„H.P. Lovecraft. Przeciw światu, przeciw życiu”
Okładka książki „H.P. Lovecraft. Przeciw światu, przeciw życiu”
  • Autor: Michel Houellebecq
  • Tytuł: H.P. Lovecraft. Przeciw światu, przeciw życiu
  • Tytuł oryginału: H.P. Lovecraft. Contre le monde, contre la vie
  • Język oryginału: francuski
  • Przekład: Jacek Giszczak
  • Liczba stron: 132
  • Rok wydania: 2007
  • Oprawa: twarda w obwolucie
  • Wymiary: 140 x 210 mm
  • ISBN: 978-83-7414-285-4
  • Seria: Fortuna i Fatum
  • Wydawca: W.A.B., Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: W.A.B., Wydawnictwo
Recenzja
Data publikacji: 25 czerwca 2009 A- A A+
Nie jestem miłośniczką prozy Howarda Phillipsa Lovecrafta. Albo inaczej, czytanie jego tekstów sprawia mi przyjemność, niemniej jednak nie uważam ich za coś nadzwyczajnego. Esej Michela Houellebecqa kupiłam więc nie dlatego, że chciałam dowiedzieć się czegoś więcej o Pustelniku z Providence, tylko aby przekonać się, co tym razem twórca Cząstek elementarnych wymyślił nowego.

H.P. Lovecraft. Przeciw światu, przeciw życiu to esej Michela Houellebecqa z 1999 roku, który poprzedza wstęp autorstwa Stephena Kinga. Nie jest on typową biografią pisarza, stanowi raczej zbiór refleksji biografa na temat jego własnej fascynacji omawianym autorem. King w przedmowie zatytułowanej Poduszka Lovecrafta nazywa go tekstem niezwykłym, w którym refleksja krytyczna miesza się ze zdecydowanie subiektywnymi sądami i pełnym życzliwości spojrzeniem na biografię – to raczej rodzaj miłosnego listu erudyty, pierwsze prawdziwe wyznanie cerebralnej pasji. A przy tym ksenofobiczny pean na cześć elitarności horroru, science-fiction i fantasy.

Co do tego, że miłośnicy innej literatury niż literatura fantastyczna i grozy to czytelnicy drugiej kategorii zgodni są wszyscy – i King, i Houellebecq, i Lovecraft. Stephen King miłośników Agaty Christie nazywa zbieraczami bestsellerów, zasilającymi konto pani Danielle Steel, zapewniając jej dostatnią i spokojną starość. Czytelnicy fantasy i horrorów są jego zdaniem bardziej wyrafinowani i wymagający. Ich tak ubogie menu wcale nie zadowala. Houellebecq idzie o krok dalej i definiuje źródło niechęci elitarnej grupy czytelników. Dla nich realizm to synonim przeciętności. Lovecraft zaś najbardziej wyraziście z wszystkich trzech pisarzy wyraża swój wstręt do tego typu literatury. W liście do Belknapa Longa pisze: Słowem, moje dziecko, widzę w tego rodzaju tekstach pozbawione dyskrecji poszukiwanie tego, co w życiu najniższe, oraz niewolniczą transkrypcję pospolitych zdarzeń widzianych prostackim okiem dozorcy czy szypra. Bóg wie, dość mamy bydląt na każdym podwórku, a wszystkie tajniki seksu da się zaobserwować przy okazji kopulacji krowy albo klaczy.

To deprecjonowanie, wręcz poniżanie innych gatunków literatury wywołuje we mnie głębokie poczucie absmaku. Redukcjonistyczna wizja rzeczywistości Lovecrafta, wyłączająca z opisów świata przedstawionego choćby takie aspekty jak wyżej wspomniany seks, w moim odczuciu wcale nie świadczy o większej wartości tej prozy. Wręcz przeciwnie, jawi mi się jako ograniczona i niepełna. Tym bardziej nieuzasadnione wydaje mi się zdanie Houellebecqa i Lovecrafta, jakoby realizm poprzez sam fakt realistycznego opisywania świata nie miał żadnej wartości literackiej. A może jest zupełnie odwrotnie? Może to literatura grozy i fantasy ma jakieś braki?

Równie dyskusyjna jak tocząca się między wersami debata na temat wyższości różnego rodzaju gatunków literatury, jest kwestia, za pośrednictwem której Michel Houellebecq otwiera pierwszą część swego eseju. Pisze bowiem w następujący sposób: Kto kocha życie, nie czyta. Nie chodzi też zresztą do kina. Cokolwiek by o tym mówić, dostęp do świata artystycznego jest w mniejszym czy większym stopniu zarezerwowany dla tych, którzy mają tego wszystkiego trochę dość. Sam Lovecraft miał tego całkiem dość, nie tylko trochę. Załamanie nerwowe, dziesięcioletni letarg, zamykanie się w domu, odmawianie wstawania z łóżka… Lovecraft oblewa egzamin z socjalizacji. Staje się zupełnie nieprzystosowany społecznie. A przynajmniej postać o tego typu cechach wyziera z kart eseju Michela Houellebecqa. Człowiek zagubiony, niedostosowany, a przez to rozgoryczony i zły. Odreagowujący swoją niechęć do świata, do którego nie umie się przystosować, poprzez swoje teksty. A Houellebecq zdaje się nobilitować Lovecrafta właśnie za to, że był życiowym nieudacznikiem . Wadę przemienia w zaletę i za pomocą wspomnianych braków definiuje jego wyjątkowość. W pewnym momencie pisze o Lovecrafcie: Będzie świadomie ignorował wszystko, co wydaje mu się nieinteresujące lub pośledniej wartości artystycznej. I to ograniczenie da mu siłę i wzniosłość. Jednak w moim odczuciu negowanie rzeczywistości wcale nie świadczy o wzniosłości, lecz o ignorancji.

Lovecraft jest materialistą, reakcjonistą, natywistą. A przy tym, jakby paradoksalnie, twórcą mitu założycielskiego, który zainspirował całe rzesze następców. Bez cienia wątpliwości jest więc jednym z najważniejszych prozaików amerykańskich. I chociaż jego poglądy budzą kontrowersje, a uprawiany przez niego gatunek nie wywołuje we mnie entuzjazmu, nie mogę nie zgodzić się z Houellebecqiem w jednym, że w jakimś stopniu, jako jednemu z nielicznych, udało mu się koniec końców, tak jak chciał, wznieść ponad ludzkość.
Komentarze
  • 1
    Bazyl 26 czerwca 2009 | 12:30:08

    A ja spotkałem się z opinią, że we wspomnianej książce więcej tak naprawdę Houellebecqa niż Lovecrafta i dlatego lekturę odłożyłem :D

  • 2
    marcinpietraszek.blogspot.com 29 czerwca 2009 | 10:35:36

    stwierdzenie, że czyjeś cechy osobowości czy charakteru są wybrakowane to określenie bardzo subiektywne. to, co w Twoich oczach jest brakiem u Lovercrafta, dla Houellebecqa jest (równie subiektywnie) cechą dodatnią. myślę, że H. starał się w tym eseju zrozumieć swego ulubieńca, naszkicować świat widziany jego oczyma, wejść trochę w jego skórę, trochę też go obronić przed ocenianiem. wydaje mi się, że udało mu się to co najmniej dobrze :)

  • 3
    Annie 29 czerwca 2009 | 15:56:34

    Bazylu, zgodziłabym się z tą opinią. Ta książka to tak naprawdę rozprawka Houellebecqa, w której udowadnia, jak wiele obu pisarzy łączy. Życiorys Lovercrafta jest przytaczany o tyle, o ile potrzebne jest to Houellebecqowi w udowadnianiu kolejnych podobieństw.

    Marcinie, owszem. Ale tak jak esej Houellebecqa był subiektywny, tak subiektywna jest i moja recenzja. Dla mnie ten tekst nie stanowi tylko i wyłącznie próby zrozumienia swojego ulubionego pisarza. To, jak wspomniałam parę linijek wyżej, w moich oczach nade wszystko traktat na temat pokrewieństwa ideologicznego dwóch prozaików - Amerykanina i Francuza. Powiedziałabym przeto, że w moim odczuciu, Houellebecq próbuje naszkicować wspólny świat, jego i Lovecrafta, ukazać jak wiele ich łączy i jak niewiele dzieli, a nade wszystko, dość nieskromnie, wskazuje na wyjątkowość ich obu jako pisarzy. Na to, że obaj są outsiderami, nonkonformistami, oryginałami. Dlatego ja bym zaryzykowała stwierdzenie, że Houellebecq nie zaprezentował w tym eseju biografii Lovecrafta, lecz wpisał go w promocję własnej osoby. Za dużo Houellebecqa w tym Houellebecqu ;)

  • 4
    marcinpietraszek.blogspot.com 29 czerwca 2009 | 17:12:38

    z tym się zgadzam :)

  • 5
    cedro 4 sierpnia 2009 | 20:32:46

    łaśnie czytam tę książkę. Tzn. już ją kiedyś czytałem, ale ostatnio postanowiłem spróbować jeszcze raz.
    Ciekawa recenzja, wiesz ja zupełnie nie zwróciłem uwagi na ten gatunkowy szowinizm Houellebecqa. Z drugiej strony nie do końca zgadzam się z Twoją oceną oceny Lovecrafta. Tzn. ja już abstrahuje od tego, że nie podoba mi się nazywanie kogoś nieudacznikiem życiowym i tego, że oblał egzamin z socjalizacji, bo w pewnym sensie, nsądząc na podstawie tego, co pisał Houellebeck, Lovecraft potrafił nawiązywać bardzo silnme i głębokie interakcje z niektórymi ludźmi. ?Ale chodzi mi o coś innego...

    Piszesz, że za dużo jest w tej książce autora, a za mało bohatera, ale czy to nie jest tak, że pod płaszczem eseju o pisarzu, francuski pisarz stworzył swój manifest, w którym promuje "nowy" wzorzec osobowościowy? Czy to nie jest tak, że Lovecraft jest tylko materiałem badawczym na przykładzie, którego dokonuje się analizy społeczeństwa, polityki i miejsca sztuki w tym świecie? Wydaje mi się, że zawsze kiedy mówimy o twórczości wyrazistych osobistości, a taka osobistością bez wątpienia jest Francuz, trudno oddzielać ich pracę od ich przekonań, manifestacji.

    Uff,.... Strasznie się nagadałem.
    Pozdrawiam
    http://horrorstory.blox.pl/

  • 6
    Annie 6 sierpnia 2009 | 10:11:10

    Drogi Cedro, witaj na Dzienniku Literackim!

    Tak naprawdę trudno mówić tu o jakiejkolwiek ocenie Lovecrafta z mojej strony - to, że przejaskrawiłam i określiłam Amerykanina życiowym nieudacznikiem było konsekwencją syntezy faktów z jego życia, które w swoim eseju zaserwował nam Houellebecq i na które zwrócił on największą uwagę, czyniąc z nich atut amerykańskiego prozaika. Patrząc na życie Lovecrafta wyłącznie z perspektywy Francuza, abstrahując od tych wszystkich rzeczy, jakie wiem na jego temat, trudno powiedzieć o nim, że tego egzaminu nie oblał. Houellebecq przedstawia go jako człowieka zupełnie odseparowującego się od życia. Owszem, nawiązał kilka ważnych dla niego relacji. Jednak nie do końca jestem przekonana, w świetle tego, co pisze Francuz, że były one dla niego ważne właśnie dlatego, że stanowiły nić porozumienia z drugim człowiekiem. Odbieram je raczej jako konieczne punkty na ścieżce rozwoju jego twórczości (o których niezbędności miał świadomość i która to świadomość nim powodowała), a także jako platformę, za pośrednictwem której mógł wznosić swój pomnik ze spiżu. Nic więcej. Nie było w nim woli życia, woli walki. Gdyby te relacje były głębokie, czyż nie walczyłby o swoje małżeństwo? To, że odpuścił własnemu życiu, pokazuje, że jednak nie usocjalizował się, a relacje międzyludzkie potraktował nieco mechanistycznie. Ot, było, minęło.

    Na pewno jest to swego rodzaju manifest – świadczy o tym wiele elementów, choćby już ten wyjątkowy dobór czytelnika, który tak zwrócił moją uwagę na początku lektury eseju. Tym niemniej, mam wrażenie, że przede wszystkim jest to analiza pewnego mitu założycielskiego i jego konsekwencji dla literatury. A także, o czym pisałam, traktat na temat pokrewieństwa ideologicznego dwóch prozaików ;)

    Pozdrawiam serdecznie!

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję