„Pod skórą”
Okładka książki „Pod skórą”
  • Autor: Michel Faber
  • Tytuł: Pod skórą
  • Tytuł oryginału: Under the Skin
  • Język oryginału: angielski
  • Liczba stron: 324
  • Rok wydania: 2005
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Wymiary: 125 x 195 mm
  • ISBN: 83-7414-125-5
  • Seria: Don Kichot i Sancho Pansa
  • Wydawca: W.A.B., Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: W.A.B., Wydawnictwo
Recenzja
Data publikacji: 19 czerwca 2008 A- A A+
Do tej powieści Fabera podchodziłam niczym pies do jeża. Czytałam ją przez długi okres czasu i z ogromnymi oporami. Szargały mną przeróżne emocje, gdyż książka, jak mało która, wzbudziła we mnie szereg skrajnych uczuć. Decydując się na jej zrecenzowanie, skazałam siebie ponownie na tę burzę emocji. Ale chyba słusznie. Naprawdę rzadko spotyka się tak dziwną powieść.

Pod skórą jest dramatycznie różne od Szkarłatnego... i zaczynając jego lekturę, należy mieć tego świadomość. To powieść wybitnie nietypowa. Chociaż zaczyna się jak klasyczny dreszczowiec, Faber już od pierwszych linijek igra z czytelnikami i zupełnie ich dezorientuje. Powtarzając za The Times: tu nic nie jest tym, czym się wydaje. I człowiek głupieje, bo nijak nie jest w stanie zaklasyfikować tej powieści; bo z niczym podobnym nigdy wcześniej się nie spotkał; bo oczekiwał czegoś zupełnie odmiennego. A tu… niespodzianka. Pisarz konsekwentnie buduje napięcie i wyprowadza nas z atmosfery grozy w całkowitą fantastykę. Osadza powieść na krawędzi wielu gatunków, miesza charakterystyczne dlań motywy, a w konsekwencji serwuje ekstraordynaryjne danie – ni to thriller, ni to kryminał, ni to science-fiction. Jednocześnie wciągające i odpychające. Przedziwne.

Bohaterką powieści jest Isserley – młoda dziewczyna, która samotnie przemierza swoją czerwoną toyotą corollą szkocką trasę A9. Chętnie podwozi niemal każdego napotykanego na drodze autostopowicza. Niemal, gdyż Isserley jest wybredna. Szuka młodych, przystojnych mężczyzn. Czy szuka miłości? Nie, za to napotkanych młodzieńców zabiera w ich najprawdopodobniej ostatnią już podróż…

Podobnie jak w przypadku Szkarłatnego…, i tu pojawia się fenomenalna narracja – niby trzecioosobowa, a jakby pierwszosobowa. Przejścia pomiędzy obiektywnym narratorem a Isserley są tak płynne i tak dyskretne, że po pewnym czasie naprawdę można się zgubić w konstrukcji powieści. Co więcej, główna narracja poprzecinana jest myślami zabieranych przez Isserley autostopowiczów. Ich myśli pozwalają nam popatrzeć na opisywany przez dziewczynę świat z zupełnie innej strony. Zresztą nie tylko na jej świat, także na nią samą:

Nosiła taką fryzurę, że musiałaby się odwrócić, aby mógł zobaczyć twarz dziewczyny. Miała grube, proste, puszyste włosy mysiego koloru, które zasłaniały nawet jej policzki, kiedy patrzyła przed siebie. Kusiło go, żeby wyobrazić sobie piękną buzię, skrytą za tymi włosami, twarz piosenkarki albo aktorki, wiedział jednak, że niczego takiego nie ujrzy. Ba, kiedy odwróciła się do niego, widok jej oblicza właściwie go przeraził. Była to mała buzia w kształcie serca, przypominająca twarzyczki elfów z ilustracji w bajkach dla dzieci, o idealnie ukształtowanym nosku i fantastycznie pełnych, łukowatych ustach supermodelki. Miała przy tym jednak pulchne policzki i nosiła okulary o najgrubszych soczewkach, jakie zdarzyło mu się w życiu widzieć: szkła powiększały jej oczy do tego stopnia, że wydawały się dwukrotnie większe od oczu normalnego człowieka. (…)
Czy chciałby ją zerżnąć?
Pewnie tak, jeżeli nadarzyłaby się po temu okazja. Pewnie pieprzyłaby się o wiele lepiej niż Janine, szkoda gadać.
Janine. Chryste, to zdumiewające, że już na samą myśl o niej stracił humor. Do tej pory był przecież w świetnym nastroju. Dobra, stara Janine. Pamiętaj, jeżeli zbytnio cię ponosi radość, wspomnij tylko Janine. Jezu… Czy nie może po prostu o niej nie myśleć?


Wszechobecny naturalizm i maniera drobiazgowości – styl Fabera, pomimo odmiennego tematu i charakteru powieści, nadal pozostaje taki sam. Zagadkowość i przewrotność. Surrealizm. Jest to pierwsza pozycja, podczas czytania której, targała mną nieodparta pokusa rzucenia nią o ścianę, obrzydzenie, a równocześnie niesamowity pociąg do poznania dalszej treści. Chyba jak większość z nas, nie przywykłam do myśli, że to na ludzi można polować i delektować się woddisyną za 10 tysięcy lissów ;)

Podobnie podziałały na mnie jedynie dwa inne teksty kultury, dwa surrealistyczne filmy – Pies andaluzyjski Luisa Buñuela i Głowa do wycierania Davida Lyncha.

Świat Psa andaluzyjskiego jest skrajnie naturalistyczny (robactwo wychodzące z dłoni bohatera), odrażająco wstrząsający (rozcinanie kobiecego oka brzytwą), pełen hiperboli, notorycznego wyolbrzymiania, nadającego efekt sztuczności, groteski. Buñuel porusza swoją estetyką wszystkie zmysły człowieka budząc w nim różne, skrajne emocje. Fascynuje, ale i przeraża, gdyż pomysły reżysera momentami przypominają pomysły szaleńca. Ma się ochotę uciec, ale nie ma dokąd, gdyż widz czuje się jak bohaterka filmu uwięziona w kącie pokoju – świat filmu wkracza w jego rzeczywistość i klaustrofobicznie wręcz ją zamyka. Ohydny, odrażający turpizm wkrada się do umysłu i na długo pozostawia w nim różne kadry filmu – te pełne brzydoty, choroby, kalectwa, śmierci, rozkładu, zniszczenia i starości.

Podobnie u Lyncha, wstrząsający jest każdy element przedstawianej rzeczywistości. Industrialne, jakby opustoszałe miasto, brudne, zaniedbane, w którym jedyny ślad istnienia człowieka przejawia się w zapalonych światłach latarń okolicznej fabryki. Główny bohater, Henry, niecodziennie wyglądający, sprawiający wrażenie nieco zagubionego, przygaszonego wędruje nocą po tym smutnym, przygnębiającym świecie, a celem jego wędrówki jest jego dom. Dom, rozumiany nie jako przytulne, ciepłe miejsce, w którym można się schronić, lecz obskurny, odrapany pokój w podrzędnym hotelu. Tu wszystko wzbudza niepokój. A ten niepokój wzmaga się, kiedy poznajemy owoc związku Henry’ego i Mary… Dziecko, potwór? Odrażające, odpychająco zdeformowane coś wzbudza obrzydzenie – swoim wyglądem, przeraźliwym płaczem, szaleńczym śmiechem, a zwłaszcza później – chorobą i śmiercią. Lynch nie oszczędza swojej publiczności, kamera przygląda się małemu stworkowi z niebywałą uwagą, precyzyjnie prezentując jej każdy fragment jego ciała czy spazmatyczne ruchy. Zresztą reżyser, podobnie jak wcześniej Buñuel, wstrząsa mieszczańską estetyką widzów poprzez ukazywanie różnych, wręcz skrajnie naturalistycznych scen (na przykład porcjowany przez Henry’ego kurczak zaczyna wydzielać z siebie odrażającą maź).

Podobną stylistykę do tej z Głowy do wycierania, Faber zawarł w Pod skórą. Jednak ten naturalizm i turpizm nie mają na celu zniesmaczenia widza. Pisarz tropi dziwność istnienia i chce zmusić swoich czytelników do zastanawiania się nad kondycją ludzką. Unika moralizowania, gdyż według niego kluczem do skłonienia do refleksji mają być obrazy, które przedstawia.

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że choć Fabera nie kojarzy się z surrealistami, to mógłby on sobie podać rękę z Lynchem, gdyż obaj twórcy poszukują za pomocą podobnych środków odpowiedzi na podobne pytania. Przenoszą odbiorców swoich prac do innego, ich własnego, wewnętrznego świata. Nie ukazują istniejącej rzeczywistości. Nakazują odkrywanie nowej, a tym co ma pomóc w tych poszukiwaniach, jest zwrócenie się w kierunku snów i stanów podświadomości. Pytanie, czy poszukiwanie w ten sposób prawdy o człowieku jeszcze mocniej nie wypatrzy idei człowieczeństwa, pozostawiam otwarte. Mając takie znakomite środki, niech każdy z nas spróbuje sam na nie odpowiedzieć…
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję