„Gdzie się cis nad grobem schyla”
Okładka książki „Gdzie się cis nad grobem schyla”
  • Autor: Alan Bradley
  • Tytuł: Gdzie się cis nad grobem schyla
  • Tytuł oryginału: Speaking From Among the Bones
  • Język oryginału: angielski
  • Przekład: Magdalena Moltzan-Małkowska
  • Liczba stron: 328
  • Rok wydania: 2014
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Wymiary: 145 x 210 mm
  • ISBN: 978-83-7731-188-2
  • Wydawca: Vesper, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Poznań
  • Logo wydawnictwa: Vesper, Wydawnictwo
Recenzja
Data publikacji: 6 listopada 2014 A- A A+
Jak zrobić największe świństwo czytelnikowi? Zakończyć swoją książkę tak, jak Alan Bradley zakończył najnowszy tom przygód Flawii de Luce. Ot, i po sprawie. Prosty przepis na wkurzenie czytelnika. A tak nie wierzyłam, kiedy Jaume Cabré mówił o tym, że gdy pisarz pisze, to jest Bogiem. Choć między Bogiem a prawdą życzyłabym sobie wielu powieści, które byłyby takie jak Gdzie się cis nad grobem schyla – zaskakujące, wciągające i z wgniatającym w fotel finałem!

Zima odeszła w niepamięć, a wraz z nią ponure wydarzenia, które nawiedziły Bishop’s Lacey. Jedenastoletnia Flawia jest zbyt zajęta, aby rozpamiętywać sprawę zabójstwa Phyllis Wyvern. Całą jej uwagę pochłania bowiem badanie próbek krwi. Zafascynowana historią śmierci Jana Chrzciciela, godzinami ślęczy nad mikroskopem, obserwując spłaszczone dyski czerwonych krwinek. To dlatego tak ma ojcu za złe, kiedy ten każe jej opuścić ukochane laboratorium i towarzyszyć Feli, podczas jej prób w kościele Świętego Tankreda. Starsza siostra Flawii lada dzień ma zadebiutować w roli organistki, zastępując na tym stanowisku pana Collicutta, który nagle i bez wyjaśnienia zniknął z Bishop’s Lacey. Podczas gdy Fela raz po raz ćwiczy różnorakie hymny, jedenastolatka zabija nudę buszowaniem po świątyni. W końcu opatrzność wynagradza ją za jej cierpliwość. Dziewczyna bierze udział w otwarciu grobu patrona parafii. Ekshumacja Świętego Tankreda ma uświetnić pięćsetną rocznicę jego śmierci. To wyjątkowy moment, bo oprócz Flawii w odsłonięciu sarkofagu bierze udział jedynie pastor, kościelny i grupa grabarzy. Jednak prace nie do końca idą po ich myśli. Kamień zasłaniający wejście do krypty, klinuje się, uniemożliwiając dotarcie do środka. Mężczyźni są przekonani, że coś stanęło na jego drodze. Chcą poszerzyć wybity otwór, jednak wtem z pomocą przychodzi im Flawia. Z uwagi na swój niewielki wzrost dziewczyna jest w stanie zajrzeć do środka grobowca. Nastolatka skwapliwie korzysta z okazji – chce być pierwszą mieszkanką Bishop’s Lacey, która po pół wieku zobaczy Świętego Tankreda. Flawia wkłada głowę do małej kamiennej wnęki, jednak to, co widzi, nie jest tym, co chciała zobaczyć. Pierwszą rzeczą, którą zobaczyłam, była ludzka ręka o wyschniętych palcach zaciśniętych na pękniętej szklanej rurce. Potem ujrzałam twarz – upiorną, nieludzką maskę o wytrzeszczonych nieruchomych oczach i gumowym ryju jak u świni. Niżej jaśniała biała kryza, która nie do końca zasłaniała czarne jak atrament naczynia krwionośne na szyi i gardle. Ponad oczami piętrzyła się znana mi skądinąd burza złotych loków. Zdecydowanie nie miałam przed sobą ciała Świętego Tankreda. Zgasiłam latarkę, cofnęłam głowę i powoli odwróciłam się do proboszcza.
– Chyba znaleźliśmy pana Collicutta – oznajmiłam.


Gdzie się cis nad grobem schyla (2013) to już piąty tom cyklu, którego główną bohaterką jest Flawia de Luce – genialna jedenastolatka zafascynowana truciznami. I co tu dużo mówić, to najlepsza z dotychczas wydanych powieści – świetnie napisana, równa, z niebanalną intrygą kryminalną. Flawia się zmienia, dojrzewa. Nie jest już niewidoczną dla świata jedenastolatką. Zamiast zbywać ją, dorośli coraz częściej z nią rozmawiają. Niejednokrotnie o trudnych, intymnych sprawach. Flawia staje się empatyczna – wycisza się, dostrzega konsekwencje swoich działań, zaczyna troszczyć się o uczucia innych. Zmieniają się także jej relacje z siostrami. Owszem, nadal pobrzmiewają w nich echa dawnych konfliktów, jednak de Luce’ówny nareszcie zaczynają odnosić się do siebie z szacunkiem. Są dla siebie wsparciem w trudnych chwilach, stają w swojej obronie, pozwalają sobie na drobne przejawy siostrzanej miłości. I wszystkie trzy jednakowo mocno martwią się o ojca, który przytłoczony problemami finansowymi, zaczyna zachowywać się jeszcze dziwniej niż zwykle. W domu panuje ciężka atmosfera. Widmo bankructwa unosi się nad Buckshaw. Zresztą w ogóle w powieści panuje ponury, żeby nie powiedzieć grobowy, nastrój. Sporo tu elementów charakterystycznych dla powieści gotyckiej. Flawia zakrada się nocą na cmentarz, wędruje tajemnymi przejściami, myszkuje po opustoszałym kościele, wdziera się do nawiedzonego dworu, poznaje tajemniczego mężczyznę cierpiącego na zagadkową chorobę, wpada do grobowca, a nawet udaje ducha. Lecz mimo tej upiornej atmosfery, Flawii jak zwykle nie brakuje humoru. Jej żart jest celny, a komentarze – cięte. Żałuję jednak, że nie oddaje tego w pełni polski przekład książki. Dotychczas cykl o Flawii tłumaczył Jędrzej Polak, którego wyczucie języka jest wprost wyśmienite. Tłumacz doskonale oddawał nawet najbardziej wysublimowane żarty językowe. Jego przekład był błyskotliwy, ale przy tym lekki i elegancki. Obecny jest zaledwie poprawny.

Alan Bradley wprowadza do świata Flawii zupełnie nowych bohaterów. Na szczególną uwagę zasługuje zwłaszcza jeden z nich – Adam Tradescant Sowerby. Archeolog-botanik, a zarazem dawny przyjaciel ojca domorosłej chemiczki i miejscowego proboszcza, fenomenalnie dopasowuje się do głównej bohaterki. Mimo że jest o wiele starszy, doskonale dogaduje się z Flawią. Stanowią wyborny duet. Choć nie od samego początku: początkowo są wobec siebie nieufni, dopiero na skutek pewnych zdarzeń zrzucają maski i postanawiają grać ze sobą w otwarte karty. Od tego momentu każde z nich prowadzi śledztwo na własną rękę, ale porównują wnioski: dzielą się i informacjami, i spostrzeżeniami. Rozmowy między nimi są wręcz elektryzujące, oboje działają na siebie bardzo inspirująco. Ileż to razy jęknęłam podczas czytania książki: „Ach, szkoda, że Flawia nie jest trochę starsza!”. Wątek romansowy jak malowany, ale cóż… Nie tym razem. Choć może to i lepiej, bo Flawia nie ma czasu na miłość. Zwłaszcza w obliczu informacji, jaką ojciec dziewczynek przekazuje im na ostatniej stronie książki. Panie Bradley, tego się nie robi czytelnikowi i nigdy Panu tego nie zapomnę!
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję