- Autor: Castle Mort
- Tytuł: Księżyc na wodzie
- Tytuł oryginału: Moon on the Water
- Język oryginału: angielski
- Liczba stron: 276
- Rok wydania: 2008
- Oprawa: miękka
- Wymiary: 120 x 200 mm
- ISBN: 978-83-60383-83-4
- Wydawca: Replika, Wydawnictwo
- Miejsce wydania: Zakrzewo
| A- | A | A+ |
Cztery nominacje do Bram Stoker Award, cztery do Pushcart Prize, nagroda International Horror Guild oraz nominacja do nagrody Pulitzera. Kilka powieści, setki opowiadań i dziesiątki komiksów. Mort Castle – pisarz, dziennikarz, współczesny mistrz powieści grozy i horroru. Wreszcie w Polsce. Chciałoby się rzec, nareszcie.
Mort Castle urodził się w 1946 roku. Zadebiutował już w wieku 21 lat i od tego czasu nie tylko nieprzerwanie pisze, ale również nieprzerwanie pomaga innym w pisaniu. Zredagował podręcznik pt. Writing Horror: The Horror Writers Association Handbook, który dziś uważany jest za jedną z najważniejszych pozycji dla początkujących pisarzy. Nic dziwnego, bo ze świecą szukać drugiego autora o takim dorobku i takich umiejętnościach. Pisarz napisał blisko 350 opowiadań i jest jedynym żyjącym autorem, którego opowiadania znalazły się we wszystkich pięciu tomach uznanej serii Masques pod redakcją J.N. Williamsona. Jednak nie tylko jego krótkie formy zdobyły uznanie krytyki – powieści: Obcy (1984) i Zaginione dusze (1990) również uznaje się dziś za kardynalne utwory reprezentujące gatunek współczesnego horroru. Mort Castle jest bowiem popularny nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale również poza granicami kraju. Jego książki przetłumaczono na język francuski, japoński, włoski czy hiszpański. W 2001 roku fani na argentyńskiej premierze strony internetowej poświęconej fantasy i horrorowi, „Galaxia Cthulhu”, umieścili jego opowiadanie Jeśli weźmiesz mnie za rękę, mój synu na czwartym miejscu wśród najlepszych krótkich horrorów wszech czasów. Castle’a wyprzedzili jedynie Poe, Lovecraft i Clive Barker. To właśnie lektura tego opowiadania, otwierającego antologię Księżyc na wodzie, wprawiła mnie w niepomierny zachwyt i skusiła do dalszej podróży w głąb świata grozy w wydaniu, skądinąd bezustannie kojarzącym mi się z Pratchettowskim Mortem, Morta Castle’a.
Castle nie ubarwia swoich powieści dziwacznymi stworami – demonami czy wilkołakami. To, co przeraża w jego opowieściach to codzienność i sposób zachowywania się w niej zwykłych, przeciętnych ludzi. Mężczyzna mordujący bez żadnego powodu napotkaną na swej drodze nastolatkę, mąż i ojciec wymordowujący pewnej nocy całą swoją rodzinę, sklepikarz czerpiący satysfakcję z zabijania napadających go bandytów, kilkuletnie dziecko zmęczone obecnością nowo narodzonego braciszka, nieznajomy, który katuje bezbronną kobietę spotkaną w windzie... Pisarz przeraża czytelnika drugim człowiekiem i pierwiastkiem zła, który ukrywa się gdzieś w każdym z nas. Przekornie stwierdza, że szaleństwo jest bezpieczniejsze od normalności, gdyż jest dużo bardziej od niego przewidywalne. Bohaterowie Castle’a nie dość, że zwyczajni i przeciętni, są też wyjątkowo nijacy, ale równocześnie są niezwykle wyraziści i przekonujący pomimo własnej nijakości. Nieszczęśliwi, znudzeni życiem, pozbawieni heroizmu są nosicielami tajemniczej, złowieszczej siły, której uzewnętrznienie się zaskakuje w gruncie rzeczy również ich samych.
Castle opowiada o mieszkańcach małomiasteczkowych społeczności stanu Illinois, przy czym opisywany przez niego świat jest światem płaskim, dwuwymiarowym, bezbarwnym i martwym. Jego bohaterowie nie przeżywają życia, lecz egzystują, wyrzekając się emocji i napawając poczuciem wszechogarniającej nudy. Wszyscy tkwią w pułapce, uwięzieni w ogromnym mrowisku, umieszczonym między przezroczystymi szklanymi ścianami. Szklany sufit ogranicza człowieka, a hartowane szkło, z jakiego jest zrobiony, rozwiewa jego nadzieję na wyrwanie się ze szklanej pułapki. Mort Castle nie mówi o lepszym jutrze, bo w nie nie wierzy. Swoje przygnębiające rozważania kwituje krótkim stwierdzeniem: może nam być źle, może nam się nie podobać, ale ten świat jest jednym jaki mamy, więc lepiej zwyczajnie się z nim pogodzić.
Amerykańska rzeczywistość jest przygnębiająca i ponura, a nastrój beznadziei podkreślają bezustannie rozbrzmiewające w powietrzu melancholijne nuty jazzu. Jazzowe elegie w wykonaniu Jelly’ego Rolla, Williego „The Lion” czy Gerry’ego Mulligana, klasyków jazzowych grywających w klubach w Chicago, przesycają opowiadania Castle’a niesamowitą atmosferą. Lucien Stryk, jeden z najwybitniejszych współczesnych poetów amerykańskich, określa Morta pisarzem-muzykiem o jazzowej duszy, który umiejętnie znajduje właściwe nuty, aby przekazać – raz za razem – dźwięk, nastrój chwili, muzyczną impresję. Po lekturze tytułowego opowiadania czy Bird nie żyje trudno nie przyznać mu racji.
Castle nie tylko ujazzawia swoje opowiadania, ale również bawi się językiem – wygina słowa w łuki, przestawia je w szyku zdania i obarcza niesamowitym ładunkiem emocjonalnym, dzięki któremu za każdym z nich stoi przejmujący obraz i morze wstrząsających wyobrażeń. Liryczność tekstów mistrza horroru przejawia się nie tylko w upoetycznianiu języka, ale również w przekształcaniu prozy w drobne poetyckie strofki. Dzięki tym zabiegom każde z 22 opowiadań antologii posiada swój indywidualny styl i rytm, sposób prezentowania puenty i rodzaj zakończenia.
Antologia Księżyc na wodzie nie jest równa. Z łatwością da się wyróżnić gorsze i lepsze opowiadania, lecz zamiast tracić czas na ich wartościowanie, krótko wspomnę o swoich faworytach. Genialne Jeśli weźmiesz mnie za rękę, mój synu oraz pod-opowiadanie Cud panny Hazeltine zaskakują swoimi przewrotnymi puentami. Castle wzbija się w nich na wyżyny swoich umiejętności – błyskotliwe, zaskakujące, efektowne – zachwycają zmyślną fabułą i niesłychaną pomysłowością. Podobnie rzecz się ma z Kasztanowym Jimem w Egipcie stanowiącym jedyne w swoim rodzaju rozliczenie z amerykańską historią, a także z Altenmoor, gdzie tańczą psy będącym jedną z najpiękniejszych znanych mi historii o godzeniu się ze śmiercią i ucieczce przed przerażającą rzeczywistością w świat baśni.
Choć na co dzień nie czytuję horrorów i nie należę do miłośników gatunku, po lekturze Księżyca na wodzie jestem prozą Morta Castle’a absolutnie zachwycona. Niezwykłe zwykłe życie, groza dnia codziennego i lęk, który czai się w prozaiczności. Jedyny w swoim rodzaju horror codzienności.

|
|
|


Marcowe fiołki
Kryminał retro. Kryminał noir. Twardy, męski kryminał. Po sukcesie Komisarza Maciejewskiego Marcina Wrońskiego, wydawnictwo Red Horse ponownie przedstawia czytelnikom nowy cykl znakomitych czarnych kryminałów...

Zanim pomysł przekształci się w powieść… - wywiad z Kamilą Shamsie
Tej autorki nie muszę przedstawiać. Znakomita
pakistańska prozaiczka zawładnęła bowiem bez reszty sercami polskich
czytelników. Sól i Szafran oraz Kartografia – dwie
powieści...

Ekranizacja "Invictusa" Johna Carlina
O książce napisałam dość obszernie, dlatego też pokuszę się jedynie o napisanie paru słów o filmie, który powstał w oparciu o reportaż Johna Carlina. Invictus znaczy niezwyciężony, i podczas gdy można tak powiedzieć i o Nelsonie Mandeli...

Śladami "Obietnicy anioła"...
- „Czarodziejski zamek wyrosły na morzu…” - zacytował François. – Szary cień, wznoszący się na tle mglistego nieba… O zachodzie słońca niezmierzone połacie piasku były czerwone...

Kobiece przepisy na nieśmiertelność - wykład prof. Łukaszewskiego
Wydawnictwo Smak Słowa serdecznie zaprasza na wykład profesora Wiesława Łukaszewskiego pt. Kobiece przepisy na nieśmiertelność, inspirowany najnowszą książką profesora Udręka życia. Jak ludzie radzą sobie z lękiem przed śmiercią...




