„Jabłko”
Okładka książki „Jabłko”
  • Autor: Michel Faber
  • Tytuł: Jabłko
  • Tytuł oryginału: The Apple
  • Język oryginału: angielski
  • Liczba stron: 160
  • Rok wydania: 2007
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Wymiary: 125 x 195 mm
  • ISBN: 978-83-7414-319-6
  • Seria: Don Kichot i Sancho Pansa
  • Wydawca: W.A.B., Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: W.A.B., Wydawnictwo
  • Logo serii: Don Kichot i Sancho Pansa
Recenzja
Data publikacji: 19 czerwca 2008 A- A A+
Zdecydowana większość czytelników po przeczytaniu powieści Szkarłatny płatek i biały odczuła niedosyt. Choć wiedzieliśmy, że musi nadejść kres fantastycznej podróży w jaką zabrał nas Faber i nieuchronne pożegnanie z ulubionymi bohaterami, to niewielu z nas spodziewało się, że pisarz rozstanie się z nami w taki a nie inny sposób. No, bo jak to tak można zostawiać w niewiedzy rzeszę osób, które dałyby się pokroić za kolejną porcję informacji o Sugar, Sophie i Agnes? ;) Michel Faber kategorycznie stwierdził, że drugiej części powieści nie będzie. Jednak wydał Jabłko, które stanowi odpowiedź na gorące prośby czytelników o kontynuację Szkarłatnego… Malutki tomik, nieco ponad dwustustronicowy, mieści w sobie siedem opowiadań. I zamiast zaspokoić nasz apetyt, jeszcze go podsyca. Cudownie było znowu przenieść się w magiczną atmosferę wykreowaną przez Fabera. Tylko… Czemu znowu na tak krótko? ;)

Muszę przyznać, że wokół Jabłka narosło wiele mitów. Niektórzy czytelnicy obawiali się kontaktu z tą książką, gdyż nie chcieli pozbawiać się własnej interpretacji zakończenia powieści. Lękali się zniszczenia ich własnych wyobrażeń przez wyobrażenia pisarza, w których zresztą nie pokładali zbyt wiele nadziei obawiając się, że Faber, na fali popularności, zechce dla zysku dopisać byle co, byle jak, byle zarobić. Na szczęście się pomylili.

Głównymi bohaterami zbioru są postaci, które pojawiły się już na kartach Szkarłatnego... – w jednym z opowiadań pojawia się Sugar (ale młodsza, to historia sprzed okresu opisanego w Płatku) i Christopher, w innym Clara (i jej życie po odprawieniu z domu Rackhamów), jeszcze inne to epizod z życia młodziuteńkiej Emmeline Curlew. Są Bodley i Ashwell, William Rackham i Letty, wszyscy opisani w kilkanaście lat po płatkowych wydarzeniach. I jest także opowiadanie, którego narratorem jest potomek jednego ze znanych nam bohaterów. Jednak, wbrew tej wyliczance, muszę stwierdzić, że dalszych losów tych postaci tu nie poznamy. To, co nam prezentuje Faber to epizody, malutkie fragmenty z ich życia. Czytając, ma się wrażenie, jakby przez pięć minut podglądało się te osoby, niczym przez dziurkę od klucza. Wie się co robią w danej chwili, rok, dwa czy piętnaście lat później. Ale dalej się nie ma się żadnego pojęcia o tym jak ostatecznie potoczyło się ich życie. Rzeczywistość opisywana przez Fabera to tylko ułamek świata jego bohaterów. To rzeczywistość drobnych zdarzeń, powieściowa teraźniejszość rzadko odwołująca się do przeszłości i niewiele zdradzająca na temat przyszłości. Dzięki temu charakterowi opowiadań, choć czytamy o znajomych postaciach, pozostajemy w punkcie wyjścia co do naszej wiedzy wyniesionej ze Szkarłatnego… Jest to niezwykle cenne, zwłaszcza w przypadku Sugar, bo pomimo jej silnej obecności w tych miniaturach, jej dzieje nadal pozostają nieopowiedziane.

Książkę otwiera Przedmowa autora, w której opowiada on o tym jak silne piętno na jego życiu odcisnęło napisanie Szkarłatnego…, z jakim odzewem ze strony czytelników się spotkał i cytuje fragmenty listów, opatrując je własnym komentarzem. Fantastycznie czyta się te pierwsze strony, gdyż Faber dalej bawi się tu z czytelnikami – zna ich pragnienia, ale zamiast je zaspokoić, dalej podgrzewa dwuznacznymi wypowiedziami.

Czas akcji sześciu opowiadań osadzony jest w wiktoriańskiej Anglii. Ostatnie, chronologicznie późniejsze, bo z lat 90. XX wieku, przenosi czytelnika w czasy kształtowania się ruchu sufrażystek. To opowiadanie to Chmara kobiet w wielkich kapeluszach. Moje ulubione.

Jego narratorem jest prawdopodobnie pensjonariusz domu spokojnej starości, sędziwy wiekiem mężczyzna, który w swoich wspomnieniach wraca do 1908 roku, niezwykle istotnego dla jego życia. Urodzony w epoce edwardiańskiej, wychowywany w Australii, nie znając zupełnie ojczyzny swoich rodziców, Anglii, powraca z nimi do domu. Rodzina wynajmuje mieszkanie na Calthorpe Street w Bloomsbury, dzielnicy Londynu, niedaleko miejsca, gdzie – jak powiedziała mi matka – mieszkał wielki Charles Dickens. Jednak i Dickens, i angielska rzeczywistość, są temu małemu chłopcu zupełnie obce. Wychowany na australijskich antypodach, nie może odnaleźć się w brytyjskiej szkole, w której jego, skądinąd równie młodzi, rówieśnicy postępują wyłącznie według etykiety i konwenansów rządzących angielskimi salonami. Wszystko, począwszy od adresu domowego po guzik przy płaszczu, miało dla nich jakieś znaczenie, które w moim wypadku koniec końców oznaczało zazwyczaj sporą przykrość. Oczywiście moim kłopotem byli przede wszystkim rodzice. Czułem się tak, jakbym ich sobie wybrał, i to w dodatku źle. Dowiadując się, co angielskie dzieci uważają za normalne, uświadomiłem sobie, że niemal wszystko, co dotyczy mojego ojca i matki, wcale normalne nie jest. Ojciec – przedstawiciel cyganerii artystycznej, malarz – portrecista. Matka – podróżniczka, sawantka, niepokorna buntowniczka, aktywistka ruchu sufrażystek walcząca o prawo głosu dla kobiet. Gilbert i… Sophie.

Wydaje mi się, że mama dostała spadek. Z tego, co wiem, znaczną sumę pieniędzy pozostawiła nam kiedyś pewna tajemnicza kobieta, zwana panną Sugar, o której rozmawiano u nas wyłącznie szeptem, i to tylko wtedy, gdy rodzice sądzili, że nie mogę ich usłyszeć. Panna Sugar, cóż to za dziwne imię! Wymawiając je teraz, muszę przyznać, że nosząca je osoba zdaje mi się wytworem fantazji, kimś w rodzaju świętego Mikołaja albo Baby Jagi. Ciekawe, czy ta kobieta naprawdę tak się nazywała. W tej materii mogę dziś powiedzieć tylko to, że o ile pamiętam rozmowy rodziców, które udało mi się podsłuchać w dzieciństwie, w naszym domu mówiono o pannie Sugar jako o postaci autentycznej, będącej wierną towarzyszką mojej matki w czasach, kiedy dużo podróżowała po świecie.

W Szkarłatnym… Sugar dała się poznać przede wszystkim jako prostytutka, wyśmienita kochanka; dziewczyna inteligentna, przebiegła, przekorna i ironiczna, jednak egoistyczna, żyjąca tylko dla siebie (aczkolwiek w świetle jej życiorysu i warunków w jakich przyszło jej żyć, ten egocentryzm zupełnie nie dziwi). Jej wizerunek był dość szorstki – relacje z matką czy permanentny dystans do innych oraz niechęć do ukazywania emocji, nie dawały szans na ukazanie cieplejszej strony tej postaci. Dopiero w momencie, kiedy Sugar staje się częścią rodziny Rackhamów, sytuacja ulega zmianie. Postrzegamy ją już nie tylko przez pryzmat relacji damsko-męskich, ale też przez jej zachowanie wobec Agnes czy Sophie. Obraz zimnej Sugar ulega ociepleniu, Faber wydobywa z bohaterki pokłady ukrytej energii, o którą do tej pory mogliśmy ją tylko podejrzewać, ale co do istnienia której nie mogliśmy mieć pewności. W Jabłku Faber niejako dalej przydaje Sugar te cieplejsze cechy (już choćby przez sam fakt opisywania jej relacji z, w mniejszym lub większym stopniu, bliskimi jej ludźmi, a nie przez skupienie się na opisywaniu jej pracowitych nocy w domu pani Castaway). W Chmarze kobiet… Sugar jawi się jako droga przyjaciółka, w Bożym Narodzeniu na Silver Street – jako osoba empatyczna, która poddawszy się wyjątkowej atmosferze świąt, chce wynagrodzić smutne życie małemu synowi innej prostytutki, Christopherowi, który w całym swoim kilkuletnim życiu, ciepła świąt nigdy nie doznał. Przygotowuje mu niewielką ucztę oraz ofiarowuje kolorową kartkę świąteczną i słodkie ciastko w kształcie myszki. Nie daje mu wiele, ale to wystarczy, żeby sprawić dziecku ogromną radość. Christopher uśmiecha się szeroko, a Sugar nie przypomina sobie, by kiedykolwiek wcześniej widziała uśmiech na jego twarzy.

Jabłko nie jest tak monumentalne w formie jak Szkarłatny…, jednak charakterystyczny styl Fabera wyczuwa się już od pierwszych linijek każdego opowiadania. Czytając te teksty, czułam się jakbym na nowo, po długim czasie niewidzenia, spotykała się z najbliższymi przyjaciółmi. Fenomenalne uczucie. I bezcenne, bo niezmiernie rzadkie.
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję