„Kości niezgody”
Okładka książki „Kości niezgody”
  • Autor: Charlaine Harris
  • Tytuł: Kości niezgody
  • Tytuł oryginału: A Bone to Pick
  • Język oryginału: angielski
  • Przekład: Martyna Plisenko
  • Liczba stron: 268
  • Rok wydania: 2013
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Wymiary: 130 x 200 mm
  • ISBN: 978-83-7674-201-4
  • Wydawca: Replika, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Zakrzewo
  • Logo wydawnictwa: Replika, Wydawnictwo
Recenzja
Data publikacji: 31 maja 2014 A- A A+
Ma dwadzieścia dziewięć lat i bagaż doświadczeń jakiego nie powstydziłby się żaden człowiek starej daty. A wszystko przez jej ciągoty do morderstw. Lubiła o nich czytać od najmłodszych lat. Pewnie dlatego, gdy prawdziwe zabójstwo zaskoczyło ją na jawie, weszła w buty powieściowych detektywów i sama rozwikłała jego tajemnicę. Jednak sprawa seryjnego mordercy, która stała się jej udziałem – przez jednych uważana za przygodę życia, przez innych za skazę na jej życiorysie – nie zakończyła jej romansu ze zbrodnią. Wręcz przeciwnie, przetarła szlaki dla kolejnych spraw. To dlatego dziś Aurora „Roe” Teagarden znowu jest na tropie. Choć tym razem jej śledztwo jest nieco bardziej kłopotliwe. Bo co tu zrobić, kiedy przyjaciółka trzyma trupa w szafie?

W ciągu niecałego roku byłam na trzech weselach i jednym pogrzebie. Pod koniec maja (…) doszłam do wniosku, że to będzie najgorszy rok w moim życiu. Z mojego punktu widzenia to drugie wesele było właściwie radosnym wydarzeniem, ale przez cały następny dzień twarz bolała mnie od dziwnego grymasu, w który układałam wargi, a który miał wyglądać na szczery uśmiech. To, że byłam córką panny młodej, wydawało się dość dziwaczne. Jeszcze gorzej było na pierwszym, styczniowym weselu, kiedy to na ślubnym kobiercu stanął były chłopak Aurory. Przystojny policjant ostatecznie postanowił związać się z koleżanką po fachu. Ujrzałam zieleń zazdrości, ujrzałam czerwień gniewu, ujrzałam błękit depresji. Nigdy nie wyjdę za mąż, uznałam, tylko przez resztę życia będę chodziła na wesela innych ludzi. Tymczasem trafił jej się pogrzeb. Kilka dni po weselu matki Aurorę zastaje śmierć koleżanki z klubu nazywanego Prawdziwe Morderstwa, którego członkowie przez lata spotykali się raz w miesiącu, aby analizować słynne sprawy kryminalne. Jane Engle specjalizowała się w trucicielkach, a jej ulubioną była XIX-wieczna Szkotka, Madeleine Smith. To właśnie po niej swoje imię otrzymała złota, pręgowana kotka Jane. Kocica jest jedyną towarzyszką życia starszej pani. Jane Engle umiera bezpotomnie. Od jej prawnika Aurora dowiaduje się, że kobieta nie miała też właściwie żadnej bliższej rodziny. I to on mówi jej, że Jane zapisała jej wszystko w testamencie. – Co to znaczy: „wszystko”? – zapytałam. Bubba Sewell powiedział, że „wszystko” oznaczało dom Jane, to, co się w nim znajdowało, i większość środków na jej koncie bankowym. Czyli jakieś, bagatela, pięćset pięćdziesiąt tysięcy dolarów. Na litość boską, dlaczego to zrobiła? – spytałam Bubby Sewella. – Wie pan może?
– Gdy przyszła spisać testament, (…) powiedziała, że to najlepszy znany jej sposób, żeby mieć pewność, że będzie na świecie ktoś, kto nigdy jej nie zapomni.
Jednak Aurorze trudno by to przyszło i to nie ze względu na nieoczekiwany spadek. Kiedy dziewczyna zaczyna porządkować rzeczy po Jane w jej domu przy Honor Street, niespodziewanie natrafia na tajemniczy schowek pod siedziskiem okiennym. Kiedy uchyla wieko, ze środka wyłania się szczerząca się czaszka…

Kości niezgody (1992) to drugi tom cyklu, którego bohaterką jest Aurora „Roe” Teagarden, a zarazem niemal bezpośrednia kontynuacja otwierających serię Prawdziwych Morderstw. Wszyscy ci, którzy byli ciekawi dalszych losów sympatycznej okularnicy z niewielkiego Lawrenceton w stanie Georgia będą więc więcej niż ukontentowani. Akcja powieści rozgrywa się niemal rok po opisanych w poprzedniej książce wydarzeniach. Życie Aurory powraca do normy. Na jej smutną codzienność składają się kolejne dni spędzane na pracy w bibliotece, od czasu do czasu urozmaicane zajęciami związanymi z zarządzaniem posiadłościami należącymi do jej matki. Związek zawodowy pomiędzy Roe i Aidą wydaje się być jedynym, jaki je chwilowo łączy. Zaaferowana małżeństwem z Johnem Queenslandem i jego konsekwencjami, kobieta zarzuca opiekę nad swoją skądinąd dorosłą córką. Dla Aurory to naturalna kolej rzeczy, choć w głębi duszy dziewczyna wolałaby odrobinę więcej uwagi. Bo sympatyczna bibliotekarka nadal ma w sobie wiele z dziecka. Bywa infantylna, ma kompleks matki. Mimo to nie jest tą Aurorą, którą czytelnicy poznali w Prawdziwych Morderstwach. Roe z Kości niezgody jest o wiele bardziej dojrzała. Dziewczyna wychodzi spod klosza, w którym dotychczas żyła. Zamiast czytać o życiu, zaczyna żyć swoim własnym. Bibliotekarka wyściubia nos z książek, wychodzi do ludzi, smakuje nowości. Zaczyna odkrywać nieznane jej dotąd strony otaczającego ją świata.

Czytelnicy towarzyszą Aurorze w jej przemianie. Osobiste perypetie sympatycznej bohaterki wyznaczają oś fabuły powieści. Młoda bibliotekarka jest nie tylko centralną postacią książki, ale także jej narratorką. To właśnie z jej perspektywy poznajemy fabułę powieści. Dziewczyna często dowcipkuje. Nierzadko też pozwala sobie na dość cięte komentarze. Intryga kryminalna schodzi u Charlaine Harris na dalszy plan. Ciało pojawia się przypadkiem, podobnie zresztą jak i rozwiązanie zagadki szczerzącej zęby czaszki. Fabuła powieści jest nieskomplikowana, a sama pisarka momentami zbyt lakoniczna. Jednak o wiele bardziej umiejętnie buduje napięcie, aniżeli robiła to w Prawdziwych Morderstwach. Język Charlaine Harris jest prosty, dzięki czemu książkę czyta się z dużą łatwością. Także dlatego, że pisarka opowiada historię Aurory lekko i ze swadą. Nie brak tu humoru, zwłaszcza w kontekście opisu małomiasteczkowego społeczeństwa Lawrenceton. Za równo przyciętymi żywopłotami, w czterech ścianach kolorowych domów kryją się sekrety, od których niejednemu włos może zjeżyć się na głowie. W tej szanującej się, pozornie sielankowej społeczności niemal każdy kryje jakieś mroczne tajemnice. Nie wszystkie uśmiechy są tu szczere, nie wszystkie intencje czyste. W tak małej zbiorowości byle błahostka może okazać się kością niezgody, a czasem wręcz doprowadzić do morderstwa. Co stało za tym konkretnym? Czy Aurorze uda się rozwikłać zagadkę z przeszłości? Ja już wiem, a wy czym prędzej się dowiedzcie.
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję