„Świadek ostatniej sceny”
Okładka książki „Świadek ostatniej sceny”
  • Autor: Charlaine Harris
  • Tytuł: Świadek ostatniej sceny
  • Tytuł oryginału: Last Scene Alive
  • Język oryginału: angielski
  • Przekład: Martyna Plisenko
  • Liczba stron: 288
  • Rok wydania: 2015
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Wymiary: 130 x 200 mm
  • ISBN: 978-83-7674-470-4
  • Wydawca: Replika, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Zakrzewo
  • Logo wydawnictwa: Replika, Wydawnictwo
Recenzja
Data publikacji: 29 sierpnia 2017 A- A A+
Młoda bibliotekarka, Aurora Teagarden, przygotowuje prelekcję na temat dawnej sprawy kryminalnej. Wykład ma wygłosić podczas spotkania klubu o nazwie Prawdziwe Morderstwa, którego członkowie spotykają się raz w miesiącu, aby analizować słynne śledztwa. Kiedy dziewczyna przybywa na miejsce odbiera dziwny telefon. Nieznany głos pyta o ofiarę zabójcy, o którym miała opowiadać. Chwilę potem Roe znajduje zwłoki swojej klubowej koleżanki… Było? Było! Ale jeszcze nie na srebrnym ekranie!

Do Lawrenceton przyjeżdża ekipa hollywoodzkich filmowców, aby zekranizować książkę Robina Crusoe pt. Dziwaczna śmierć, opowiadającą o pierwszym śledztwie Aurory prowadzonym wespół z młodym pisarzem. Kolorowe magazyny ekscytują się nową produkcją, biorąc na celownik także Roe, a sama zainteresowana czyta artykuły z ciekawością, ale i narastającą irytacją: „Niezwykle przejmującym uczuciem było ujrzeć Aurorę Teagarden we własnej osobie”, zaczęła dziennikarka, niejaka Marjorie Bolton. Niezwykle przejmujące, no coś takiego. „Maleńka bibliotekarka, której odwaga i inteligencja doprowadziły do ujęcia seryjnych morderców terroryzujących Lawrenceton w stanie Georgia, nie jest odludkiem”. A dlaczego miałabym być? „Choć jest ledwie po trzydziestce, przeżyła więcej ekscytujących wydarzeń, niż większość kobiet przez całe życie”, czytałam, „i choć owdowiała w listopadzie ubiegłego roku, wygląda na dziesięć lat młodszą”. O, to mi się całkiem podobało. (…) „Choć Teagarden odmówiła filmowcom zgody na wykorzystanie swojego nazwiska, główna kobieca postać scenariusza bardzo wyraźnie wzorowana jest na jej osobie. (…) „DZIWACZNA ŚMIERĆ, pojawi się na małym ekranie w formie dwuodcinkowego miniserialu. (…) — Nie wiem, jak mieszkańcy Lawrenceton podejdą do naszej pracy — przyznał Crusoe. — Zamierzam tam pojechać i wziąć udział w pracach – dodał. Crusoe ma po temu jeszcze jeden powód: jest partnerem aktorki Celii Shaw, która zagra postać Aurory Teagarden”. Nowe wiadomości spadają na Roe jak grom z jasnego nieba. Mimo że minął już przeszło rok od śmierci jej męża Martina, kobieta wciąż pozostaje w głębokiej żałobie. Tkwi w nieutulonym żalu – nie chce pogodzić się ze stratą. Dotychczas bardzo towarzyska, Aurora izoluje się. Samotność ułatwia jej zamieszkiwany przez nią dom Juliusów, znajdujący się na obrzeżach Lawrenceton. Jednak wraz z przybyciem filmowców, wszystko się zmienia. Kobieta nie jest w stanie dłużej pozostawać niezauważona. Czuje się dziwnie, bo ma wrażenie, że spośród wszystkich mieszkańców sypialni Atlanty, tylko ona nie cieszy się z powstawania filmu. Ciężko jej także słuchać o romansie swojej dawnej sympatii z hollywoodzką aktorką. Jednak koniec końców postanawia zmierzyć się ze światem, który zdecydował się o niej przypomnieć. Zaczyna interesować się produkcją, odwiedzać plan filmowy, a nawet służyć radami ekipie. Lecz kiedy pada kolejny klaps, na wszystkich spada wiadomość o śmierci odtwórczyni głównej roli. Celia Shaw zostaje zamordowana, a dawni partnerzy, znowu łączą siły, aby odkryć mordercę aktorki. Tymczasem jego kolejnym celem staje się sama Roe…

Świadek ostatniej sceny (2002) to już siódmy tom cyklu opowiadającego o perypetiach Aurory Teagarden – trzydziestokilkuletniej bibliotekarki z niewielkiego Lawrenceton. Kolejne książki z serii są swoimi niemal bezpośrednimi kontynuacjami. Nic więc dziwnego, że wielu czytelników po bardzo dobrym Łatwo przyszło, łatwo poszło, liczyło na podobnie emocjonującą historię. Jednak Charlaine Harris znowu odnotowuje spadek formy, serwując niestrawną opowieść o rozerotyzowanej wdowie.

Postać Aurory była bez wątpienia największym atutem dotychczasowych powieści – dziewczyna była inteligentna i błyskotliwa, cechowała się przenikliwością i ironicznym poczuciem humoru. W Świadku ostatniej sceny nie przypomina samej siebie. Jest skrajnie egoistyczna (czy wręcz narcystyczna), złośliwa, pełna agresji i żółci. Jest też pochopna i niekonsekwentna w działaniach i sądach. I naprawdę trudno to sparszywienie charakteru tłumaczyć nieprzemijającą żałobą po mężu. Co więcej, mimo oczywistych braków w usposobieniu głównej bohaterki, dwaj mężczyźni zaczynają zabiegać o jej względy. Pikanterii tej sytuacji dodaje fakt, że obaj są byłymi partnerami życiowymi Aurory i obaj są dość dewiacyjni – pierwszy z nich to pisarz, który ledwo co pochował dotychczasową dziewczynę, drugi zaś to psychopatyczny policjant.

Na skutek tych wszystkich wydarzeń, Aurora postanawia rozpocząć zupełnie nowy etap w swoim życiu. Zrzuca żałobny całun i daje sobie drugą szansę na szczęście, pozostawiając czytelnikom nadzieję, że wraz z tą zmianą nastąpi zmiana nie tylko w jej charakterze, ale także strukturze samej powieści. Wątek Roe całkowicie bowiem zdominował intrygę kryminalną. Dochodzenie w sprawie śmierci aktorki toczy się na dalekim planie, podobnie jak praca nad ekranizacją książki Robina, co jest wyjątkowo rozczarowujące w przypadku powieści określanej mianem kryminału retro. Dreszcz emocji pojawia się na krótko i dotyczy wyłącznie wątku pobocznego, dotyczącego pracującej w bibliotece Patricii, asystentki dyrektora placówki. To wszystko sprawia, że Świadek ostatniej sceny to historia o zupełnie niewykorzystanym potencjale; sztampowa, oparta na ogranych schematach fabularnych. Zdecydowanie liczyłam na więcej.
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Dziennik Literacki używa plików COOKIE. Korzystając z Dziennika Literackiego wyrażasz zgodę na ich wykorzystywanie.
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o plikach COOKIE.
Akceptuję