„Río Anaconda”
Okładka książki „Río Anaconda”
  • Autor: Wojciech Cejrowski
  • Tytuł: Río Anaconda
  • Liczba stron: 450
  • Rok wydania: 2006
  • Oprawa: twarda
  • Wymiary: 145 x 215 mm
  • ISBN: 978-83-7506-022-5
  • Seria: Biblioteka Poznaj Świat
  • Wydawca: Zysk i S-ka, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Poznań
  • Logo wydawnictwa: Zysk i S-ka, Wydawnictwo
Recenzja
Data publikacji: 27 lutego 2009 A- A A+
Wojciech Cejrowski, jak kania dżdżu, domaga się uwagi i poklasku. Jest ekscentrykiem i raczej nikt, kto miał okazję go pooglądać w telewizji bądź posłuchać w radiu, nie będzie z tym zdaniem polemizował. Jest on wyrazisty i nieustępliwy, piekielnie inteligentny, lecz bywa również równie piekielnie irytujący. Jednak za Río Anacondę pochwały mu się należą. Akurat w tym przypadku brawa będą w pełni zasłużone.

Wojciech Cejrowski urodził się 27 czerwca 1964 roku w Elblągu. Swoją karierę dziennikarską rozpoczął od pracy w Polskim Radiu, gdzie w 1991 roku u boku Korneliusza Pacudy poprowadził cykl audycji Czy jest miejsce na country w Polsce? Już rok później dziennikarz odnalazł swoje miejsce w telewizji przy boku innego nietuzinkowego żurnalisty, Wojciecha Manna. To właśnie z nim w latach 1992-1994 prowadził program Non Stop Kolor w TVP2. Jednak popularność przyniósł mu dopiero kontrowersyjny program WC Kwadrans, nadawany w TVP1 w latach 1994-1996, i to on wykreował medialne zapotrzebowanie na Wojciecha Cejrowskiego. Dziennikarz właściwie od początku lat 90. nie znika z anteny, pojawiając się w coraz to nowych programach i w coraz to nowych odsłonach. Niemniej jednak, na swojej stronie internetowej, Wojciech Cejrowski wśród swoich zajęć wymienia w pierwszej kolejności bycie podróżnikiem i poszukiwaczem plemion amazońskich, a dopiero później – dziennikarzem czy publicystą. Pisarz od 20 lat organizuje wyprawy w najdziksze zakątki kuli ziemskiej – jest członkiem South American Explorers Club, a także, a może przede wszystkim, prestiżowego Royal Geographical Society (Królewskiego Towarzystwa Geograficznego w Londynie), w którego poczet został przyjęty jako trzeci w jego historii Polak. Jego największa pasja, antropologia kultury, a w szczególności badania terenowe ginących plemion Amazonii, stanowi przedmiot jego książek, w tym Río Anacondy, w której Autor prowadzi nas w głąb dżungli zamieszkiwanej przez Dzikich z z plemienia Carapana.

Río Anaconda to fabularyzowany opis podróży w głąb Amazonii i właśnie przez to, że fabularyzowany, fascynujący. Teksty Margaret Mead, Ruth Benedict, Franza Boasa czy choćby Bronisława Malinowskiego mają swój urok, ale… Żaden z nich nie wciągnął mnie tak, jak tekst Wojciecha Cejrowskiego. Autor snuje swoje Opowieści ze swadą wprawnego gawędziarza. Ukazuje nam szczyptę egzotycznego świata i okrasza ją sporą dawką przedniego humoru, zwłaszcza, kiedy wprowadza do tekstu postać Heleny Trojańskiej czy przeuroczego Anielca (to zdecydowanie dwoje moich ulubionych „bohaterów” ;) W sposób jak najbardziej przystępny stara się nam przybliżyć Innego i pokazać, że Obcy wcale nie jest obcy, że jest nam równowartościowy i że każdemu Innemu, zawsze i wszędzie, należy się szacunek. Choć Cejrowski skłania do refleksji, chcąc ocalić od zapomnienia to, co skazane jest na zapomnienie i zagładę, nie moralizuje i nie poucza. Podróżnik, choć przemyca do swoich Opowieści swoje zdanie, nie chce go nam narzucać. Opisuje jedynie świat, takim jakim go widzi, ale pisze w sposób niezwykle sugestywny, przekonywujący i w taki, który sprawia, że antropologia staje się naprawdę zajmująca.

- Masz dryg do słów, gringo (…) Radzisz sobie z nimi, a słowa ciebie słuchają. To jest Moc. Rzadki dar.

Dryg do słów Wojciecha Cejrowskiego znajduje swój wyraz w jego Opowieściach, a te mają Moc. (…) Zostawiają ślady na duszy słuchacza. Identyczne do tych, które powstałyby w tobie, gdybyś to przeżył na własnej skórze. Słuchając Opowieści, jesteś tam i wtedy, czujesz to, co czuli obecni tam i wtedy, a to, co usłyszałeś, nie trafi na strych wspomnień, lecz bezpośrednio w mięsień twoich przeżyć, w żyłę uczuć i do bagażu osobistych doświadczeń. Río Anaconda to właściwie powieść przygodowo-podróżnicza, której zdecydowanie bliżej do literatury beletrystycznej, aniżeli literatury faktu. Jednak w żadnym wypadku nie ma być to żaden zarzut – jak wspomniałam wcześniej, dla mnie siła Río Anacondy tkwi w jej sfabularyzowanej historii. Tytuł powieści nawiązuje do nazwy rzeki nadanej przez Autora jednej z wielu rzek w Amazonii. Wojciech Cejrowski stroni od precyzyjnego określania miejsc geograficznych, w których to dane mu było spotkać Dzikich z plemienia Carapana. Zachowuje dla nich niepamięć i ukrywa ich przed współczesną cywilizacją, dając szansę na pozostawanie nieznanym i opóźniając nieuchronne nadejście doń cywilizowanego świata. Cejrowski opowiada więc o swojej brawurowej wyprawie w głąb dżungli – o nietuzinkowych Latynosach, których spotkał na swej drodze, o wysłużonych rosyjskich pilotach latających na jeszcze bardziej wysłużonych maszynach, o Indianach plemion zewnętrznych, którzy w przeciwieństwie do Dzikich Carapana utrzymują kontakt z Białymi i wreszcie o mieszkańcach dziczy, Dzieciach Amazonii.

Cejrowski w niezwykły sposób portretuje amazońską puszczę – tak, jak Indianie (ich zwyczaje, wierzenia, tradycje, styl życia) są bohaterem jego książki, tak jest nią również sama Natura. Kult Matki Ziemi, Pachamamy, znajduje wyraz w niejednokrotnie poetyckich, częstokroć pełnych zachwytu, opisach. Wojciech Cejrowski jest zakochany w Ameryce Południowej, a jego miłość do tego zakątka świata przebija się przez karty jego reportażu. Podróżnik opisuje Amazonię nie przy pomocy szkiełka i oka, ale serca, i to właśnie dzięki temu potrafi tak sugestywnie przeniknąć racjonalistyczne dusze swoich czytelników i nakłonić ich do uwierzenia w magię. Jednak to, co mnie najbardziej ujęło to nieprawdopodobna mądrość Indian. Cejrowski ukazuje, że pomimo tego, że ich język jest prymitywny, ich osiągnięcia intelektualne są nierzadko ekstraordynaryjne. Tak trafne, choć przecież niewyuczone. Największym walorem książki jest więc jej wymiar poznawczy. Wojciech Cejrowski, podobnie jak Ryszard Kapuściński, stara się nie tylko poznać, ale i zrozumieć inne kultury. I dziś jestem przekonana, że kiedy to on wychodzi im na spotkanie, Biali nie mogliby sobie życzyć lepszego reprezentanta.

Słowem, Río Anaconda, napisana ze swadą, nieco ironiczna, piekielnie wciągająca i podana w bardzo apetycznej dla czytelnika formie, jest lekturą o jakiej większość czytelników marzy. To książka, którą się dobrze czyta. A przecież wszystkim w czytaniu o to właśnie chodzi. Poza tym podoba mi się to, jak książka została wydana. Piękna szata graficzna (wspólna dla całej, znakomitej skądinąd, serii Biblioteka Poznaj Świat, której opiekunem merytorycznym, nota bene, jest Wojciech Cejrowski), kredowy papier, twarda oprawa, mnóstwo doskonałych fotografii… Oby więcej takich publikacji.
Komentarze
  • 1
    Lilithin 27 lutego 2009 | 19:14:51

    Oj tak, książki z tej serii są wydawane bardzo starannie. Pamiętam jak kupiłam Cejrowskiego komuś w prezencie. Nie miałam oczywiście zamiaru czytać, ale jak książki do mnie dotarły i zobaczyłam ten gładki papier i fotografie, nie mogłam się powstrzymać ;) Ale starałam się nie otwierać książki do końca, żeby nie było nic widać :P A czytało mi się podobnie jak Tobie, czyli faktastycznie :)

  • 2
    Magrat 27 lutego 2009 | 20:31:17

    Czyli warto, po raz pierwszy jak słyszałam o jego książkach to się zastanawiałam czy to w ogóle da się czytać, bo nie każdy pisać potrafi. Ale już od dłuższego czasu mam smaka na te książki i chyba w empiku w Dzień Książki sobie kupię od razu "Gringo wśród dzikich plemion" i "Rio Anacondę". Upewniłam się tylko w swoich planach:D

  • 3
    montgomerry 28 lutego 2009 | 14:40:19

    zamierzam rzecz jasna przeczytać, już wypożyczyłam i czeka w kolejce:)

  • 4
    Alvesta 1 marca 2009 | 11:40:59

    Aniu, bardzo się cieszę że Ci się podobało :D bo inaczej zwątpiłabym w swój gust literacki :p skusisz się na kolejne książki z tej serii? ja powoli kompletuję :)

  • 5
    Annie 1 marca 2009 | 19:14:34

    Zdecydowanie warto! Myślę, że ta książka spodoba się wszystkim, nawet największym malkontentom ;)

    Alvesto, oczywiście i ja przystępuję do kompletowania :) Na pierwszy ogień idzie "Gringo...". Co następne byś mi polecała? :)

  • 6
    Ania 3 marca 2009 | 19:57:07

    Ja zaczęłam od 'Gringo', czaję się od dłuższego czasu na 'Rio...' Uwielbiam styl Cejrowskiego, zdecydowanie warto sięgnąć po jego książki. Jak w końcu kupię 'Rio...' to chciałabym potem przeczytać 'Rowerem przez...' i dalej tytułu nie pamiętam. :( Azja w każdym bądź razie.

  • 7
    Annie 4 marca 2009 | 19:43:19

    Aniu, z tego, co się orientuję, Wojciech Cejrowski książki o podanym przez Ciebie tytule nie napisał. Ma on na koncie takie książki jak: Kołtun się jeży, Młot na lewicę, Sól do oka, WC na końcu Orinoko, Podróżnik WC, Gringo wśród dzikich plemion i Rio Anaconda. Nie wykluczam jednak, że coś mi umknęło, choć jedyną książkę podróżniczą z 'rowerem' w tytule, jaką kojarzę, jest "Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd" Kazimierza Nowaka :)

  • 8
    Ania 8 marca 2009 | 18:15:58

    Dobra, ja chyba ostatnio kiepsko pisze, bo coś w ogóle mnie zrozumieć nie możesz.
    Pytałaś się Alvesty, co by dalej poleciła. I ja napisałam, że po Cejrowskim (po 'Rio...'), chętnie sięgnęłabym po 'Rowerem przez Chiny, Wietnam i Kambodżę'. ;););) I chodziło mi o kompletnie innego autora.

  • 9
    Annie 9 marca 2009 | 0:06:50

    O, to faktycznie się trochę zamieszałyśmy :D Ale... już wszystko jasne :D

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Dziennik Literacki używa plików COOKIE. Korzystając z Dziennika Literackiego wyrażasz zgodę na ich wykorzystywanie.
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o plikach COOKIE.
Akceptuję