„Zamroczenie”
Okładka książki „Zamroczenie”
  • Autor: Joël Egloff
  • Tytuł: Zamroczenie
  • Tytuł oryginału: L’Étourdissement
  • Język oryginału: francuski
  • Liczba stron: 128
  • Rok wydania: 2006
  • Oprawa: miękka
  • Wymiary: 125 x 195 mm
  • ISBN: 83-08-03898-0
  • Wydawca: WL, Wydawnictwo Literackie
  • Miejsce wydania: Kraków
  • Logo wydawnictwa: WL, Wydawnictwo Literackie
Recenzja
Data publikacji: 12 stycznia 2009 A- A A+
Prognoza pogody: Z południowego-zachodu Europy wiać będzie silny wiatr niosący odurzającą woń literackiego absurdu. Możliwe opady czarnego humoru o konsystencji starego oleju silnikowego. Przewiduje się mocne zamroczenie, które – nie ma co się łudzić – nie ustąpi. Mieszkańcom zaleca się zachowanie szczególnej ostrożności – może się zdarzyć, że nieoczekiwanie z nieba zaczną spadać gorzkie krople ironii i pure nonsensu. Rano mgły ograniczające widoczność całkowicie. Po południu też. I wieczorem. Uwaga! Poziom absurdu może przekroczyć dopuszczalne normy.

Zamroczenie, filozoficzna mikropowieść młodego francuskiego prozaika, porównywana jest przez krytykę literacką do utworów Becketta, Camusa, Celine’a czy Kafki. Nagrodzona w 2005 roku prestiżowymi nagrodami: Le Prix du Livre Inter i Le Prix du Roman des Libraires E. Leclerc, zebrała niemal wyłącznie pochlebne recenzje, przynosząc autorowi międzynarodową sławę. Urodzony w 1970 roku Joël Egloff to jeden z najbardziej uznanych przez krytykę literacką i czytelników francuskich pisarzy młodej generacji. Mistrz czarnego humoru. Pisarz o niesamowitym spojrzeniu na świat – cudnie cyniczno-gorzkim.

Kiedy wiatr wieje z zachodu, cuchnie zgniłymi jajami. Kiedy dmucha ze wschodu, w powietrzu unosi się gryząca woń siarki. Kiedy zadmie z północy, walą na nas czarne kłęby dymu. A kiedy powieje z południa, co na szczęście rzadko się zdarza, po prostu śmierdzi gównem; inaczej nie da się tego określić. Od dawna nie zawracamy już na to uwagi. Bo tak naprawdę do wszystkiego można się przyzwyczaić.

Postindustrialne miasto leżące w bliżej nienazwanym zakątku postprzemysłowego świata. Duchota, smród, tumany mgły i permanentne zachmurzenie opisujące nie tylko miejscową pogodę, ale i przyszłość lokalnych mieszkańców. Monotonia, nuda i nijakość. Brak perspektyw na lepszą przyszłość jako zastany element stabilizujący, a nie ograniczający rzeczywistość. Brak zdarzeń będący sam w sobie zdarzeniem. Miasto egzystujących, wyzbytych złudzeń ludzi, którzy przestali marzyć o tym, iż kiedyś będzie im dane opuścić to miejsce.

Blade, przedwcześnie zestarzałe dzieci i starcy, których metryki ronią gorzkie łzy na myśl o przemijaniu dni i tak nieistniejącej młodości – właśnie takie postaci zamieszkują świat Joëla Egloffa. Prawie wszyscy pracują w miejscowej rzeźni, a w wolnych chwilach obijają się od murów odgradzających lotnisko, tory kolejowe, supermarket i wysypisko śmieci. Pisarz z przewrotnym humorem opisuje życie w świecie balansującym na granicy rzeczywistości i snu, w którym snu dzieją się sprawy błahe, dziwne, magiczne, zabawne i przerażające. Opisywanego przez Egloffa miejsca trudno szukać na mapie. O takie światy, jak słusznie zauważa polski wydawca, upomina się tylko najlepsza literatura.

Rzadko kiedy zdarza mi się czytać tak absurdalne teksty. Oczywiście absurdalne w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Niedorzeczna, surrealistyczna, nonsensowna, ale szalenie porywająca powieść. Właśnie takie jest Zamroczenie Joëla Egloffa. Pisarz z cynizmem naczelnego cynika Ameryki, Kurta Vonneguta, krytykuje groteskowy świat męczyduszy, którzy zamiast sprzeciwiać się paskudnej rzeczywistości, akceptują ją w pełnej rozciągłości. Jednak Egloff nie jest fatalistą zatracającym się w katastroficznej wizji przyszłości. Paradoksalnie, tchnie optymizmem, zwłaszcza, kiedy ukazuje zbliżenia sylwetek swoich bohaterów. A oni cieszą się, kiedy w wolnych chwilach mogą łowić skarłowaciałe od ścieków ryby. Cieszą się, kiedy mogą wyruszyć na grzybobranie, brodząc w toksycznej ziemi niewydającej niemal żadnych owoców. Cieszą się, że mają rudery z przegniłymi łóżkami, ścieżkę biegnącą wśród ciernistych zarośli i pokrzyw, zagajniki usłane kawałkami szkła i innymi porzuconymi śmieciami, dymiące kominy, rzędy słupów wysokiego napięcia, stacja transformatorowa… Cieszą się, bo właśnie tu mają swoje korzenie – tu się urodzili i nałykali wszelkich możliwych metali ciężkich. To tu tarzali się w szpitalnych odpadkach. To tu kąpali się w zbiornikach dekantacyjnych, a potem kochali na złomowisku, na podartych siedzeniach samochodowych wraków.

Mam wspomnienia niczym oblepiony mazutem ptak, ale mimo wszystko je mam. Tak się jakoś dzieje, że nawet do najgorszych miejsc człowiek się przyzwyczaja i do nich lgnie. Jak przypalony tłuszcz, który przywiera do patelni.

I to właśnie gorzka, cyniczna i przewrotna puenta Zamroczenia. Puenta mówiąca, że w nawet w świecie osnutym permanentną mgłą można poznać, co oznacza prawdziwa radość…
Komentarze
  • 1
    amber2046 25 stycznia 2009 | 21:20:13

    Świetna recenzja jednej z moich ulubionych książek. Przypomniałaś mi tym samym, że powinnam poszukać drugiej pozycji tego autora "Edmond Ganglion & Syn". Ty szczęściaro o ile dobrze pamiętam masz ją na swoje półce. ;)

  • 2
    Annie 26 stycznia 2009 | 12:19:34

    Amber, dziękuję :) Edmunda Gangliona... jeszcze nie mam, ale jest bardzo wysoko na mojej liście książek do kupienia. Padma z Miasta Książek już go czytała i szalenie jej się spodobał. A w świetle tego, jak bardzo podobało mi się Zamroczenie, jego zakup będzie zdecydowanie nieunikniony :D

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję