„Na północ od Capri”
Okładka książki „Na północ od Capri”
  • Autor: Penelope Green
  • Tytuł: Na północ od Capri
  • Tytuł oryginału: Girl by sea
  • Język oryginału: angielski
  • Przekład: Ewa Horodyska
  • Liczba stron: 308
  • Rok wydania: 2011
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Wymiary: 140 x 205 mm
  • ISBN: 978-83-7648-679-6
  • Wydawca: Prószyński i S-ka, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: Prószyński i S-ka, Wydawnictwo
Recenzja
Data publikacji: 13 czerwca 2011 A- A A+
Ta historia nie tak się miała zakończyć! Koniec, kropka. Bardzo proszę o napisanie jej od nowa! Obrażona, najchętniej odłożyłabym książkę na półkę. Mogę się jednak gniewać, i dąsać, i tupać nogami, lecz innego końca już nie będzie. To dlatego, że życie pisze własne scenariusze. Włoska odyseja Penelope Green właśnie dobiegła końca. Swój raj pisarka odnalazła na Procidzie. Małej wysepce na północ od Capri.

Na Procidę można dopłynąć powolnym „nave”, czyli promem, którym podróżuje się mniej więcej godzinę, albo „alisfaco”, wodolotem. (…) Nazwa wyspy wzięła się podobno z greckiego czasownika „prokeitai”, oznaczającego „wystawać naprzód”. Żółtoszare klify utworzone z twardego wulkanicznego tufu niewątpliwie wychodziły nam na spotkanie. Podobnie jak „carcere”, czyli więzienie, wyrastające majestatycznie ze spiętrzonej nagiej skały. (…) Główny port Procidy – pas odrapanych kolorowych budynków w stanie wesołego, kruszejącego rozpadu – pojawił się w zasięgu wzroku, gdy tylko prom wpłynął w końcu do zatoki. Port jest ogólnie znany jako Marina Grande, lecz nieco dalej staje się czymś o nazwie Marina di Sancio Cattolico; w dialekcie wyspiarzy „Sent’ Co”. (…) Prom obrócił się za jednym potężnym zamachem, a potem trap opadł ze stęknięciem, wpuszczając promyk światła i ukazując panoramę portu. W kilka sekund odsłoniła się przed nami bladoróżowa fasada wielkiego gmachu z łukami ozdobionymi arabeską, od których różowa farba zdążyła już odpaść, złuszczona przez czas i matkę naturę.


Kameralna, idylliczna, jeszcze nieodkryta przez turystów wyspa staje się nowym domem Penny i jej włoskiego fidanzato. Choć tak naprawdę oboje nadal są zaskoczeni, że ich wybór padł akurat na to rajskie miejsce. W głowie dziewczyny wciąż rozbrzmiewają słowa Enza, właściciela miejscowego baru Capriccio: młode pary przyjeżdżają na Procidę, lecz niewiele z nich tu wytrzymuje. Jednak pragnienie przetestowania naszego związku, poznania naszego przeznaczenia było bardzo silne, a perspektywa życia na sielankowej wyspie zbyt kusząca. Pełna obaw, ale i nadziei na szczęśliwą przyszłość Penny, rzuca się w wir procidańskiej codzienności. Skromne mieszkanie w Quartieri Spagnoli, neapolitańskiej dzielnicy hiszpańskiej, zamieniają wraz z Alfonsem na nieco większe mieszkanie w pamiętającym lepsze czasy palazzo. Z pokojem z łukami pod sufitem i z widokiem na cytrynowy gaj i wzburzone morze. I z wyłożonym terakotą tarasem, z którego rozpościera się zapierający dech w piersiach widok na całą Procidę. Penny czuje się jak królowa, stąpając po tym dachu świata. Jej drugie królestwo to kuchnia. Bo mimo tego, że jej akcent zawsze zdradzi, iż nie pochodzi z Włoch, stała się Włoszką przynajmniej pod jednym względem: ma obsesję na punkcie jedzenia.

Włosi większą część godzin na jawie spędzają żyjąc i oddychając swoją „cuciną”, począwszy od „mammy”, która zrywa się o świcie, by przygotować zabójcze „sugo” – sos na bazie pomidorów, występujący w rozlicznych włoskich przepisach – na rodzinny lunch, a skończywszy na rozmowach zasłyszanych na ulicy. Nierzadko zdarza się napotkać dwóch biznesmenów w drodze na umówione spotkanie albo grupkę nastolatków idących do szkoły, którzy rozprawiają z ożywieniem o tym, jak smaczne danie ostatnio zjedli bądź co zjedzą następnym razem, bądź też o nowym składniku, który właśnie odkryli.

Na Procidzie włoska kuchnia ma jeszcze inny smak. Penny buszując wśród garnków nowych przyjaciół, zaczyna odkrywać miejscowe potrawy: faszerowane kalmary, ravioli ze szpinakiem i ricottą czy też placki z endywią, oliwkami i kaparami. Szybko staje się niewolnicą przepysznej cucina procidana. Nieco więcej czasu zbiera jej włączenie się do lokalnej społeczności – wycofanej, raczej zamkniętej i niechętnej obcym.

Penny powoli zapuszcza korzenie na Procidzie, lecz podobnie jak to miało miejsce podczas jej pobytu w Neapolu, także tu pomimo sympatii, jaką darzą ją Procidańczycy, nadal pozostaje dla nich kimś obcym – una straniera. I podobnie jak to było w przypadku drugiego tomu trylogii, ta perspektywa życia w społeczeństwie, ale poza społeczeństwem, daje się zauważyć także w narracji książki. Choć Penny momentami sprawia wrażenie, jakby czuła się jak Włoszka, nadal pozostaje Australijką i z tego punktu widzenia opowiada nam o życiu na miniaturowej wyspie na Morzu Tyrreńskim. Nie marnuje jednak czasu na opisywanie malowniczych widoków i delektowanie się pięknem krajobrazu. Jako rasowa dziennikarka szpera w przewodnikach i relacjonuje czytelnikom przebieg niemal każdego najważniejszego wydarzenia na Procidzie: wielkanocnych misteriów (Processione dei Misteri), vendemmii czy operacji „Wiosna”, podczas której mieszkańcy wyspy w ramach prac społecznych sprzątają ją ze szpecących ją śmieci. Każde wydarzenie to dla niej pretekst do rozmów to ze starszymi, to z młodszymi Procidańczykami o ich problemach, poglądach, marzeniach.

Ostatni tom trylogii – obejmujący rok z życia Penny i Alfonsa – jest utrzymany w formie pamiętnika podzielonego na miesiące. Wzbogacono go o przepisy potraw, które pojawiają się na kartach książki, oraz – po raz pierwszy – o fotografie z prywatnych zbiorów autorki. To spotkanie z Penny jest więc bardziej intymne od tych, które miały miejsce wcześniej. Ciężko mi więc pogodzić się z tym, że to koniec. Bardzo polubiłam tę niepokorną australijską dziennikarkę. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będę miała okazję spotkać ją na kartach jej książek. Dlatego też zamiast się z nią żegnać, zakrzyknę krótko: do zobaczenia, Penny! Ci vediamo!


(zdjęcie: TravelPod)
Komentarze
  • 1
    mary 13 czerwca 2011 | 19:18:03

    o matko, jak tam pięknie.. niesamowita fotka, zaraz sama poszukam sobie w necie czegos wiecej, bo ksiazki jeszcze nie przeczytałam :)) chyba dlatego, że to ostatnia czesc a ja nie lubie zakonczen

  • 2
    nutta 13 czerwca 2011 | 20:44:35

    Zanurzyć się w tych włoskich ciasnych uliczkach - to marzenie.
    Ostatnio rzadko pojawiasz się na blogu. Praca?

  • 3
    Annie 23 czerwca 2011 | 17:31:10

    Mary, prawda? Aż chciałoby się tam zamieszkać :) Będę czekać na Twoje wrażenia z lektury, ciekawa jestem, jak Tobie spodoba się to zakończenie ;)

    Nutto, praca też ;) Jakiś dziwny ten rok, ale mam nadzieję, że jego druga połowa będzie bardziej przyjazna (zwłaszcza jeśli chodzi o znajdowanie czasu na recenzowanie ;)

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję