„Księżyc na wodzie”
Okładka książki „Księżyc na wodzie”
  • Autor: Mort Castle
  • Tytuł: Księżyc na wodzie
  • Tytuł oryginału: Moon on the Water
  • Język oryginału: angielski
  • Liczba stron: 276
  • Rok wydania: 2008
  • Oprawa: miękka
  • Wymiary: 120 x 200 mm
  • ISBN: 978-83-60383-83-4
  • Wydawca: Replika, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Zakrzewo
  • Logo wydawnictwa: Replika, Wydawnictwo
Recenzja
Data publikacji: 10 lutego 2009 A- A A+
Cztery nominacje do Bram Stoker Award, cztery do Pushcart Prize, nagroda International Horror Guild oraz nominacja do nagrody Pulitzera. Kilka powieści, setki opowiadań i dziesiątki komiksów. Mort Castle – pisarz, dziennikarz, współczesny mistrz powieści grozy i horroru. Wreszcie w Polsce. Chciałoby się rzec, nareszcie.

Mort Castle urodził się w 1946 roku. Zadebiutował już w wieku 21 lat i od tego czasu nie tylko nieprzerwanie pisze, ale również nieprzerwanie pomaga innym w pisaniu. Zredagował podręcznik pt. Writing Horror: The Horror Writers Association Handbook, który dziś uważany jest za jedną z najważniejszych pozycji dla początkujących pisarzy. Nic dziwnego, bo ze świecą szukać drugiego autora o takim dorobku i takich umiejętnościach. Pisarz napisał blisko 350 opowiadań i jest jedynym żyjącym autorem, którego opowiadania znalazły się we wszystkich pięciu tomach uznanej serii Masques pod redakcją J.N. Williamsona. Jednak nie tylko jego krótkie formy zdobyły uznanie krytyki – powieści: Obcy (1984) i Zaginione dusze (1990) również uznaje się dziś za kardynalne utwory reprezentujące gatunek współczesnego horroru. Mort Castle jest bowiem popularny nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale również poza granicami kraju. Jego książki przetłumaczono na język francuski, japoński, włoski czy hiszpański. W 2001 roku fani na argentyńskiej premierze strony internetowej poświęconej fantasy i horrorowi, „Galaxia Cthulhu”, umieścili jego opowiadanie Jeśli weźmiesz mnie za rękę, mój synu na czwartym miejscu wśród najlepszych krótkich horrorów wszech czasów. Castle’a wyprzedzili jedynie Poe, Lovecraft i Clive Barker. To właśnie lektura tego opowiadania, otwierającego antologię Księżyc na wodzie, wprawiła mnie w niepomierny zachwyt i skusiła do dalszej podróży w głąb świata grozy w wydaniu, skądinąd bezustannie kojarzącym mi się z Pratchettowskim Mortem, Morta Castle’a.

Castle nie ubarwia swoich powieści dziwacznymi stworami – demonami czy wilkołakami. To, co przeraża w jego opowieściach to codzienność i sposób zachowywania się w niej zwykłych, przeciętnych ludzi. Mężczyzna mordujący bez żadnego powodu napotkaną na swej drodze nastolatkę, mąż i ojciec wymordowujący pewnej nocy całą swoją rodzinę, sklepikarz czerpiący satysfakcję z zabijania napadających go bandytów, kilkuletnie dziecko zmęczone obecnością nowo narodzonego braciszka, nieznajomy, który katuje bezbronną kobietę spotkaną w windzie... Pisarz przeraża czytelnika drugim człowiekiem i pierwiastkiem zła, który ukrywa się gdzieś w każdym z nas. Przekornie stwierdza, że szaleństwo jest bezpieczniejsze od normalności, gdyż jest dużo bardziej od niego przewidywalne. Bohaterowie Castle’a nie dość, że zwyczajni i przeciętni, są też wyjątkowo nijacy, ale równocześnie są niezwykle wyraziści i przekonujący pomimo własnej nijakości. Nieszczęśliwi, znudzeni życiem, pozbawieni heroizmu są nosicielami tajemniczej, złowieszczej siły, której uzewnętrznienie się zaskakuje w gruncie rzeczy również ich samych.

Castle opowiada o mieszkańcach małomiasteczkowych społeczności stanu Illinois, przy czym opisywany przez niego świat jest światem płaskim, dwuwymiarowym, bezbarwnym i martwym. Jego bohaterowie nie przeżywają życia, lecz egzystują, wyrzekając się emocji i napawając poczuciem wszechogarniającej nudy. Wszyscy tkwią w pułapce, uwięzieni w ogromnym mrowisku, umieszczonym między przezroczystymi szklanymi ścianami. Szklany sufit ogranicza człowieka, a hartowane szkło, z jakiego jest zrobiony, rozwiewa jego nadzieję na wyrwanie się ze szklanej pułapki. Mort Castle nie mówi o lepszym jutrze, bo w nie nie wierzy. Swoje przygnębiające rozważania kwituje krótkim stwierdzeniem: może nam być źle, może nam się nie podobać, ale ten świat jest jednym jaki mamy, więc lepiej zwyczajnie się z nim pogodzić.

Amerykańska rzeczywistość jest przygnębiająca i ponura, a nastrój beznadziei podkreślają bezustannie rozbrzmiewające w powietrzu melancholijne nuty jazzu. Jazzowe elegie w wykonaniu Jelly’ego Rolla, Williego „The Lion” czy Gerry’ego Mulligana, klasyków jazzowych grywających w klubach w Chicago, przesycają opowiadania Castle’a niesamowitą atmosferą. Lucien Stryk, jeden z najwybitniejszych współczesnych poetów amerykańskich, określa Morta pisarzem-muzykiem o jazzowej duszy, który umiejętnie znajduje właściwe nuty, aby przekazać – raz za razem – dźwięk, nastrój chwili, muzyczną impresję. Po lekturze tytułowego opowiadania czy Bird nie żyje trudno nie przyznać mu racji.

Castle nie tylko ujazzawia swoje opowiadania, ale również bawi się językiem – wygina słowa w łuki, przestawia je w szyku zdania i obarcza niesamowitym ładunkiem emocjonalnym, dzięki któremu za każdym z nich stoi przejmujący obraz i morze wstrząsających wyobrażeń. Liryczność tekstów mistrza horroru przejawia się nie tylko w upoetycznianiu języka, ale również w przekształcaniu prozy w drobne poetyckie strofki. Dzięki tym zabiegom każde z 22 opowiadań antologii posiada swój indywidualny styl i rytm, sposób prezentowania puenty i rodzaj zakończenia.

Antologia Księżyc na wodzie nie jest równa. Z łatwością da się wyróżnić gorsze i lepsze opowiadania, lecz zamiast tracić czas na ich wartościowanie, krótko wspomnę o swoich faworytach. Genialne Jeśli weźmiesz mnie za rękę, mój synu oraz pod-opowiadanie Cud panny Hazeltine zaskakują swoimi przewrotnymi puentami. Castle wzbija się w nich na wyżyny swoich umiejętności – błyskotliwe, zaskakujące, efektowne – zachwycają zmyślną fabułą i niesłychaną pomysłowością. Podobnie rzecz się ma z Kasztanowym Jimem w Egipcie stanowiącym jedyne w swoim rodzaju rozliczenie z amerykańską historią, a także z Altenmoor, gdzie tańczą psy będącym jedną z najpiękniejszych znanych mi historii o godzeniu się ze śmiercią i ucieczce przed przerażającą rzeczywistością w świat baśni.

Choć na co dzień nie czytuję horrorów i nie należę do miłośników gatunku, po lekturze Księżyca na wodzie jestem prozą Morta Castle’a absolutnie zachwycona. Niezwykłe zwykłe życie, groza dnia codziennego i lęk, który czai się w prozaiczności. Jedyny w swoim rodzaju horror codzienności.
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję