„Weź moje serce”
Okładka książki „Weź moje serce”
  • Autor: Mary Higgins Clark
  • Tytuł: Weź moje serce
  • Tytuł oryginału: Just Take My Heart
  • Język oryginału: angielski
  • Przekład: Xenia Wiśniewska
  • Liczba stron: 248
  • Rok wydania: 2009
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Wymiary: 140 x 200 mm
  • ISBN: 978-83-7648-228-6
  • Wydawca: Prószyński i S-ka, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: Prószyński i S-ka, Wydawnictwo
Recenzja
Data publikacji: 21 lutego 2010 A- A A+
Weź moje serce (2009) to jedna z najnowszych, a zarazem najsłabszych powieści, jakie wyszły spod pióra Mary Higgins Clark. To czterdziesta czwarta książka w jej dorobku literackim, a co ciekawe, opublikowana w Polsce w tym samym roku, w którym miała swoją światową premierę. Choć o tej amerykańskiej prozaiczce nie miałam okazji pisać do tej pory, muszę już na wstępie zaznaczyć, że to jedna z moich ulubionych autorek kryminałów. Jest świetna. Nie bez kozery nazywa się ją „królową suspensu”.

Natalie Raines, gwiazda broadwayowskich teatrów, zostaje zamordowana. Umiera, wykrwawiając się na śmierć, po tym, jak została postrzelona w swoim własnym domu. Prokuratura ma pewność, że zabójcą jest agent aktorki, a zarazem jej mąż – Gregg Aldrich. Jednak brak jej jakichkolwiek dowodów. Wszystko zmienia się, kiedy dwa lata później Jimmy Easton, recydywista skazany na karę ponownego więzienia, nagle oświadcza, że Aldrich starał się przed laty wynająć go do zabójstwa Natalie. Prokuratura sprawdza jego zeznania – okazują się wiarygodne. Oskarżyciele wreszcie mają szansę wytoczyć mu proces. W imieniu prokuratury oskarżenie przeciwko Aldrichowi wnosi Emily Wallace, młoda asystentka prokuratora. Sprawa śmierci Natalie to dla niej prawdziwa szansa. Kobieta będzie mogła dzięki niej pełnoprawnie wrócić do zawodu po dwuipółrocznej przerwie z powodu tragicznej śmierci męża i transplantacji serca. Sprawa wydaje się prosta, wszystkie elementy układanki gładko wskakują na swoje miejsce. Jednak Emily z każdym kolejnym dniem procesu ma coraz więcej wątpliwości, czy rzeczywiście oskarża właściwego człowieka. Zaczynają ją niepokoić dziwne wspomnienia dotyczące Aldricha. A jakby tego było mało, jej misternie zbudowany akt oskarżenia zaczyna się sypać…

Zanim o książce, wpierw parę słów o autorce. Mało który pisarz osiąga bowiem taki sukces, jak Mary Higgins Clark. Pisarka urodziła się 24 grudnia 1927 w Nowym Jorku, w rodzinie o irlandzkich korzeniach. W wieku zaledwie siedemnastu lat została stewardesą w liniach lotniczych Pan American, co pozwoliło jej spełnić marzenia o podróżach. Zwiedziła Europę, Afrykę i Azję. W 1949 roku pisarka poślubiła starszego od siebie Warrena Clarka. W tym samym czasie zaczęła tworzyć swoje pierwsze teksty literackie. Jednak pierwsze opowiadanie opublikowała dopiero w 1956 roku. Na swój debiut powieściowy musiała czekać kolejne dwanaście lat – pierwszą książkę wydała dopiero w 1968 roku. Co ciekawe, wcale nie była to powieść kryminalna. Clark zadebiutowała powieścią biograficzną o George\'u Washingtonie pt. Aspire To The Heavens. Pierwszy thriller wyszedł spod jej pióra dopiero w 1975 roku (Where Are The Children?). Warto było tyle czekać – książka okazała się bestsellerem. Dziś pisarka ma na swoim koncie czterdzieści pięć powieści. W samych Stanach Zjednoczonych sprzedano je w osiemdziesięciu milionach egzemplarzy. Tylko Where Are The Children? doczekała się siedemdziesięciu pięciu dodruków. To dopiero wynik!

Za co lubię powieści Mary Higgins Clark? Za przemyślaną konstrukcję i wartką akcję, a ją samą za umiejętność stopniowego budowania napięcia i talent do łączenia najlepszych cech trzech gatunków literackich: powieści kryminalnej, obyczajowej i thrillera. Choć opowiadane przez nią historie różnią się między sobą, mają jedną wspólną cechę – są pozbawione literackich fajerwerków, czasami wydają się przewidywalne, a mimo to ostatecznie ich fabuły zaskakują. Podobnie rzecz się ma z Weź moje serce. Pobieżna lektura pierwszych kilku stron pozwala nam sądzić, że Emily jest biorcą serca Natalie. Po kilkunastu kolejnych stronach zaczynamy mieć pewność, co do tożsamości zabójcy. Jednak po kilkudziesięciu następnych świat przedstawiony przestaje być taki klarowny. Pisarka irracjonalizuje rzeczywistość swoich bohaterów – właściwie każdy z nich staje się równie podejrzany jak Gregg Aldrich.

Akcja powieści w zdecydowanej większości rozgrywa się w jednym miejscu – na sali rozpraw miejscowego sądu. A jednak jest dynamiczna, dzięki retrospekcjom i zeznaniom kolejnych świadków, które przybliżają Emily do poznania prawdy o śmierci Natalie. Mamy rzetelnie przygotowany akt oskarżenia, przekonywujący materiał dowodowy, standardowe procedury i techniki kryminalistyczne, a mimo to rozwiązanie akcji zdumiewa. Okazuje się bowiem, że nic nie jest tak oczywiste, jak wydawało się na początku. Brzmi jak truizm? A i owszem. Tym niemniej niewielu pisarzy zręcznie umie wykorzystywać klasyczne formuły. Choć Mary Higgins Clark nie tworzy tak rozbudowanego tła obyczajowego, jak Agatha Christie czy Caroline Graham, z obiema tymi pisarkami ma naprawdę wiele wspólnego. Przede wszystkim to, że każda z tych autorek opisuje zwyczajnych ludzi, którzy postawieni w obliczu pewnych okoliczności dokonują mniej lub bardziej rozsądnych wyborów. Wystarczy drobny wypadek, abyśmy to my stali się bohaterami którejś z opowiadanych przez nie historii. Umiejętność ukazania czytelnikowi tej cienkiej granicy pomiędzy prawdziwym życiem a fikcją, to największa siła ich książek.
Komentarze
  • 1
    Miss_Jacobs 21 lutego 2010 | 20:51:54

    Moja mama jest wielką zwoleniczką książek tej pani. Ja swojego czasu podkradłam jedną z nich i odłożyłam po kilkunastu stronach. Styl w jakim została napisana zdecydowanie mnie odpychał, było nudno i nijako czyli inaczej niż w Twojej recenzji. Może jeszcze kiedyś będzie mi dane zobaczyć co moja mama i inni tak lubią w ksiażkach tej pani.

  • 2
    Annie 21 lutego 2010 | 21:04:29

    U Clark wiele się dzieje na poziomie słów. Może stąd to Twoje odczucie nudy i nijakości. To charakterystyczna proza, odrobinę staroświecka. Nie każdemu może się podobać. Tym niemniej, szczerze powiedziawszy, nie spotkałam jak dotąd nikogo, kto by jej nie lubił. Jesteś zatem pierwsza ;) Mam nadzieję jednak, że dasz jej jeszcze szansę - może inna podebrana z półki książka okaże się lepsza? ;)

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Dziennik Literacki używa plików COOKIE. Korzystając z Dziennika Literackiego wyrażasz zgodę na ich wykorzystywanie.
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o plikach COOKIE.
Akceptuję