„Wet za wet, milordzie”
Okładka książki „Wet za wet, milordzie”
  • Autor: Carola Dunn
  • Tytuł: Wet za wet, milordzie
  • Tytuł oryginału: Dead in the Water
  • Język oryginału: angielski
  • Przekład: Agnieszka Jagodzińska
  • Liczba stron: 304
  • Rok wydania: 2013
  • Oprawa: miękka
  • Wymiary: 118 x 168 mm
  • ISBN: 978-83-7769-863-1
  • Seria: Kryminalne przypadki Daisy D.
  • Wydawca: Edipresse Polska SA, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: Edipresse Polska SA, Wydawnictwo
  • Logo serii: Kryminalne przypadki Daisy D.
Recenzja
Data publikacji: 15 września 2014 A- A A+
Po lekturze tego tomu przygód Daisy Dalrymple zaprzestałam czytania książek Caroli Dunn na kilka tygodni. Nie tyle z przesytu główną bohaterką, co ze znudzenia schematem fabularnym powieści. Wet za wet, milordzie to książka wtórna i nudna, głównie z powodu miałkiej fabuły i nieciekawych postaci. A zapowiadała się intrygująco nie tylko za sprawą nieszczęśliwego wypadku podczas królewskich regat wioślarskich, ale i pełnego angielskiego uroku miejsca akcji.

Henley-on-Thames to liczące zaledwie dziesięć tysięcy mieszkańców miasto w Oxfordshire, położone na północnym brzegu Tamizy i leżące niespełna piętnaście kilometrów od Reading. Pierwsza wzmianka o nim pochodzi z 1179 roku. W 1204 roku w miasteczku zbudowano pierwszy kościół. Trzydzieści lat później, pierwszy most. W 1269 roku Henley-on-Thames uzyskało status miasta handlowego. Od 1839 roku odbywają się tu rokrocznie królewskie regaty wioślarskie. I to właśnie reportaż na ich temat musi przygotować Daisy na zlecenie swojego amerykańskiego wydawcy:

– Szampan i truskawki w Stewards’ Enclosure? – zapytała Tish.
– Tak, coś w tym stylu. Kapelusze z Ascot, fajerwerki w Phyllis Court. Przyjaciel mojego ojca jest jego członkiem, a mąż mojej przyjaciółki należy do Stewards’ Enclosure. Obaj byli na tyle mili, że mnie zaprosili. Napiszę też o wesołym miasteczku.
– Towarzyska rozrywka dla plebsu – zauważyła Dottie.


Jednak nieoczekiwanie artykuł o towarzyskim aspekcie regat zamienia się w notatkę do kroniki kryminalnej. Podczas zawodów dochodzi bowiem do śmiertelnego wypadku z udziałem jednego z zawodników. Młody szlakowy wypada z łodzi wprost do wody. Nieruchome ciało studenta porywa nurt rzeki. Na ratunek koledze rzucają się inni zawodnicy. Na próżno. Po wyłowieniu ciała wioślarza z Tamizy miejscowy lekarz stwierdza zgon. Medyk jest pewien, że przyczyną śmierci młodego mężczyzny był krwotok podtwardówkowy. Szlakowy po obu stronach czaszki ma stłuczenia, co oznacza, że został mocno uderzony w głowę. Ofiarą jest Basil DeLancey, syn hrabiego z Bicester i wyjątkowy drań. Podejrzenie morderstwa szybko pada na jego uczelnianego kolegę, Horace’a Botta, z którego DeLancey w niewybaczalny sposób zwykł się naśmiewać. Daisy jednak zupełnie to nie przekonuje i postanawia na własną rękę dowiedzieć się, kto jest prawdziwym mordercą, żeby ocalić od szubienicy młodego sternika. Nawet jeśli Alec będzie jej zarzucał, że znowu bezmyślnie wzięła potencjalnego zabójcę pod swoje skrzydła!

Wet za wet, milordzie (1998) to szósty tom cyklu opowiadającego o kryminalnych przypadkach Daisy Dalrymple – dwudziestopięcioletniej arystokratki i początkującej dziennikarki, w której towarzystwie zadziwiająco często dochodzi do morderstw, nad czym szczególnie boleje Alec Fletcher – jej narzeczony, a zarazem jeden z najlepszych detektywów Scotland Yardu.

– Daisy, jak ty to robisz, że ciągle natykasz się na nieboszczyków? Czy ludzie wiedzą, że się zbliżasz i czym prędzej decydują się kogoś pozbyć?
– Nic na to nie poradzę! To tak jak ktoś natyka się na nieznane mu słowo i potem przez cały tydzień wszędzie je widzi, we wszystkim, co czyta. Albo gdy spotyka się znajomego, którego nie widziało się od lat, a potem spotyka się go wszędzie, gdziekolwiek się człowiek ruszy. To się zdarza wielu osobom.
Alec musiał pogodzić się z faktem, że Daisy skutecznie uniemożliwiała mu sprzeciwianie się temu, by robiła to, na co miała ochotę. Na szczęście miał nowoczesne poglądy na małżeństwo, które traktował jak partnerstwo, pomyślał z kwaśną miną. Typowy, wiktoriański ojciec rodziny, który miałby Daisy za żonę, musiałby wybierać między szaleństwem a morderstwem.

Przez fabułę powieści przewija się cała plejada postaci. Czytelnicy poznają przede wszystkim kolejne osoby z najbliższej rodziny Daisy. Dziewczyna jest w gościnie u siostry swojej matki. Rezydencja w uroczym Henley-on-Thames należy do sir Ruperta i lady Cynthii Cheringham. Ciotka Daisy to zapalona ogrodniczka. Mimo arystokratycznego pochodzenia potrafi godzinami krzątać się po ogródku, odziana w mało gustowny, brązowy, płócienny fartuch. I podczas gdy ona traci głowę dla kwiatów, jej córka Patricia traci ją dla kapitana załogi wioślarskiej. Tish jest do szaleństwa zakochana w Rolandzie „Rollo” Friethu, który skądinąd szybko zyskuje sympatię Daisy. Podobnie zresztą jak jego najlepszy przyjaciel, a zarazem siostrzeniec sir Ruperta, Erasmus. To właśnie na skutek powinowactwa tego ostatniego z rodziną Daisy załoga Ambrose College gości w posiadłości Cheringhamów. Wioślarze w białych koszulkach i bordowych czapkach skutecznie reorganizują monotonną codzienność jaśnie państwa, wprowadzając przy tym mnóstwo młodzieńczej energii i witalności do życia skostniałych arystokratów. Miłą atmosferę psuje jednak konflikt pomiędzy dwoma zawodnikami. Basil DeLancy demonstracyjnie wyraża niechęć do sternika swojej załogi, Horace’a Botta. Syn hrabiego nie dość, że na łodzi nie ma najmniejszej ochoty wykonywać poleceń syna sklepikarza, to na lądzie skrupulatnie korzysta z każdej okazji, żeby go publicznie upokorzyć. Bott musi liczyć tylko na siebie. Inni żacy nie stają w jego obronie, bo niewielu spośród nich zdaje się go naprawdę lubić. Sympatii nie zyskał nawet we własnej załodze wioślarskiej. – Wydaje się wiecznie obrażony. To błędne koło. Ma bystry umysł, wygrał stypendium do Ambrose i uzyskał podwójny dyplom z wyróżnieniem z fizyki i matematyki. Otrzymał też propozycję z Cambridge, ale jest synem kioskarza. Z Birmingham.
– Nie ten akcent. Nie ta rodzina – powiedział cierpko Alec.
– Nie ten instynkt, nie ten strój – dodała Daisy. – Tak mi powiedział. Nie wątpię, że był okropnie traktowany, ale efekt jest taki, że wciąż szuka powodów do obrazy i, oczywiście, je znajduje, więc ciągle jest gotów do walki. I nawet ci, którzy byliby gotowi przyjąć go do swego grona ze względu na jego zalety, nie są w stanie przebić się przez jego kolce.
W efekcie sportowa rywalizacja zamienia się w bezwzględną walkę klas.

Carola Dunn z dużą biegłością opisuje stosunki społeczne panujące w Anglii lat 20. XX wieku. Jednak jej warsztat pisarski jest na tyle ubogi, że nie broni się w kolejnej książce poświęconej perypetiom młodej arystokratki. Bezbarwni bohaterowie, prymitywne dialogi i nieprzekonywujące motywy postępowania odbierają chęć jakiejkolwiek lektury. Podobnie zresztą jak żenujące wpadki językowe i widoczny brak należytej korekty książki. Przykro to stwierdzić, ale zaciekawienie dalszymi losami Daisy jest jedynym powodem, dla którego warto sięgnąć po tę powieść. Pisarka i redaktor prowadzący oddali pannie Dalrymple niedźwiedzią przysługę.
Komentarze
  • 1
    gość 25 lutego 2015 | 8:26:29

    Jest to najgorzej przetłumaczona (przez kilka tłumaczek - jedna słabsza od drugiej) książka, jaką przeczytałam!

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Dziennik Literacki używa plików COOKIE. Korzystając z Dziennika Literackiego wyrażasz zgodę na ich wykorzystywanie.
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o plikach COOKIE.
Akceptuję