„Wymyślona dziewczyna”
Okładka książki „Wymyślona dziewczyna”
  • Autor: John Irving
  • Tytuł: Wymyślona dziewczyna
  • Tytuł oryginału: The Imaginary Girlfriend
  • Język oryginału: angielski
  • Liczba stron: 120
  • Rok wydania: 2002
  • Oprawa: miękka
  • Wymiary: 120 x 191 mm
  • ISBN: 83-7337-238-5
  • Wydawca: Prószyński i S-ka, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: Prószyński i S-ka, Wydawnictwo
Recenzja
Data publikacji: 20 czerwca 2008 A- A A+
John Irving od wielu już lat należy do czołówki moich ulubionych pisarzy. Odkryłam go w 2001 roku, kiedy to dość przypadkowo wpadł mi w ręce Hotel New Hampshire. Muszę przyznać, że zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Rok później przeczytałam Jednoroczną wdowę. Traf chciał, że w 2002 roku miałam przyjemność podróżować po Holandii i, korzystając z tej okazji, starałam się spoglądać na Amsterdam oczyma Ruth Cole. I chociaż wiele miejsc okazało się dla mnie wówczas niedostępnych, tego, co nie dostrzegły oczy, dopowiedziało serce. Proza Irvinga żyła we mnie i sprawiła, że zaczęłam poszukiwać w literaturze rzeczy, które do tej pory zupełnie mi umykały.

Wymyślona dziewczyna to smakowity kąsek dla miłośników Johna Irvinga – zwięzły zbiór zabawnych i przewrotnych anegdot, swego rodzaju pamiętnik, drobna objętościowo autobiografia. Pewnie nigdy by nie powstała, gdyby nie poważna kontuzja lewego barku, której Irving nabawił się w 1994 roku, i która unieruchomiła go na kilka miesięcy uniemożliwiając jakąkolwiek pracę. Aby zabić nudę postanowił spisać swoje wspomnienia. Właśnie tak w 1995 roku narodziła się Wymyślona dziewczyna. Przeczytałam ją z ogromną przyjemnością, gdyż rzadko kiedy pisarz spowiada się czytelnikowi z tak intymnych przeżyć, doświadczeń, fascynacji, a które pozwalają mu w zupełnie nowy sposób zinterpretować różne motywy podejmowane przez autora w jego powieściach. Na pewno warto tę książkę poznać w ramach ciekawostki. Oczywiście pod warunkiem, że miało się już jakikolwiek kontakt z prozą Irvinga. Pasjonatów dobrej literatury może nie zachwyci, ale fanów pisarza na pewno zaintryguje.

Kiedy człowiek coś pokocha, jest zdolny zanudzić każdego wyjaśnianiem „powodów” swojej fascynacji, wszystko jedno jakich. John Irving pokochał zapasy i pisarstwo, jednak kiedy opowiada o swoich zamiłowaniach, bynajmniej nie nudzi. Lekko, z humorem snuje, na ogół miłe, wspomnienia z czasów swojej wczesnej i późnej młodości. Pisze z dystansem i ironią, bywa samokrytyczny, zaś przez cały czas jest blisko czytelnika. Czytając, ma się wrażenie bezustannej intymności, bliskiego obcowania z autorem. Taka poufałość to fundament mocnej więzi jaką Irving tworzy ze swoimi odbiorcami. Jest to jeden z nielicznych znanych mi pisarzy, który uprawia kontrolowany ekshibicjonizm. Opowiadając o sobie odrzuca pozę jaką niejednokrotnie przyjmują inni twórcy. Nie stara się być intrygująco tajemniczy czy wręcz totalnie anonimowy. Oddaje czytelnikom całego siebie nie tylko poprzez teksty jak ten, ale przede wszystkim poprzez przemycanie w powieściach wielu wątków autobiograficznych, do których prawdziwości w pełni się przyznaje. Dzięki temu zabiegowi sprawia wrażenie otwartego na ludzi, którzy go czytają i tym samym zjednuje sobie ich sympatię. A ta, już na wstępie, ociepla przyjęcie każdej powieści, nawet takiej, która byłaby fatalnie napisana. Jednakże, kiedy przypatrzeć się temu, co Irving ujawnia na swój temat, nie można nie zauważyć, że tak naprawdę opowiada wiecznie o tym samym. W pewnym momencie w Wymyślonej dziewczynie mówi, że nie nazwałby się pisarzem, a jedynie przepisywaczem, który przepisując swoje teksty, raz po raz, doskonali je. Podobnie, od wielu już lat, Irving przepisuje swoją biografię, ukwiecając jedynie tę garść informacji, którą swego czasu zdecydował się upublicznić.

Kim jest tytułowa wymyślona dziewczyna? Tak naprawdę pretekstem, który pozwolił Irvingowi zdefiniować się na nowo i zacząć wymyślać od podstaw samego siebie. Na ostatnich stronach autobiografii pisze: (…) chcę dać czytelnikowi do zrozumienia, że dla mnie pisanie i zapasy zawsze szły ze sobą w parze, i to czasami bardzo blisko siebie; na przykład zimą, podczas pisania „Wymyślonej dziewczyny”, były od siebie oddalone o osiem metrów. Jak mówi, tak robi. Snuje wspomnienia dwutorowo, określając się naprzemiennie albo jako zapaśnik, albo jako pisarz, w zależności od tego, która z tych ról była dla niego ważniejsza w danym czasie. Opowiada o swojej karierze najpierw jako zapaśnika, później jako trenera zapasów, o treningach, rozgrywkach, wygranych walkach i ludziach, którzy motywowali go do dalszej pracy. Wspomina kolegów z maty, trenerów; męskie przyjaźnie nawiązane w młodości, które przetrwały lata. Opowiada też o swoich pierwszych krokach na tzw. kursach twórczego pisania, fascynacjach literackich (wyśmienity rozdzialik pt. Książki, które czytałem) oraz o przyjaźni ze swoim mentorem – Kurtem Vonnegutem. I prowadzi nas przez początki swojej kariery pisarskiej, zaczynając od wspomnień najwcześniejszych, bo tych związanych z wyjazdem na stypendium do Instytutu Studiów Europejskich w Wiedniu. Ten fragment jest o tyle ciekawy, że Wiedeń odgrywa niezwykle istotną rolę w powieściach Irvinga, a, wbrew pozorom, ta jego obecność nie wynika z sympatii jaką pisarz darzy to miasto: Bardzo podobał nam się samodzielny i niezależny pobyt w Europie, ale nie spodobał się – i nadal nie podoba – Wiedeń. To małe miasteczko, znane z antysemityzmu, będącego zaledwie częścią panującej tam małodusznej zaściankowości, na którą składa się ksenofobia i pokrewna nienawiści podejrzliwość w stosunku do wszystkich przybyszów z zewnątrz. „ Das gebt bei uns nicht” – mawiają Austriacy. „To nam nie pasuje”. Ausländer – „cudzoziemiec” – to słowo zawsze wymawia się pogardliwie. Wiedeńska „Gemütlichkeit”, jedna z turystycznych atrakcji, to fałszywa słodycz ludzi w gruncie rzeczy „unhöflich”. Jakże łatwo teraz zrozumieć dlaczego rodzinie Berry tak ciężko było odnaleźć się wiedeńskiej rzeczywistości.

Reasumując, miłośnikom Irvinga zdecydowanie polecam. Książka, choć niewielkich rozmiarów, okazuje się niezwykle pomocna przy lekturze powieści. Zwłaszcza tej ponownej, kiedy na nowo można zanurzyć się w znajomą już rzeczywistość, lecz tym razem postarać się popatrzeć na nią przez pryzmat doświadczeń autora. Kapitalna sprawa.
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję