Okładka książki: Siedlisko
  • Autor: Cichowlas Robert i Kyrcz Kazimierz Jr.
  • Tytuł: Siedlisko
  • Język oryginału: polski
  • Liczba stron: 448
  • Rok wydania: 2009
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Wymiary: 125 x 195 mm
  • ISBN: 978-83-61725-06-0
  • Seria: Mroczny Świat
  • Wydawca: Grasshopper, Wydawnictwo Sp. z o.o.
  • Miejsce wydania: Lublin
  • Logo wydawnictwa: Grasshopper, Wydawnictwo Sp. z o.o.
  • Patronat Dziennika Literackiego
A- A A+

Recenzję wydanych pół roku temu Twarzy Szatana zakończyłam, zastanawiając się, jak obaj autorzy wypadliby solo i w dłuższej formie. Nie sądziłam wówczas, że tak szybko przyjdzie mi poznać na zadane pytanie odpowiedź. Siedlisko to kolejna książka, która wyszła spod pióra dwóch twórców grozy – Roberta Cichowlasa i Kazimierza Kyrcza Jr. I wiecie co? Choć nierówna, jest ona dość dobra.

Dawid Przywłocki, młody wdowiec samotnie wychowujący dwójkę dzieci, Monię i Krystka, wprowadza się wraz z rodziną do domu nieopodal podkrakowskiego Kryspinowa. Mężczyzna jest wziętym aktorem, a dzięki swojej popularności, jest również bardzo zamożny. Wiedzie szczęśliwe, spokojne życie. Gdyby nie śmierć żony, Marioli, jego życie byłoby pasmem sukcesów. Przeprowadzka w nowe miejsce ma być kolejnym etapem życiowej drogi Dawida. Ma nadzieję, że radośniejszym. Nowo zakupiony dom wymaga jednak remontu. Rozmiłowana w kawie ekipa remontowa rozpoczyna prace, jednak pewnego dnia ucieka z budynku w popłochu. Swoją ucieczkę budowlańcy tłumaczą krótko: podczas demontażu kominka działy się niewytłumaczalne rzeczy. Jednak zaabsorbowany pracą Dawid bagatelizuje tę niecodzienną sytuację. Wkrótce wszyscy mieszkańcy domu zaczynają odczuwać niepokój i doświadczać dziwnych zdarzeń: mają wrażenie, że są obserwowani, wydaje im się, że widzą osobliwe cienie, a mały Krystek zaczyna rozmawiać z kimś, kogo w ogóle nie widać…

Siedlisko to klasyczne „ghost story”. Jeśli ktoś spodziewa się fajerwerków, może być zawiedziony, gdyż ta powieść, pomimo, że jest całkiem dobrym reprezentantem gatunku, nie niesie z sobą żadnych nowych, świeżych, zaskakujących treści. Nakreślona przez pisarzy fabuła jest ciekawa – obfituje w wiele zwrotów akcji, lecz równie wiele z następujących zdarzeń jest dość przewidywalnych. Czy to zarzut? Nie, nie sądzę. Trudno bowiem uciec od pewnej gatunkowej sztampowości – powieści grozy rządzą się swoimi prawami.

Dom Dawida jest siedliskiem złowrogich zjaw. Jest nawiedzony, jednak to nie jedyne miejsce, które upodobały sobie mroczne cienie. Choć fizycznie przestrzeń powieści zamyka się na odcinku Kryspinów-Zabierzów, to autorzy w swoich opisach nie ograniczają się wyłącznie do tego zakątka. Jedną z niewątpliwych zalet ich powieści jest to, iż ukazują w niej obraz RP Anno Domini 2009. Ich bohaterowie oglądają „Szkło Kontaktowe”, odnoszą się do „Super Expressu” czy „Przekroju”, rozmawiają o aferach czy innych dziejących się wydarzeniach. Wykorzystanie kontekstu polityczno-społecznego współczesnej Polski jest w Siedlisku widoczne. I dobrze.

Cichowlas i Kyrcz z drobiazgowością oddają nie tylko tło obyczajowe powieści, ale równie skrzętnie opisują jej bohaterów. Sylwetki postaci są dopracowane i ciekawe. Nawet (a może zwłaszcza), jeśli chodzi o drugoplanowych bohaterów. Jednak w beczce miodu, łyżka dziegciu – Siedlisko utwierdziło mnie w przekonaniu, że pisanie w duecie obu pisarzom nie pomaga a szkodzi. Powieść jest nierówna, różnice w stylach obu autorów są bardzo wyraźne, już choćby dlatego, że są one diametralnie różne. Pisałam o tym w recenzji Twarzy szatana, ale wspomnę tu raz jeszcze: język Kazimierza Kyrcza charakteryzuje się oszczędnością i lapidarnością, zaś Roberta Cichowlasa – prozatorskim rozmachem. I chociaż obaj autorzy wspólnie redagowali Siedlisko, tych różnic nie udało im się zniwelować. Drugi mój zarzut dotyczy zakończenia – podobnie jak to miało miejsce w przypadku opowiadań, po świetnym zawiązaniu i rozwinięciu akcji, zakończenie jest dość mierne, nie przystaje do reszty. To właśnie te dwa argumenty, dotyczący języka powieści oraz rozwiązania fabuły, sprawiają, że Siedlisko oceniam jako tekst dość udany, przyzwoity, ale i, niestety, przeciętny.


Inne recenzje książek Cichowlas Robert i Kyrcz Kazimierz Jr.:

Twarze szatana
Zwróć też uwagę na...
Cień znad jeziora - okładka
Przeczytaj więcej...
Potępieńcza gra - okładka
Przeczytaj więcej...
Rowerzysta - okładka
Przeczytaj więcej...
Komentarze
  • 1
    qsia 2012-1-12 11:32:09

    Fabuła jest nudna, a zakońćzenie budzi śmiech.
    Język używany przez bohaterów jest sztuczny, nienaturalny: to zwykła proteza. Podobnie jak postacie, wcale nieprzerysowane, ale wyraźnie wybrakowane.
    Umiejętność budowania napięcia - zerowa!! Scena, którą pisarze budowali z mozołem i miała mnie przyprawić o ciarki, powoduje, ze ziewam i czekam, kiedy nastąpi jej koniec.....

    Dałam drugą szansę temu duetowi i przeczytałam "Koszmar na miarę" - również się zawiodłam i już niczego od tych Panów "nie kupuję".

  • Login
Przepisz kod z obrazka

Toskania, Umbria i okolice. Przewodnik subiektywny

Toskania, Umbria i okolice. Przewodnik subiektywnyWłoskich peregrynacji ciąg dalszy. Po literaturze beletrystycznej, czas na quasi-przewodnik, a konkretnie na przewodnik subiektywny napisany przez prawdziwych pasjonatów. Podróżników, którzy miejsca, o których piszą, znają od podszewki...

Świat jest wciąż pełen nierozwiązanych tajemnic... - wywiad z Gertem Nygårdshaugiem

Świat jest wciąż pełen nierozwiązanych tajemnic... - wywiad z Gertem Nygårdshaugiem Skandynawski Umberto Eco. Jeden z najwybitniejszych norweskich twórców kryminałów. Poeta, prozaik, autor książek dla dzieci, zasłynął kreacją gastronomicznego detektywa-amatora, Fredrica Druma. Pisarz...

"Lektor" Bernhard Schlink

Rzadko kiedy jestem tak poruszona filmem, że nie wiem, co powiedzieć, bo i rzadko kiedy obraz filmowy jest w stanie wykrzesać ze mnie tak silne emocje, jak książka. A jednak ekranizacji Lektora Bernharda Schlinka się to udało...

Śladami Henri Toulouse-Lautreca. Kronika zapomnianego dzieciństwa

Śladami Henri Toulouse-Lautreca. Kronika zapomnianego dzieciństwa Różowe dzieciątko w różowym mieście. Henri albo Henry (tę formę wolała jego matka) de Toulouse-Lautrec urodził się przed świtem, w mroczny listopadowy poranek 1864 roku...

Gorrrący październik ;)

Gorrrący październik ;) Mam, mam, mam, mam! Całą piękną trylogię Allende! Ach, rozmarzyłam się ;) Ale chyba słusznie... Bo patrzę na stosik i aż sama nie wierzę ;) Ta jesień czytelniczo będzie przepiękna ;) Zaczął się rok akademicki i przepadłam bez reszty...

statystyka

copyright 2008-2010 dziennik-literacki.pl | Wszelkie prawa zastrzeżone