„Historia kotem się toczy”
Okładka książki „Historia kotem się toczy”
  • Autor: Renata L. Górska
  • Tytuł: Historia kotem się toczy
  • Język oryginału: polski
  • Liczba stron: 400
  • Rok wydania: 2013
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Wymiary: 145 x 205 mm
  • ISBN: 978-83-7674-189-5
  • Wydawca: Replika, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Zakrzewo
  • Logo wydawnictwa: Replika, Wydawnictwo
Recenzja
Data publikacji: 3 stycznia 2014 A- A A+
Nigdy nie mógł zrozumieć, dlaczego ludzie nie zawierzają swojej intuicji. Tyle znaków, tyle sygnałów! No, nie, naprawdę! Miał ich za bystrzejszych! Z reguły nie mieszał się do spraw ludzi, ale bacznie śledził ich losy. Cenił tych, którzy mówili do niego jak do równego sobie, bez żałosnego zmiękczania języka czy wołania „kici, kici”. Niezmiennie denerwowała go jednak ludzka ignorancja. Człowiek! Zdaje mu się, że rządzi światem i panuje nad całym stworzeniem. Puszcza w ruch machinę zdarzeń, nie bacząc na tego następstwa. Mieni się mądrym. Chce więcej i więcej. Nie dostrzega jedynie, że zatraca się w tym wszystkim. Dobrowolnie więzi. Dopóki jednakże ma przykład kociej wolności, to jeszcze nie wszystko stracone. Kto ma oczy, ten dojrzy ją u nich i może również jej zapragnie. Niekiedy nawet na krótko zmieni porządek rzeczy. Potem znowu zapomni, że jest wolną istotą. I tak bez ustanku w koło i w koło. Jak się powiada, historia kotem się toczy. Cóż ci ludzie zrobiliby bez nas?!

Historia kotem się toczy (2013) to piąta powieść w dorobku literackim Renaty L. Górskiej – urodzonej na Śląsku w drugiej połowie minionego wieku pisarki, która od ćwierćwiecza żyje poza granicami Polski. Wykształcenie ekonomiczne nie znalazło odzwierciedlenia w jej aktywności zawodowej. Pracowała w księgarniach, antykwariacie, galeriach sztuki. Zadebiutowała w 2007 roku powieścią Cztery pory lata. W 2010 roku wydała Za plecami anioła, a w 2012 – Błędne siostry. To właśnie tymi książkami zaskarbiła sobie sympatię czytelniczek i ugruntowała swoją pozycję jednej z ciekawszych autorek literatury obyczajowej.

Bohaterką najnowszej powieści Renaty L. Górskiej jest czterdziestokilkuletnia Ada Gawron. Kobieta żyje w Krakowie, ledwo wiążąc koniec z końcem. W każdej chwili może zostać wyrzucona ze swojego mieszkania. Kredyt hipoteczny pod nieruchomość wziął jej mąż na rozkręcenie własnego biznesu. Nie pomyślał o tym, by go spłacić, zanim zostawił Adę dla młodszej kochanki. Jego druga młodość okazała się zabójcza – po kilku miesiącach nagle zmarł na zawał. Po małżeństwie z Henrykiem Adzie zostały niespłacone długi i dwie córki, bliźniaczki. Wiktoria i Marianna zaraz po uzyskaniu dyplomów przeniosły się do Warszawy, aby rozpocząć roczną praktykę w agencji reklamowej. Ada pozostała na krakowskim Zwierzyńcu właściwie sama. Za jedyną towarzyszkę ma przyjaciółkę Różę. Skromny budżet domowy zasila sprzedażą rękodzieła, którego wykonywaniem zajęła się po tym, jak po zwolnieniu z pracy długo nie mogła znaleźć zatrudnienia. I choć nie wyobrażała sobie dla siebie takiego życia, Ada na nie nie narzeka. Wrodzona zaradność pomaga jej utrzymać się na powierzchni, a kochające córki bezustannie dają powody do dużej radości. Wtem jej spokojną codzienność zakłócają wieści ze śląskiego Kasztelowa. Ada dowiaduje się, że Janina Gawron – matka Henryka, a zarazem jej była teściowa – złamała sobie szyjkę kości udowej, poślizgnąwszy się na schodkach prowadzących do jej domu. Kobieta przeszła operację, podczas której wszczepiono jej endoprotezę. Uraz jest na tyle poważny, że po wyjściu ze szpitala będzie wymagać całodobowej opieki. Jednak Ada nie jest gotowa do takich poświęceń. I to nie dlatego, że brakuje jej empatii. Z teściową nigdy nie łączyły jej ciepłe stosunki. Nie były one nawet poprawne. Ada zapamiętała starszą kobietę jako szorstką i zjadliwą. Nie dość, że Janina Gawron była przeciwna jej małżeństwu z Henrykiem, uważając, że Ada złapała jej syna na brzuch, to obarczała ją także winą za rozpad ich związku. Podczas pogrzebu Henryka odmówiła przyjęcia od niej kondolencji, jak również odebrała jej prawo do przeżywania żałoby, publicznie wykrzykując w twarz, że jako rozwódka nie może sobie rościć prawa do wdowieństwa. Od tego czasu Ada nie utrzymywała żadnego kontaktu z Janiną Gawron, a o tym, co słychać u byłej teściowej, dowiadywała się czasami od córek, które przez minione lata pozostawały z babcią w serdecznym kontakcie. I to właśnie one upierają się, aby to ich mama zajmowała się schorowaną starszą panią. Stawką, o jaką toczy się gra, jest nie tylko rekonwalescencja babci, ale i dom, który Janina Gawron wedle zapowiedzi ma zamiar przepisać na tego, kto będzie o nią dbać do jej śmierci. Ada czuje, że znalazła się w potrzasku.

Wszystko we mnie wzbraniało się przed zamieszkaniem z eksteściową, ale jeszcze bardziej nieznośna była myśl, że moje córki miałyby utracić to, co im się prawnie należy. Owszem, były zdrowe, inteligentne i najpewniej czekała je kariera zawodowa, lecz w życiu bywa różnie; dobrze mieć coś własnego. Swoje miejsce na ziemi, do którego zawsze można powrócić. (…) – Załóżmy, że… – zaczęłam. – Babcia zgodziła się na ciebie – weszła mi w słowo Wika, jakby odgadła tok moich myśli. Pozbawiona argumentów Ada zgadza się na wyjazd do Kasztelowa. Jej zesłanie ma trwać rok. Ada ma nie tylko opiekować się teściową, ale i jej domem. Lista codziennych obowiązków jest długa: gotowanie, sprzątanie, pranie, prasowanie, robienie zakupów, wożenie rekonwalescentki na wizyty do lekarza, na rehabilitację, do kościoła… W ostatniej chwili Ada dowiaduje się, że będzie musiała też zajmować się kotem Janiny. Pełna obaw i złych przeczuć opuszcza Kraków pierwszego stycznia. Dzień, który wielu utożsamia z początkiem czegoś nowego, dla Ady jest początkiem końca.

Może zabrzmi to dziwnie, ale rankiem zbudziła mnie cisza. Idealna cisza. Potrzebowałam kilku dni, by przywyknąć do braku odgłosów miasta za oknem. Chociaż w Krakowie mieszkałam w spokojnej dzielnicy, w powietrzu unosił się jednostajny szum, charakterystyczny dla miasta. Na ogół nie słyszało się tego, lecz dochodziło do głosu, kiedy chciało się odpocząć. Wbrew pozorom na Leśnej również nie panowała martwota. Auta kursowały tu rzadko, lecz mój słuch wyostrzył się na bardziej subtelne tony. Gdzieś w dali regularnie przejeżdżał pociąg, czasem zaszczekały psy, a w kominie zaświszczał wiatr. Nie mówiąc już o ptakach, których wesoły świergot konkurował z ochrypłym krakaniem wron.

Kasztelowo to niewielkie miasteczko, leżące nieopodal Gliwic. Z licznymi trasami rowerowymi i urokliwym jeziorem, otoczone gęstymi lasami. Pomimo obecności niewielkiego rynku, jego centrum stanowi miejscowa świątynia. Życie towarzyskie toczy się w delikatesach „U Dany” oraz w lokalnej przychodni. Sznytu miejscowości dodaje mieszczący się na jedynym w okolicy wzgórzu XV-wieczny zamek. Dom Janiny Gawron znajduje się przy ulicy Leśnej, zgodnie z nazwą prowadzącej do lasu za miastem. Wszystkie okoliczne domy niegdyś stanowiły oddzielną osadę. Zabudowa nie jest zwarta, budynki są stare. Architekturą przypominają wiejskie, otoczone są niewielkimi ogródkami. Ostatnia posesja po lewej jest domem rodzinnym Gawronów. Początkowo Ada konfrontuje rzeczywistość ze wspomnieniami. Przez pierwsze dni uczy się Kasztelowa na nowo, bo choć bywała tu przed laty, miasteczko miejscami zmieniło się nie do poznania. Szczególnie intryguje ją nowy dom wybudowany na granicy lasu. Kobieta szybko też nawiązuje pierwsze znajomości, zazwyczaj dość nieoczekiwanie. A to z sympatycznym księdzem Bogdanem, a to z młodą sąsiadką o imieniu Kasia, a to z matką Kasi – a zarazem niedoszłą wymarzoną synową Janiny – czy wreszcie z Austriakiem, właścicielem tajemniczej chaty. Najwięcej emocji wywołuje w niej jednak kontakt z byłą teściową. Choć wypadek osłabił nieco żywotność staruszki, nie przytępił jej ostrego języka. Pierwsze tygodnie wspólnego bytowania Janiny i Ady temperaturą nie odbiegają od tej, jaka panuje za oknem. Ku zaskoczeniu obu, odwilż w ich relacjach przychodzi wraz z wiosną. Renata L. Górska po mistrzowsku opisała przemianę, jaka z biegiem czasu dokonała się w jej bohaterkach. Ich wysiłek nagrodziła wzruszającym pojednaniem, które już na zawsze odmieni życie Ady i Janiny.

Historia kotem się toczy jest więc opowieścią o odbudowywaniu relacji rodzinnych. Jednak to także powieść obyczajowa, demaskująca zwyczaje mieszkańców małych miejscowości. Kasztelowo to miasteczko, w którym wciąż żywa jest tradycja podglądania innych zza firanki. Wścibstwo jest tłumaczone troską o sąsiada, ciekawość – chęcią niesienia pomocy. Codzienne drobne złośliwości wyrządzane kumom puszczane są w niepamięć podczas niedzielnej modlitwy. Renata L. Górska z dużym poczuciem humoru portretuje mieszkańców miasteczka. Uśmiech jednak gaśnie na wieść o tym, że po Kasztelowie grasuje złoczyńca. Od kilku tygodni ktoś oblewa czerwoną farbą nagrobki na przykościelnym cmentarzu. Zniszczeniu uległ także pomnik na dziedzińcu zamku. Na murach masowo pojawiają się wulgarne napisy. W tajemniczych okolicznościach znikają zwierzęta. Niektóre zostają znajdowane martwe. Akty wandalizmu nasilają się, stróże prawa pozostają bezradni, a strach wśród mieszkańców Kasztelowa nabiera na sile po tym, jak akty przemocy zaczynają uderzać też w ludzi. Janina jest przekonana, że ktoś rozlał wodę na schodkach prowadzących do jej domu i tylko dlatego feralnego dnia były one śliskie. W miarę upływu czasu także Ada zaczyna żywić przekonanie, że coś musi być na rzeczy. Rozpoczyna nawet swoje własne śledztwo.

Obok wątku kryminalnego, w książce pojawia się też wątek miłosny. W życiu Ady nieoczekiwanie zaznacza swe miejsce mężczyzna. Opisując historię romansu rozwiedzionej krakowianki, pisarka udowadnia, że nigdy nie jest za późno na miłość. Rzecz w tym, że sposób postępowania bohaterów jest śmieszny, a oni sami nieprzekonywujący. Ich miłość wręcz trąci kliszami. A to sprawia, że wątek miłosny jest najsłabszym punktem książki.

Gdzieś na obrzeżach historii Ady włóczą się kasztelowskie koty. Jeden z nich wita bohaterkę zaraz po jej przyjeździe do domu Janiny. Jest olbrzymi, majestatyczny w ruchach. Piękny maine coon o dwóch imionach odegra niebagatelną rolę w życiu krakowianki. Odciśnie też swoją łapę na fabule. Kot, obok Ady i nieuchwytnego psychopaty, jest jednym z narratorów powieści. A ta napisana jest w wyjątkowym stylu. Doprawiona śląską gwarą, z licznymi zwrotami akcji, trzyma w napięciu do samego końca i tym samym jest czymś więcej niż kolejną propozycją dla znudzonych gospodyń domowych.
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Dziennik Literacki używa plików COOKIE. Korzystając z Dziennika Literackiego wyrażasz zgodę na ich wykorzystywanie.
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o plikach COOKIE.
Akceptuję