„Z jasnego nieba”
Okładka książki „Z jasnego nieba”
  • Autor: Charlaine Harris
  • Tytuł: Z jasnego nieba
  • Tytuł oryginału: Dead Over Heels
  • Język oryginału: angielski
  • Przekład: Martyna Plisenko
  • Liczba stron: 264
  • Rok wydania: 2014
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Wymiary: 130 x 200 mm
  • ISBN: 978-83-7674-399-8
  • Wydawca: Replika, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Zakrzewo
  • Logo wydawnictwa: Replika, Wydawnictwo
Recenzja
Data publikacji: 29 lipca 2015 A- A A+
Mój ubrany w różowe bikini ochroniarz kosił właśnie ogród, kiedy z nieba spadł człowiek. Byłam akurat zajęta dopasowywaniem oparcia składanego fotela, który z niejakim trudem wytargałam na patio. Coś tam do mnie docierało, bo przez kilka sekund słyszałam buczenie samolotu, kiedy szarpałam się z oparciem, próbując ustawić je w taki sposób, żebym ani nie leżała płasko, ani nie siedziała sztywno wyprostowana. (…) Moje wnętrzności zorientowały się, że to jakaś katastrofa, na sekundę przed moim cywilizowanym „ja” (które co najwyżej było w stanie powiedzieć „he?”). (…) Zaraz potem rozległo się przyprawiające o mdłości łupnięcie. (…)
– Wbił się ze trzy cale w ziemię – zauważyła Angel. (…)
– I oczywiście panów dzisiaj nie ma – oznajmiłam z goryczą, à propos niczego. – Nigdy ich nie ma w domu, kiedy są potrzebni.


Aurora Teagarden od dwóch lat jest szczęśliwą mężatką, a od niedawna – na powrót bibliotekarką w niewielkim Lawrenceton w stanie Georgia. Prowadzi sielskie, leniwe życie. Po jej emocjonujących śledztwach pozostało już tylko mgliste wspomnienie, ale Roe nie wydaje się być niezadowolona z tego w powodu. Wtem jej małe dolce vita zostaje przerwane. Kłopoty spadają na nią jak grom z jasnego nieba. I mają konkretne imię i nazwisko. Na jej trawnik spada bowiem wyrzucone z samolotu ciało detektywa sierżanta Jacka Burnsa z Departamentu Policji Lawrenceton. Czy trup wylądował w ogródku Aurory przypadkowo? Nie wszyscy są o tym przekonani, bo mieszkańcy miasteczka wciąż mają w pamięci niechęć, z jaką policjant odnosił się do Roe. Podejrzenia padają także na dbającą o bezpieczeństwo Aurory Angel Youngblood, która kilka tygodni wcześniej publicznie posprzeczała się z Burnsem po tym, jak stróż prawa ukarał ją mandatem. A jakby tego było mało, w domu Roe rozdzwaniają się głuche telefony, ktoś przewiązuje szyję jej kota różową wstążką, ktoś inny wysyła jej kwiaty z krępującym bilecikiem… Co się za tym wszystkim kryje? Aurora jeszcze nie wie, ale nie omieszka sprawdzić!
Z jasnego nieba (1996) to piąty tom cyklu, którego główną bohaterką jest Aurora Teagarden – sympatyczna bibliotekarka z Lawrenceton. I podobnie jak poprzedzający go, Dom Juliusów, to jedna z najsłabszych pozycji serii. Aurora nadal notuje spadek formy i postępuje jak nie ona. Jest bierna, niemrawa, zachowaniem przypomina wykastrowanego kota. A jeśli już podejmuje się jakiejkolwiek aktywności, to tylko po to, aby zdobyć koronę perfekcyjnej pani domu. Z lubością wybiera oprawki okularów na kolejne dni tygodnia, przebiera w fatałaszkach, dekoruje pokoje, dba o ogród, bywa na salonach. Prowadzi życie godne dystyngowanej żony senatora, a nie trzydziestokilkulatki ze smykałką do zbrodni. Jednak dziwaczne wydarzenia, jakie stają się jej udziałem, zmuszają ją w końcu do działania. Aurora ma wrażenie, że w niejasny sposób łączą się one z jedną osobą z jej bliskiego otoczenia. Bo jak wytłumaczyć to, że ofiarami tajemniczego sprawcy padają ludzie, z którymi Roe miała lub ma jakikolwiek zatarg? Jednak myśli dziewczyny zajmuje jeszcze jeden problem – o wiele bardziej bolesny i osobisty. W Roe budzi się instynkt macierzyński, lecz jej macierzyństwo staje pod znakiem zapytania. To dla niej szalenie trudne, zwłaszcza w kontekście ciąży Angel.
Charlaine Harris znowu potraktowała intrygę kryminalną po macoszemu. Finał pseudokryminalnego śledztwa rozczarowuje, podobnie zresztą jak sama zagadka. Motywacja sprawcy jest absurdalna i zupełnie nieprzekonywująca. Tym niemniej, to, co niezmiennie urzeka, to poczucie humoru, ubarwiające zwłaszcza opisy małomiasteczkowej społeczności, oplecionej siecią powiązań, zależności i tajemnic. Lawrenceton to jedno z tych miejsc na Ziemi, gdzie jeśli się kichnie, to sąsiad powie: „Na zdrowie!”. Aurora czuje się tu jak ryba w wodzie – doskonale wie, jak co bardziej ciekawskim utrzeć nosa i jak samej zebrać jak najwięcej plotek.

Od kilku dni Amerykanie mogą oglądać poczynania Aurory na małym ekranie. Ekranizację cyklu przygotował Hallmark Movies & Mysteries Channel. W rolę Roe wcieliła się doskonale znana miłośnikom sitcomów Candace Cameron Bure, która lata temu grała D.J. Tanner w Pełnej chacie (1987-1995). Stacja ma zamiar przenieść na mały ekran wszystkie przygody bibliotekarki z Lawrenceton. Czy filmy będą mogli oglądać także polscy miłośnicy Aurory, nie wiadomo. Pozostaje mocno trzymać kciuki. Inna rzecz, że zupełnie inaczej wyobrażałam sobie Aurorę. I gdzie te kolorowe oprawki? To jest dopiero zagadka!
Zdj. Hallmark Movies & Mysteries Channel
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Dziennik Literacki używa plików COOKIE. Korzystając z Dziennika Literackiego wyrażasz zgodę na ich wykorzystywanie.
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o plikach COOKIE.
Akceptuję