak ci, którzy upierają się, aby bezsensownie przeciągać swoją żałosną egzystencję. Tacy ludzie nigdy nie dotkną piękna kryjącego się w tym, co momentalne i skondensowane, więc umierają, nie pojmując, w czym tkwi smutek ich życia.

Bohaterowie Kima nie są bezwstydni. Każdy z nich ma prawo zniszczyć siebie i stworzyć siebie na nowo. Ich dekompozycja jest tym łatwiejsza, że odnajdują kogoś, kto im w tym pomoże, swoistego przewodnika. Człowieka, który przeprowadzi ich przez śmierć.

Człowiek-śmierć jest narratorem, a zarazem klamrą, łączącą poszczególne epizody z życia bohaterów Kima w jedną całość. On otwiera opowiadaną historię i on ją zamyka, snując retrospektywne opowieści o swoich dawnych klientach. Jedyną usługą, jaką oferuje mężczyzna, jest przygotowanie do samobójczej śmierci. Poprzedzone wyborem metody, wielogodzinnymi rozmowami, pozwala na poznanie ludzi, którzy odchodzą. Bo tak chcą. To, co uderza to kontrast pomiędzy zobojętniałymi na życie klientami Pana Śmierci, a nim samym, cieszącym się najszlachetniejszym wytworem ludzkiej egzystencji, sztuki. To właśnie ona, jako jedyna, pozwala mu opanować rodzący się wewnątrz każdego człowieka strach. Postrzegana jako wywodząca się z lęku, fascynuje go – raz, ze względu na jej przyrodzony charakter; dwa, dlatego, że wypełnia sobą egzystencjalną pustkę.

Pachniało wiosną. Wiosną zawsze przybywało mi klientów. I nie był to skutek zimowej depresji, lecz raczej lęku przed wiosną. Wszyscy się jej boją. Zimą przygnębienie jest zupełnie naturalne. Wiosną nie da się go już dłużej ukrywać. To normalne, że wzmaga się wówczas poczucie całkowitego osamotnienia. Zimą wszyscy kulimy się w sobie i chowamy przed światem, ale wiosną pozostają w swych kryjówkach tylko ci, którzy nie mają wyboru.

Pamiętam, że widziałem kiedyś drewniany dom, który stanowił przed wiekami schronienie koczowników. Byłem wstrząśnięty, bo pod jednym dachem mieściło się wszystko: zagroda dla zwierząt domowych, kuchnia, pokój dzienny, kotłownia, a nawet stodoła, w której przechowywali zboże. Nawet dym z paleniska nie wydostawał się z tego wnętrza od razu. Mijał komin i dopiero kiedy ogrzał całe pomieszczenie, powoli sączył się na zewnątrz. Śnieg, który pojawiał się już w październiku, gromadził wszystkich w środku domostwa. Ale gdy tylko przychodziła wiosna, a lód zaczynał topnieć, wieśniacy wybiegali z domów i na szczycie góry rozpalali wielkie ognisko. To był dzień wielkiego święta. Migoczące, trzaskające płomienie oświetlały każdy zakątek, każdą rozpadlinę wzniesienia. W dzisiejszych czasach nikt już tak nie świętuje nadejścia wiosny. Nikomu nie przyszłoby do głowy, żeby wyjść w góry i rozpalić ognisko tylko dlatego, że znudziła mu się zima. Jedyny czyn, na jaki stać dzisiejszych ludzi, to spalić się samemu.


Mogę odejść, gdy zechcę to powieść zachwycająca. Zdumiewa swoją unikalnością, ale nie ze względu na swoją egzotykę, której z powodu licznych odniesień do kultury europejskiej tu nie ma, lecz z powodu swojej delikatnej tematyki. Pozornie pesymistyczna, daje irracjonalne przekonanie o sensie istnienia człowieka w świecie. W końcu niektórzy klienci wycofują się z kontraktu. I to nie ze strachu przed śmiercią...
Komentarze
  • 1
    germini 4 listopada 2008 | 15:13:58

    Czyli dobrze uczyniłam, wchodząc w posiadanie tej książki? ;)

  • 2
    Annie 4 listopada 2008 | 15:35:21

    Jak najbardziej Ger, przynajmniej mi się szalenie podobała ;) Jest niebanalna i nietypowa. Naprawdę pozytywnie wyróżnia się w popkulturowej papce ;)

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję