„Taras z uroczynem”
Okładka książki „Taras z uroczynem”
  • Autor: Mia Couto
  • Tytuł: Taras z uroczynem
  • Tytuł oryginału: A varanda do frangipani
  • Język oryginału: portugalski
  • Przekład: Elżbieta Milewska
  • Liczba stron: 144
  • Rok wydania: 2009
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Wymiary: 125 x 200 mm
  • ISBN: 978-83-247-0463-7
  • Seria: Lemur
  • Wydawca: Świat Książki, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: Świat Książki, Wydawnictwo
  • Logo serii: Lemur
Recenzja
Data publikacji: 24 grudnia 2009 A- A A+
Tavares, Peixoto, Couto… Aj, zasmakowałam w portugalskojęzycznej literaturze. Niewielu wie, że Luzytania, wiecznie skrywająca się w cieniu Hiszpanii, może poszczycić się naprawdę znakomitymi prozaikami. Choć nazywanie Mii Couto Portugalczykiem to nadużycie. To Mozambijczyk piszący w języku portugalskim, a przy tym jeden z przedstawicieli realizmu magicznego kręgu literatury portugalskojęzycznej. Jednak jego proza nie tchnie zwyczajową dla gatunku nadzieją i pogodą. Jest smutna, wzruszająca, refleksyjna. I niesamowicie egzotyczna.

Mia Couto, a właściwie António Emílio Leite Couto, nie jest pisarzem w Polsce nieznanym. A jednak mówi się o nim rzadko, choć przecież na fali zainteresowania Coetzeem i literaturą afrykańską było po temu wiele okazji. Prozaik urodził się w 1955 roku w Beirze, w rodzinie białych Portugalczyków, w czasie, gdy Mozambik był kolonią niegdysiejszej Luzytanii. Zadebiutował w 1983 roku tomikiem poezji. Od tego czasu wydaje właściwie nieprzerwanie. Swoją miłość do słowa udało mu się połączyć z pracą zawodową – był dyrektorem Agencji Informacyjnej Mozambiku, redaktorem naczelnym pisma „Tempo” i dziennika „Notícias de Maputo”. W Polsce jak dotąd ukazały się trzy jego książki, lecz już w lutym nakładem wydawnictwa Karakter ukaże się czwarta powieść – Lunatyczna kraina, która została po raz pierwszy opublikowana w 1992 roku, na cztery lata przed powstaniem Tarasu z uroczynem.

Ermelindo Mucanga, nieżyjący od dwudziestu lat cieśla, błąka się po ziemi jako xipico. Jest zbłąkanym duchem, dlatego, że przed laty nie wyprawiono mu zgodnego z tradycją pochówku. Aby zaznać ostatecznego spokoju, musi ponownie przeżyć swoją śmierć poprzez wstąpienie w ciało człowieka, który niebawem umrze. Wtedy przeistoczy się w xicuembo; stanie się bezpowrotnie zmarłym. Powodowany pragnieniem zakończenia swojej ziemskiej tułaczki, Ermelindo staje się częścią Izidine’a Naíty, przybyłego z Maputo inspektora policji, który ma za zadanie wyjaśnić tajemnicę śmierci Vasta Excelência, dyrektora miejscowego domu starców. Mężczyzna został zamordowany, lecz nikt nie wie, gdzie znajduje się jego ciało. Brak jakichkolwiek śladów przestępstwa, lecz czy Izidine’owi będą one potrzebne, skoro każdy z mieszkańców domu przyznaje się do jego popełnienia?

Choć intryga kryminalna zdaje się wysuwać na pierwszy plan, Taras z uroczynem w żadnym razie nie jest kryminałem. To melancholijna opowieść o samotności, wyobcowaniu i poszukiwaniu sensu życia w miejscu, które zdaje się funkcjonować poza jakimikolwiek prawami logiki. Racjonalność nie ma bowiem wstępu do São Nicolau. To miejsce gości jedynie zbłąkane dusze umarłych, łuskowatego pangolina o magicznej mocy i uroczyn ustrojony białymi kwiatami o żółtym dnie kielicha. Nadprzyrodzone siły, czary, afrykańskie obyczaje… Dzięki ich obecności forteca staje się ostatnim bastionem mozambijskich tradycji i wierzeń. To właśnie tu przechowywana jest pamięć o nich, choć przez wzgląd na zdrowie i wiek strzegących ich ludzi nie zawsze jest ona zupełna i wolna od przekłamań. Rezydenci domu starców to ostatni przedstawiciele dawno minionej epoki, której ład i porządek wyznaczała natura świata, nie zaś pragnienia człowieka.

Stwierdzam ze smutkiem, że Mozambik, który kochałem, umiera. Nigdy więcej nie wróci. Został mi tylko ten nadmorski zakątek, gdzie znalazłem schronienie. Moim krajem jest ten taras.

Taras z uroczynem to powieść naznaczona wojną. Couto opowiada w nim o dotkliwych ranach, jakie jeszcze dziś noszą w sobie Mozambijczycy po długotrwałej wojnie domowej. Zamyka w książce jednak nie tylko pamięć o bolesnej historii, ale również o tożsamości i kulturze Afryki – tej popadającej w zapomnienie, niknącej. Mozambik Couto zamieszkują martwi ludzie i żywe duchy. Tylko znajdujący się na granicy życia i śmierci ludzie mają w sobie siłę i determinację do zachowania swoich wierzeń i wartości. Odcięta od reszty świata, zaminowana forteca São Nicolau staje się zwierciadłem, w którym odbija się dawny Mozambik. Paradoksalnie, bardziej wolny w niewoli niż po wyzwoleniu.

Po tym wypełnionym egzotyczną magią świecie Couto oprowadza czytelników za pośrednictwem Izidine’a. Inspektor, choć jest Mozambijczykiem, dla mieszkańców fortecy pozostaje kimś zupełnie obcym. Naíta nie rozumie opowiadanych mu przypowieści, nie dostrzega podrzucanych mu tropów. To właśnie dlatego tak łatwo się z nim identyfikować – Izidine czuje się tak samo zagubiony w São Nicolau jak czytający książkę. Powieść Couto przypomina labirynt, z którego trudno się wydostać – to wielka historia upleciona z mniejszych, lecz nie mniej ważnych. To pean na cześć piękna Mozambiku oraz opowieść o przemijaniu, opowiedziana w poetyce realizmu magicznego. Cudowna, ujmująca, zjawiskowa.
Komentarze
  • 1
    nutta 24 grudnia 2009 | 20:56:28

    Pogodnego świętowania :)

  • 2
    be.el 24 grudnia 2009 | 22:06:28

    Życzę Wesołych Świąt!

  • 3
    Annie 26 grudnia 2009 | 21:08:59

    Dziękuję, kochane, i wzajemnie! Wszystkiego dobrego!!! :)

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Dziennik Literacki używa plików COOKIE. Korzystając z Dziennika Literackiego wyrażasz zgodę na ich wykorzystywanie.
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o plikach COOKIE.
Akceptuję