„Łatwo przyszło, łatwo poszło”
Okładka książki „Łatwo przyszło, łatwo poszło”
  • Autor: Charlaine Harris
  • Tytuł: Łatwo przyszło, łatwo poszło
  • Tytuł oryginału: A Fool and His Honey
  • Język oryginału: angielski
  • Przekład: Martyna Plisenko
  • Liczba stron: 304
  • Rok wydania: 2015
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Wymiary: 130 x 200 mm
  • ISBN: 978-83-7674-450-6
  • Wydawca: Replika, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Zakrzewo
  • Logo wydawnictwa: Replika, Wydawnictwo
Recenzja
Data publikacji: 26 sierpnia 2017 A- A A+
Lawrenceton, sypialnia Atlanty, to miejsce jakich wiele – spokojne, niczym niewyróżniające się, z mieszkańcami znającymi się od podszewki. Dla jednych typowe, dla innych – nudne, lecz dla wszystkich – mimo swoich mankamentów – przyjazne do życia. Szpalery drzew osłaniają zadbane domy z wypielęgnowanymi trawnikami. Uśmiechnięte gospodynie pozdrawiają się podczas niespiesznych zakupów. Mężczyźni krzątają się przy błyszczących od wosku samochodach… I tylko po pewnym podwórku biega nagi mężczyzna, wyśpiewując donośnym głosem dziecięce religijne pieśni. No tak, znowu Aurora…

Minął rok odkąd na trawniku przed domem Aurory Teagarden wylądowało wypchnięte z samolotu ciało detektywa sierżanta Jacka Burnsa z Departamentu Policji Lawrenceton. Poszukiwanie mordercy – choć niebezpieczne – było dla Roe przede wszystkim szalenie odświeżające. Dziewczynie brakuje odskoczni od monotonnej codzienności. Młoda bibliotekarka tęskni za przygodą, jednak jej życie u boku męża, Martina Bartella, upływa jej wyjątkowo spokojnie. Za spokojnie. Praca, zakupy, spotkanie ze znajomymi, obiad z matką… i tak przez 365 dni w roku. To dlatego pogodzona z losem Aurora zupełnie nie spodziewa się, że kolejny dzień z jej życia może potoczyć się inaczej niż wszystkie. A jednak opatrzność ma wobec niej całkiem konkretne plany. Całkowicie zwyczajny poranek staje na głowie wraz z przybyciem Dariusa Quattermaine’a – diakona Kościoła Świętej Antiochii, który utrzymuje się z dostarczania drewna. Mężczyzna zamiast wyładować zamówione drwa, nieoczekiwanie zaczyna rozrzucać je po całym podwórku, szaleńczo rycząc przy tym „She'll Be Coming Round the Mountain”. W miarę kolejnych refrenów dziecięcej piosenki, Darius Quattermaine zaczyna się rozbierać, wzbudzając u Aurory to fascynację, to przerażenie. Wkrótce przed domem Roe pojawia się samochód szeryfa, aby zabrać kłopotliwego gościa, a w ślad za nim – siostrzenica Martina z niemowlęciem na ręku. Dla małżonków to duże zaskoczenie – nie dość, że nie spodziewali się żadnej wizyty, to też nie mieli zielonego pojęcia o tym, że Regina w ogóle była w ciąży. Roe podchodzi do świeżo upieczonej matki z dużą nieufnością, a w miarę kolejnych pytań do siostrzenicy Martina, Aurora nabiera coraz większych wątpliwości, co do pochodzenia dziecka. Wkrótce Regina znika bez słowa, pozostawiając w beciku małego Haydena, a na schodach domu Bartellów – ciało swojego męża…

Łatwo przyszło, łatwo poszło (1999) to szósty tom cyklu, którego główną bohaterką jest Aurora Teagarden – sympatyczna bibliotekarka z Lawrenceton o wyjątkowym darze do wplątywania się w różnorakie zbrodnie. Osobiste perypetie Roe wyznaczają oś fabuły powieści, a jako że młoda kobieta jest nie tylko centralną postacią książki, ale także jej narratorką, to właśnie z jej perspektywy poznajemy cały układ zdarzeń. A dzieje się niemało – w jednej chwili Aurora zostaje uwikłana w kilka spraw kryminalnych. Na dodatek pogodzenie opieki nad niemowlęciem z prowadzeniem śledztwa okazuje się wyjątkowo trudne. Dla Roe to w dwójnasób przykre doświadczenie – kobieta bardzo chciałaby zostać matką, jednak nie może z powodu swojej bezpłodności. Mały Hayden budzi w niej i radość, i okrutnie bolesną tęsknotę.

W ślad za Reginą, Aurora wyrusza wraz z mężem do Ohio. To podróż, po której już nigdy nic nie będzie takie samo. Cukierkowy świat Roe pryśnie jak bańka mydlana, a ona sama będzie musiała ponieść tragiczne konsekwencje toczących się wypadków – niezasłużone, lecz nieuniknione. W tym kontekście pozornie lekki tytuł książki nabiera makabrycznego znaczenia. Łatwo przyszło, łatwo poszło, tylko to co zostało, staje się nie do zniesienia.

Zaskakujące zakończenie prowokuje do refleksji, których i tak niemało na kartach tej książki. Aurora w miarę rozwoju fabuły zmienia się – rewiduje uczucia względem męża, przewartościowuje swoje życie, a także na nowo odkrywa samą siebie. Nie wie jeszcze, że prawdziwą woltę przyjdzie jej jednak wykonać dopiero u kresu tej dramatycznej podróży.

Łatwo przyszło, łatwo poszło to powieść zwrotna – zarówno jeśli chodzi o życie Roe, jak i warsztat pisarki. Charlaine Harris umiejętnie buduje napięcie, mimo że fabuła książki jest nieskomplikowana, a sama autorka momentami zbyt lakoniczna. Podobnie jak i poprzednie tomy cyklu, także tę powieść czyta się z dużą łatwością, bo amerykańska prozaiczka opowiada historię Aurory lekko i ze swadą. Brak tu jednak tak charakterystycznego dla niej poczucia humoru. Nastrój powieści jest o wiele bardziej mroczny. Wszechobecne napięcie zwiastuje nadejście burzy. A Aurora będzie musiała przeżyć to trzęsienie nieba. Ogromnie jestem ciekawa, dokąd ją to wszystko zaprowadzi.
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Dziennik Literacki używa plików COOKIE. Korzystając z Dziennika Literackiego wyrażasz zgodę na ich wykorzystywanie.
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o plikach COOKIE.
Akceptuję