„Toulouse-Lautrec. Biografia”
Okładka książki „Toulouse-Lautrec. Biografia”
  • Autor: Julia Frey
  • Tytuł: Toulouse-Lautrec. Biografia
  • Tytuł oryginału: Toulouse-Lautrec. A Life
  • Język oryginału: angielski
  • Liczba stron: 632
  • Rok wydania: 2004
  • Oprawa: twarda w obwolucie
  • Wymiary: 160 x 240 mm
  • ISBN: 83-89291-97-5
  • Seria: Fortuna i Fatum
  • Wydawca: W.A.B., Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: W.A.B., Wydawnictwo
Recenzja
Data publikacji: 19 czerwca 2008 A- A A+
Każda brzydota ma jakąś piękną stronę; fascynujące jest odkrywanie piękna tam, gdzie nikt go nie dostrzega. – Właśnie to zdanie pewien malarz zwykł powtarzać swoim przyjaciołom, kiedy pytali go o istotę jego twórczości. Przez całe życie szukał inspiracji wszędzie tam, gdzie jemu współcześni obawiali się spoglądać – na ulicy, wśród biedoty, w burdelach. Jego malarstwo uważano za niegodne najmniejszej uwagi – brudne, obelżywe, uwłaczające nie tylko jego twórcy, ale wszystkim tym, którzy z nim obcowali. Odrzucono nie tylko jego prace, także jego samego. Czas pokazał, że niesłusznie. Oto historia małego wielkiego człowieka. Oto Henri Marie Raymond Montfa, wicehrabia de Toulouse-Lautrec.

Sięgając po tę biografię bardzo bałam się, że pozbawi mnie ona wszystkich wyobrażeń jakie stworzyłam sobie na temat Lautreca po lekturze Moulin Rouge Pierre’a La Mure. Zdawałam sobie sprawę, że nieustanne konfrontowanie obu tych tekstów będzie nieuchronne. Równocześnie, żądna poznania prawdy na temat życia tego frapującego mnie malarza, zdecydowałam się na odarcie jego postaci z magii, jaką pół wieku temu opatulił go La Mure i zmierzenia fikcji literackiej z faktami. Książka Julii Frey okazała się dla mnie bezcenna pod tym względem. Pisarka jest absolwentką Yale University, akademikiem wykładającym literaturę francuską na University of Colorado i specjalizującym się w literaturze i kulturze dziewiętnastowiecznej Francji. W 1994 roku odnalazła w Harry Ransom Humanities Research Center w University od Texas w Austin ponad tysiąc nigdy dotąd niepublikowanych listów rodziny Toulouse-Lautrec. Materiały te, listy i dokumenty, wyprzedali w latach 50. XX wieku sami Toulouse-Lautrecowie. Stanowią one cudowne źródło informacji nie tylko na temat samego malarza i jego twórczości, ale również jego rodziny, przyjaciół i epoki, w jakiej przyszło mu żyć. Frey uporządkowała, zaktualizowała i skorygowała dawne biografie Lautreca. Jednak nie stworzyła nudnego, naukowego elaboratu, a szalenie interesujący tekst, niezwykle barwny i wciągający.

Henri urodził się 24 listopada w Albi, mieście położonym pięćdziesiąt mil ma północny-wschód od Tuluzy, w rezydencji Hôtel du Bosc. Jego matka, Adèle, miała wówczas 23 lata i gdyby urodziła go dzień wcześniej, zrobiłaby sobie tym samym prezent na swoje kolejne urodziny. Jej mężem był jej cioteczny brat, Alphonse, hrabia de Toulouse-Lautrec. Małżeństwa pomiędzy tak bliskimi krewnymi w sposób oczywisty niosły ogromne ryzyko, jednak równocześnie z punktu widzenia potężnych rodów miało wiele zalet: nie tylko dawało pewność, że w żyłach obojga małżonków płynie równie szlachetna krew, ale także umożliwiały zachowanie całego dziedzictwa w rodzinie, nie trzeba było dzielić majątku.

Majątek był dla arystokracji ogromnie ważny, na tyle, by ujmowano go w nazwisku rodowym. Bardzo ciekawa jest w tym świetle geneza imienia i nazwiska nowonarodzonego niemowlęcia, a przyszłego malarza. Następnego popołudnia ojciec triumfalnie zaniósł niemowlę do ratusza, by udowodnić, że jego syn urodził się żywy, i by oficjalnie nadać mu imiona: Henri Marie Raymond de Toulouse-Lautrec-Montfa. Tak właśnie powinien nazywać się najstarszy syn najstarszego syna: Raymond na cześć ojca Alphonse’a, Marie na cześć Matki Boskiej i Henri na cześć Henryka V, hrabiego de Chambord, prawowitego (choć przebywającego na wygnaniu) pretendenta do tronu francuskiego. (…) Toulouse, Lautrec, Montfa – wszystko to są nazwy miejscowości. Fakt, że Henry’emu nadano takie nazwiska, świadczył o świetności jego rodowodu. Jego przodkowie byli panami trzech terytoriów: wielkiego miasta Tuluzy, małej miejscowości Lautrec, leżącej około dwudziestu mil od Albi, i „commune” (parafii) Montfa, z „château” wznoszącym się trzy lub cztery mile na wschód od Lautrec.

Toulouse-Lautrecowie byli monarchistami, wierzyli w restaurację Burbonów. Zresztą pysznili się tym, że w ich żyłach również płynie błękitna krew – jedną z żon dalekiego przodka Henry’ego, Rajmunda, była Joanna, córka króla Henryka II i siostra Ryszarda Lwie Serce. Arystokratyczne pochodzenie stanowić będzie niezwykle istotny element w życiu Lautreca, a zasada noblesse oblige będzie permanentnie cechować jego zachowanie, bez względu na miejsce, w którym będzie on przebywać. Kurtuazyjny, szczodry, o nienagannych manierach. Prawdziwy Monsieur.

La Mure w Moulin Rouge po macoszemu potraktował dzieciństwo Lautreca skupiając się jedynie na okresie jego młodości i dorosłości. Frey wypełnia tę lukę opowiadając o najwcześniejszych latach życia malarza. Opowiada o koczowniczym życiu jakie zwykli prowadzić Toulouse-Lautrecowie, o trudach życia podczas wojny prusko-francuskiej, o głodzie, o Komunie Paryskiej i szoku Lautreców na myśl, że rojaliści zostali ostatecznie pokonani. Ale przede wszystkim, snuje opowieść o Petit Bonhomme, malcu – o wątłym zdrowiu i ciągłych chorobach Henry’ego, o śmierci jego brata i o separacji rodziców, którzy dotknięci chorowitym potomstwem, całkowicie już odsunęli się od siebie. Henry wychowywał się właściwie bez ojca, widywał go niezwykle rzadko. Adèle nie wspominała mężowi, że Henry, który od blisko roku nie widział ojca, zaczął przywiązywać się do każdego mężczyzny w swoim otoczeniu, będącego dlań autorytetem – dotyczyło to między innymi jego nauczyciela pływania i kapitana statku. Płakał, kiedy musiał się z nimi rozstać. Posiadanie zdrowego syna, przedłużenie rodu, było dla Alpha sprawą honorową. Odsuwał się od dziecka, gdyż nie spełniało jego oczekiwań. Odsuwał się od żony, gdyż dwukrotnie wydała na świat ułomne potomstwo. Miał powody podejrzewać, że żeniąc się z cioteczną siostrą, naraził swe potomstwo na upośledzenie. W rodzinie mówiono, że w obawie przed stworzeniem „une cour des miracles” (gabinetu osobliwości) wolał „zachowywać wstrzemięźliwość”.

Trudne dzieciństwo odcisnęło ogromne piętno na Lautrecu, a wydarzenia, które miały miejsce w pierwszych latach jego życia oraz relacje z rodzicami, tłumaczą w niezwykły sposób i późniejsze zachowania malarza, i, dość często, tematy jego obrazów. Zdając sobie sprawę ze swojej ułomności, w szydzeniu z samego siebie upatrywał obronę przed wyśmianiem i odrzuceniem ze strony społeczeństwa. Rysował własne karykatury, przydawał sobie przykre przydomki, jak choćby Monsieur Cliche-Pied (pan Kuternoga), i permanentne wyolbrzymiał swoją brzydotę – pomniejszając swój wzrost i oszpecając twarz. Mówił: Zawsze będę tylko koniem czystej krwi zaprzęgniętym do wózka śmieciarza.

Jednak brak urody nadrabiał bogatym wnętrzem. Wrażliwy i uczuciowy, czuły i serdeczny, piekielnie inteligentny, błyskotliwy i cyniczny. Właśnie takiego zapamiętali go przyjaciele, taki jawi się z listów, które pisał i z anegdot, które na jego temat się zachowały. Według jednej z nich, podczas pobytu w Brukseli zdarzyło się, że Henry’ego, siedzącego z paryskim kolegą, Paulem Leclerkiem w La Taverne du Globe, zaczepił jakiś mężczyzna, bardzo niegrzecznie pytając, gdzie jest męska toaleta. Henry odpowiedział: „Proszę zejść na dół. Zobaczy pan drzwi z napisem: \"Gentleman\". Pomimo to, proszę tam wejść”. Szalenie podoba mi się poczucie humoru ludzi tych czasów, gdyż tego typu anegdoty dotyczą nie tylko Henry’ego, ale także wielu z jego przyjaciół. Do moich ulubionych należy jedna opowiadająca o wyczynie Alfreda Jarry’ego, francuskiego dramaturga, twórcy m.in. Ubu króla: Jarry opuścił bankiet, który odbywał się na piętrze restauracji, i na parterze zatrzymał się przy stoliku jakiejś damy jedzącej kolację z przyjaciółmi. Kiedy nie odpowiadała na jego pijackie zaczepki, wyciągnął z kieszeni pistolet i strzelił w lustro, które rozpadło się na kawałki. „Alors, Madame” – powiedział z głębokim ukłonem – „ skruszyłem lody, możemy teraz porozmawiać”.

Bankiety, uroczyste kolacje, bale stanowiły nieodłączny element życia Lautreca. Jednak dużo częściej i dużo chętniej niż na salonach, malarz spędzał wieczory w montmartrowskich tancbudach i kawiarniach. Fascynował go ekspresyjny kankan, tancerki, infernalna atmosfera miejsc, które postrzegano za zakazane. W Le Chat Noir i Le Mirliton wisiały prace Lautreca. Dla Le Moulin Rouge stworzył plakat, który zatrząsł posadami moralności Francuzów końca XIX wieku. W Le Moulin de la Galette i L’Ělysèe-Montmartre poznał kobiety, które stały się dla niego inspiracją – La Goulue, Yvette Guilbert czy Jane Avril. Co ciekawe, Agostina Segattori, która w powieści La Mure’a odgrywa w życiu Henri’ego istotną rolę, w rzeczywistości odegrała rolę raczej marginalną. La Mure również użył swojej wyobraźni, kiedy opisywał miłosne życie Lautreca. Okazuje się, że kobiety, które rzekomo kochał, właściwie w ogóle nie istniały. Nie zachowały się żadne ślady dotyczące Marii Charlet czy Myriam.

Julia Frey bohaterem swojej monumentalnej pracy czyni nie tylko Henry’iego, ale także jego sztukę. Analizuje jego dzieła, opowiada o okolicznościach ich powstania, klasyfikuje je do różnych gatunków i przytacza opinie różnych krytyków na ich temat. Książka zawiera kolorowe reprodukcje wielu obrazów oraz mnóstwo czarnobiałych zdjęć plakatów, grafik, szkiców. Pełna też jest pamiątek rodzinnych – zdjęć Lautreca i jego najbliższych. Staje się tym samym cudownym kompendium wiedzy o malarzu. Skarbem, który doceni każdy miłośnik jego sztuki. Nie mogę jednak w tym miejscu nie dodać, że ta książka tak naprawdę sprawi przyjemność wszystkim, którzy po nią sięgną. Henri Toulouse-Lautrec wiódł niezwykłe życie, przyjaźnił się z wybitnymi ludźmi i, parafrazując Pratchetta, żył w ciekawych czasach. I na pewno nie zdawał sobie sprawy, że sto lat później będzie żyła dziewczyna, która mu tego wszystkiego piekielnie będzie zazdrościć ;)
Komentarze
  • 1
    bbmonik 4 stycznia 2011 | 10:27:16

    Witam!Mam pytanie:Czy Henri Lautrec był żonaty?

  • 2
    Annie 5 lutego 2011 | 23:28:11

    Witaj! Nie, Henri nigdy nie był żonaty. Nie był nawet zaręczony z żadną kobietą, chociaż w jego życiu znalazło się kilka, które kochał aż do szaleństwa ;)

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję