- Autor: Gaudé Laurent
- Tytuł: Śmierć króla Tsongora
- Tytuł oryginału: La mort du roi Tsongor
- Język oryginału: francuski
- Liczba stron: 224
- Rok wydania: 2006
- Oprawa: miękka ze skrzydełkami
- Wymiary: 125 x 195 mm
- ISBN: 83-7414-169-7
- Wydawca: W.A.B., Wydawnictwo
- Miejsce wydania: Warszawa
| A- | A | A+ |
Śmierć króla Tsongora, choć jest powieścią wcześniejszą niż Słońce Scortów, została wydana w Polsce dopiero w 2006 roku. Czytelnicy poznali ją więc dopiero po opublikowaniu apulijskiej opowieści. A szkoda, bo choć moje uwielbienie dla Gaudé jest bezkresne i nie powinnam tak różnicować, to Śmierć króla Tsongora uważam za jego najlepszą powieść. Baśniowa, hipnotyzująca, mityczna. Cudowna!
Gaudé konstruuje sylwetki swoich bohaterów w wyjątkowy sposób. Podpiera bowiem każdą z postaci stojącą za nią jej własną przeszłością. Sylwetka każdego z bohaterów powieści jest obudowana mnóstwem malutkich wydarzeń, historii życia danej postaci, które poprzez swoją sugestywność opisu trafniej ją charakteryzują i dużo bardziej przybliżają czytelnikowi, aniżeli litanie wyświechtanych epitetów i emocjonalnych metafor. Postacią perfekcyjnie dopracowaną jest tytułowy Tsongor. Choć poznajemy go u kresu jego życia, Gaudé opowiada nam w detalach jego pasjonujące dzieje.
Tsongor urodził się w rodzinie królewskiej, jednak mając świadomość, iż nie został wyznaczony przez ojca na jego następcę, ruszył w świat pozwalając staremu władcy umrzeć na wysłużonym tronie. (...) Postanowił zbudować królestwo większe niż to, którego mu odmawiano. (...) Chciał przemierzyć nowe ziemie. Zanieść tam miecz. Dokonać podbojów po krańce znanych terytoriów. Odczuwał nienasycony głód. Podobnie więc jak w Słońcu Scortów, i tu pojawia się motyw nienasyconego głodu - niezwykłego apetytu na życie, pragnienia czerpania z tego, co oferuje nam świat, pełnymi garściami, chęci przeżycia własnego życia jego pełnią, kochając je i delektując się każdą chwilą. Tsongor pragnął niczym nieograniczonej władzy i czynił wszystko, aby to marzenie zrealizować. Walczył z wrogimi armiami, ustalał strategie i zadawał kolejne ciosy. Tak spędził dwadzieścia lat swojego życia. Dwadzieścia lat walk i podbojów aż do dnia, w którym dotarł do kraju pełzających ludzi, do ziem ludu mieszkającego na krańcu afrykańskiego świata. Nazywano ich pełzającymi ludźmi, gdyż mimo wysokiego wzrostu budowali lepianki niesięgające grzbietu konia. Nikt nie wiedział, dlaczego nie budują domostw dostosowanych do swojego wzrostu. Życie w tych maleńkich chatkach powodowało, że wszyscy mieli pochyloną sylwetkę. Lud olbrzymów, którzy nigdy nie potrafili się wyprostować. Żądny nowych ziem władca szybko pokonał pełzających ludzi. Jego żołnierze palili wioski, mordowali mężczyzn, gwałcili kobiety. A kiedy Tsongor myślał, że odniósł zwycięstwo i, że ziemie olbrzymów staną się jego pełnoprawną własnością, jeden z pełzających ludzi stanął u wrót obozu i zażądał spotkania z nim. Po czym rzekł:
- Jestem Katabolonga i nie odpowiem na twoje pytania. Mówię, kiedy zechcę. Przyszedłem cię zobaczyć. I powiedzieć w obecności wszystkich twoich ludzi, co musi być powiedziane. Zburzyłeś mój dom. Zabiłeś moje żony. Zdeptałeś mą ziemię końskimi kopytami. Twoi ludzie wdychali moje powietrze i uczynili z mych bliźnich bydło uciekające w popłochu, które z małpami spiera się o pożywienie. Przybyłeś z daleka. By spalić wszystko, co miałem. Jestem Katabolonga i nikt, nie tracąc życia, nie spali tego, co posiadam. Stoję tu. Przed tobą. Stoję tu. Pośród wszystkich twoich ludzi. Chcę ci powiedzieć jedno. Jestem Katabolonga i zabiję cię. Bo zabrałeś mi chatę, zabiłeś moje żony, spaliłeś mój kraj i twoja śmierć należy do mnie.
Tsongor się zgodził. Ofiarował mu swoją śmierć w zamian za towarzystwo Katabolongi. Chciał, żeby spędził z nim nadchodzące lata, zawsze u jego boku. I żeby odebrał mu życie, wtedy, kiedy poczuje, że to odpowiedni czas. W ten sposób Katabolonga stał się przyjacielem władcy, a zarazem jedynym człowiekiem, który mógł go zgładzić. Lata mijały i z czasem Tsongor zapomniał o obietnicy danej przyjacielowi. Ale pełzający człowiek wciąż o niej pamiętał. Aż w końcu nadszedł ten dzień, kiedy Katabolonga poczuł, że musi wypełnić swoje przyrzeczenie. Ale Tsongor niczego nie zauważył. Nawet smutnego oblicza swojego przyjaciela...
To tylko jedna z opowieści jakie na kartach książki snuje Gaudé. Właśnie takimi skarbami obudowany jest główny wątek. Wątek rodem z mitologii greckiej. Tsongor wydaje za mąż swoją jedyną córkę, Samilię. Ma zostać żoną Kuame, króla z kraju soli, syna władczyni amazonek, Mazebu. Całe królestwo świętuje, składa w pałacu kwiaty i podarki, aby oddać cześć pannie młodej. Lecz w dniu wielkiej uroczystości do Maasaby przybywa Sango Kerim, przyjaciel królewny z dzieciństwa. Mężczyzna, z którym łączy ją przysięga wierności i oddania. Któremu obiecała zostać jego żoną. Żaden z młodzieńców nie chce zrezygnować z Samilii i obaj roszczą sobie prawa do jej ręki. Tsongor postanawia umrzeć, gdyż poprzez takie symboliczne zrzeczenie się tronu, wierzy, że zapobiegnie wybuchowi wojny. Jednak jego ofiara okazuje się daremną. Dziewczyna, niczym Helena Trojańska, staje się przyczyną wybuchu długoletniej, krwawej wojny pomiędzy królestwami. A Tsongor stojąc nad afrykańskim Styksem, przypatruje się rozpadowi własnego imperium. I wyczekuje powrotu swego najmłodszego syna. Suba wyruszył w świat, aby wykonać ostatnią wolę swego ojca – ma wybudować siedem grobowców, które odtwarzałyby siedem oblicz Tsongora. Nad wykonaniem testamentu czuwa Katabolonga, który przechowuje jedyną monetę, która włożona do ust Tsongora, pozwoli mu opłacić przewoźnika i odejść w zaświaty.
Choć głównym tematem powieści jest walka, najbardziej urokliwy był dla mnie wątek podróży Suby. Gaudé w cudowny sposób opisuje magiczną afrykańską przyrodę i wspaniałe w swej niezwykłości miasta królestwa. Każde z miejsc, które odwiedza Suba jest silnie związane ze zmarłym władcą. W każdym z nich poznaje też własnego ojca zupełnie na nowo. Tsongor przestaje być dla niego obcy i nieprzystępny, staje się człowiekiem pełnym różnych namiętności, o które Suba nigdy by go nawet nie podejrzewał. Bardzo wzruszające są też momenty, kiedy Tsongor błąkając się po krainie umarłych, obserwuje nowe dusze wstępujące do zaświatów, a wśród nich ukochanych synów, którzy zginęli w tej bezsensownie rozpętanej wojnie. Jego tułaczka i cierpienie z nią związane z jednej strony budzą w nas współczucie, z drugiej zaś, pozwalają odczuć satysfakcję, że tyrana spotkała zasłużona kara, że pokutuje za mordy dokonane za młodu w imię budowy ogromnego, niezwyciężonego królestwa.
Śmierć króla Tsongora to opowieść o władzy i jej nadużyciach, o sile miłości i odpowiedzialności za składane obietnice. Gaudé choć stworzył powieść, której bohaterowie żyją gdzieś w Afryce, tak naprawdę opowiada o emocjach, które nikomu z nas nie są obce. To wielowątkowa, wspaniała, ponadczasowa powieść. Nie da się nie zauważyć odniesień pisarza do tropów literackich z mitologii greckiej i rzymskiej, do Iliady Homera, do Króla Leara Shakespeare’a. Tak naprawdę Śmierć króla Tsongora mogłaby być kolejnym antycznym mitem albo epopeją. Zresztą Le Nouvel Observateur nazwał powieść porywającym współczesnym eposem. I naprawdę trudno się z nim nie zgodzić ;)
Inne recenzje książek Gaudé Laurent:
Słońce Scortów

|
|
|


Duma i uprzedzenie
Jest prawdą powszechnie znaną, że samotnemu a bogatemu mężczyźnie brak do szczęścia tylko żony. To zdanie otwierające Dumę i uprzedzenie znają nie tylko miłośnicy Jane Austen. Powieść, obok Rozważnej i romantycznej, należy...

Lenin, magiczna gęś i Gary Shteyngart (wywiad)
Kiedy kilka miesięcy temu przeczytałam Absurdystan, wpadłam w niekłamany zachwyt. Gary Shteyngart okazał się moim literackim objawieniem. Jest rozkosznie niepoprawny politycznie, a swój dystans do świata okrasza przewrotnym poczuciem humoru...

Miss Marple
Panna Marple tak zwinnie wkradała się w moje życie, że nawet nie zauważyłam jej przybycia. (…) Nie miała nic wspólnego z moją babką. Była stokroć bardziej drobiazgowa i pełna staropanieńskich nawyków. Jeżeli coś je łączyło...

Cabourg Prousta
Bardzo rozsądna wydaje mi się wiara celtycka, że dusze tych, których straciliśmy, uwięzione są w jakiejś niższej istocie, w zwierzęciu, roślinie, rzeczy nieożywionej...

Szczęśliwej drogi już czas...
Kochani, znikam. Znikam na nieco ponad dwa tygodnie. Czas urlopów to w końcu czas wojaży :) Przede mną długa droga, a, jeśli wszystko się powiedzie, przed Wami mnóstwo podróży literackich...




