„Włochy. Podróż na Południe”
Okładka książki „Włochy. Podróż na Południe”
  • Autor: Anna Maria Goławska
  • Tytuł: Włochy. Podróż na Południe
  • Język oryginału: polski
  • Liczba stron: 288
  • Rok wydania: 2010
  • Oprawa: miękka
  • Wymiary: 145 x 205 mm
  • ISBN: 978-83-7386-393-4
  • Wydawca: Nowy Świat, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: Nowy Świat, Wydawnictwo
Recenzja
Data publikacji: 15 lutego 2011 A- A A+
Sami Włosi nazywają je „kopciuszkiem Europy”. Jednak dla milionów turystów nadal pozostaje rajem utraconym, choć coraz rzadziej odwiedzanym. Intrygujące, fascynujące, niebezpieczne. Południe Włoch. To właśnie o nim pisze w swojej najnowszej książce Anna Maria Goławska.

Znani z Toskanii, Umbrii i okolic. Przewodnika subiektywnego podróżnicy wyruszają na Południe, a ich podróż rozpoczyna się niedaleko Florencji, bo to tu swój bieg zaczyna L\'autostrada del Sole, Autostrada Słońca. Za plecami kamienne miasta Umbrii i łagodne wzgórza Toskanii, przed oczami zaś Abruzja, Kampania i Apulia.

Włochy. Podróż na Południe to zbiór refleksji składających się na niechronologiczną relację z wielu wypraw na sam dół włoskiego buta.

Gdzie zaczyna się południe? Może w rzymskim Lacjum, może już na krańcach Umbrii, w górzystej Abruzji, a może dopiero w chaotycznych Kampanii i Apulii? Przewodnik po Włoszech środkowych wydawnictwa Pascal informuje, że „południe Włoch, jak chce tradycja, rozpoczyna się za pierwszą stacją benzynową na południe od Rzymu”. Tradycja odwołująca się do stacji benzynowej nie może być zbyt stara i jako taka niespecjalnie do mnie przemawia. Szukam więc własnych granic, bardziej emocjonalnych niż geograficznych.

I to właśnie o poszukiwaniu tychże granic jest niniejsza książka. Niby podobna do poprzedniej, lecz w rzeczywistości inna. Bo podczas gdy pierwsza książka była subiektywna, ta jest nie tylko subiektywna, ale i niezwykle osobista i intymna.

Geograficzna granica włoskiego Południa jest dość łatwa do wskazania. To plac San Rufo w mieście Rieti, w prowincji Lacjum. Pępek Italii.

Na marmurowej płycie wmurowanej w ścianę kamienicy wyryto kilkanaście napisów: na górze po łacinie duży „Umbilicus Italiae”, poniżej włoskie „Centro d’Italia”, później, mniejszą czcionką, kolejne języki: angielski, niemiecki, francuski, hiszpański, japoński, prawdopodobnie arabski, grecki itd. A na samym dole ktoś, patriota albo dowcipniś, pracowicie dopisał ołówkiem dwa słowa po polsku: Centrum Włoch.

Rieti to jedno z pierwszych miejsc, jakie podczas swoich podróży odwiedzają autorzy książki. Znalezione przypadkiem, ot tak, od niechcenia wskazane na mapie w samochodowym atlasie. Zresztą to jedno z naprawdę wielu miejsc odwiedzonych mimochodem. Goławska przegląda bowiem przewodniki, przypatruje się tablicom mijanym na autostradach i pytając na głos: a co tam jest?, prowokuje do odwiedzania nieznanych jej miejscowości. Dzięki tej nieposkromionej ciekawości pojawia się tam, gdzie zazwyczaj inni turyści nie docierają. Wędruje poza utartymi szlakami, odnajdując naprawdę urokliwe zakątki.

Podróżnicy wędrują więc po sycylijskim Bronte (!) w poszukiwaniu orzeszków pistacjowych, po Syrakuzach śladami opowieści Michała Wiszniewskiego i Jarosława Iwaszkiewicza czy wreszcie po Taorminie, którą upodobali sobie znani literaci (bodaj wspomnieć zaledwie kilku z nich – Goethe, Capote, Dumas, Lawrence, Maupassant, Steinbeck czy wreszcie Nabokov). Zajadają się makaronami, oliwkami i serami – parmezanem, pecorino czy caciottą. I fotografują – miejsca, ludzi i zwierzęta. Na jednym z dołączonych do książki zdjęć można zobaczyć księgarnię urządzoną w zdesakralizowanym kościele, na innym – zatrzymane w czasie Opactwo Świętej Trójcy w Venosa, w Bazylikacie.

Goławska i Lindenberg nie upiększają Włoch. Nie muszą. Oni widzą piękno we fragmentach fresków, w palącym słońcu czy w oślepiającej bieli fasad. Ich opowieść narodziła się z pasji i tą pasją chcą zarazić innych. I zarażają, skutecznie. Fantastyczna, inspirująca książka!
Komentarze
  • 1
    nutta 15 lutego 2011 | 16:14:33

    Książkę o Toskanii i Umbrii czytałam z przyjemnością, więc i o tej będę pamiętać. Południe Włoch i Sycylią zaskakują skalą czasową zabytków.
    Pozdrawiam:)

  • 2
    Annie 15 lutego 2011 | 16:52:14

    Powiem Ci szczerze, Nutto, że te moje 'włoskie' lektury z ostatnich dni trochę ociepliły mi panującą od kilku tygodni zimę. I narobiły niesamowitej ochoty na odwiedzenie Italii. A ta książka jest drugą, po drugim tomie trylogii Penelope Green, która wodzi mnie na pokuszenie i sprawia, że marzę o Neapolu i Sycylii ;)

    Moc pozdrowień! :)

  • 3
    Mary 16 lutego 2011 | 18:19:20

    Pierwszą książkę Goławskiej nabyłam na Targach Książki w zeszłym roku w W-wie i wyobraź sobie że jeszcze jej nie przeczytałam. Ech mam sporo zaległości. A tu jeszcze jakaś nowa i to o regionie południowym, który chyba bardziej mnie ciekawi. Piękne cytaty
    Musze to przeczytać

  • 4
    Annie 22 lutego 2011 | 0:32:36

    Książka zdecydowanie warta lektury :) A szczególnie teraz, kiedy zima znowu wraca. Pomyśl, jak po tym, jak wymarzłaś na przystanku, przyjemnie byłoby Ci powrócić do domu i przenieść się chociaż myślami daleko, daleko na Południe... ;)

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Dziennik Literacki używa plików COOKIE. Korzystając z Dziennika Literackiego wyrażasz zgodę na ich wykorzystywanie.
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o plikach COOKIE.
Akceptuję