„Krótki i niezwykły żywot Oscara Wao”
Okładka książki „Krótki i niezwykły żywot Oscara Wao”
  • Autor: Junot Díaz
  • Tytuł: Krótki i niezwykły żywot Oscara Wao
  • Tytuł oryginału: The Brief Wondrous Life of Oscar Wao
  • Język oryginału: angielski
  • Przekład: Jerzy Kozłowski
  • Liczba stron: 304
  • Rok wydania: 2009
  • Oprawa: twarda
  • Wymiary: 140 x 205 mm
  • ISBN: 978-83-240-1192-6
  • Seria: Proza
  • Wydawca: Znak, Społeczny Instytut Wydawniczy Sp. z o.o.
  • Miejsce wydania: Kraków
  • Logo wydawnictwa: Znak, Społeczny Instytut Wydawniczy Sp. z o.o.
Recenzja
Data publikacji: 5 sierpnia 2009 A- A A+
Mówią, że to przyszło z Afryki, w krzykach zniewolonych; że było śmiertelną klątwą Tainów wypowiadaną w chwili, gdy jeden świat ginął, a drugi się rodził; że było demonem wciągniętym do wszechświata przez piekielne wrota, które uchylono na Antylach. „Fukú americanus” lub bardziej kolokwialnie „fukú” – w ogólności klątwa, fatum. (…) Bez względu na brzmienie i pochodzenie tego słowa powszechnie uważa się, że przybycie Europejczyków na Hispaniolę sprowadziło „fukú” na cały świat i od tamtej pory wszyscy siedzimy po uszy w tym gównie. A na pewno po uszy siedzi w nim Oscar – pierwszy Dominikańczyk w historii, który może umrzeć jako prawiczek i którego niezwykle przeraża ta wizja.

Oscar Wao to niemożliwie wręcz otyły nastolatek zafascynowany literaturą science fiction, grami komputerowymi i kobietami. Jednak w przeciwieństwie do dwóch pierwszych, tych ostatnich nigdy nie udało mu się nawet dotknąć. Nad młodym de Leónem ciąży bowiem wyjątkowo uporczywa klątwa, przekazywana w rodzinie z pokolenia na pokolenie. Tylko jakoś Oscar nie bardzo chce uwierzyć w jej istnienie. Żyje, rozsmakowując się w swojej żałosnej egzystencji, pisząc kolejne powieści i marząc o transformacji w superbohatera, który w przeciwieństwie do niego nie poprzestałby na platonicznych miłościach. Jest nielatynoskim Latino; Dominikańczykiem, który stanowi ucieleśnienie zaprzeczenia ideału macho. Aby zachować resztki godności, żyje poza grupą, bezustannie powtarzając sobie, że jest Dominikańczykiem. Żeby uwierzyć. Żeby nie zapomnieć.Soy dominicano. Dominicano soy. Do czasu.

Krótki i niezwykły żywot Oscara Wao (2007) to, wbrew tytułowi, nie opowieść o dziejach dziwacznego Dominikanina, a przejmująca saga rodzinna opowiadająca o losach dominikańsko-amerykańskiego rodu Cabral. Co ciekawe, snuta przez tajemniczego narratora, określającego się mianem the Watcher, który ujawnia się dopiero z czasem, pod postacią kochanka siostry Oscara, Yuniora (nieodzownie przywołującego mi na myśl Juniora, bohatera Topieli Díaza). Ani Oscar, ani jego siostra Lola, ani matka, babka, czy przyjaciele nie wypowiadają się bezpośrednio na kartach tej książki. To Yunior decyduje o tym, co powiedzieć, a co przemilczeć, przez co na swój sposób przemienia się w literackiego El Jefe, dyktatora rządzącego Krótkim i niezwykłym żywotem Oscara Wao.

Junot Díaz przeprowadza nas, jak zwykle – achronologicznie, przez lata dyktatury Niewydarzonego Krowokrada i Popierdola. Rafael Leónidas Trujillo Molina, sadystyczny Mulat o świńskich oczkach, to drugoplanowa, lecz bezsprzecznie jedna z najważniejszych postaci powieści. Jeden z Sauronów Karaibów (godnie noszący to miano, ramię w ramię z Fidelem Castro i Papą Dokiem); Darkseid Oscara, a właściwie całej rodziny Cabral. Dominikański demiurg, który zamiast wsłuchać się w głos rozsądku, posłuchał swojego pinga, w sposób nieodwracalny decydując o ich krótkich i niezwykłych żywotach.

Krótki i niezwykły żywot Oscara Wao to historia trwającej ponad trzydzieści lat walki Dominikańczyków z dyktaturą El Jefe. To opowieść o ich odwadze i wytrwałości, jednak daleka od pompatyczności. Brak w niej patosu. Jest namiętna, pełna pasji, wręcz dzika. A przy tym autoironiczna, pełna czarnego humoru i w cudowny sposób postmodernistyczna. Sposób prowadzenia narracji, budowania fabuły, warstwa językowa, hiszpańskie wtręty i bezczelne, zjadliwe przypisy, przypisy i jeszcze raz przypisy! Kolejne rozdziały wprowadzają na scenę nowych bohaterów, pozornie przypadkowo, a jednak konsekwentnie spinając całą opowieść przewrotną klamrą. A postaci są szalenie wyraziste – wielobarwne, przepełnione energią, a przy tym fantastycznie autentyczne. Karaibowie z krwi i kości zamieszkujący Anty-le, których już sama nazwa przywodzi na myśl immanentny im sprzeciw. I gniew. Czasem zaś pokorę, ale tylko wtedy, kiedy rzeczywistość tak przytłacza, że mają oni ochotę tylko na jedno – uciec.

Oscar pragnie uwolnić się od siebie samego, zmęczony swoją formą, mimowolnie kontestującą machismo, które przecież chciałby, aby stało się jego udziałem. Tak jak on chce uciec od beznadziei własnego jestestwa, tak Lola pragnie wyzwolić się z kajdan, w jakie zakuła ją matka. Z niesłabnącą determinacją walczy, aby uwolnić się od jej brutalnej protekcjonalności. Belicia też ucieka – od własnej przeszłości, Dominikany oraz przybranej matki, La Inki. Spotkanie z nią przybliżyłoby ją bowiem do tak znienawidzonego Trujillato. Od samego siebie chce uciec również Yunior i to właśnie on, jedyny poza rodziny, jako jedyny będzie miał szansę na odkupienie swoich błędów. A przynajmniej pozostanie z nadzieją na to, że kiedyś się to stanie. Każdy z bohaterów, próbując uciekać, prędzej czy później orientuje się, że nie ma ucieczki. Nigdy. Jedynym sposobem, żeby się wydostać, jest wejście do środka. I o tym chyba są te wszystkie historie.

Krótki i niezwykły żywot Oscara Wao został uhonorowany Nagrodą Pulitzera za rok 2008. A oprócz tego, całym morzem nagród (the John Sargent Sr. First Novel Prize, the National Book Critics Circle Award, the Anisfield-Wolf Award, the 2008 Dayton Literary Peace Price for Fiction, the 2008 Hurston/Wright Legacy Award czy the 2008 Massachusetts Book Prize for Best Fiction) i tylko formalnością będzie, jeśli powiem, że zasłużenie. We wrześniu 2007 roku studio Miramax zakupiło prawa do ekranizacji powieści (mam nieodparte wrażenie, że film nie będzie w stanie oddać całej niezwykłości żywota Oscara, ale cóż… nie mnie o tym decydować), zaś książka, przetłumaczona na kilkanaście języków, sprzedaje się w gigantycznych nakładach. Nic dziwnego – przepięknie skrojone sylwetki kobiet, znakomite portrety psychologiczne, postmodernistyczna intertekstualność… Książka, o jakiej każdy miłośnik dobrej prozy może tylko pomarzyć. Ja jestem nią całkowicie oczarowana i już nie mogę doczekać się kolejnych powieści Díaza.


PS Jak wiele wątków autobiograficznych kryje powieść, wie tylko sam pisarz. Jednak już tylko rzut oka na jego biografię pozwala sądzić, że kilka znajduje się w niej na pewno. Po ukończeniu w 1987 roku Old Bridge High School w New Jersey, Díaz studiował w Rutgers College, który opuścił w 1992 roku. Obecnie jest wykładowcą kreatywnego pisania na prestiżowym MIT. Podobnie jak Oscar, żywi słabość do fantastyki, horrorów i science fiction, zapoczątkowaną fascynacją Planetą małp i brytyjskim Ostrzem ciemności. Z Yuniorem zaś dzieli doświadczenia imigranckie. Choć czy one nie są wspólne dla większości dominikańskich rodzin?
Komentarze
  • 1
    awita 7 sierpnia 2009 | 2:02:42

    Trochę przeraża mnie ta "postmodernistyczna intertesktulaność", ale zachęca za to obietnica przepięknych kobiecych portretów psychologicznych. I w końcu jak to jest z tym machismo? :-)

  • 2
    Annie 7 sierpnia 2009 | 22:27:18

    Diaz stworzył genialne portrety kobiet. Są one niejednoznaczne, pełne emocji, poszukujące, prawdziwe. Intertekstualności nie powinnaś się obawiać - znajomość fantastyki pomaga, ale jej nieznajomość na pewno nie szkodzi i nie odbiera przyjemności z lektury książki. Podobnie rzecz się ma z postmodernizmem - nawet najwięksi tradycjonaliści szybko przywykną do stylu Diaza i znajdą w nim upodobanie ;) Pisarz kwestionuje machismo i z tego, co udało mi się wyczytać na jego temat, to nie wyłącznie zabieg literacki obliczony na jakąkolwiek prowokację a wyraz jego własnych przekonań. W jednym z wywiadów przeczytałam kiedyś, że został pisarzem tylko dlatego, że wyemigrował i nauczył się od kobiet delikatności i wrażliwości na życie. Empatia, tak negowana przez macho, ubogaca. A jak jest do końca... zapraszam do lektury ;) A tymczasem pozdrawiam! ;)

  • 3
    awita 8 sierpnia 2009 | 7:55:54

    Dzięki za wyjaśnienia ;-). Hmm... pociągają mnie te niejednoznaczności, a sam autor - ależ interesujący!!

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję