„W kręgu Kinseya”
Okładka książki „W kręgu Kinseya”
  • Autor: T. Coraghessan Boyle
  • Tytuł: W kręgu Kinseya
  • Tytuł oryginału: The Inner Circle
  • Język oryginału: angielski
  • Liczba stron: 528
  • Rok wydania: 2005
  • Oprawa: miękka
  • Wymiary: 130 x 205 mm
  • ISBN: 83-7319-662-5
  • Seria: Kalejdoskop
  • Wydawca: Muza S.A., Warszawskie Wydawnictwo Literackie
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: Muza S.A., Warszawskie Wydawnictwo Literackie
Recenzja
Data publikacji: 12 sierpnia 2008 A- A A+
Kiedy sześćdziesiąt lat temu, w styczniu 1948 roku, ukazał się pierwszy tom Raportu Kinseya, Ameryka zamarła. Skandal, który wywołał, New York Times porównał do wybuchu bomby atomowej. W ciągu dwóch miesięcy od ukazania się książki, ponad dwieście tysięcy Amerykanów kupiło Zachowania seksualne mężczyzny, które doprowadziły do prawdziwej rewolucji seksualnej. Choć wzbudziły wiele kontrowersji, dane zebrane w owym czasie przez Instytut Gallupa były jednoznaczne. Amerykanie opowiadali się jasno: lepiej jest mieć dostęp do tych informacji, niż zupełnie o nich nie wiedzieć. Dziś, wiele lat po owych wydarzeniach, osoba profesora Kinseya nadal wzbudza wiele kontrowersji.

Człowiek w stanie natury jest istotą panseksualną i jedynie ograniczenia narzucane przez społeczeństwo, szczególnie zaś przez moralność judeochrześcijańską tudzież islamską, nie pozwalają ludziom na otwartą ekspresję własnej seksualności. Swobodne kontakty seksualne – przed i pozamałżeńskie, homo- i biseksualizm, nimfomania, zoofilia, masturbacja… Alfred Charles Kinsey, ojciec seksuologii, zapoznał w latach 40. XX wieku Amerykanów z zagadnieniami, o których powszechności wielu z nich nie miało pojęcia. Wyniki prowadzonych przez niego badań wskazywały jednoznacznie, że model monogamicznej, szczęśliwej, kochającej się amerykańskiej rodziny jest absolutną fikcją. 85% mężczyzn ma stosunki przedmałżeńskie, 70% - utrzymywało kontakty z prostytutkami, 30-45% z nich zdradza swoje małżonki, zaś 37% doświadczyło kontaktów homoseksualnych. W jaki sposób zebrał te dane? Kinsey badał wszystkie formy aktywności seksualnej i poszukiwał wzorców zachowań seksualnych w zależności od płci, wykształcenia, wyznania i innych czynników socjologicznych. Metodą badawczą jaką się posłużył było przeprowadzanie wywiadów, obejmujących kilkaset autorskich – śmiałych i bezpośrednich, nie tylko jak na owe czasy – pytań. Pierwszy tom raportu na temat życia seksualnego Amerykanów dotyczył wyłącznie mężczyzn. Drugi, wydany w 1953 roku, stanowił jego uzupełnienie i dotyczył zachowań seksualnych kobiet. Oba dzieła weszły do kanonu lektur seksuologów, a sam Kinsey uważany jest za prekursora tej nauki.

Kinsey zanim zaczął interesować się seksuologią był entomologiem, specjalistą od galasówek. Prowadzone przez niego badania w zakresie seksualności ludzi przemieniły go z biologia w seksuologa, choć on sam przez całe życie uważał się za zoologa – badacza zwierzęcia homo sapiens. Walcząc z purytanizmem obyczajowym społeczeństwa amerykańskiego, oprócz opublikowania wspomnianego już raportu, wygłaszał prelekcje, gościnne wykłady, podczas których zapoznawał wszystkich chętnych z wynikami swoich badań. A te, były dla obyczajowości lat 40. i 50. XX wieku zaiste szokujące. Kontrowersje budziły nie tylko wyniki badań, ale również sposób ich przeprowadzania. Kinsey nie tylko przepytywał ludzi, ale również filmował stosunki płciowe. Zainteresowany wyłącznie fizyczną stroną kontaktów seksualnych, nie zważał na emocje i uczucia jakie te z sobą niosą. Miał skłonność do narzucania innym nieskrępowanej swobody seksualnej, a to – wraz z podważeniem reprezentatywności jego grupy badawczej, rekrutowanej z opłacanych ochotników, w tym w dużej części spośród więźniów osadzonych za przestępstwa seksualne i męskich prostytutek – podważało wiarygodność jego badań i naraziło na zarzuty o mechanistyczne traktowanie człowieka. Co ciekawe, kiedy po latach kolejny prezes Instytutu usunął z raportu dane pochodzące od wyżej wspomnianych ankietowanych, wyniki badań zmieniły się zaledwie o setne procenta. Słowem, Kinsey, czy to się komuś podobało czy nie, miał rację.

Zdaniem Margaret Mead „Zachowania seksualne mężczyzny” prezentowały podejście redukcjonistyczne, były zbyt suche, zbyt naukowe: same statystyki i ani słowa o radości, jaką może dać seks. Użyła właśnie tego słowa – „radość”. Tak jakby „radość” można było zmierzyć i przeanalizować. Inni, tacy jak Lionel Trilling czy Lawrence Kubie, oskarżali Proka – a tym samym nas wszystkich, w tym również moja osobę – o promowanie mechanistycznej wizji relacji międzyludzkich i lekceważenie ich strony emocjonalnej i duchowej. Teraz zaczynam już rozumieć argumenty tego rodzaju, lecz mimo to bronię naszych osiągnięć. Gdybyśmy bowiem choć na krok odeszli od rygoryzmu metodologicznego, cały nas projekt okazałby się mistyfikacją. Tak czy inaczej, w tamtym okresie jakiekolwiek uwagi krytyczne uważałem za dowód ograniczenia umysłowego, mentalności purytańskiej i postawy antynaukowej. Chcąc dalej prowadzić nasze badania, musieliśmy takie głosy ignorować.

Dysponując tak kontrowersyjnym materiałem, biografią wybitnego naukowca i jego teoriami, które stawały w sprzeczności z obowiązującą w Ameryce moralnością, Boyle nie mógł nie napisać dobrej książki. W kręgu Kinseya czyta się wyśmienicie. Boyle opowiada dzieje Kinseya nie wprost. Profesor, zwany tutaj Prokiem, nie jest jego głównym bohaterem. Pisarz opowiada historię widzianą oczyma lojalnego, ale fikcyjnego asystenta Kinseya, Johna Milka.

Milk, młody student literatury angielskiej, trafia przypadkowo na seminarium z pożycia małżeńskiego prowadzone przez profesora Kinseya. Zafascynowany postacią wykładowcy, zostaje jego bliskim współpracownikiem i zaczyna pomagać mu w gromadzeniu danych do ankiety i opracowuje zebrany już materiał statystyczny. Pomimo braku doświadczenia – i seksualnego, i naukowego – Milka, Kinsey czyni go swoim asystentem. Chłopak okazuje się być pojętnym uczniem. Jest inteligentny, żądny wiedzy, w pełni dyspozycyjny i… ślepo zapatrzony w swojego mentora. Staje się więc pierwszym członkiem tego, co później zostanie nazwane kręgiem Kinseya – zespołu badawczego składającego się z najbliższych i najbardziej zaufanych współpracowników profesora. Pretorianinem pierwszego seksuologa Ameryki.

W kręgu Kinseya jest więc biografią pisaną nie wprost, retrospektywną historią opowiadaną przez Milka w dniu pogrzebu rewolucyjnego profesora. Boyle zwraca w swojej powieści uwagę przede wszystkim na złożoność natury ludzkiej i to ją przeciwstawia suchym danym statystycznym. Pisarz ściera teorie Kinseya z rzeczywistymi zachowaniami ludzkimi i, wraz z rozwojem fabuły, udowadnia, że seksualni libertyniści stali się więźniami głoszonej przez siebie samych swobody. Hołdowanie tradycyjnym wartościom, nawet jeśli zgodne z ich sumieniem, byłoby pełne hipokryzji w świetle głoszonych ideałów i podważałoby wiarygodność pracy Instytutu Badań Seksualnych. A na to jego członkowie nie mogli sobie pozwolić. Nie chcieli wyjść na więźniów pruderii. Nie chcieli też otrzymać o uwielbianego przez nich profesora łatki seksofoba.

Czy miałem na to ochotę? Szczerze mówiąc: ani trochę. Wszystko zaczęło mieszać mi się w głowie. (…) Prok dysponował wszakże ogromnym urokiem osobistym i umiał być nader przekonujący; poza tym nie krępowały nas przecież zaściankowe skrupuły moralne czy jakieś anachroniczne ideały wierności. (…) Poszedłem więc za jego wezwaniem. Dlaczego? Chyba dlatego, że tak było najłatwiej. Skłamałbym jednak, gdybym uznał to za jedyny powód mojej uległości. Ja naprawdę kochałem Proka – inną wprawdzie miłością niż ta, którą czułem do Iris czy Mac. Moja miłość do niego była głębsza i przypominała raczej uczucie, jakim patriota darzy swój kraj, jakim gorliwy wyznawca czci swego Boga. A jeśli miłości tej mogłem dać wyraz, spełniając niemiłe mi nawet potrzeby kochanego człowieka, to mówi się trudno, „c’est la vie”!

Fascynujący portret kontrowersyjnego człowieka, niesamowite sylwetki postaci kobiet i intrygująca fabuła. Pochłonęłam tę powieść jednym tchem. Nieco lubieżna, wzbudzająca szereg wątpliwości, poruszająca. Udowadnia, że pomimo upływu czasu pewne tematy nadal pozostają tabu. Nie jestem jednak pewna, czy to źle, że tak jest. Nie chciałabym być nigdy postrzegana jako zwierzę homo sapiens. Być tylko człowiekiem, jak to studenci Harvardu śpiewali w swojej kinseyowej piosence. Mimo wszystko.
Komentarze
  • 1
    Lilithin 12 sierpnia 2008 | 20:43:03

    Widziałam jakiś czas temu film o Kinseyu ("Kinsey") i był bardzo ciekawy. Z tego co piszesz, po książkę też warto sięgnąć.

    Chyba przestanę odwiedzać Twoją stronę i inne tego typu, bo za każdym razem mam ochotę na nową książkę!

  • 2
    Annie 13 sierpnia 2008 | 14:45:27

    A jak Ci się spodobał filmowy Kinsey? Ponoć w "Kinseyu" wzbudza sympatię. U Boyle'a jednak, w miarę lektury... nijak nie da się go szczerze polubić ;) Teraz będę więc polować na film, bo jestem niezwykle go ciekawa.

    Mam nadzieję, że pomimo tylu książkowych pokus, nadal będziesz zaglądać, choć nie mogę obiecać, że dalszych pokus już nie będzie :D Całusy!

  • 3
    Lilithin 13 sierpnia 2008 | 21:06:02

    Film oglądałam już daaawno, ale z tego, co pamiętam, to nie wzbudzał jakiejś antypatii ;)

    Oczywiście, że nadal będę odwiedzać :) Na razie nie ulegam pokusom, wpisuję je sobie tylko na listę, którą kiedyś mam nadzieję urzeczywistnić w księgarnianych zakupach ;) Ale to chyba nieprędko.

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję