„Portret nieobecnej”
Okładka książki „Portret nieobecnej”
  • Autor: Stéphane Jougla
  • Tytuł: Portret nieobecnej
  • Tytuł oryginału: Portrait d'une absente
  • Język oryginału: francuski
  • Liczba stron: 112
  • Rok wydania: 2006
  • Oprawa: miękka
  • Wymiary: 125 x 190 mm
  • ISBN: 83-7319-828-8
  • Seria: Galeria
  • Wydawca: Muza S.A., Warszawskie Wydawnictwo Literackie
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: Muza S.A., Warszawskie Wydawnictwo Literackie
Recenzja
Data publikacji: 25 czerwca 2008 A- A A+
Nigdy jeszcze nie odczuwała aż do tego stopnia porowatości istnień, cienkości granic między jestestwami. To wymazanie samej siebie wprawiało ją w upojenie; kroczyła po najwyższej z gór, wspinała się na najczystszy z lodowców – tożsamości się z sobą stapiały, fizyczne granice zanikały, ciała stawały się jednym ciałem, a twarze jedną twarzą.

Marie i Madeleine. Dwie kobiety. A może jedna? Która istnieje, a która jest tylko wytworem wyobraźni? Może obie? Może żadna? Marie. Madeleine. Która jest prawdziwa?

Lektura Portretu nieobecnej to ciąg pytań, labirynt niedomówień wypełniony słowami nieukładającymi się jednak w żadną konkretną odpowiedź. Zdumiała mnie ta niepozorna książeczka, gdyż nie przypuszczałam, że zawiera w sobie tak urokliwą i tak bardzo kobiecą opowieść. Eteryczną, subtelną, delikatną. I niezwykle intrygującą.

Fabuła powieści pozornie jest dość prosta. Młoda agentka nieruchomości, Marie, przyjeżdża do Lyonu, żeby przygotować mieszkanie do sprzedaży. Kiedy przybywa na miejsce, nie zastaje właścicielki, dlatego też sama przekracza próg lokalu, aby czym prędzej zabrać się do pracy. Spieszy się, gdyż w domu czeka na nią narzeczony, Julien, który następnego dnia wyjeżdża na tydzień do Londynu. Jednakże Marie nie jest w stanie skupić się na pracy. Dekoncentruje ją słodki zapach perfum unoszący się w powietrzu, leżące na kuchennym stole resztki niedokończonej kolacji czy, dominujące w sypialni, nieposłane czereśniowe łoże. Dziewczyna ma wrażenie, że mieszkanie żyje swoim własnym życiem. Gubi się w nim i, równocześnie, zatraca. Łapczywie zjada odrobinę camemberta i, pełna wrażeń, zasypia w łóżku tajemniczej nieznajomej.

Okoliczności sprawiają, że Marie niepostrzeżenie zaczyna grać rolę Madeleine. Przywłaszcza sobie jej ubrania, perfumy, kota i wkrótce zaczyna się z nią identyfikować. Ku wielkiemu zdziwieniu Marie nikt nie kwestionuje jej nowej tożsamości ani tego, że staje się kobietą, którą zastąpiła. Jej sąsiedzi, przyjaciele, mąż. Absolutnie nikt. Marie próbuje dowiedzieć się więcej o kobiecie, z którą jest utożsamiana. Chce odbudować jej przeszłość, a narzędziami w tej mozolnej pracy okazują się rozmowy z przyjaciółmi Madeleine, Gertą i Herbertem, zachowane artykuły ze starych pism i gazet, albumy z powyrywanymi fotografiami. Wkrótce Marie dowiaduje się kim była ta obca jej, ale zarazem tak bliska kobieta. Madeleine Evora, znana jako Madie Devors. Młoda, obiecująca aktorka, której życiową, ale też i jedyną rolą, była rola Niny w Mewie Antoniego Czechowa. Urodzona w Moskwie w rodzinie artystów. Absolwentka Akademii Teatralnej w Paryżu. Żona, jak również muza, rumuńskiego malarza Theodore’a Vesany’ego.

Marie zaczyna żyć przeszłością, której sama nie przeżyła. Postać Madeleine pozwala jej urodzić się dla siebie samej na nowo. Kobieta całkowicie i świadomie zatraca się w tym oszustwie, jednak z czasem granice pomiędzy jej życiem a życiem Madeleine zacierają się. Pojawia się pytanie – czy faktycznie istniały te dwie kobiety? Czy Marie nie jest rolą odgrywaną przez aktorkę Madeleine? A może Madeleine to wielka mistyfikacja, fanaberia znudzonej życiem Marie?

Marie po wielokroć powtarza na kartach książki, że życie życiem Madeleine pozwala jej poznać Prawdziwe Życie. Kobieta zmienia się fizycznie i psychicznie. Uwalnia od wspomnień – nieudanego związku i zaborczej, apodyktycznej, krzywdzącej ją matki. Nie potrzebowała już swojej przeszłości, gdyż zyskała nową: ciąg długich lat, konkretnych, pełnych, opromienionych sławą, z całą ich wielkością, a nawet ze schyłkiem. I żyje, mając bezustanne wrażenie obecności nieobecnej w końcu Madeleine. Wydaje się jej, że Madeleine obserwuje ją psotnie skrzącym się spojrzeniem, jakby ofiarowywała jej w darze swoje życie z życzeniami szczęścia.

O Stéphane Jougla nie wiadomo nic więcej ponad to, co wydawca zamieścił na okładce Portretu nieobecnej: że urodził się w 1964 roku w Tuluzie i, że niniejsza książka jest drugą w jego dorobku. Jednak ja, po lekturze powieści, dodatkowo wiem, że jest to pisarz intrygujący i niezwykle przewrotny. Ułożywszy pewną historię, na ostatnich stronach książki, obrócił ją w niwecz. I sprawił, że pomimo odłożenia powieści na półkę, cały czas się zastanawiam: ale… jak to?
Komentarze
  • 1
    szamanka30 26 czerwca 2008 | 13:26:05

    Zainteresowałas mnie ta ksiazką. Pewnie po nią sięgnę .:)No i ten tajemniczy autor :D

  • 2
    Annie 27 czerwca 2008 | 17:49:41

    Gorąco polecam! Książeczka niepozorna, ale naprawdę urokliwa. Mam jeszcze 'na stanie' inną powieść traktującą na podobny temat (Zegar słoneczny Maarten't Hart). Muszę przyznać, że zaintrygowała mnie koncepcja wyrzeczenia się własnej tożsamości i przybrania cudzej ;)

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Dziennik Literacki używa plików COOKIE. Korzystając z Dziennika Literackiego wyrażasz zgodę na ich wykorzystywanie.
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o plikach COOKIE.
Akceptuję