- Autor: Gelinek Joseph
- Tytuł: Dziesiąta Symfonia
- Tytuł oryginału: La Décima Sinfonía
- Język oryginału: hiszpański
- Przekład: Ewa Zaleska
- Liczba stron: 360
- Rok wydania: 2009
- Oprawa: twarda w obwolucie
- Wymiary: 130 x 200 mm
- ISBN: 978-83-7495-630-7
- Wydawca: Muza S.A., Warszawskie Wydawnictwo Literackie
- Miejsce wydania: Warszawa
| A- | A | A+ |
Ta recenzja będzie inna, będzie to bowiem recenzja z tezą. Recenzja z tezą dość ryzykowną, gdyż zakładającą przewrotność autora i w przypadku mojej pomyłki, recenzją całkowicie błędną. A jednak nie mogę nie zaryzykować i jej nie napisać, gdyż przez cały czas lektury powieści towarzyszyło mi przeświadczenie, iż tak jak pisarz jest hochsztaplerem, tak hochsztaplerska jest również sama książka.
Daniel Paniagua, trzydziestopięcioletni hiszpański muzykolog, miłośnik Beethovena, otrzymuje od swojego szefa zaproszenie na prywatny koncert, który ma się odbyć w wilii madryckiego milionera. Ku zaskoczeniu naukowca, Ronald Thomas, wybitny dyrygent, który ma poprowadzić koncert, wykonuje nań rzekomo zrekonstruowaną z luźnych zapisków, pierwszą część legendarnej X Symfonii Beethovena. Jednak młody muzykolog jest prawie pewny, że zaprezentowany utwór to autentyczna partytura wielkiego kompozytora. Jednak czy rzeczywiście mogła ona trafić w ręce Thomasa? Przecież nie ma pewności, że ona w ogóle kiedykolwiek istniała! Pełen wątpliwości, Daniel opuszcza posiadłość bogacza. Nazajutrz dowiaduje się, że nowozelandzki dyrygent został w nocy bestialsko zamordowany. Został zdekapitowany. Śledczy odnajdują na ściętej głowie wytatuowany zapis tajemniczej sekwencji muzycznej. Co kryją niepozorne nuty? Czy to właśnie dla nich morderca zdecydował się zabić?
Muzyczny Święty Graal, zakazana miłość, masoni i iluminaci. A do tego świat genialnych muzyków, fanatycznych milionerów i skorumpowanych śledczych. Współczesność pomieszana z powrotami do przeszłości. Joseph Gelinek niemal podręcznikowo odtworzył w swojej powieści wszystkie elementy, które potencjalnie składają się na bestsellerową książkę. Czytana wprost, zdaje się śmieszna – niewiarygodna fabuła, przewidywalne gagi, zbyt liczne zbiegi okoliczności, naiwne dialogi, schematyczni bohaterowie. Czytana nie wprost – zachwyca. Dawno nie czytałam tak dobrej parodii. Bo tego, że to satyra na gatunek powieści wykreowany przez Dana Browna będę się trzymać – swoista prostota tej książki i niemal kurczowe trzymanie się przez autora najpopularniejszych schematów nie pozwalają mi sądzić inaczej.
Joseph Gelinek to postać tajemnicza. Debiutant czy znany pisarz? Literat czy muzyk? Pasjonat czy muzykolog? Jedyne, co wiemy na pewno, to to, że to Hiszpan. Swoboda z jaką autor porusza się w obrębie zagadnień muzycznych, pozwala sądzić, iż jego wiedza nie jest wiedzą wyuczoną, opierającą się na opracowaniach ekspertów, lecz wynikającą z prawdziwej pasji i szczerego zainteresowania muzyką. Gelinek przystępnie opowiada o partyturach, o nutach, o kompozytorach, a także… o strasznych klątwach. Jak się bowiem okazuje, muzyka poważna bywa zabójcza…
Odpowiadając na pytania dziennikarzy z okazji 75-tych urodzin, Krzysztof Penderecki poinformował, że w ciągu najbliższych 20 lat będzie komponował zamówione opery i symfonie. Ale dziesiątej symfonii nie napisze – dodał pół żartem, pół serio. Dlaczego? Bo nad symfonią numer dziesięć ciąży jakieś fatum. Taki mit stworzyła wyobraźnia romantyzmu.
Beethoven skomponował 9 symfonii i ani jednej więcej. Dvorak też. Schubert umarł w trakcie komponowania dziesiątej symfonii, choć ósmą pozostawił kilka lat wcześniej niedokończoną, nie wiadomo dlaczego – tajemnicę zabrał do grobu. Mahler także umarł w trakcie komponowania swojej dziesiątej symfonii. Bruckner ponumerował swoje symfonie od pierwszej do dziewiątej, ale tę, która mu się nie podobała, skomponowana wcześniej, opatrzył numerem „0”. A więc w rzeczywistości napisał dziesiątej symfonii, ale umarł i nie zdążył skomponować finału dziewiątej, a faktycznie dziesiątej symfonii. Jean Sibelius przestał pisać muzykę, gdy miał przed sobą trzydzieści lat życia. Skazał się na milczenie, bo nie chciał poddać się terrorowi radykalnej awangardy, której przewodził Igor Strawiński. Fiński kompozytor nie chciał się przyznać, że coś jednak tworzył do szuflady. W odruchu rozpaczy, dość pijany, spalił ósma symfonię, którą uważał za najpiękniejsze dzieło życia. Może lękał się pokusy stworzenia dziewiątej symfonii, którą – jak mówi przesąd – stanowiła granicę życia, bo dziesiąta straszyła już widmem śmierci.
Janusz Ekiert, przybliżając w tym załączonym do powieści tekście historię przekleństwa dziesiątej symfonii, otwiera przed czytelnikiem zupełnie nowy wymiar muzycznego świata. Gelinek podkręca jeszcze mocniej zainteresowanie czytelnika, przybliżając mu nieznane i dość pikantne fakty z biografii Ludwiga van Beethovena. Wybuchowy charakter, chorobliwy perfekcjonizm, nieokiełznana namiętność… O takich rzeczach nie słyszy się na lekcjach muzyki ;) Joseph Gelinek przedstawia na kartach Dziesiątej Symfonii epizody z biografii mistrza, nie tylko przy użyciu rzetelnych dzieł z zakresu muzykologii, ale również kultury popularnej (liczne nawiązania do Wiecznej miłości czy Kopii Mistrza). Tak sugestywnie i tak intrygująco, że naprawdę zachęca do dogłębnego zapoznania się biografią genialnego kompozytora.
Dziesiąta symfonia to zgrabnie napisany, niezwykle wciągający thriller, w którym ironia miesza się z powagą, a zabawa z intelektualną przygodą. Myślę, że to świetna powieść na lato. Nie zelektryzuje miłośników teorii spiskowych tak, jak Kod Leonardo da Vinci, ale bez wątpienia sprawi im wiele przyjemności.

|
|
|

-
1
Inblanco 2009-4-20 11:42:46 Podoba mi się ta koncepcja odczytania książki jako satyry na danbrownowskie powieści, których w ostatnich latach namnożyło się nam, że hej. Taki np. temat templariuszy to chyba wyeksploatowano do cna, nie uważasz? A przecież dobra książka o templariuszach, nie jest zła.
Gelinek, którego uparcie przemianowuję na Jelinek (cały czas mi się to zdarza w przypadku tego pisarza!) coraz bardziej mnie przyciąga. Taka książka do czytania na ławce w parku? Czyli tytuł na czasie :) -
2
Annie 2009-4-21 15:12:54 Inblanco, całkowicie podzielam Twoje zdanie. Mam wrażenie, że w tego typu powieściach napisano już o wszystkim i naprawdę trzeba by poruszyć niebo i ziemię, żeby znaleźć nową teorię spiskową czy inny kontrowersyjny temat. Natomiast muszę równocześnie przyznać, że brakuje mi popularnonaukowych, ale dobrze udokumentowanych, wiarygodnych publikacji, które rozwiewałyby te mity, ustosunkowując się do opisywanych w bestsellerach zdarzeń. Pozostaje więc tylko oglądanie programów na Discovery (choć naprawdę miałabym ochotę wziąć w ręce taką publikację ;)
Co zaś się tyczy Gelinka, to ja mam podobnie. A jakby tego było mało, word co pięć minut w ramach autokorekty przemianowywał mi go na Glinek, aż w pewnym momencie zgłupiałam, nie wiedząc jak poprawnie być powinno ;) Mam nadzieję, że mam rację z odczytaniem powieści jako satyry. W przeciwnym razie, autor zaserwowałby nam wciągającą, ale i ogłupiającą swoją pustotą papkę ;)
Moc pozdrowień! :)

Kot, którego tam nie było
Szkocja. Hebrydy, Grampiany, Góry Kaledońskie, jeziora i torfowiska, zamki i zagrody, zatoki i doliny, potoki i wzgórza, bagna, góry, wąwozy i… Jim Qwilleran. Ten Jim Qwillweran, którego matka pochodziła z Mackintoshów. Tych Mackintoshów...

Chciałbym spotkać Hitlera – wywiad z Philipem Kerrem
Po sukcesie Komisarza Maciejewskiego Marcina Wrońskiego, wydawnictwo Red Horse przedstawiło czytelnikom nowy cykl znakomitych czarnych kryminałów. Ich autorem jest Philip Kerr...

Ekranizacja "Invictusa" Johna Carlina
O książce napisałam dość obszernie, dlatego też pokuszę się jedynie o napisanie paru słów o filmie, który powstał w oparciu o reportaż Johna Carlina. Invictus znaczy niezwyciężony, i podczas gdy można tak powiedzieć i o Nelsonie Mandeli...

Śladami "Wypadku na ulicy Starowiślnej"
- Słucham panią? - wyblakły, zmęczony mężczyzna (…) podniósł wzrok znad papierów i spojrzał na mnie z lekkim zniecierpliwieniem.
(…) - Zbieram materiały dotyczące mojego pradziadka...

Krakowskie święto literatury iberoamerykańskiej (relacja)
Wczoraj, 10 października, w krakowskim Teatrze Zależnym odbyło się niezwykłe spotkanie w ramach Festiwalu 4 Pory Książki. Gośćmi wieczoru zamykającego Porę Prozy byli bowiem znakomici prozaicy iberoamerykańscy: Leonardo Padura...




