„Radość niedoskonałości”
Okładka książki „Radość niedoskonałości”
  • Autor: Veronica Chambers
  • Tytuł: Radość niedoskonałości
  • Tytuł oryginału: The Joy of Doing Things Badly
  • Język oryginału: angielski
  • Przekład: Janusz Ruszkowski
  • Liczba stron: 224
  • Rok wydania: 2007
  • Oprawa: miękka
  • Wymiary: 120 x 200 mm
  • ISBN: 978-83-60383-05-6
  • Wydawca: Replika, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Zakrzewo
  • Logo wydawnictwa: Replika, Wydawnictwo
Recenzja
Data publikacji: 15 lipca 2009 A- A A+
Wakacyjnych bzdurek ciąg dalszy. Przynajmniej nadzieje na tego typu rozrywkę towarzyszyły mi, kiedy sięgałam po Radość niedoskonałości. Jednak po zabawnej Wpadce Rebecki Eckler, książka Veroniki Chambers okazała się sporym rozczarowaniem. Co z tego, że dowcipna, lekka i przyjemna, skoro składająca się z samych banałów i truizmów?

Nie wiem, dlaczego, ale towarzyszyło mi przeświadczenie, że Radość niedoskonałości to powieść. Dlatego też, sięgając po książkę, oczekiwałam czegoś zupełnie innego od tego, co otrzymałam. Dostałam bowiem typowy poradnik, którego podstawową tezę można zamknąć w kilku słowach: czerp radość ze swoich niedoskonałości! Mi się to udało! I ty możesz to zrobić! Dbaj o przyjaciół, dużo podróżuj, piękniej od śmiechu i czekaj na miłość. Przyjdzie, nawet, kiedy sądzisz, że strzała Amora nigdy cię nie dosięgnie. Odkrywcze, prawda?

Veronica Chambers z humorem i swadą opowiada o swojej drodze do zaakceptowania własnych niedoskonałości. Podnosi na duchu, nie moralizuje, ale na każdej stronie poradnika ukazuje, jakie to wszystko proste. Wystarczy pomyśleć, pstryk!, i już jest. Ten lekki, przyjemny styl Veronica Chambers zawdzięcza swojemu doświadczeniu zawodowemu – była dziennikarka działu kultury „Newsweeka”, redaktorka „Premiere” oraz „Savoy”, autorka licznych tekstów publikowanych w takich pismach jak „Vouge”, „New Yok Times Magazine” czy „Glamour”.

Radość niedoskonałości (2006) to książka bardzo autobiograficzna, a następujący po tytule dopisek: Osobisty przewodnik po życiu, miłości i babskiej lekkomyślności zdecydowanie należy potraktować dosłownie. Veronica Chambers przedstawia swoją biografię w różowej pigułce, którą ozdabia składającymi się z truizmów fioletowym plamkami: jesteśmy doskonałe w naszej niedoskonałości, ciesz się życiem bez względu na swoje kompleksy, nie przejmuj się własnymi słabostkami, pracuj nad sobą i przemień niedoskonałości w atut. Zawsze czytając tego typu teksty, mam wrażenie, że ktoś chce zrobić ze mnie idiotkę. Czy naprawdę potrzebuję wsparcia w dojściu do najbardziej oczywistych z najoczywistszych refleksji? Do wniosku, że tylko ja mogę sprawić, żeby moje życie było piękne? Irytuje mnie to pustosłowie oraz wszystkie te słodkie uniwersalizmy wygłaszane przez złotoustą Veronikę.

Wydaje się nam, że aby zdobyć czyjąś miłość, musimy być idealne. W rzeczywistości jest dokładnie na odwrót. Jesteśmy kochane za nasze niedoskonałości, za nasze śmieszne buzie, kaczy chód, słoniowy taniec, fałszowane piosenki. Wydaje się nam, że wszystko, co robimy, musi zostać przez kogoś docenione, i zapominamy, że czystej, nieocenzurowanej radości życia we własnej skórze możemy doświadczyć jedynie wówczas, gdy zdołamy wyzwolić się z objęć zarówno naszych fanów, jak krytyków. Możemy malować po prostu dla siebie. Możemy śpiewać na całe gardło w pustym biurze, kiedy już wszyscy pójdą do domu, i tańczyć tango solo w swoim saloniku. Nikt nie może nas powstrzymać przed upieczeniem sufletu, który opada, i zjedzeniu go w zaciszu własnej kuchni. Wierzcie mi: czekolada nie musi być piękna, żeby była smaczna. Amen.
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Dziennik Literacki używa plików COOKIE. Korzystając z Dziennika Literackiego wyrażasz zgodę na ich wykorzystywanie.
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o plikach COOKIE.
Akceptuję