„Skrzynia wspomnień”
Okładka książki „Skrzynia wspomnień”
  • Autor: Hella S. Haasse
  • Tytuł: Skrzynia wspomnień
  • Tytuł oryginału: Sleuteloog
  • Język oryginału: niderlandzki
  • Przekład: Alicja Oczko
  • Liczba stron: 144
  • Rok wydania: 2011
  • Oprawa: miękka
  • Wymiary: 145 x 235 mm
  • ISBN: 978-83-7392-345-4
  • Wydawca: Noir Sur Blanc, Oficyna Literacka
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: Noir Sur Blanc, Oficyna Literacka
Recenzja
Data publikacji: 26 czerwca 2011 A- A A+
Krytyka niderlandzka uznała tę powieść za jedną z najlepszych w jej twórczości. Nic dziwnego, bo ten niewielki tomik jest majstersztykiem współczesnej sztuki prozatorskiej. Hella S. Haasse posiadła umiejętność pisania do perfekcji. Jeśli więc Skrzynia wspomnień nie weszła jeszcze do kanonu klasyki niderlandzkiej, wkrótce na pewno to nastąpi. To powieść, która oszałamia – wytrawnym językiem, epicką fabułą i oszczędną formą.

Młody dziennikarz, Bart Moorland, zbiera informacje na temat zachodnich działaczy walczących o prawa człowieka i o ochronę środowiska w Azji Południowo-Wschodniej. Jego uwagę szczególnie przykuwa postać Mili Wychinskiej – kobiety, która zdawała się odgrywać ważną rolę w regionie w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych dwudziestego wieku. Wkrótce mężczyzna dowiaduje się, że mimo polskiego nazwiska tajemnicza działaczka była z pochodzenia Holenderką. Pisze więc list do Hermy Warner, niegdysiejszej przyjaciółki Mili, z prośbą o informacje dotyczące młodości obu kobiet w Holenderskich Indiach Wschodnich. Jednak sędziwa Herma niechętnie powraca myślami do dawnych czasów. Wszystkie wspomnienia z minionych dni zamknęła w hebanowej skrzyni z miedzianymi okuciami. Nie podniosła jej wieka od siedemnastu lat, od śmierci swojego męża o imieniu Taco. Teraz, nawet jeśliby chciała, nie może jej otworzyć. Zgubiła doń klucz, który jest tak skomplikowany i nietypowy, że nie da się go dorobić. Lecz choć wspomnienia o Indiach Wschodnich spoczywają zamknięte w skrzyni, myśli Hermy zaczynają krążyć wokół dni spędzonych w Batawii. Pytania młodego dziennikarza poruszyły w niej coś, co teraz nie daje jej spokoju. Nie mogę się dostać do zawartości mojej skrzyni, lecz odnoszę wrażenie, jakby otworzył się zamek w mojej głowie

Skrzynia wspomnień (2002) to z jednej strony zapis korespondencji między Hermą Warner i Bartem Moorlandem, z drugiej – dziennik sędziwej Holenderki, w którym kobieta spisuje wszystkie te wspomnienia, którymi nie może (i nie chce) podzielić się z młodym dziennikarzem. Z zakurzonych półek swojej pamięci Herma niespiesznie zdejmuje kolejne zwoje, na których spisano najważniejsze chwile z jej przeszłości. Wspomnienia po różnorakich dźwiękach, zapachach, fakturach… Herma nagle staje w epicentrum mnóstwa przeróżnych impresji. Na pozór bezładne, pojedyncze reminiscencje zaczynają składać się w spójną opowieść, której główną bohaterką jest Dee Mijers, znana Moorlandowi jako Mila Wychinska. Herma wspomina wspólne dzieciństwo, czas dorastania, a wreszcie młodość, po której drogi obu kobiet się rozeszły. Lecz choć nie miały ze sobą kontaktu, nigdy o sobie nie zapomniały. Ich losy raz po raz się splatały. List Moorlanda staje się przyczynkiem do zbudowania obszernej biografii niepokornej Indonezyjki, która wpłynęła na życie wielu ludzi. A kiedy już wydaje się nam, że wszystko o Dee zostało powiedziane, że Herma już niczym nas nie zaskoczy, zaskakuje nas sama Hella S. Haasse, która bez żadnego ostrzeżenia obraca w niwecz nasz sposób postrzegania świata przedstawionego w powieści. Motto wyryte na zaginionym kluczu, w niepokojący sposób zdaje się przyświecać całej historii. Haasse cytuje bowiem fragment ze słynnej opowieści mistycznego perskiego prozaika, Farida al-Din Attara, który brzmi następująco: Nic, co kiedykolwiek zobaczyłeś lub usłyszałeś, nic z tego, co sądziłeś, że wiesz, nie jest już tym, lecz czymś innym. I zdaje się napominać przy tym czytelnika, że takie jest życie, a on czy chce tego, czy nie, musi się z tym pogodzić.

Autorka w Skrzyni wspomnień po raz kolejny powraca do Holenderskich Indii Wschodnich, w których się urodziła, w których dojrzewała i których częścią mimowolnie się stała. Hella S. Haasse nigdy nie kryła, że Batwia, w której wyrosła, stała się ważną częścią jej tożsamości. Jednak bohaterki niderlandzkiej prozaiczki mają ze swoją tożsamością nie lada problem. Urodzona w rodzinie o korzeniach indonezyjsko-europejskich Dee czuje się pełnoprawną Indonezyjką. Herma, która również urodziła się w Holenderskich Indiach Wschodnich, także czuje się częścią lokalnej społeczności, lecz ta sama społeczność odmawia jej prawa do indonezyjskiej tożsamości. Dla mieszkańców Batawii Herma jest li tylko Holenderką – jasnowłosym dzieckiem niderlandzkich elit: rasistowskich, ksenofobicznych i etnocentrycznych. I nieważne, że całym sercem kocha Batawię. Nieważne, że nigdy Holandii nie widziała na oczy. O tym, jak jest postrzegana, nie decyduje to kim jest i co czuje, ale jaki ma kolor skóry i z jakiej rodziny pochodzi. Herma czuje się duchową ekspatriantką. Wielka polityka pozbawiła ją ojczyzny.

Jestem produktem ostatniego, trudnego do zdefiniowania okresu Indii Holenderskich, dwóch dekad międzywojnia: głębokich, burzliwych przemian pod powierzchnią pozornego porządku, które zostały niezauważone albo niezrozumiane bądź niewłaściwie ocenione zarówno przez tubylczą, jak i europejską elitę interesów. Stare Indie, w których również jako Holender można było zapuścić korzenie „for better for worse”, przeszły do historii, a dla „tutaj urodzonych pochodzenia czysto europejskiego”, jak to wtedy oficjalnie określano, nie było już miejsca.

Hella S. Haasse znakomicie portretuje schyłek Holenderskich Indii Wschodnich oraz początki rewolucji. Niezwykle sugestywnie ubiera w słowa to, co na pozór jest nieopisywalne: napięcia, nastroje, emocje. Szczegółowo odmalowuje tło historyczno-obyczajowe, sytuację geopolityczną oraz konwenanse pętające bohaterów. Jej niewielka objętościowo proza jest niezwykle gęsta i wielowątkowa. Pozostawia po sobie naprawdę niezapomniane wrażenie.
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję