„Czekając na Roberta Capę”
Okładka książki „Czekając na Roberta Capę”
  • Autor: Susana Fortes
  • Tytuł: Czekając na Roberta Capę
  • Tytuł oryginału: Esperando a Robert Capa
  • Język oryginału: hiszpański
  • Przekład: Weronika Ignas-Madej
  • Liczba stron: 256
  • Rok wydania: 2010
  • Oprawa: miękka
  • Wymiary: 130 x 205 mm
  • ISBN: 978-83-7495-863-9
  • Wydawca: Muza S.A., Warszawskie Wydawnictwo Literackie
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: Muza S.A., Warszawskie Wydawnictwo Literackie
Recenzja
Data publikacji: 17 sierpnia 2012 A- A A+
Zaintrygowało ją jedno niepozorne zdjęcie, które opublikowano w „The New York Times”. Widać na nim drobną postać, która smacznie śpi na wąskim łóżku. Można by ją wziąć za dziecko, gdyby nie wąskie, wydepilowane brwi. Leży na boku, z ręką pod piersią, z rozsypanymi na poduszce krótkimi włosami, zgiętą nogą, z podsuniętą nogawką, tak jakby przed zaśnięciem długo się wierciła. Susana Fortes bez trudu przywołuje wspomnienie po Gerdzie Taro. Bo gdyby nie ta fotografia, nigdy nie powstałaby jej najnowsza książka, która, jak podkreśla sama pisarka, jest jedną z najważniejszych w jej dorobku.



Zdjęcie ujrzało światło dzienne w 2008 roku i było zaledwie jednym z kilku tysięcy, o których myślano, że uległy zniszczeniu. Sam Capa aż do śmierci sądził, że nie przetrwały one wojny. Fotograf zostawił je w swoim paryskim studiu, kiedy w 1939 roku zdecydował się opuścić Europę. 126 rolek filmów z 4,5 tysiącami naświetlonych klatek zawierało głównie fotografie Roberta Capy, Gerdy Taro i ich przyjaciela, Davida „Chima” Seymoura, z czasów hiszpańskiej wojny domowej. Pierwsze doniesienia o tym, że zdjęcia ocalały z wojennej zawieruchy, pojawiły się w 1995 roku. Jednak dopiero w 2007 roku tak zwana „meksykańska walizka” trafiła do International Center of Photography w Nowym Jorku – instytucji założonej przez Cornella Capę, brata Roberta. Meksykańska, bo to właśnie w Meksyku odnaleziono trzy kartonowe pudła z tą niezwykłą zawartością. Przywiózł je tu w 1945 roku meksykański ambasador przy rządzie Vichy, generał Francisco Javier Aguilar González, który wszedł w ich posiadanie w nieznanych dzisiaj okolicznościach.

Robert Capa, a właściwie André Friedmann, to człowiek-legenda. Jeden z najważniejszych fotografów XX wieku, twórca zdjęć z pięciu wojen – hiszpańskiej wojny domowej, wojny chińsko-japońskiej, II wojny światowej, I wojny izraelsko-arabskiej i I wojny indochińskiej, autor słów: Jeśli twoje zdjęcie nie jest wystarczająco dobre, to znaczy, że nie podszedłeś wystarczająco blisko. Swoją przygodę z fotografią rozpoczynał w Paryżu pod skrzydłami węgierskiego fotografa André Kertésza.



Friedmann poznał go w 1934 roku, w niespełna rok po tym, jak sprowadził się do stolicy Francji. Wcześniej mieszkał w Berlinie, jednak musiał go opuścić po tym, jak Hitler doszedł do władzy – Friedmann był Żydem i komunizującym działaczem politycznym. Nad Sekwaną szybko związał się ze środowiskiem paryskich fotografów. To tu poznał pracujących dla agencji fotograficznej Alliance Photo Henriego Cartier-Bressona i Davida Seymoura. W 1934 roku na jego drodze stanęła Gerta Pohorylle, z którą z biegiem czasu połączył go ognisty romans.



Pohorylle stała się jego kochanką, jego agentką, a także jego uczennicą. To pod jego kierunkiem młoda Niemka zdobywała pierwsze szlify. Prędko okazało się, że ma dobre oko, a jej każde kolejne zdjęcie było coraz lepsze. Jednak swój pierwszy sukces odniosła nie jako fotograf, a jako impresario. Żeby zwiększyć sprzedaż zdjęć Friedmanna, powołała do życia Roberta Capę. I stworzyła wokół niego legendę. Rzekomy amerykański fotograf wzbudził ogromne zainteresowanie wśród francuskich wydawców. Zaczęto domagać się od niego coraz to nowych zdjęć, posypały się zlecenia. André był w siódmym niebie, jednak Gertę szybko zaczęło uwierać to, że choć oboje publikowali swoje zdjęcia pod nazwiskiem Capy, to na Węgra spadał cały splendor. Postanowiła więc zrobić coś dla siebie. I zrobiła. Wymyśliła Gerdę Taro.



Ten przełomowy moment z życia Capy i Taro to dla Susany Fortes zaledwie punkt wyjścia. Pisarka skrupulatnie odtwarza burzliwe dzieje tych dwojga ludzi, których dziś śmiało można nazwać prekursorami sztuki fotoreportażu. To dzięki nim zdjęcia stały się czymś więcej niż tylko rodzinną pamiątką. I Capa, i Taro odczuwali nieprzemijającą potrzebę dokumentowania życia. Capa pracował na szybkostrzelnej leice, z łatwym do ustawienia zoomem. Jego kadry były zazwyczaj bardziej zamknięte niż jej ujęcia, ale zawierały prawie zawsze jakieś inne elementy, które ożywiały otoczenie. Gerda pracowała na rolleifleksie, wolniejszym w obsłudze, umieszczając go na wysokości klatki piersiowej. Ustawienie kadru zajmowało trochę czasu. (…) Intuicja pomagała jej wybrać niepowtarzalne ujęcia.

Te najważniejsze powstały podczas hiszpańskiej wojny domowej, w której oboje wzięli udział. 23 września 1936 roku na łamach „Vu” Capa opublikował Śmierć republikańskiego żołnierza; zdjęcie po dziś dzień uznawane za jedną z najlepszych fotografii wojennych wszech czasów. Fotograf po latach, odnosząc się między innymi do tej publikacji, wspominał, że w Hiszpanii zostawił część siebie. Taro poległa na froncie. 25 lipca 1937 roku została ciężko ranna w czasie fotografowania bitwy pod Brunete. Zmarła następnego dnia.

Susana Fortes już na wstępie wyzbywa czytelników złudzeń, co do finału opowiadanej przez siebie historii. Happy endu nie będzie, bo nie takie zakończenie napisało życie. Wybiega myślami naprzód, wraca do przeszłości… Opowieść toczy się własnym, charakterystycznym rytmem. Czekając na Roberta Capę (2009) to zbeletryzowana biografia dwojga fotoreporterów, których zdjęcia przeszły do legendy. To opowieść o trudach pracy reporterskiej i koszmarze wojny. To także historia niełatwej miłości, jaka zrodziła się pomiędzy dwojgiem indywidualistów. Miłości szalonej, namiętnej, burzliwej. Ale też właściwej dla środowiska, w którym obracali się oboje.

Picasso z oczyma jak byk przed szarżą i sugestywna Dora Maar w niekończącym się miodowym miesiącu; Man Ray, drobny, enigmatyczny tytan pracy wraz z Lee Miller, postawną blondynką, najpiękniejszą Amerykanką w Paryżu, która niestałością uczuć złamała mu serce; Matisse z żoną, poważną damą o pociągłej końskiej twarzy; Buñuel z głową jakby wyciosaną z aragońskiego krzemienia, słuchający jazzu w Mac-Mahon wraz z Jean Rucar, z którą się ożeni, wcześniej zmusiwszy ją, by wrzuciła w nurt Sekwany noszony na szyi złoty krzyżyk; Hemingway i Martha Gellhorn, zawsze o krok od samounicestwienia, w ciągłej rywalizacji, gotowi walczyć między sobą albo we dwójkę przeciw całemu światu w ich bardzo dziwnej, osobistej wojnie wojen. Trudne związki, jakże różne od tradycyjnych małżeństw, w których kobiety o szerokich biodrach wciąż pozostawały uwięzione w drucianych klatkach gorsetów i cierpliwie prasowały koszule swoich mężów. Na lewym brzegu Sekwany rodził się nowy model miłości: pełnej sporów i niebezpiecznej jak chodzenie boso po dżungli. Gerta i André odnajdywali się w tym klimacie.

Świetnie skrojone sylwetki postaci i sugestywnie odmalowane tło obyczajowo-społeczne to największe atuty powieści Hiszpanki. Od opowiadanej przez nią historii nie sposób się oderwać. Pisząc tę książkę, Fortes chciała oddać hołd Taro i Capie. Uważała, że Hiszpania jest im obojgu coś winna. Zrewanżowała im się, jak mogła najlepiej. Napisała bardzo dobrą powieść. Zaciągnięty przed laty dług został spłacony.
Komentarze
  • 1
    17 sierpnia 2012 | 10:58:25

    Z fotograficznych biografii polecam "Diane Arbus. Biografia" P. Bosworth. Też bez happy end'u.

  • 2
    Annie 19 sierpnia 2012 | 9:19:17

    O, serdeczne dzięki za ten trop :)

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję