„Lavinia i jej córki”
Okładka książki „Lavinia i jej córki”
  • Autor: Marlena de Blasi
  • Tytuł: Lavinia i jej córki
  • Tytuł oryginału: Lavinia and Her Daughters
  • Język oryginału: angielski
  • Przekład: Paulina Ohar-Zima
  • Liczba stron: 268
  • Rok wydania: 2011
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Wymiary: 123 x 197 mm
  • ISBN: 978-83-08-04816-0
  • Wydawca: WL, Wydawnictwo Literackie
  • Miejsce wydania: Kraków
  • Logo wydawnictwa: WL, Wydawnictwo Literackie
Recenzja
Data publikacji: 5 marca 2012 A- A A+
Jeśli ktoś miał nadzieję na kolejną przesłodzoną opowieść o życiu pod słońcem Toskanii, ten srogo się rozczaruje. Najnowsza książka Marleny de Blasi to krótka historia wrogości. To opowieść o kobiecie, która, gdyby mogła, żadnego toskańskiego casolari nie oddałaby w ręce obcych, a obcym jest dla niej każdy, kogo rodzina nie wywodzi się z Italii. To lokalna nacjonalistka – jest bezkompromisowa, nie akceptuje żadnej formy okupacji. Nieugięty instynkt terytorialny każe jej pozbywać się intruzów. Nie jest ekscentryczką. To wyrazicielka poglądów całej rzeszy rodowitych Toskańczyków.

Niemcy są klującymi cierniami, natomiast Anglicy i Amerykanie są co najwyżej irytujący. Jej określenie na Niemców jest stanowczo zbyt mało eleganckie, żeby je powtarzać. Anglików i Amerykanów w najbardziej powściągliwych słowach nazywa k o l o n i s t a m i. Całkiem słusznie, nie sądzisz? Jakby nie patrzeć, osiedlają się grupami, mówią tylko własnym językiem, biadolą nad niedostatkiem marmolady i cheddara i irytuje ich, że wszystkie „trattorie” gotują to samo jedzenie… „Wędliny i te małe chlebki z oliwą i pomidorami, makaron, makaron, makaron, kotlety wieprzowe, kiełbasy, dzik, te ohydne gołębie, olbrzymie, zawsze ociekające krwią steki. I panna cottę, i ciastka z marmoladą… Upiekłabym lepszą szarlotkę!” Przyjeżdżają, bo tutaj jest inaczej, a potem zmieniają wszystko, żeby było tak jak tam, skąd przyjechali.

Lavinia i jej córki to powieść, której bohaterkami są autentyczne postaci, choć pisarka postanowiła zmienić ich imiona, aby ukryć ich prawdziwą tożsamość. Także akcję powieści de Blasi umieściła w pewnej odległości od rzeczywistych miejsc, w których rozgrywały się opisywane wydarzenia. Jednak rzecz rozpoczyna się pod naprawdę istniejącym adresem – w Palazzo Ubaldni przy Via del Duomo 34, bo Lavinia i jej córki to niemal bezpośrednia kontynuacja Tysiąca dni w Orvieto Marleny de Blasi. Pisarka ukończyła ją w lipcu 2011 roku. Niespełna pół roku później książka była już opublikowana. Choć jej fabuła jest stosunkowo oszczędna, to najbardziej dojrzała spośród wszystkich powieści cyklu. Do dość pretensjonalnego świata, udrapowanego z przepysznych aksamitów i jedwabiów, wkraczają gorycz i mądrość pod postacią toskańskiej wieśniaczki. Dopiero dzięki sędziwej Lavinii Marlena dowiaduje się, czym tak naprawdę jest życie i jakie jest prawdziwe oblicze Toskanii.

Lavinia ma osiemdziesiąt dziewięć lat, dwie córki, trzy wnuczki i jedną prawnuczkę. To nestorka rodu błękitnookich amazonek. Jej rodzice byli rolnikami w małym gospodarstwie na wzgórzach Lunigiany. Za młodu była tak piękna, że stracił dla niej głowę signor Tancredi – najmłodszy syn miejscowego arystokraty. Na kartach książki poznajemy jej burzliwe losy oraz osobiste tragedie. Tych ostatnich najwięcej doznała podczas wojennej zawieruchy. I choć od wojny minęło pół wieku, jej ciało wciąż znaczą niezabliźnione rany.

Lavinia ma trudny charakter. Z uwagi na bolesne doświadczenia, uzurpuje sobie prawo do kategorycznych sądów. Nie zna kompromisów, a towarzyszący jej strach momentalnie przekuwa we wrogość. Marlena poznaje ją przypadkowo – zaraz po swojej przeprowadzce do kamiennej leśniczówki w lesie sosnowym nieopodal Castelletto, która zazwyczaj służy Biagiowi jako baza podczas polowań. Czterometrowe palenisko, łóżko, krzesło, gąsior czerwonego wina oraz stare garnki. Marlena jest zachwycona swoją nową pustelnią. Odcięta od świata, nareszcie może zacząć pracować nad książką. Jej kolejne dni zaczynają wyglądać podobnie – praca, spacer, sen, praca, spacer, sen… Podczas jednego z nielicznych wypadów do miasteczka pisarka poznaje Filippę, najstarszą córkę Lavinii, a ta zaprasza ją na obiad, podczas którego Marlena ma zostać oficjalnie przedstawiona seniorce rodu. Jednak sympatyczny posiłek przy wspólnym stole szybko przemienia się w kolację z najczarniejszego koszmaru. W oczach Lavinii Marlena stanowi kwintesencję tego, czego kobieta nienawidzi: jest obcokrajowcem, który wykupuje toskański majątek, a przy tym poprzez organizowanie wycieczek dla turystów sprzyja inwazji obcych na Italię. I do tego te książki! Kim jest ta rudowłosa dama, żeby przydawać sobie prawo do opowiadania innym o Włoszech?! Marlena jest wstrząśnięta. Nigdy wcześniej nie spotkała się z aż taką niechęcią.

Co takiego jest w Lavinii? Ta niemiecka obsesja. Jej rozmiar jest zatrważający. Każe krzyczeć, że skoro moje książki są tłumaczone na niemiecki, to znaczy, że zachęcam Niemców do osiedlania się w Toskanii. Ksenofobia, plutokracja, baseny wybudowane na kościach dziesiątek pokoleń toskańskich rolników, potentaci oliwni, Goci podchodzący pod górę, okupacja, łajdackie szkopy, pensjonaty dla turystów, ta inna Toskania, następna Toskania, „carabaccia”, okrucieństwo, odium. Lavinia Ducchi de Gaspari i jej potomstwo. Vasco Rossi. „Gesù Maria”.

De Blasi w swojej najnowszej książce odczarowuje Toskanię z jej rajskiego mitu. Zamiast rozpływać się w opisach miejscowych cudowności, ujawnia, że ciepłe uśmiechy Włochów to nierzadko nie wyraz sympatii, a co najwyżej protekcjonalności. I że nic tak nie mierzi Italczyków, jak gwar niezrozumiałych języków na średniowiecznych corso. Nie znaczy to jednak, że te tak odmienne głosy nie mogą nie dojść do porozumienia. U Marleny jak zwykle rodzi się ono przy stole. Tam, gdzie królują carabaccia, arista i gelato. Tam gdzie się śmieje, wzrusza i snuje najpiękniejsze historie.
Komentarze
  • 1
    Miss_Jacobs 5 marca 2012 | 21:42:40

    Mit nie został do końca odczarowany. Nadal w książce jest pełno dobrego jedzenia i panuje takie przekonanie, że jeśli ma się odpowiednią osobowość, otwartość w stosunku do ludzi i szacunek do obcej kultury, to można zaprzyjaźnić się z Toskańczykami. Marlena pokazuje jedynie, że nie da się przekroczyć pewnej granicy kulturowej, nie pomoże tutaj wiedza ani checi.
    Mimo wszystko dużo jest zachwytów nad florą i fauną, która gości na stołach i wokół bohaterek.
    Bardzo podobała mi się szczerość pisarki, która wprost mówi dla kogo i po co pisze swoje książki, że one nie są dla Włochów, którzy mają prawo uznać je za głupie i naiwne.
    Pozdrawiam serdecznie. :-)

  • 2
    Annie 6 marca 2012 | 23:33:23

    Miss_Jacobs, na szczęście! Nie zniosłabym, gdyby de Blasi całkowicie odczarowała Toskanię :) Jednak pozwolę sobie nie zgodzić się z Tobą w drugiej części Twojej wypowiedzi - ja tę powieść odczytałam zupełnie inaczej. Odpowiednia osobowość, otwartość i szacunek nierzadko mogą okazać się niewystarczającym orężem do walki z uprzedzeniami. I Marlena, i Lavinia miały szczęście - obie kobiety dały sobie szansę. Intryguje mnie, czy gdyby Amerykanka nie była tak ekscentryczna, nie była pisarką i wreszcie, nie była wolnym duchem, to czy Lavinia również wykazałaby takie zainteresowanie jej osobą. Śmiem przypuszczać, że nie. Marlena początkowo była dla Toskanki egzotyczną ciekawostką. Przypominała nieznany dotąd okaz motyla ;) Wzajemne zrozumienie przyszło dużo później, wtedy, gdy zechciała go Lavinia. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że przyjaźń, która się między nimi zawiązała, to jedynie wyjątek potwierdzający regułę. Sama mam liczne doświadczenia z Włochami, z Toskańczykami w szczególności, i z własnego doświadczenia wiem, że uprzedzenia mogą być zaskakująco silne. A przy tym, niestety, zaskakująco oślepiające. Moc pozdrowień! :)

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję