„O bibliotece”
Okładka książki „O bibliotece”
  • Autor: Umberto Eco
  • Tytuł: O bibliotece
  • Tytuł oryginału: De Bibliotheca
  • Język oryginału: włoski
  • Liczba stron: 48
  • Rok wydania: 2007
  • Oprawa: twarda
  • Wymiary: 120 x 185 mm
  • ISBN: 978-83-247-0682-2
  • Wydawca: Świat Książki
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: Świat Książki
Recenzja
Data publikacji: 19 czerwca 2008 A- A A+
Odkąd sięgam pamięcią towarzyszy mi jedno marzenie. Chciałabym mieć swoją własną, małą bibliotekę. Wykonaną z ciemnego dębowego drewna, które ocieplałoby jedynie światło padające z dyskretnie zamontowanych kinkietów. Z miękkim skórzanym fotelem, żarzącym się kominkiem i puchatym dywanem. Z małą drabinką, dzięki której mogłabym sięgać po książki ustawione głęboko na najwyższych półkach. I z niewielkim stoliczkiem, na którym zawsze stałby kubek gorącej malinowej herbaty. Biblioteka kojarzy mi się z miejscem przytulnym, ciepłym, bardzo intymnym. Kiedy oglądam biblioteki w starych dworkach czy pałacykach, jestem absolutnie zauroczona. One mają charakter, atmosferę, cudowny nastrój. Przekraczając ich próg, mam wrażenie, że przenoszę się do innego świata. Całkowicie się w nich zatapiam i zdaje mi się, że wychodzę poza czas, który zaczyna nagle, dziwnie powoli, płynąć obok mnie.

Prawdopodobnie właśnie przez ten mój mit prywatnej biblioteki, bardzo ciężko jest mi się odnaleźć w bibliotekach publicznych. Nie dalej jak wczoraj byłam w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej w Krakowie, bibliotece na Rajskiej. Jest ogromna. Jej wąskie korytarze ciągną się kilometrami, niczym wstążki zagubionych na pustkowiu dróg. Kuszą, cicho szepcząc do ucha przybyłym, żeby wzdłuż nich podążali, klucząc i gubiąc się w ich zakamarkach. Jednak cała magia znika kiedy otwiera się ciężkie, drewniane drzwi i wkracza do wypożyczalni. Wydeptana, zabrudzona wykładzina napomina, że tu należy się definitywnie rozstać z chłodnymi, marmurowymi podłogami korytarzy. Bo tu zaczyna się szara polska codzienność. Bibliotekarki z wykrzywionymi w grymasie (bólu?) ustach. Stelażowe regały iskrzące się w słońcu metalowym blaskiem, gdzieniegdzie tylko naznaczone pamięcią istnienia pastelowozielonej lakierowej powłoki. Niczym szklanka, do połowy puste. Zresztą, całe to ogromne pomieszczenie tchnie pustką. Wysokie, pomalowane na biało ściany, tylko potęgują to wrażenie. Paradoksalnie, pomimo ogromu przestrzeni, człowiekowi zaczyna brakować powietrza. Ogarniają go duszności, robi się mu gorąco, a serce zaczyna walić jak młotem. Pragnie stamtąd uciec i… najczęściej to robi. Bo taka biblioteka nie jest biblioteką na miarę człowieka.

O bibliotece to zapis odczytu wygłoszonego przez Umberto Eco 10 marca 1981 roku z okazji dwudziestopięciolecia Biblioteki Miejskiej w Mediolanie. W 1990 roku wydał go drukiem Zakład Narodowy im. Ossolińskich, w 2007 – Świat Książki. Jednak fragmenty tego tekstu, co uważniejsi czytelnicy, mogli odnaleźć w Zapiskach na pudełku od zapałek (zbiorze felietonów Eco pisanych dla tygodnika L’Espresso w latach 1986-1991). Gdziekolwiek jednak by go nie znaleźli i kiedykolwiek by go nie przeczytali, na pewno byli pod wrażeniem międzybibliotecznej wyprawy w jaką zabrał swoich miłośników autor Imienia róży. Srebrny jubileusz mediolańskiej biblioteki stał się dla niego pretekstem do snucia rozważań na temat idei biblioteki, której topos odnajdujemy bardzo często w jego twórczości. Eco – pisarz, ale nade wszystko teoretyk literatury – kocha książki. A miłość do książek, przekłada na miłość do ich domu.

Eco, z właściwym wszystkim akademikom porządkiem, rozpoczyna swoją podróż po idei biblioteki od przytoczenia ustępu z Biblioteki Babel Jorge Luisa Borgesa, opowiadania zamieszczonego w zbiorze pt. Fikcje. Borges opowiada w nim o bibliotece urządzonej na obraz i podobieństwo wszechświata; bibliotece totalnej, która jest potężnym, niekończącym się księgozbiorem, który zawiera teoretycznie wszystko, ale w którym praktycznie nie można nic znaleźć. Komentując ten tekst, zaczyna zastanawiać się nad tym, jaka jest funkcja dzisiejszej biblioteki. Dawniej, tego typu instytucje służyły gromadzeniu zbiorów. Dbano, aby teksty nie uległy zniszczeniu i zapomnieniu. W czasach benedyktyńskich, bracia przepisywali księgi, upatrując w tej metodzie szansę na upowszechnienie czytania i przechowywanie tekstów ksiąg. Dziś, w kilkaset lat po Gutenbergu, biblioteki zwolnione są z roli strażnika unikalnych zwojów. Książki, wydawane w kilkutysięcznych egzemplarzach, z łatwością docierają do rąk spragnionych słów czytelników. Wobec tego, należy ponowić pytanie – po co biblioteka w ogóle jest, a jeśli jest potrzebna, jaka powinna być?

Eco, z cechującą go przekorą, buduje obraz bibliotek idealnej, poprzez wyliczenie cech idealnej antybiblioteki:

C. Sygnatury winny być niemożliwe do przepisania, w miarę możliwości rozbudowane, aby ten, kto wypełnia rewers, nie miał nigdy dość miejsca na wpisanie ostatnich symboli i uznał je za nieważne, a dzięki temu obsługujący mógł zwrócić rewers z żądaniem uzupełnienia.
D. Czas między zamówieniem a dostarczeniem książki winien być bardzo długi. (…)
G. W miarę możliwości winno nie być w ogóle ani jednej fotokopiarki; jeśli jednak jakaś już się znajdzie, dostęp do niej winien być bardzo czasochłonny i kłopotliwy, cena wyższa niż na mieście, limity kopii bardzo niskie, nieprzewyższające dwóch albo trzech stroniczek.
H. Bibliotekarz winien uważać czytelnika za wroga, nieroba (w przeciwnym razie byłby przecież w pracy), za potencjalnego złodzieja. (…)
L. Wypożyczenia międzybiblioteczne winny być niemożliwe, a w każdym razie trwać całymi miesiącami. Najlepiej jednak zagwarantować sobie niemożliwość zapoznania się ze stanem posiadania innych bibliotek. (…)
M. Godziny otwarcia winny ściśle zgadzać się z godzinami pracy, przedyskutowanymi z góry z przedstawicielami związków zawodowych: całkowite zamknięcie biblioteki w sobotę i niedzielę, a także wieczorami i w godzinach posiłków. Największym wrogiem biblioteki jest pilny student; najlepszym przyjacielem – Don Ferrante, człowiek, który ma własną bibliotekę, nie musi więc chodzić do biblioteki publicznej, której jednak zapisuje swój księgozbiór.
N. Winno być całkowicie niemożliwe zjedzenie czegokolwiek w obrębie biblioteki i w żadnym razie nie powinno być mowy o posilaniu się poza biblioteką bez odłożenia wszystkich książek, z których się korzysta, tak by po wypiciu kawy trzeba było zamówić je od nowa.


Pisarz nazywa swoją antybibliotekę ogromnym koszmarem i totalną zmorą. Jednak ciężko jest mi w tym miejscu się nie uśmiechać na myśl, że antybiblioteka Eco jest tak bliska bibliotekom, w których, zresztą nie tylko mi, przyszło się obracać. Semiotyk, trafiając na antybibliotekę, ucieka do ulubionych miejsc w Yale i Toronto. Ja, trafiając na antybibliotekę, mam do wyboru ją, albo inną jej pokrewną. Czytania przecież nie zarzucę… ;)

Chociaż tekst skrzy się humorem, Eco podnosi w nim kwestię istotną nie tylko w 1981 roku, ale także dziś, a mianowicie kwestię zjawiska kserokultury. Zauważa, że kultura fotokopii stanowi zagrożenie dla prawa autorskiego, a także, że jej wpływ na rynek księgarski jest ogromny. Książki wydawane są w niskich nakładach, a co za tym idzie sprzedawane są po wysokich cenach, które to ceny mają zrekompensować wydawcom straty wnikające z powielania książek. Jednak Eco, z właściwą sobie troską, bardziej interesuje się wpływem kserokultury na jednostkę i jej zachowania, i zauważa, że ten wpływ rodzi w ludziach neurozę fotokopii. Wprawdzie fotokopia jest narzędziem niezwykle pożytecznym, ale często stanowi także intelektualne alibi; ten bowiem, kto wychodzi z biblioteki obarczony plikiem fotokopii, ma zwykle pewność, że nigdy nie zdoła ich wszystkich przeczytać, nie będzie nawet stanie ich odnaleźć, gdyż już teraz panuje w nich bałagan, ale jednocześnie ma poczucie, że zawładnął treścią ksiąg. Przed pojawieniem się kserokultury wypisywał własnoręcznie kilometrowe fiszki, siedząc w tych olbrzymich czytelniach, i zawsze co nieco zostawało mu w głowie. Przy neurozie fotokopii istnieje niebezpieczeństwo, że będzie się tracić w bibliotece całe dni na kopiowaniu książek, których się potem nie przeczyta.

A przecież pobyt w bibliotece powinien stanowić przygodę, niekończącą się wędrówkę między regałami, szaleńcze poszukiwania w stosach zapomnianych tomów. Dla Eco biblioteka idealna to biblioteka otwarta dla ludzi i na ludzi. Biblioteka, w której zbiorach można się zatapiać mając dostęp do niemal wszystkich jej zakamarków, do każdej z jej półek. Dlaczego dostęp do półek jest tak ważny? Otóż jednym z nieporozumień, jakie dominują nad pojęciem biblioteki, jest pogląd, że idzie się tam po książkę, której tytuł się zna. Rzeczywiście, często się zdarza, że idzie się do biblioteki, bo chce się książki o znanym tytule, ale główną funkcją biblioteki, a przynajmniej funkcją biblioteki w moim domu i w domach wszystkich znajomych, jakich możemy odwiedzać, jest odkrywanie książek, których istnienia się nie podejrzewało, a które, jak się okazuje, są dla nas niezwykle ważne. I dalej wyjaśnia: Przyszedłem, żeby zająć się na przykład angielskim empiryzmem, zaczynam zaś tropić komentatorów Arystotelesa, mylę piętra, wchodzę do działu medycyny, który nie był moim celem, ale potem trafiam nagle na dzieła o Galenie, a więc z odniesieniami filozoficznymi. W tym sensie biblioteka staje się przygodą.

I takich przygód, z całego serca, wszystkim Wam i samej sobie życzę ;)
Komentarze
  • 1
    jk 26 lutego 2011 | 19:16:30

    A co z autorką wyżej zamieszczonego tekstu?

  • 2
    Annie 27 lutego 2011 | 0:42:15

    Nadal marzy o bibliotece marzeń i mozolnie gromadzi książki, które kiedyś spoczną na wszystkich tych wyśnionych półkach ;)

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję