Okładka książki: Kaligraf Woltera
  • Autor: De Santis Pablo
  • Tytuł: Kaligraf Woltera
  • Tytuł oryginału: El calígrafo de Voltaire
  • Język oryginału: hiszpański
  • Przekład: Tomasz Pindel
  • Liczba stron: 160
  • Rok wydania: 2007
  • Oprawa: twarda
  • Wymiary: 135 x 205 mm
  • ISBN: 978-83-7495-160-9
  • Wydawca: Muza S.A., Warszawskie Wydawnictwo Literackie
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: Muza S.A., Warszawskie Wydawnictwo Literackie
A- A A+

Lapidarny styl, niepokojąca fabuła i galeria osobliwych postaci. Pablo De Santis to jeden z nielicznych pisarzy, który nigdy nie zawodzi. Kaligraf Woltera to majstersztyk. Intrygująca opowieść o sztuce pisania, automatach i zabójczej mocy słowa.

Francja, XVIII wiek. Dalessius, młody absolwent szkoły kaligrafów, szuka pracy. Choć nie osiągnął mistrzostwa w kaligrafii, dość dobrze zna tajniki owego rzemiosła. Młodzieniec zna i tajemnice niezwykłych atramentów, i różnorodne techniki pisania. Ku swojemu zaskoczeniu, Dalessius znajduje zatrudnienie u samego Woltera w jego zamku w Ferney. Szybko się jednak okazuje, że młody kaligraf długo nie zagrzeje miejsca w posiadłości starzejącego się filozofa. Wolter wysyła bowiem młodzieńca ze specjalną misją do Tuluzy. Dalessius ma zbadać sprawę śmierci niejakiego Marka Antoniego Calasa. Władze sądzą, że zamordował go jego własny ojciec. Wolter jednak jest przekonany, że mężczyzna zabił się sam…

Kaligraf Woltera (2001) to trzecia powieść Pablo De Santisa przetłumaczona na język polski. Jej głównym bohaterem jest młody Dalessius. Mężczyznę poznajemy po raz pierwszy w kilka lat od opisanych w książce zdarzeń. Kaligraf, urzędnik, Francuz na emigracji w Argentynie. A przy tym niegdysiejszy współpracownik jednego z największych filozofów europejskiego oświecenia. To właśnie na zlecenie Woltera Dalessius podróżuje po XVIII-wiecznej Francji w poszukiwaniu odpowiedzi na trawiące wielkiego myśliciela pytania. Akcja powieści rozgrywa się w kilku miejscach – w zamku Woltera w Ferney, w Tuluzie, w Paryżu. Także w Hiszpanii i Argentynie, choć państwa te nie pojawiają się na kartach książki, a jedynie w relacji Dalessiusa i to w kontekście jego późniejszych dziejów. De Santis unika dat, dlatego też akcję powieści możemy umieścić na osi czasu tylko w przybliżeniu. Biografowie Woltera są zgodni, że filozof dopiero od 1758 roku mieszkał na stałe Ferney. Proces Jana Calasa rozpoczął się w 1761 roku. Dalessius musiał poznać Woltera w międzyczasie. Akcja powieści kończy się długo po śmierci filozofa. Obejmuje więc ona niemal całą drugą połowę XVIII wieku.

Punktem wyjścia dla rozwoju fabuły jest opisany przez De Santisa proces Jana Calasa. Warto podkreślić w tym miejscu, że odbył się on rzeczywiście, a opisane w książce fakty z nim związane są prawdziwe. 13 października 1761 roku Marek Antoni Calas popełnił samobójstwo, jednak rodzina nie chcąc, aby ukochany syn został pozbawiony chrześcijańskiego pochówku, zatarła wszystkie ślady i zgłosiła władzom, że mężczyzna został zamordowany.

Argentyńczyk nie wdaje się w szczegóły. Skazanie Jana Calasa na śmierć, bez udowodnienia mu winy, to dla De Santisa pretekst do opisania dominikańskiego spisku, o którym rzekomo miał być przekonany Wolter. Fakty historyczne są jednoznaczne: Marek Antoni Calas chciał zostać prawnikiem, lecz aby móc pełnić adwokacką posługę, musiał uzyskać od katolickiego duchowieństwa specjalne zezwolenie na wykonywanie zawodu. Jednak Calasowie byli kalwinistami. Jako protestant Marek mógł zapomnieć o uzyskaniu takiego dokumentu. Po śmierci mężczyzny pojawiły się więc plotki, że Jan Calas nie mógł pogodzić się z tym, że syn chce nawrócić się na katolicyzm, i dlatego zabił go 13 października 1761 roku. Opinia publiczna wpadła w histerię, a dominikanie dodatkowo dolewali oliwy do ognia, podsycając nienawiść Francuzów do hugenotów. 9 marca 1762 roku parlament Tuluzy skazał Jana Calasa na śmierć, choć nic nie wskazywało na to, że mężczyzna dopuścił się dzieciobójstwa. O tym wstrząsającym wyroku Wolter dowiedział się w długo po tym jak zapadł – dopiero gdy inny z synów Calasa uciekł do Genewy, gdzie spotkał się z filozofem i przedstawił mu akta sprawy. Myśliciel, przekonany o niewinności Jana Calasa, zaczął domagać się od francuskiego wymiaru sprawiedliwości, aby ten znowu zajął się sprawą domniemanego zabójcy z Tuluzy. Odniósł sukces. W 1765 w wyniku apelacji Rada Królewska wydała wyrok: Jan Calas został uznany za niewinnego i pośmiertnie rehabilitowany.

De Santis nagina historię do potrzeb fabuły. W jego powieści Wolter interesuje się sprawą od samego jej początku, a Dalessius śledzi jej przebieg, będąc na miejscu, w Tuluzie. Kaligraf skrupulatnie pisze raporty z kolejnych dni śledztwa i czym prędzej wysyła je Wolterowi, wierząc, że sędziwy filozof złoży niezrozumiałe dla kaligrafa fragmenty rzeczywistości w jedną spójną całość.

W paryskich księgarniach często można było znaleźć luźne kartki, trzymane przez księgarzy w kufrach, w nadziei, że kiedyś znajdą księgę, do której ta kartka należy. Pojawiła się moda na oprawianie owych zagubionych stron, tak że tworzyła się z nich książka opowiadająca chaotycznie o najróżniejszych rzeczach. Tak właśnie się czułem: zbierałem niezrozumiałe strony, czekając, aż w jednej z komnat w Ferney, przy oknie, wielki czytelnik wszystko to pojmie.

Na swojej drodze do prawdy Dalessius poznaje szereg osobliwych, żeby nie rzec dziwacznych, postaci. Konstruktora automatów do złudzenia przypominających ludzi, kata, który wyrzekł się zawodu, kobiety-posłanniczki, na których ciałach spisywane są sekretne wiadomości czy wreszcie Silasa Darela – kaligrafa, który obrósł legendą już za swego życia. Ci bohaterowie doskonale wpisują się w mroczny nastrój powieści. A sam Kaligraf Woltera doskonale wpisuje się w charakter całego dorobku literackiego jego autora. Pablo De Santis po raz kolejny udowadnia, że pisanie jest źródłem grozy. I jest w tym szalenie przekonywujący.


Inne recenzje książek De Santis Pablo:

Przekład
Tajemnica Paryża
Teatr pamięci
Komentarze
  • 1
    awita22 2010-8-15 22:34:32

    Wydaje mi się, że właśnie na Twoim blogu po raz pierwszy przeczytałam o książkach Pablo De Santisa, a potem, na spotkaniu z autorem, kupiłam kilka :-) Z przyjemnością przeczytałam o Twoich wrażeniach, bo Kaligraf bardzo mnie wciągnął, pewnie również dlatego, że tłem jest 18-wieczna Francja z najróżniejszymi szaleństwami tej epoki. Oby więcej tak świetnych, niecodziennych kryminałów wpadało mi w ręce :-). Jestem nadal pod urokiem tej niewielkiej książki, ujęło mnie wiele takich "smaczków" np. sam temat zamierającej sztuki kaligrafii, przerażająca postać kata, tajemnicza dziewczyna podróżująca przerażającą Nocną Pocztą przez całą Francję, osoba sędziwego filozofa Woltera a i cała intryga bardzo wciągnęła... Pozdrawiam serdecznie :-)

  • 2
    Annie 2010-8-23 16:42:21

    Jeśli tak było w istocie to mogę jedynie powiedzieć, że jest mi szalenie miło z tego powodu :) Swoją drogą po tym, jak przeczytałam wszystkie książki De Santisa przetłumaczone na język polski i poznałam autora, mam ogromny niedosyt i już nie mogę się doczekać, kiedy MUZA wyda kolejną jego powieść. Buziaki! :)

  • Login
Przepisz kod z obrazka

Pochwała macochy

Pochwała macochyPodobno wybór tegorocznego Noblisty był czystą formalnością. Podobno akademicy, jeszcze przed głosowaniem zgodzili się co do tego, kto w tym roku zostanie nagrodą uhonorowany. Podobno takie rewelacje sprzedał prasie Horace Engdahl...

Cały swój czas poświęcam powieściom! – wywiad z Theresą Monsour

Cały swój czas poświęcam powieściom! – wywiad z Theresą Monsour Wrzesień kończy się z prawdziwym przytupem. Kilka dni temu miałam przyjemność przedstawić Wam zapis rozmowy z Archerem Mayorem, dziś zaś czeka na Was kolejna niespodzianka...

Miss Marple

Miss MarplePanna Marple tak zwinnie wkradała się w moje życie, że nawet nie zauważyłam jej przybycia. (…) Nie miała nic wspólnego z moją babką. Była stokroć bardziej drobiazgowa i pełna staropanieńskich nawyków. Jeżeli coś je łączyło...

Śladami "Aniołów i demonów"...

Śladami Aniołów i demonów... Z powietrza Rzym wyglądał jak ogromny labirynt starożytnych ulic wijących się wokół budynków, fontann i rozsypujących się ruin. Robert Langdon z ciekawością przyglądał się miastu. Jego wzrok natknął się na ruiny rzymskiego Koloseum...

Lipcowe stosy

Lipcowe stosy Lipiec minął mi niepostrzeżenie. Czuję się jak ktoś, komu ukradziono miesiąc z kalendarza. Nie wiem, czym to jest powodowane, ale mam wrażenie, jakbym traciła kontrolę nad upływem czasu. Na szczęście do urlopu niespełna trzy tygodnie...

statystyka

copyright 2008-2010 dziennik-literacki.pl | Wszelkie prawa zastrzeżone