„Biała Masajka”
Okładka książki „Biała Masajka”
  • Autor: Corinne Hofmann
  • Tytuł: Biała Masajka
  • Tytuł oryginału: Die Weisse Massai
  • Język oryginału: niemiecki
  • Liczba stron: 312
  • Rok wydania: 2006
  • Oprawa: miękka
  • Wymiary: 145 x 205 mm
  • ISBN: 978-83-247-0444-6
  • Wydawca: Świat Książki, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: Świat Książki, Wydawnictwo
Recenzja
Data publikacji: 15 listopada 2008 A- A A+
Planowała tylko urlop w Afryce. Niezależna Europejka nigdy by nie uwierzyła, że zakocha się w masajskim wojowniku, wyjdzie za niego za mąż i pozostanie w Kenii, spędzając kolejne lata u jego boku. I pal sześć, gdyby na tym poprzestała. Nie, ona musiała jeszcze napisać o tym książkę…

Biała Masajka okazała się dla mnie książką niezwykle trudną w odbiorze. Nie z powodu języka, gdyż ten jest prosty i stanowczo niewysublimowany. A także nie dlatego, że książka jest nudna, bo obfituje w wiele ciekawostek i zaskakujących zwrotów akcji. Po prostu już dawno żadna bohaterka jakiejkolwiek książki nie okazała się taką bezmyślną, nieodpowiedzialną i irytującą ignorantką. Żadna od pierwszych stron nie wzbudzała we mnie tak ogromnej niechęci. I żadna nie działała na mnie tak, jak czerwona płachta na byka. Nie trawię bezmyślnych ludzi, a bohaterka Corinne Hofmann to zbiór wszystkich najbardziej drażniących ludzkich cech. Niechęć do niej miesza się jednak ze współczuciem, bo mimo wszystko smutno mi na myśl, że ktoś taki mógłby istnieć. Że istnieje. I że jest to sama autorka…

Młoda, dwudziestokilkuletnia Szwajcarka wyjeżdża razem ze swoim przyjacielem na wakacje do Mombasy. Jest zachwycona Afryką i choć nigdy wcześniej nie była w Kenii, czuje się tu jak w domu. Rozkochuje ją w sobie nie tylko krajobraz, ale także przystojny Masaj. Choć może rozkochuje w jego przypadku to złe słowo, bowiem to kobieta, widząc go jeden jedyny raz w życiu, stwierdza, że to „jej Masaj” i rzuca się na poszukiwanie swojego księcia z bajki. Z dnia na dzień sprzedaje swój sklep, porzuca przyjaciół, rodzinę i wyrusza za ukochanym wojownikiem do maleńkiej wioski ukrytej w głębi kenijskiego buszu. Nie będąc zaszczepioną przeciwko żółtaczce czy zabezpieczoną przed atakiem malarii, nie mając zielonego pojęcia o afrykańskim świecie, umiejąc wymienić z kenijskim narzeczonym zaledwie parę słów po angielsku, postanawia zamieszkać z nim w mikroskopijnych rozmiarów masajskiej chacie zbudowanej z gliny i odchodów bydła, tak zwanej manyatcie. Skąpana w promieniach prażącego słońca, odziana w tradycyjną białą suknię, bierze z nim ślub i rozpoczyna życie jako kobieta Samburu. Rodzi dziecko, a kiedy jej mąż, piękny wojownik, mówi jej, że chce, aby ich córka, zgodnie z masajską tradycją, wzięła ślub w wieku kilku lat, czar pryska, klapki znikają z oczu, a Corinne stwierdza, że afrykańska rzeczywistość jednak wcale nie jest rajem. Zaskoczeni?

Biała Masajka to relacja Corinne Hofmann z jej czteroletniego pobytu w Kenii. To prywatny pamiętnik, ale przede wszystkim to zapis skrajnej nieodpowiedzialności i ignorancji. To opowieść o bezmyślności powodowanej oszołomieniem intensywnością wymyślonej miłości i sugestywnością wyidealizowanego portretu nieznajomego człowieka. Słowem, wyraz skrajnej głupoty, żeby nie powiedzieć – kretynizmu.

Corinne Hofmann przedstawia świat, o którym my, Europejczycy, wiele nie wiemy, dlatego też jeśliby czytać Białą Masajkę wyłącznie jako reportaż, omijając wzrokiem mierne dialogi czy płytkie rozważania, słowem, warstwę fabularną, dostarczyłaby naprawdę wiele, niejednokrotnie zaskakujących informacji i dobrej rozrywki. Ale… tak się nie da. Niestety. Tak samo jak się nie da podziwiać Corinne za to, co przeżyła, bowiem jej szumna walka o przetrwanie, nie była niczym innym, jak ponoszeniem konsekwencji za własne działanie. Zaślepiona miłością, zrezygnowała z ustabilizowanego, a co najważniejsze, cywilizowanego życia na rzecz dziczy. I naprawdę trudno zrozumieć jej żal i pretensje, że to zmieniający się z czasem Lketinga przysporzył jej cierpień. On pozostał jaki był. To tylko ona naiwnie wierzyła, że za pomocą paru angielskich słów będzie w stanie zmienić i choć w minimalnym stopniu zeuropeizować blisko czterdziestoletniego masajskiego wojownika. Zresztą, w ogóle o jakiej miłości my tu mówimy? Pożądanie, namiętność wywołana atrakcyjną fizycznością – zgoda. A gdzie jakakolwiek więź duchowa? Gdzie miejsce na coś więcej, niż perspektywa (jak się później okazało i tak rozczarowującego) seksu? Najwyraźniej definicja miłości Corinne Hoffmann jest równie uboga, jak jej zdolność racjonalnego i perspektywicznego myślenia.

Nie wiem. Nie rozumiem. Nie polecam.
Komentarze
  • 1
    nutta 16 listopada 2008 | 9:53:40

    Przykład europejskiej głupoty wart odnotowania dla potomnych.

  • 2
    bsmietanka 16 listopada 2008 | 10:49:51

    Witam
    Jak zobaczyłam, że ktoś zrecenzował "Białą Masajkę" to od razu weszłam aby sprawdzić czy tylko ja mam takie złe zdanie o tej książce ;)
    Ta ksiązka to największy gniot jaki kiedykolwiek przeczytałam (koleżanka mi poleciła jako książkę zastanawiająco-wzruszająco-niezwykłą).

  • 3
    Mariah 16 listopada 2008 | 11:02:18

    Zgadzam się w 100%. Ja czytając tę książkę co rusz łapałam się za głowę i pytałam: czy ta kobieta jest zdrowa na umyśle? Choć z drugiej strony muszę przyznać, że podziwiałam ją za to, iż potrafiła utrzymać się w tym kraju aż przez 4 lata.

  • 4
    magrat 16 listopada 2008 | 11:35:41

    Od siebie mogę dodać,że odłożyłam tą książkę po ok. 30 stronach tak mnie irytowało zachowanie bohaterki. Już się nie dziwię, że ciocia czytała ją prawie 2 miesiące. Ale podziwiam mamę, że zmęczyła całe 3 tomy

  • 5
    Lilithin 16 listopada 2008 | 12:16:26

    Kiedy tylko usłyszałam od koleżanki, o czym jest ta książka, złapałam się za głowę słysząc jej zachwyty. No na litość boską! Baba widzi faceta, rzuca całe swoje życie i rusza na jego poszukiwanie???!!!

  • 6
    Annie 16 listopada 2008 | 13:46:55

    Bo tu naprawdę nie pozostaje nic innego, jak złapać się za głowę i jęknąć. To, co zrobiła Corinne Hofmann wymyka się wszelkim określeniom, bo to jest gorzej niż bezmyślne/niepoważne/straszne...

    Ja również, powodowana antropologiczną ciekawością, zmęczyłam wszystkie trzy tomy i kolejne odsłony relacji z moich przygód z pamiętnikami afrykańskiej Szwajcarki już niebawem. Ku przestrodze. I tak jak trafnie powiedziała Nutta, dla odnotowania tego wyjątkowego przykładu europejskiej głupoty... ;)

  • 7
    chiara76 16 listopada 2008 | 18:36:41

    przeczytałam wszystkie książki jej autorstwa o niej, bo jak Wiesz zapewne potem są jeszcze dwie części po jej powrocie do kraju...w głowę do dziś zachodzę, jak można było tak głupio postąpić, ale najwyraźniej życia nie znam. Można;)

  • 8
    Annie 17 listopada 2008 | 9:55:52

    Wiesz... A może to my się nie znamy, bo jesteśmy bardziej rozważne niż romantyczne, gdyż prawdziwa miłość nie zna granic? :D

  • 9
    germini 17 listopada 2008 | 18:16:22

    Bohaterce książki muszę przyznać jedno: nigdy wcześniej żadna z postaci książkowych nie wzbudziła we mnie tak silnych emocji jak Corinne (jakiego typu były te emocje to chyba nie muszę mówić? ;)). I wątpię, żebym kiedykolwiek mogła zapomnieć tę książkę - a muszę przyznać, że ogólnie niewiele tytułów jakoś szczególnie zapada mi w pamięć.

  • 10
    Annie 17 listopada 2008 | 20:08:04

    No tak, patrząc z tej strony to faktycznie, książka do zapamiętania na całe życie ;)

  • 11
    E.milia 18 listopada 2008 | 13:12:39

    Miałam tą książkę w ręku nawet i zastanawiałam się, czy nie kupić. Z pozoru wydawało się ciekawe, tym bardziej, że na faktach. Jednak coś mnie powstrzymało i widzę, że bardzo dobrze. Jestem przekonana, że również byłabym zirytowana i niepotrzebnie zdenerwowana tą książka. I główną bohaterką, w szczególności.

  • 12
    germini 18 listopada 2008 | 15:34:05

    Jeszcze dodam, że na forum jest wątek o "Białej Masajce" i część osób rozpływa się tam w zachwytach, że to takie romantyczne i wzruszające; prawdziwa wielka miłość i w ogóle. Możliwe, że się nie znam, ale miłości tam nie widziałam :|
    Ależ my tutaj nieromantyczne jesteśmy! A fe!

  • 13
    e.milia 18 listopada 2008 | 18:34:49

    No coż, dla niektórych romantyczna i prawdziwa miłość, to taka nieodpowiedzialna od pierwszego wejrzenia.. A dla innych tego w ogóle nie można nazwać jakimkolwiek uczuciem. W sumie to przerażające trochę.

  • 14
    Annie 19 listopada 2008 | 17:40:21

    E.milio ja bym powiedziała, że nawet nie trochę, tylko niezwykle przerażające. I mam szczerą nadzieję, że dziewczyny, pomne doświadczeń Corinne, nie będą z taką nonszalancją i bezmyślnością, decydować się na zupełną dekonstrukcję swojego świata. Choć, po tym, co zauważyła Ger, kto je tam wie. Naprawdę nie sądziłam, że ktoś może poczytywać tę 'historię miłosną' za cudowną i marzyć o przeżyciu czegoś podobnego... A tu proszę ;)

  • 15
    akai18 12 lipca 2010 | 1:09:05

    A czy oprócz romantycznych historii można w tej kiazce wyczytac troche.. z kultury samburu.. czy w ogóle tamtejszej ludności?
    Bo widzę, ze wszyscy (głowne krytykanci) dali się porwać rozważaniom na temat tego, co jest miłością, co głupotą i jak to odróżnić, ale nikt nie napisał tak naprawdę obiektywnej recenzji!

  • 16
    Annie 15 lipca 2010 | 14:10:47

    Bo recenzje ze swojej natury nie są obiektywne. Zresztą recenzenci piszą przeważnie o tym, co widzą. A widzą książkę, w której prócz paru ogólników nie ma żadnych pogłębionych opisów tak egzotycznej przecież dla Europejczyków kultury. Trzeba wyjaśnić sobie jedno - bohaterkami książek Corinne Hofmann jest ona, Biała Masajka, a nie plemię Samburu. Trudno więc w recenzji pisać o tym, czego nie ma. O kulturze, zwyczajach i zachowaniach tamtejszej ludności. Jak na kogoś, kto tyle czasu mieszkał w takim otoczeniu, nie ma w tej książce niemal nic. Hofmann jest fatalnym antropologiem.

    Pozdrawiam!

  • 17
    alena 30 sierpnia 2010 | 2:06:24

    Cóż mogę Wam tylko wspólczuć. Krytyka zachowania bohaterki nie ma nic wspólnego z recenzją książki.
    Zatem wspólczuję braku zrozumienia dla tego co jest miłością, szaloną, bezsensowną bo taka jest właśnie prawdziwa miłość.
    A książka jerst ciekawa, prosta i smutna, choć aujtorka to kobieta silna i pozytywna.

  • 18
    Berta 19 lutego 2011 | 9:27:57

    Zgadzam sie z Toba Alena.... zabralo sie grono znawcow.Krytykuja zachowanie bohaterki... a nic, zupelnie nic na temat i. Ciekawa ksiazka, a kolezanki na forum niech przeniosa sie na poradniki dla niedopieszczonych pensjonarjuszek, bo widocznie tego im w ksiazce brakowalo i dlatego ta chora zgryzliwosc. Pozdrawiam Cie Alena:):)

  • 19
    justyna 27 sierpnia 2011 | 13:33:41

    Też nie rozumiem tej zażyłej krytyki. Na pewno większość ludzi nie zdecydowała by się na takie szaleństwo, ale to nie znaczy, że książka nie jest ciekawa. A co do słów: " I pal sześć, gdyby na tym poprzestała. Nie, ona musiała jeszcze napisać o tym książkę…", to czy rzeczywiście nie miała o czym napisać? Abstrahując od moralnej oceny jej czynu, cała sytuacja jest dosyć niecodzienna i ciekawa. Czy jej książka stałaby się bestsellerem gdyby opisała w niej swoje europejskie, CYWILIZOWANE i odpowiedzialne życie z narzeczonym pełne problemów dnia codziennego? Nie, to nikogo z nas by nie zainteresowało, każdy z nas ma na co dzień to samo. Więc w czym problem? Kobieta przeżyła ciekawą przygodę i ją opisała. Może faktycznie jest za mało o kulturze masajów, ale tutaj książka skupiała się raczej na problemach białej wśród nich a nie na nich samych. To było po prostu ciekawe. Ja chętnie sięgnę po kolejne części i zachęcam do tego innych.

  • 20
    Annie 1 września 2011 | 10:47:00

    Stałaby się, jeśliby została dobrze napisana. Bo jeśli chce się pisać, trzeba mieć po temu umiejętności. A autorce "Białej Masajki" tych umiejętności zabrakło. Nie zgodzę się też z tym, że "tutaj książka skupiała się raczej na problemach białej wśród nich a nie na nich samych", bo to zakłada chociaż minimalny wgląd w zderzenie europejskiej i afrykańskiej cywilizacji. A Hofmann komparatystyką się nie zajmuje w najmniejszym stopniu - opisuje jedynie swoje bezmyślne działanie i jego skutki dla niej samej. Trudno więc o jej problemach mówić jako o problemach białej wśród Masajów. To raczej problemy beztroskiej turystyki na dzikim lądzie.

    Co zaś się tyczy Aleny i Berty - gratuluję poziomu dyskusji. Jeśli brak argumentów, najlepiej obrażać interlokutorów ad personam. Żenujące.

  • 21
    anah 14 września 2011 | 21:12:05

    Osobiście uważam, że książka jest bardzo ciekawa i niesamowicie wciągająca. Może autorka nie jest genialnym pisarzem i rzeczywiście czasami byłam spragniona opisów krajobrazu, ludzi, zwyczajów, szczegółów, rozważań, jej uczuć itd. ale nie powiedziałabym że autorka "opisuje jedynie swoje bezmyślne działanie". Jest bardzo uparta, odważna i niesamowicie twarda. Może jej miłość nie jest odpowiedzialna, ale piękna. A kiedy ktoś pisze : "Rodzi dziecko, a kiedy jej mąż, piękny wojownik, mówi jej, że chce, aby ich córka, zgodnie z masajską tradycją, wzięła ślub w wieku kilku lat, czar pryska, klapki znikają z oczu, a Corinne stwierdza, że afrykańska rzeczywistość jednak wcale nie jest rajem" zastanawiam się czy aby na pewno czytaliśmy tę samą książkę??!! Zapraszam do ponownej lektury, aby poznac prawdziwie powody jej rozczarować i niekończących się prób ratowania miłości.

  • 22
    lima 20 lutego 2012 | 14:03:37

    cała ta historia jest jedynie potwierdzeniem starej prawdy - "głupota ludzka nie zna granic"....

  • 23
    Miki 20 lutego 2012 | 15:51:58

    "Tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono" - To która z was była w takiej sytuacji i sprawdziła na sobie jak to jest? Możecie krytykować książkę, ale krytyka bohaterki przychodzi wam zbyt łatwo!

  • 24
    zuuz 27 marca 2012 | 19:43:11

    Recenzja beznadziejna. Widac ze ksiazki nie rozumiesz. Dlaczego osadzacie autorke? Ja jestem pod wrazeniem tego jak mocno ona musiala go kochac zeby wszytko dla niego rzucic? Czy to bylo glupie? Moze. Odwazne? Napewno. Jestem pelna podziwu dla jej wiary w te milosc, dla jej sily i detrminacji, dla jej optymizmu. Rowniez dla niego, bo wydaje mi sie ze pomimo wszystko naprawde ja kochal, ale przez bariere jezykowa nigdy nie mogli ze soba naprawde gleboko i szczerze porozmawiac. Bardzo gleboko mnie ta ksiazka poruszyla.

  • 25
    Kapusta 28 czerwca 2012 | 6:53:44

    100% sie zgadzam z autorem recenzji. Chcialabym tylko dodac ze to ona zdominowala Lketinge, dumnego Masajskego wojownika,gonila bez jakiejkolwiek ambicji za nim(on jej nie chcial) zmusila do slubu wozila po urzedach i to przez nia zacza pic alkohol i uzywac stymulantow. Ona kupowala wszystko , ona jezdzila autem, ona podejmowala decyzje, ona przedstawila jemu nieobliczalne dla niego pieniadze ( bo nie umial liczyc) on byl nikim przy niej i to jest kleska dla dumnego prymitywnego wojownika, ona go zniszczyla jak Modliszka tylko dlatego ze byl piekny.

  • 26
    małpa 20 lipca 2012 | 19:23:48

    Zgadzam się z recenzją. Bohaterka wzbudza niechęć, która pogłębia się z każdym rozdziałem. Momentami kobieta zachowuje się jak osoba niepoczytalna. Niektórzy piszą że autorka opowiada o miłości do Masaja, ja nazywam to chorobliwą obsesją, która zagroziła nie tylko Corinne, ale i jej dziecku. Wszyscy myślący ludzie wiedzieli że ten "związek" nie ma szans ze względu na przepaść kulturową. skrajna głupota autorki jest porażająca, niewiarygodna i irytująca. Zmarnowałam dziesięć godzin mojego życia, czytając tę opowieść i nie polecam, bo czytając krótki artykuł w NG można dowiedzieć się więcej o Masajach niż z całego tego gniota, a przynajmniej nic cię nie wkurza.

  • 27
    Czarna 4 sierpnia 2012 | 22:37:33

    Przez przypadek weszlam na ta strone i czytajac bierze mnie obrzydzenie ,Osoba ktora napisala ta recenzje nie ma pojecia o milosci ..

    Miłość jest ślepa. Im mocniej się kogoś kocha, tym bardziej irracjonalnie się postępuje.

  • 28
    5 sierpnia 2012 | 11:32:24

    Ta kobieta przez swoją głupotę zniszczyła tego pięknego człowieka, przez swój durny karpys, głupotę odebrała mu dumę, godność, pozbawiła go wszystkich cech wojownika. On poświęcił dla niej wiele, ona tak naprawdę nic, można powiedzieć, że mentalnie wykastrowała tego człowieka, a do tego na tym zarobiła. To jest straszne.

  • 29
    Kapusta 23 sierpnia 2012 | 3:23:24

    Czarna- mam nadzieje ze jestes mloda. Irracjonalne i slepe zachowanie z " milosci" moga robic MLODE nastolatki i to jest OK , Corrine to dorosla , wrecz w srednim wieku kobieta , ktora jesli naprawde kochala Lketinge to powinna byla zostawic go w spokoju , i miec fajne wspomnienia do konca zycia ze wyciagnela Wojownika z wiezienia.

  • 30
    25 sierpnia 2012 | 5:57:58

    Ta kobieta byla zauroczona tym magicznym facetem i stracila glowe OK. Takie zauroczenia zeczywiscie powoduja irracjonalne zachowania czego przykladem jest to ze jezdzila z obcymi tubylcami po wiezieniach zeby uratowac " ukochanego" , ale po takim extravaganckim wyczynie normalni ludzie ida " do glowy po rozum" ale nie ona.... Jej zachowanie to przyklad : glupoty , braku odpowiedzialnosci za drugiego czlowieka, wlacznie z soba i wlasnym dzieckiem , ogromny egoizm/ zapatrzenie w siebie i udawanie bohaterki , brak wyobrazni i przewidywania konsekwencji wlasnego dzialania.( -- gdzie byly szczepionki , lekarstwa na malarie tak szeroko dostepne w Szwajcarji-- )
    Doskonaly przyklad ze Bog ma litosc nad glupcami bo przezyla . Druga ksiazka to potwierdza i litosc Boga i egoizm " bohaterki" czego przykladem jest nagla przeprowadzka, do innego kantonu , bez brania pod uwage potrzeb dziecka ( srodowisko , szkola , bliskosc babci ,ktora notabene zajmowala sie dzieckiem calymi tygodniami kiedy mamusia robila spotkania literackie. Po co?!?!?!) zmiana jezyka w szkole. Nic ja nie obchodzilo ale przyjdze i na nia czas. Mam nadzieje ze to biedne dziecko da sobie rady w Zyciu i bedzie szczesliwe , a matce niech Pan Bog wybaczy i okarze milosierdzie bo moze nie wiedziala co czyni.
    NIE ROBMY Z NIEJ JEDNAK PRZYKLADU DO NASLADOWANIA.

  • 31
    B. 7 września 2012 | 11:03:11

    kupujac ksiazke zapewne kazdy z nas najpierw czyta na jaki temat jest dana ksiazka!!wiec o co chodzi?? skoro wiadomo ze to ksiazka o kobiecie ktora zostawila wszystko dla masaja i zycia w dziczy!!czego sie spodziewaliscie??nie rozumiem co niektorych wypowiedzi naprawde nie rozumiem.a juz w ogole dotyczacych ''glupoty'' bohaterki!!...eh problem chyba polega w waszym ''mysleniu''...!

  • 32
    Karola 15 września 2012 | 21:20:17

    ja jestem zachwycona :) własnie skończyłam czytac 4 część - dosłownie połknęłam ją w 2 dni :) Biała Masajkę i Żegnaj Afryko czytałam 3 razy

  • 33
    Zdzicho 18 września 2012 | 10:23:57

    Zmęczyłem całą ale dosłownie zmęczyłem. Ta książka męczy właśnie głupotą autorki, no ale w myśl powiedzenia "miłość jest jak sraczka - przychodzi znienacka" w zasadzie nie można jej mieć nic za złe. Za swoje pieniądze to zrobiła i swoje zdrowie i życie położyła na szali.

  • 34
    magi 19 września 2012 | 22:05:09

    no ta książka nie jest dla wszystkich, jest tylko dla wybranych :)

  • 35
    Basia 30 27 października 2012 | 14:49:04

    Przeczytałam tę książkę z własnej ciekawości i muszę stwierdzić, że czyta się szybko i ciekawie. Sama forma pisania bez dialogów, jedynie w formie recenzji, jest trochę dziwna i z czasem drażniąca. Zastanawiam się jak trzeba mieć świetną pamięć, żeby z taką dokładnością opisać 4 lata w buszu, relacjonując prawie każdy dzień.Jeśli chodzi o ocenę samej bohaterki-autorki, to nie wiem czy można w jej przypadku mówić o "prawdziwej miłości", raczej o "konsekwencji realizacji wyidealizowanej fantazji ". Ona początkowo kieruje się tylko i wyłącznie popędem seksualnym i pożądaniem kogoś, nieznanego ,a tym samym intrygującego. Zdobywa go cieleśnie i jest rozgoryczona, ale i to zderzenie z rzeczywistością nie otwiera jej oczu.Brnie dalej w życie z Masajem, które w rezultacie okazuje się okrutne i bezsensowne. Zadziwia mnie jej bezmyślność i brak odpowiedzialności za siebie i dziecko. Dorosła kobieta, która żyje w swoim wyidealizowanym świecie , żenada. Warto przeczytać i mieć swoje zdanie.

  • 36
    Zapiekanka kulturalna 6 stycznia 2013 | 17:14:49

    Nie wiem, czy byłabym w stanie przeczytać tę książkę. Od lat interesuje się Afryką i taki poziom ignorancji wobec kultur tego kontynentu mógłby wywołać we mnie chęć mordu.

  • 37
    gość 21 marca 2013 | 21:49:33

    'Zaślepiona miłością, zrezygnowała z ustabilizowanego, a co najważniejsze, cywilizowanego życia na rzecz dziczy.' - nie dla każdego ten 'cywilizowany' świat oznacza spełnienie. I nie każdy musi się tutaj czuć szczęśliwy. Autorka porzuciła komfort i wygody, z dnia na dzień zrezygnowała ze wszystkiego, by przeżyć, jak sądzę, najpiękniejszą przygodę w swoim życiu. Owszem, było jej bardzo trudno, ale ja mimo wszystko podziwiam ją za odwagę. Wielu ludzi chciałoby coś zmienić w swoim życiu, wielu marzy nawet o tak radykalnych krokach jak właśnie ucieczka. Tylko jak wielu się na to decyduje? Corinne gotowa była podjąć ryzyko. Dlatego sądzę, że należy się jej szacunek. Co do płytkości jej uczuć, zgodzę się. Mimo to wątpię, żeby żałowała lat spędzonych w Afryce. Książka jest moim zdaniem warta przeczytania, wzruszająca i pełna różnych ciekawych informacji na temat życia Masajów.

  • 38
    gość 10 czerwca 2013 | 18:52:35

    "Po prostu już dawno żadna bohaterka jakiejkolwiek książki nie okazała się taką bezmyślną, nieodpowiedzialną i irytującą ignorantką." Właśnie dlatego jej życiorys jest tak porywającym materiał na książkę. Jeżeli ktoś boi się wyznawań nie powinien od życia spodziewać się zbyt wiele. Nie uznałabym bohaterki książki za "bezmyślną" osobę, nikogo nie zostawiła w Szwajcarii na pastwę losu.Nie miała męża ani dzieci , czemu miałaby nie zrobić tego o czym wciąż myślała po powrocie do kraju? Okazała się odważną i nie zależną kobieta, przezywa piękną przygodę, której jak podkreśla w wywiadach nigdy nie żałowała. Urzekła mnie swoja historia, podziwiam ja za odwagę jak widać nie wiele z nas jest tak zdecydowanych w walce o spełnienie.

  • 39
    gość 11 września 2014 | 11:11:10

    Trudno się z recenzją nie zgodzić. Nie oceniam bohaterki, książka jest po prostu literacko słaba - bardzo bym chciała przebić się przez płytką warstwę emocjonalną, żeby móc poczytać o Kenii, ale się nie da. Kupiłam książkę w wersji audio. Przetrwanie wielu minut opisu, jak bardzo autorka oszalała na punkcie zewnętrznego wyglądu swojego oblubieńca, po to żeby w końcu dotrwać do kilku zdań opisu afrykańskich realiów - np warunków w afrykańskim więzieniu, jest ponad moje siły. Ogólnie kilka ciekawych faktów opakowanych w bardzo grubą tanią warstwę typu "zobaczyłam "coś" pięknego, za wszelką cenę muszę to "coś" mieć". Pierwszy audiobook, który wyląduje z powrotem na półce bez przesłuchania... A najbardziej frustruje mnie, że coś tak słabego sprzedano w milionach egzemplarzy - może jak ja czytelnicy/czki liczyli/ły na coś więcej. Natomiast bardzo zainteresowała mnie dyskusja powyżej, jest głębsza niż książka sama w sobie.

  • 40
    AG 13 maja 2017 | 16:52:06

    Co racja, to racja. Tak wkurzającą bohaterkę rzadko można napotkać! Właśnie jestem w trakcie słuchania książki czytanej przez Katarzynę Żak. Idealnie oddaje infantylizm i egzaltację narratorki :-) Szanse na dotrwanie do końca audiobooka oceniam jako niewielkie... być może nastąpi jakaś ewolucja postaci, ale raczej do tego momentu nie zdzierżę! Może gdyby ktoś pomógł Corinne napisać książkę, byłoby łatwiej to strawić. A może taki był zamysł: bestseller dla szerokiego grona czytelniczek, bez żadnej autorefleksji? Swoją drogą, gdyby dokonała takowej, to chyba powinna sobie palnąć w głowę, więc... Tym niemniej jedno oddaję autorce. Jest bardzo silną kobietą (również fizycznie, żeby przeżyć te wszystkie choróbska, no i nieprawdopodobna doza szczęścia do tego), przedsiębiorczą i dopinającą swego, od początku, kiedy to wręcz prześladuje Masaja i łazi za nim tak długo, aż w końcu zaciągnie go do lepianki w buszu, aż do teraz, kiedy to zarobiła fortunkę na swojej "twórczości". Co mnie uderzyło od samego początku, a jak ktoś elegancko podsumował u góry "zobaczyłam "coś" pięknego, za wszelką cenę muszę to "coś" mieć. Tak właśnie postępuje. Musi go mieć i ściga go jak zwierza po sawannie. Może książka powinna mieć tytuł "Moje długie safari". Nieważne, że narażam swoje życie i zdrowie, a potem jeszcze swojego dziecka, że dla faceta materiału na masajską żonę nie stanowię - nic to! Nieważne, że rzucam wszystko dla kogoś, kogo zupełnie nie znam i nie obchodzi mnie, jaki jest (oprócz tego, że jest piękny). Litość i trwoga!

  • 41
    dziubdziubica 20 sierpnia 2017 | 3:08:36

    Obejrzałam tylko film, niestety nie sądzę, że będę miała czas na książkę - może kiedyś. Jaka by ta historia (i książka) nie była, głupia, czy mądra, szczerze czy powierzchownie napisana, cenię w niej głębie prawdy o człowieku. Coś miałkiego, płaskiego, wydumanego nie mogłoby pobudzić tylu ludzi do tak pełnych emocji i osobistego zaangażowania recenzji. Ta historia dotyka głębokiej prawdy w człowieku, może naiwnej, prostej, zerojedynkowej, ale te najgłębsze prawdy własnie take są. "Biała Masajka" jest jak grecki mit o współczesności, jej tęsknotach i fantazjach. Fascynuje mnie ta opowieść tym bardziej, kiedy czytam w recenzjach, jak dogłębnie i osobiście porusza ona kobiety. Krytycznie czy z uznaniem - ta opowieść wznieca w sercach kobiet ogień:) I to jest cenne i prawdziwe.

  • 42
    gość 1 sierpnia 2018 | 14:59:22

    Opłaciły je się te 4 lata w Kenii nabrała doświadczeń; ma córkę i w dodatku kasę za książkę i jej kontynuacje. A że zderzenie z rzeczywistością afrykańskiej wioski okazało się dla niej bolesne no cóż bilans zysków i strat. Kto chce to przeczyta kto nie chce nie przeczyta.

  • 43
    Baśka 24 lutego 2019 | 11:40:45

    Absolutnie fatalna i niezgodna z jakimikolwiek zasadami,recenzja.Nie ocenia książki.Nie ocenia jezyka.Nie ocenia obiektywnie pisania.Jest porazajaco prost i prymiwtywna.Będę bronić i ksiązki i bohaterki.Miała prawo zakochać sie i naiwnie wierzyć że życie się ułoży.Miała prawo wierzyć że uczucie przezwycięży przeciwności kulturowe.Owszem książka jest napisana prostym językiem.Owszem jest dość banalna i daleko jej do ideału.Jednak nie usprawiedliwia to recenzentki-jej recenzja jest absolutnie karygodna osobista ocena bohaterki i nie ma nic wspolnego z dziennikarska zasadą pisania recenzji

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję