„Monopol na zbawienie”
Okładka książki „Monopol na zbawienie”
  • Autor: Szymon Hołownia
  • Tytuł: Monopol na zbawienie
  • Język oryginału: polski
  • Liczba stron: 480
  • Rok wydania: 2009
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Wymiary: 145 x 205 mm
  • ISBN: 978-83-240-1290-9
  • Wydawca: Znak, Społeczny Instytut Wydawniczy Sp. z o.o.
  • Miejsce wydania: Kraków
  • Logo wydawnictwa: Znak, Społeczny Instytut Wydawniczy Sp. z o.o.
Recenzja
Data publikacji: 9 lutego 2010 A- A A+
Katechizm w wersji light. A na pewno książka dla katolików z poczuciem humoru. Choć tak naprawdę Monopol na zbawienie to tekst dla każdego czytelnika, który ceni sobie dowcip i inteligencję. Szymon Hołownia zaryzykował i w niespotykany wcześniej sposób postanowił porozmawiać o wierze. Bez zbędnego moralizowania, przy użyciu kolokwializmów, najprościej jak się da. Wprost. Szczerze.

Monopol na zbawienie to wydawnictwo nowatorskie, już jeśli chodzi o samą jego formę. Sporych rozmiarów pudełko kryje w sobie książkę z grą planszową, która jest komplementarna wobec treści tytułu. Książka i gra są jak Bolek i Lolek, noce i dnie, Dempsey i Makepeace, gliniarz i prokurator. Czytając, można grać, lecz wcale nie trzeba. Spragnieni słów mogą ograniczyć się wyłącznie do pochłaniania kolejnych esejów. Bo w gruncie rzeczy Monopol na zbawienie to zbiór krótkich felietonów i kazań na przeróżne tematy. Hołownia opowiada w nim o współczesnym rozumieniu dziesięciu przykazań, tradycji wielu świąt kościelnych czy o tzw. patronach do wzięcia. W nietypowy sposób chce zachęcić czytelników do rozmów o miejscu Boga w życiu każdego człowieka. Pragnie udowodnić, że prawdziwy Kościół to ludzie, a nie skostniała struktura zarządzana przez chowających się za wysokim murem patriarchów. To dlatego w jego opowieści wiele anegdot i ciekawostek związanych z religią. O księżach, którzy mówią dziwnym głosem, o jedzeniu w Wigilię szyneczki babuni czy o ornatach w tęczowych kolorach. Pisze u jakiego krawca i szewca ubiera się papież czy też o tym, czy spadną na nas gromy, jeśli pogryziemy Komunię świętą. Bez katolickiego patosu, nienachalnie, za to z dystansem i humorem.

Szymon Hołownia kieruje swoją książkę przede wszystkim do ludzi, którzy nie do końca wiedzą, jak określić swoje relacje z Kościołem. Stara się odpowiedzieć na ich pytania, rozwiać gnębiące ich wątpliwości, podrzucić tropy, którymi mogliby dalej podążyć. Stąd też bogata bibliografia na końcu książki, którą prawdziwie poszukujący czytelnicy zapewne powitają z radością.

Autor łączy popkulturę z kulturą sakralną, wzniosłość z powszedniością. Dzięki temu opisywane przez niego zagadnienia nabierają koloru. Odżywają, bo przestają być li i jedynie dogmatami. Okazują się być integralną częścią życia współczesnego katolika. Hołownia nie namawia jednak do duchowego autoerotyzmu. On po prostu chce, żeby człowiek w innym człowieku widział człowieka.

Skąd więc pomysł na tytuł? Dlaczego Monopol na zbawienie? W największym skrócie - by podekscytować i na chwilę zająć uwagę tych, dla których życie to gra, gdzie trzeba zdobywać punkty, być w stałym pędzie do mety. Aby zbulwersować tych, których bulwersuje wszystko. Wreszcie - by zagrzać do boju tych, którzy w tytule będą się doszukiwać śladów katolickiego triumfalizmu. Słowem, żeby poruszyć. Skłonić do refleksji. Myślę, że się to Szymonowi Hołowni udało.
Komentarze
  • 1
    vampire_slayer 14 lutego 2010 | 15:24:26

    Cóż, jako agnostyczce, być może nie przypadnie mi ta książka do gustu. Ale pióra książkowego Hołowni jeszcze nie znam, a pióro w Newsweeku bardzo mi się podoba, więc spróbuję.
    Fajnie, że podchodzi do tego tematu lekko, bez moralizowania. :)

  • 2
    Annie 18 lutego 2010 | 0:23:29

    Jak najbardziej możesz spróbować ją przeczytać, bo choć katolickiej retoryki w naturalny sposób jest tu wiele, tak naprawdę książka wyjaśnia arkana katolicyzmu i ma ogromny walor poznawczy. Lubię się dowiadywać nowych rzeczy i Szymon Hołownia zaserwował mi solidną porcję nowych informacji ;) A na dodatek smacznie ją doprawił ;)

  • 3
    lepnamole 12 listopada 2010 | 13:39:59

    Jako nieradykalnej katoliczce książka przypadła mi do gustu, chociaż momentami miałam jednak wrażenie, że Hołownia traktuje czytelnika jak dziecko. Ale może niektórym przyda się powtórka z lekcji religii, momentami na poziomie podstawówki. Tak czy siak, książka dla osób poszukujących.

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję