„Kot, którego tam nie było”
Okładka książki „Kot, którego tam nie było”
  • Autor: Lilian Jackson Braun
  • Tytuł: Kot, którego tam nie było
  • Tytuł oryginału: The Cat Who Wasn’t There
  • Język oryginału: angielski
  • Liczba stron: 208
  • Rok wydania: 2008
  • Oprawa: miękka
  • ISBN: 978-83-61226-54-3
  • Seria: Dobry Kryminał
  • Wydawca: Elipsa Sp. z o.o.
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: Elipsa Sp. z o.o.
Recenzja
Data publikacji: 21 lipca 2008 A- A A+
Szkocja. Hebrydy, Grampiany, Góry Kaledońskie, jeziora i torfowiska, zamki i zagrody, zatoki i doliny, potoki i wzgórza, bagna, góry, wąwozy i… Jim Qwilleran. Ten Jim Qwillweran, którego matka pochodziła z Mackintoshów. Tych Mackintoshów.

O szkockich korzeniach Qwilla wiedzą wszyscy – korektorzy, którzy od lat zmagają się z trudną pisownią jego nazwiska, znajoma antykwariuszka, która podarowała mu gigantyczny herb rodowy, lokalna dekoratorka wnętrz, która upolowała dlań oryginalny fragment kiltu z 1746 roku, a także Polly Duncan, szefowa biblioteki publicznej w Pickax City, a prywatnie – przyjaciółka dziennikarza. To właśnie ona wpada na pomysł, aby Qwill wziął udział w przygotowywanej przez jej przyjaciółkę wyprawie. Grupa mieszkańców Moose County ma zamiar wybrać się do Szkocji na wycieczkę Śladami Ślicznego Księcia, Karola Edwarda Stuarta, a obecność byłego żurnalisty znacząco by tę wyprawę uświetniła. W końcu kto może pochwalić się tym, że spędził dwa tygodnie z najbogatszym człowiekiem Moose County? Początkowa radość Qwilla znika, kiedy okazuje się, że jedną z uczestniczek wyprawy będzie Melinda Goodwinter, dawna przyjaciółka Jima, która od lat próbuje go usidlić i złapać w małżeńską pułapkę. Niemniej jednak, dziennikarz postanawia, że pomimo jej obecności, będzie się dobrze bawił i pełen zapału wyrusza do Glasgow, zabierając ze sobą swojego wieloletniego kompana, Archa Rikera. Przewodniczką wycieczki jest Irma Hasselrich, szefowa wolontariuszy w miejscowym domu spokojnej starości, nieoficjalnie nazywana przez podróżujących… sierżantem. Irma opracowała wyprawę w najmniejszych detalach i już po pierwszych dniach umysły Amerykanów są przytłoczone serwowanymi przezeń informacjami. Pastwiska, pola bitew, wrzosowiska… I nic, co kojarzyłoby się z samą Szkocją. Gdzie kilty, gdzie dźwięk kobzy, gdzie potwór z Loch Ness? Zmęczeni, nieco oszołomieni, ale weseli wycieczkowicze nie mogą się doczekać zwiedzania Edynburga. Wtem, ich przewodniczka nieoczekiwanie umiera, a podróżujący z grupą lekarz stwierdza zatrzymanie akcji serca. Qwill i Polly postanawiają wrócić do Pickax City. Dziennikarza niepokoi zachowanie jego kotów – Koko, choć będący daleko od miejsca tragedii, dziwnie się zachowuje, jakby przeczuwając, że coś jest nie tak. I, jak się wkrótce okazuje, znowu ma rację… Tajemniczy mężczyzna obserwuje dom Polly, ktoś włamuje się do składu jabłek Qwillerana, a malutka Yum Yum zostaje porwana! Qwill, troskający się o życie najbliższych, nie wie co robić i, w akcie desperacji, zwraca się z prośbą o pomoc do wytrawnego tropiciela zbrodni.

- Koko, to będzie poważna dyskusja i proszę, żebyś dał z siebie wszystko.
- Yow! – powiedział Koko, mrużąc oczy na znak zgody.
Qwilleran włączył dyktafon, który miał zawsze w zasięgu ręki.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, że Irma Hasselrich nie żyje?
- Yow! – Koko odpowiedział bez chwili wahania, w sposób, który oznaczał bezwarunkową zgodę.
- Czy została zamordowana?
Koko zawahał się przed potwierdzeniem.
- Yow!
- Hmmm… - Qwilleran poklepał się po wąsach.
- Czy kierowca spowodował, że połknęła substancję, która zatrzymała prawdę jej serca?
Koko zapatrzył się w przestrzeń.
- Powiem to inaczej. Czy kierowca podrzucił jej narkotyk, który ją zabił?
Koko milczał. Patrzył na boki i z góry na dół, potrząsając konwulsyjnie głową.
- Skup się! – Qwilleran upomniał go i powtórzył pytanie. – Czy kierowca…
- Yow! – przerwał Koko bez przekonania. To nie była odpowiedź jednoznaczna, taka, której spodziewał się Qwilleran. Pomyślał, że będzie mądrze, jeśli zada Koko pytanie testowe.
- Koko, czy nazywam się Ronald Frobnitz?
- Yow! – odpowiedziało miejscowe medium, szykując się do skoku na muszkę owocówkę.


Kot, którego tam nie było (1992) to raczej sympatyczna opowieść o Szkocji, aniżeli atrakcyjna zagadka kryminalna. Pisarka naprawdę zaszalała i napakowała powieść wieloma różnymi wątkami, podarowując czytelnikom lekką i nieco chaotyczną papkę. Wyprawa do Szkocji, próba uprowadzenia Polly, śmierć doktora Goodwintera, powrót dawnej przyjaciółki Qwilla, rozwód Bushy’ego, prace nad nową sztuką teatralną, kradzież kolekcji pluszowych misiów… Plątanina pomysłów, które, podobnie jak to miało miejsce w przypadku Kota, który bawił się w listonosza, doprowadziły mnie na skraj wyczerpania. Bardziej obyczajowo, niż kryminalnie i bardziej krotochwilnie, niż naprawdę śmiesznie. Jednak nadal familiarnie. Za mną już półmetek przygód nietypowego tria i muszę przyznać, że naprawdę się do niego przywiązałam. Dlatego pełna nadziei patrzę w przyszłość i wierzę, że ten spadek formy pani Braun zostanie przełamany. Może już w ten czwartek? ;)
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję