„Matka Joanna od Aniołów”
Okładka książki „Matka Joanna od Aniołów”
  • Autor: Jarosław Iwaszkiewicz
  • Tytuł: Matka Joanna od Aniołów
  • Język oryginału: polski
  • Liczba stron: 168
  • Rok wydania: 2009
  • Oprawa: twarda
  • Wymiary: 140 x 205 mm
  • ISBN: 978-83-240-1221-3
  • Seria: 50 na 50
  • Wydawca: Znak, Społeczny Instytut Wydawniczy Sp. z o.o.
  • Miejsce wydania: Kraków
  • Logo wydawnictwa: Znak, Społeczny Instytut Wydawniczy Sp. z o.o.
Recenzja
Data publikacji: 1 października 2009 A- A A+
Jubileuszowa seria „50 na 50” Znaku to wspaniała kolekcja wybitnych dzieł wybitnych autorów. Utworów zarówno dobrze znanych, jak i tych niesłusznie zapomnianych. Jednym z pierwszych, otwierających ją tomów jest Matka Joanna od Aniołów Jarosława Iwaszkiewicza. Przepiękna opowieść o naturze człowieka, jego prawie do miłości oraz o… wyjątkowym opętaniu.

Do klasztoru Urszulanek w Ludyniu przybywa z rozkazu ojca prowincjała ksiądz Suryn, aby odprawić egzorcyzmy na opętanej przez złego przeoryszy. W duszy matki Joanny od Aniołów zamieszkuje bowiem dziewięć demonów, które prowadzą do grzechu matkę przełożoną i uniemożliwiają jej wypełnianie posługi. Jednak nie tylko matkę Joannę opanował szatan. Opętane są też inne zakonnice. Czy to prawdziwe uniesienie mistyczne? A może wyjątkowo udana mistyfikacja? Ksiądz Suryn rozpoczyna dochodzenie w tej sprawie, lecz stopniowo zaczyna przybierać ono niepokojący obrót…

Po raz pierwszyMatka Joanna od Aniołów ukazała się w 1946 roku w tomie Nowa miłość i inne opowiadania, w trzy lata po tym, jak została napisana. W 1960 roku opowiadanie na wielki ekran przeniósł Jerzy Kawalerowicz. Scenariusz przygotował reżyser wespół z Tadeuszem Konwickim. W rolę tytułowej matki Joanny wcieliła się Lucyna Winnicka, zaś księdza Suryna zagrał Mieczysław Voit. Film uhonorowano wieloma nagrodami, z których bez wątpienia najważniejszą była przyznana w 1961 roku Nagroda Specjalna Jury na Festiwalu Filmowym w Cannes. Słowem, ekranizacja godna tego małego arcydzieła literatury. Co ciekawe, na swój sposób opartego na faktach. Jarosław Iwaszkiewicz nawiązuje w nim bowiem do wydarzeń z początku XVII wieku w Loudun we Francji, gdzie odbył się proces księdza Urbana Grandiera, oskarżonego przez matkę przełożoną klasztoru Urszulanek o opętanie zakonnic i konszachty z diabłem. Pamięć o zdarzeniach z Loudun zawiera się także w innych dziełach kultury: w powieści Diabły z Loudun Aldousa Huxley’a (1952), sztuce teatralnej pt. Demony autorstwa Johna Whitinga (1961) czy libretcie Diabły z Loudun Krzysztofa Pendereckiego, które swoją prapremierę miało w 1969 roku.

Matka Joanna od Aniołów to nietypowa opowieść o opętaniu. Ani ksiądz Suryn, ani czytelnicy nie mogą być bowiem pewni prawdziwości tego opętania. Czy dusze zakonnic rzeczywiście zostały zawładnięte przez demony? A może kobiety tylko udają? W końcu jedna z nich, siostra Małgorzata, sama widziała, jak przeorysza okopcała woskową świeczką klamkę w refektarzu, aby wierzono, że faktycznie dotykał jej diabeł. Jarosław Iwaszkiewicz z niezwykłą drobiazgowością opisuje nawiedzenia zakonnic. Ich wrzaski, tańce, krzyki, wszystkie ich bezeceństwa. Opętane Urszulanki stanowią największą atrakcję Ludynia. To czy ich widzenia są prawdziwe, czy nie, o tyle interesuje kogokolwiek, o ile ma wpływ na jakość wystawianego przez nie przedstawienia. Jeden z bohaterów opowiadania, Chrząszczewski, mówi o matce Joannie: Niech nie oszukuje, niech nie oszukuje, to wszystko musi być prawdziwe. Inaczej ja się nie zgadzam. (…) Po co my tu przyjechali? Lepiej było do Sochaczewa na odpust, linoskoczki oglądać i cygańskie wróżby! Nikt nie lituje się nad domniemanym dramatem zakonnic, liczy się spektakl.

Opętania Urszulanek są ważne nie tylko dla mieszkańców Smoleńszczyzny. Wiele znaczą również dla samych zakonnic, a zwłaszcza dla matki Joanny. Przeorysza jest dumna z własnego opętania, sprawia jej ono radość. Nie mogąc zostać świętą, woli być opętaną. Chce wybić się ponad przeciętność, a tylko konszachty z szatanem dają jej na to jakąkolwiek szansę.

Sam szatan ma w powieści różne oblicza. Najbardziej interesującym jest postać miejscowego szlachcica, Wincentego Włodkowicza, którego ksiądz Suryn poznaje zaraz na początku swojej podróży do Ludynia. Włodkowicz to zły duch młodego egzorcysty, który w każdym momencie fabuły stara się poprowadzić jezuitę drogą wiodącą daleko od Boga. To on zwraca uwagę księdza Suryna na leżącą w karczmie siekierę, która odegra bardzo ważną rolę w finale opowiadania – potyka się o nią i mówi: Diabli nadali tę siekierę!. To on roznieca w duszy jezuity ziarno niepewności, podważając znaczenie wszystkich wartości, w które ksiądz do tej pory szczerze wierzył. I to on prowadzi Suryna do cadyka, Reb Isze z Zabłudowa, doprowadzając do spotkania, które na zawsze odmieni młodego kapłana. Jednak Jarosław Iwaszkiewicz obdarzył swojego bohatera również dobrą duszą, swoistym Aniołem Stróżem, Kaziukiem. Te dwie postaci najbardziej wyraźnie ukazują toczącą się na kartach opowiadania walkę dobra ze złem o duszę człowieka. Ale czy tak jest na pewno? A jeśli tak, jak w takim razie odczytać finał?

Matka Joanna od Aniołów to utwór pełen niedopowiedzeń i niejednoznaczności. Drobny objętościowo, ale o bogatej treści. Jarosław Iwaszkiewicz pisze znakomicie, tworząc dzieło o wielu poziomach znaczeń. To, jak wiele z nich odczytamy, zależy już tylko od nas. Matka Joanna od Aniołów może być więc opowieścią o opętaniu, o naturze człowieka, o źle, o II wojnie światowej, rozprawą o sprawach ostatecznych i fundamentalnych, a nawet tekstem z motywem autobiograficznym. Zawsze jednak będzie wspaniałym osiągnięciem polskiej nowelistyki.
Komentarze
  • 1
    nutta 1 października 2009 | 17:28:07

    Ładna graficznie jest ta seria Znaku. Film wywarł na mnie duże wrażenie, a Iwaszkiewicz wart jest odkurzenia.

  • 2
    mary 1 października 2009 | 18:29:12

    cały czas nie moge się przyzwyczaic do nowego wyglądu.. :)
    piekna jest okładka - nie znam tej ksiazki, ale Iwaszkiewicza lubie i cenie za jego Podróze.

  • 3
    Annie 1 października 2009 | 21:44:27

    Widzę, że nie tylko ja mam słabość do szaty graficznej tej serii :) Niepozorna, nieskomplikowana, schludna, a przy tym w swojej prostocie niezwykle urokliwa. Bardzo mi się podoba (i to obojętnie o jakiej książce mówimy, czy o 'Flushu', 'Matce Joannie...' czy 'Przygodach dobrego wojaka Szwejka').

    Nutto, ekranizacja robi wrażenie. To klasa sama w sobie. I Mieczysław Voit w dwóch rolach... Bardzo mi się podoba.

    Mary, mam nadzieję, że za niedługo przywykniesz :) Obiecuję, że w najbliższym czasie już żadnych rewolucji nie będzie ;))

    A tymczasem przesyłam Wam moc pozdrowień ze skąpanego w deszczu Krakowa :)

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję